Publicystyka filmowa
KONTROWERSYJNE filmy, które zarobiły MNÓSTWO PIENIĘDZY
KONTROWERSYJNE filmy, które zarobiły MNÓSTWO PIENIĘDZY, pokazują, jak skandale mogą napędzać sukces w box office. Fascynujący paradoks!
Niedawno pisaliśmy o tym, jak jeden z paryskich pokazów nowego filmu Romana Polańskiego został zablokowany przez protest. Ubrane na czarno kobiety trzymały transparenty z nazwiskami rzekomych ofiar reżysera, część z nich miała race. Nie dość, że kolejna kobieta oskarżyła słynnego Polaka o gwałt (tym razem chodzi o artystkę Valentine Monnier – do zdarzenia miało dojść w 1975 roku), to jeszcze wiele osób dostrzegła w Oficerze i szpiegu próbę komentarza Polańskiego do własnej sytuacji.
Nie podoba się to zwłaszcza feministkom, które twierdzą, że historia Alfreda Dreyfusa nijak ma się do tego, co przeżywał Polański. Jak się jednak okazuje, kontrowersje nie przeszkodziły filmowi w osiągnięciu świetnego wyniku w box office. Ostatnią produkcją reżysera, która mogła pochwalić się tak dobrym otwarciem we francuskich kinach, byli… Piraci z 1986 roku.
Skandale wokół premier niektórych produkcji nie tylko im nie przeszkadzają, a mogą wręcz pomagać. To w końcu darmowy rozgłos i reklama. Film Polańskiego nie jest jedynym takim przypadkiem.
Joker
Na początek najnowszy z przykładów. Joker z wybitną rolą Joaquina Phoenixa okazał się komercyjnym hitem pomimo zaporowej kategorii R – oznacza ona, że widzowie poniżej 17. roku życia muszą pojawić się w kinie z dorosłym opiekunem. Film ma już na koncie ponad miliard dolarów i znacząco przeskoczył w rankingach wszech czasów inne filmy z „R-ką”, jak choćby To albo obie części Deadpoola. To naprawdę wyjątkowe osiągnięcie. A przecież pomimo Złotego Lwa w Wenecji i wielu pozytywnych recenzji Joker miał pod górkę. Mnóstwo komentarzy mówiło, że to film gloryfikujący przemoc, mogący wręcz prowokować do zbrodni. Nawet krytycy filmowi źle oceniali produkcję z tego właśnie powodu. FBI poważnie zajęło się tematem, wytypowano nawet konkretnych internautów, którzy zaczęli traktować głównego bohatera produkcji jak boga. Obawiano się o zamachy w kinach, a największe amerykańskie sieci kinowe zabroniły przychodzić na seanse w kostiumach Jokera. Później do tych kontrowersji doszła kolejna, gdy przypomniano, że w słynnej scenie tańca na schodach użyto piosenki skazanego za pedofilię muzyka.
Pasja
Pasja Mela Gibsona podzieliła widownię. Jedni doceniali kunszt reżyserski i nazywali film duchowym przeżyciem, innych drażniły zbyt drastyczne, naturalistyczne sceny znęcania się nad Jezusem, wypełniające większość seansu. Znany krytyk Roger Ebert w swojej recenzji napisał nawet, że to najbardziej brutalny film, jaki widział od lat. Najwięcej kontrowersji Pasja wzbudziła chyba jednak wśród społeczności żydowskiej. Jeszcze przed premierą Liga Antydefamacyjna na podstawie wczesnej wersji scenariusza, uznała, że Żydzi zostali przedstawieni na ekranie w sposób obraźliwy i rażąco niesprawiedliwy.
Oliwy do ognia dolewał fakt, że Gibson wręcz słynie z antysemickich poglądów. Nawoływano do bojkotu filmu, ale na niewiele się to zdało. Choć Pasji również nie mogły samodzielnie oglądać osoby poniżej lat 17., bilety sprzedawały się jak ciepłe bułki. Na całym świecie wpływy wyniosły ponad 600 milionów dolarów.
Bonnie i Clyde
W latach 30. Stany Zjednoczone żyły tą historią. Zakochana para przestępców, która do rozbojów po pewnym czasie dołożyła też morderstwa, siała postrach, a jednocześnie intrygowała. Film z 1967 roku z udziałem Warrena Beatty’ego oraz Faye Dunaway według wielu osób przedstawiał te postaci jako bohaterów i nadawał im cechy mityczne. Bonnie i Clyde miał funkcjonować jako apoteoza przestępstwa. Krytycy, choć byli pod wrażeniem aktorstwa, zarzucali twórcom, że romantyzują tę okropną przecież historię, a przemoc nigdy na ekranie nie była przedstawiana w aż tak obrazowy sposób.
Widzowie jednak i tak popędzili do kin. Choć oczywiście nie możemy mówić o takich wynikach, jakie zapisał na swoim koncie Joker (nawet uwzględniając inflację), Bonnie i Clyde w USA znaleźli się wśród pięciu najpopularniejszych filmów roku. Młodsza publiczność nie widziała głównych postaci jako założycieli brutalnego gangu, ale ludzi, którzy postanowili sprzeciwić się zasadom ukształtowanym przez wcześniejsze pokolenia. Ich rozboje były odbierane niczym odwet na niesprawiedliwości świata.
Fahrenheit 9/11
Okej, być może nie był to największy przebój 2004 roku, ale ponad 220 milionów dolarów wpływów dla filmu dokumentalnego to przecież nie byle co. Wynik zadziwia tym bardziej, że produkcja Michaela Moore’a wprost oskarżała urzędującego prezydenta USA George’a W. Busha, który cieszył się wtedy sporą popularnością (rok później został zresztą wybrany na drugą kadencję). Reżyser nie tylko stwierdzał, że administracja Busha odpowiada za zamachy z 11 września 2001 roku, ale również prezentował powiązania rządu z organizacjami terrorystycznymi. Powiedzieć, że produkcja wzbudzała kontrowersje, to jak nie powiedzieć nic.
Kod Da Vinci
Sporo szumu wywołała już książka Kod Leonarda da Vinci autorstwa Dana Browna, w której sugerował on, że chrześcijaństwo jest z natury antykobiece oraz że w czasie śmierci Jezusa Maria Magdalena była z nim w ciąży – nosząc w sobie jego krew, była jednocześnie świętym Graalem. Ponadto to właśnie ona miała dać początek dynastii Merowingów. Tłumaczenia, że powieść jest fikcją literacką, nie miały znaczenia. Kościół otwarcie krytykował Browna, twierdzono, że pisarz niszczy świętość, a polski Episkopat wydał w tej sprawie nawet specjalne oświadczenie. Naturalnie, gdy w Hollywood zaczęła powstawać ekranizacja, protesty środowisk katolickich przybrały na sile.
Amerykańska Liga Katolicka wykupiła na przykład reklamę w „New York Timesie”, w której porównała Kod da Vinci do Protokołów mędrców Syjonu. Później, gdy kręcona była kolejna część cyklu, Anioły i demony, Kościół niejako zemścił się, odmawiając nagrywania w Watykanie. Przysporzyło to twórcom niemałych problemów: Bazylika św. Piotra i przylegający do niej plac musiały zostać zbudowane od zera przez scenografów. Kontrowersje w tym przypadku nie wpłynęły na popularność ani jednego, ani drugiego tytułu. Kod da Vinci zarobił 758 milionów dolarów, a Anioły i demony 486 milionów.
Kler
Kler Wojciecha Smarzowskiego na długo przed premierą został uznany przez niektóre środowiska za obrazoburczy. Wielu przedstawicieli duchowieństwa i środowisk katolickich nie potraktowało produkcji jako impulsu do zastanowienia się nad grzechami Kościoła, swoistego nowego otwarcia, ale od razu ją skreśliło – jak w takim kraju jak Polska można przedstawiać księży jako pijaków ogarniętych żądzą pieniądza czy uprawiających seks? Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy opublikowało na swojej stronie apel, w którym nawoływało do bojkotu filmu i piętnowania zła. Minister Kultury Piotr Gliński wyraźnie podkreślał zaś, że nie dał na produkcję ani grosza, a decyzja o finansowaniu należała do mianowanych przez poprzednie władze dyrektorek PISF-u i zgodnie z prawem nie można było nic z tym zrobić.
Co ciekawe, kręcić trzeba było w Czechach, bo u nas w żadnej świątyni nie wyrażono na to zgody. Tytuł na długie tygodnie stał się ważnym elementem publicznego dyskursu. Mówili o nim nie tylko sami zainteresowani, ale też dziennikarze, politycy, wreszcie zwykli ludzie. Wydawało się, że społeczeństwo jest w tej kwestii bardzo spolaryzowane. Mimo blokowania filmu przez niektóre kina studyjne w mniejszych miastach Polacy masowo zjawili się w kinach. Kler obejrzało ponad 5 milionów widzów – jest to trzeci najpopularniejszy polski film nakręcony po 1989 roku.
W rankingu przegrywa jedynie z Ogniem i mieczem oraz Panem Tadeuszem. Czyżbyśmy pokazali, że chcemy reformy Kościoła? A może po prostu na tak kontrowersyjny film „wypadało” się wybrać?
