Seriale TV

MIŁOŚĆ, ŚMIERĆ I ROBOTY. Recenzja przebojowego serialu + TOP 6 najlepszych epizodów

Ten zbiór animacji to w pełni zaskakujący twór, zarówno w treści, jak i obieranych kierunkach. Miejmy nadzieję na więcej.

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Bajki dla dużych dzieci

Czasem przychodzi taki moment, gdy Netflix potrafi zaskoczyć czymś świeżym. Tak jest w przypadku antologicznej serii Miłość, śmierć i roboty, która niedawno miała swoją premierę na znanej platformie strumieniowej. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji zapoznać się z tym tworem, nie marnuj czasu na czytanie moich wypocin (ale wróć do nich, jak tylko zobaczysz napisy końcowe ostatniego epizodu). To bowiem audiowizualna uczta, która jednocześnie dostarcza wielu różnorodnych doznań i przemyśleń. Specjalnie dla was spieszę z krótką recenzją oraz subiektywną selekcją sześciu najlepszych epizodów produkcji.

Pomiędzy drugim Deadpoolem a szóstym Terminatorem reżyser Tim Miller zdołał wygospodarować jeszcze trochę czasu na to, by stworzyć antologiczny serial animowany podszyty science fiction i horrorem, w duchu słynnego Heavy Metal. Serial sygnowany jest ponadto nazwiskiem Davida Finchera, jako producenta wykonawczego. To jednak na Millerze spoczęła odpowiedzialność rozpisania konceptów wszystkich osiemnastu epizodów, wyreżyserowania jednego z nich oraz nadzorowania procesu powstawania reszty.

Wspomniane dwa nazwiska wystarczą, by określić swoje oczekiwania względem produkcji. Dość jednoznacznie brzmiący tytuł jest czytelną sugestią, że antologia Miłość, śmierć i roboty dostarcza mocnych, przemawiających do wyobraźni wrażeń, otoczonych kostiumem fantastyki. I tak w istocie jest. Osiemnaście epizodów serialu to historie nieposiadające co prawda fabularnego motywu przewodniego, ale za to jedną, nadrzędną właściwość formy – wszystkie stanowią wyjątkowo silne, audiowizualne uderzenie, częstokroć podszyte akcją, seksem, grozą i czarnym humorem. Stanowią jakby zlepek koncepcji, które wyjątkowo trudno było sprzedać twórcom do pełnometrażowych filmów z uwagi na ich bezkompromisowy i niejednokrotnie drastyczny charakter. Więcej tego dziś w grach komputerowych, do których stylistyki twórcy Miłości, śmierci i robotów niejednokrotnie zresztą nawiązują.

Przy tworzeniu serialu brało udział wielu światowej sławy animatorów...

Ten brak jednomyślności fabularnej może niejednokrotnie nastręczać problemów podczas seansów. A to dlatego, że nie da się wówczas dostrzec żadnej nadrzędnej idei, nadającej całości uniwersalny wydźwięk. Czegoś podobnego do tego, co da się odczuć podczas seansu Czarnego lustra – dziś swoistego wzoru twórczości antologicznej – gdzie choć każdy odcinek jest kompletnie inną historią, to jednak wszystkie razem mówią wspólnym głosem o technologicznych zagrożeniach. Z drugiej jednak strony, i akurat po tej sytuuje się moja opinia, Miłość, śmierć i roboty jest dzięki braku spójności tworem całkowicie zaskakującym i każdy epizod antologii zaprasza nas na krótką (odcinki nie trwają dłużej niż piętnaście minut) podróż w nieznane, czyli dokładnie to, co tak bardzo lubimy w fantastyce. Kompletnie nie da się przewidzieć, o czym tym razem opowiedzą twórcy ani jak spuentują swoją historię. Łyka się przez to poszczególne epizody bez konieczności popity, płynąc za uczuciem zaciekawienia.

Przy tworzeniu serialu brało udział wielu światowej sławy animatorów, którzy mają na swoim koncie prace przy takich filmach jak m.in. Jak wytresować smoka czy Spider-Man Uniwersum. W Miłości, śmierci i robotach można znaleźć zatem wielość metod animacji, z których najciekawiej wedle mnie wypadają te fotorealistyczne, imitujące rzeczywistość, konkurujące w tym wypadku chociażby z pamiętnym Final Fantasy. Co ciekawe, swoje dwa grosze do projektu dołożyło polskie studio Platige Image, które wyprodukowało jeden z epizodów. Nie znalazł się on jednak na liście tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Odcinki, które w istocie uznałem za najlepsze, najciekawsze, najbardziej poruszające, najbardziej oryginalne, wymieniam w dalszej części artykułu.

Niektóre zdradzają potencjał na większą historię, inne najlepiej sprawdzają się jako zamknięta całość. Oto sześć moim zdaniem najlepszych epizodów pierwszego, osiemnastoodcinkowego sezonu Miłość, śmierć i roboty. Czy zgadzasz się z moim typowaniem?

Ostatnio dodane