search
REKLAMA
Artykuł

SALÒ, CZYLI 120 DNI SODOMY. Filmowy testament Pasoliniego

Salò okazało się ostatnim dziełem Pasoliniego, filmowym testamentem wybitnego twórcy.

Jan Brzozowski

20 lipca 2021

REKLAMA

W książce Kinopassana. Sztuka oglądania filmów Tomasz Raczek opisuje swój pierwszy seans Salò, czyli 120 dni Sodomy Pasoliniego. Krytyk wspomina, że przed obejrzeniem dzieła w londyńskim klubie filmowym musiał podpisać specjalną deklarację. W ten sposób zobowiązywał się do tego, że nie będzie zgłaszał żadnych roszczeń po zakończeniu projekcji. Na seans namówiła go koleżanka z Włoch – Oriana, która podczas oglądania nie wpatrywała się w ekran, lecz w twarz swojego polskiego znajomego. Zaniepokojony Raczek zapytał, czy film nie jest dla niej zbyt drastyczny. Oriana odparła z uśmiechem: „Ja już widziałam Salò sześć razy. Chciałam sprawdzić twoją reakcję. Z mojego doświadczenia wynika, że faceci są mniej odporni na kino niż my, kobiety…”[1].

Przytoczona anegdota wskazuje na dwa skrajne zjawiska związane z premierą oraz recepcją Salò. Z jednej strony publiczna ostrożność zahaczająca o odrzucenie (deklaracja przed seansem), z drugiej zaś – fascynacja, wrażenie obcowania z czymś niezwykłym, kilkukrotnie spotęgowane przez otaczające film kontrowersje. Co ciekawe, sam Pasolini, w eseju Kino niepopularne (opublikowanym dobre pięć lat przed premierą Salò), podzielił widzów kinowych na dwie kategorie:

[…] kategorię A, która cieszy się sadomasochistyczną wolnością reżyserów i właściwie bierze udział w transgresyjnych orgiach; oraz kategorię B (pozostająca w przytłaczającej większości), która bulwersuje się, odżegnuje, śmieje się, krzyczy, słowem, okrywa twórców wstydem, którego – jak sami deklarują – szukają (jest to kara, jaką nakładają oni sami na siebie za złamanie językowego braterstwa) […] [2]

Premierze najgłośniejszego filmu Pasoliniego zdecydowanie częściej towarzyszył drugi model odbioru. Decydowano się w związku z tym na szeroki wachlarz środków ostrożności, których naczelnym zadaniem była ochrona widzów przed kontrowersyjną wizją artysty. Jak wspomina Tomasz Raczek: „Właściwie jedynym krajem na świecie, gdzie zdecydowano się pokazać publicznie pełną, nieocenzurowaną wersję Salò, jest Japonia. Wszędzie indziej, nawet na specjalnych pokazach opatrzonych specjalnym komentarzem, wyświetlano wersje pozbawione trzech lub sześciu minut z najbardziej bulwersujących scen”[3]. Co takiego przedstawił w Salò Pasolini? Co tak zszokowało odbiorców i opinię publiczną?

Salò jest bardzo luźną adaptacją 120 dni Sodomy albo szkoły libertynów – owianej złą sławą książki markiza de Sade’a. Fabuła powieści skupia się wokół czterech libertynów, którzy podczas trwającej tytułowe 120 dni orgii znęcają się nad wyselekcjonowaną grupą dwudziestu młodych kobiet i mężczyzn. Wszystko odbywa się z matematyczną wręcz precyzją – każdy dzień rozpoczynany jest przez opowieść jednej z czterech kurtyzan-narratorek, których doświadczenia stają się inspiracją dla kolejnych wymyślnych tortur, stymulujących seksualnie oprawców. Po 120 dniach miejsce ma uroczysta, masowa egzekucja tych ofiar, którym udało się przetrwać ekstremalne pomysły libertynów.

Pasolini zaczerpnął od markiza fabularną matrycę, dokonując jednak radykalnego, nadzwyczaj istotnego zabiegu adaptacyjnego – zmienił czas i miejsce akcji. Orgie nie odbywają się, jak u de Sade’a, we Francji za czasów Ludwika XV, lecz we włoskiej republice Salò (głównej siedzibie reżimu Mussoliniego), pod koniec II wojny światowej. W ten sposób Pasolini nadał filmowi bardziej osobisty, autorski ton. Podczas II wojny światowej zginął bowiem, działając we włoskiej partyzantce, starszy brat reżysera, sam Pier Paolo przeszedł natomiast niezwykłą przemianę wewnętrzną – od faszyzującego poety aż po zaangażowanego pisarza-komunistę. Sam faszyzm, ewoluujący później, zdaniem Pasoliniego, w kapitalizm i konsumpcjonizm, stał się największym wrogiem artysty, piętnowanym na każdym możliwym kroku. Jak zauważa Piotr Kletkowski:

To, co stało się z Włochami i Europą w latach 1933–1945 (od dojścia Mussoliniego do władzy po kapitulację III Rzeszy) było ostatecznym wyrazem upadku i zniweczenia humanistycznych idei. To, co dzieje się z dzisiejszym światem – zdaje się mówić twórca Salò – jest tylko zwyczajną konsekwencją katastrofy, jaka dotknęła świat Zachodu w latach 30. i 40., a czego symbolem stała się faszystowska republika Salò, niepodzielnie rządzona przez włoskich faszystów wspieranych przez ich niemieckich sojuszników[4].

[1] T. Raczek, Kinopassana. Sztuka oglądania filmów, Warszawa 2014, s. 77.

[2] P. P. Pasolini, Kino niepopularne, tłum. Mateusz Salwa, w: Po ludobójstwie. Eseje o języku, polityce i kinie, Warszawa 2012, s. 207.

[3] T. Raczek, op. cit., s. 75.

[4] P. Kletkowski, Pier Paolo Pasolini. Twórczość filmowa, Warszawa 2013, s. 281–282.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Student trzeciego roku na poznańskim filmoznawstwie. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA