Publicystyka filmowa
Rok 2019 w kinie SUPERBOHATERSKIM. Bomby i niewypały
Rok 2019 w kinie SUPERBOHATERSKIM to czas wielkich finałów i zaskakujących premier, które zmieniły oblicze superbohaterskiego uniwersum.
2019 rok okazał się przełomowy dla kina superbohaterskiego. To czas zakończeń – finału pierwszej ery Kinowego Uniwersum Marvela i ostatniego rozdziału tworzonego przez dwie dekady świata X-Men od 20th Century Fox, a także tak potężnych i pozytywnych zaskoczeń, jak Joker Todda Phillipsa.
Poniżej o wszystkich premierach 2019 roku związanych z tym wciąż prężnie budującym swoją potęgę segmencie kina rozrywkowego.
Kinowe Uniwersum Marvela
Marvel Studios trzeci raz z rzędu wprowadził do kin aż trzy produkcje związane ze swoją marką. Pierwszym była Kapitan Marvel, czyli jednocześnie pierwsza w historii produkcja studia z kobietą w roli głównej. Film z Brie Larson zebrał standardowe już chyba dla produkcji tej stajni dobre recenzje i zarobił ponad miliard dolarów. Mnie osobiście wydał się jednym z najsłabszych ogniw tego świata.
Oczywiście niepodważalnie najważniejszym punktem na mapie produkcji komiksowych mijającego roku był film Avengers: Koniec gry. To nie tylko znakomicie przyjęte przez widzów na całym świecie widowisko, które w zgrabny i poruszający sposób podsumowało pierwszą dekadę budowania Kinowego Uniwersum Marvela, ale także – jak się okazało – nowy najbardziej dochodowy film w historii kina. Czwarci Avengers zakończyli tym samym wieloletnie panowanie Avatara Jamesa Camerona.
Swoistym epilogiem dla Końca gry okazała się koprodukcja z Sony – Spider-Man: Daleko od domu. Druga część serii o Spider-Manie o twarzy Toma Hollanda również zebrała bardzo dobre opinie i okazała się najbardziej dochodowym filmem o tej postaci. W moim odczuciu także najlepszym.
DC Films
Produkcje na podstawie komiksów wydawnictwa DC Comics po potężnym falstarcie w końcu wychodzą na prostą. Po hicie końcówki zeszłego roku, czyli świetnie przyjętym Aquamanie, kolejną premierą budowanego na ekranach dzielonego świata był Shazam!. Film Davida F. Sandberga uznany został dość powszechnie za kolejny udany projekt DC, chociaż oczywiście nie można powiedzieć o powtórzeniu sukcesu filmu z Jasonem Momoą w roli głównej.
Naprawdę głośno o DC w 2019 roku zrobiło się jednak naturalnie za sprawą Jokera. Nowy pomysł studia, by obok wielkich blockbusterów stawiać też na mniejsze, skierowane do dojrzałego odbiorcy i zamknięte w ramach jednej historii produkcje, przyniósł nam origin story arcywroga Batmana. Zupełnie niespodziewanie film Todda Phillipsa nie tylko zadebiutował na festiwalu w Wenecji, ale też wrócił z niego z nagrodą za najlepszy film.
Został też już nominowany do czterech Złotych Globów. Sukces artystyczny poszedł w parzę z komercyjnym – film mimo restrykcyjnej kategorii wiekowej R zarobił na świecie ponad miliard dolarów, a Joker przez dużą część roku nie schodził z ust widzów, nawet tych na co dzień omijających kino związane z komiksami superbohaterskimi.
Świat X-Men
Ostatecznie sfinalizowany zakup 20th Century Fox przez Disneya sprawił, że w czerwcu 2019 roku zobaczyliśmy na ekranach kin ostatnią odsłonę głównej serii o X-Men tworzonej przez Foxa od 2000 roku. Niestety było to bardzo gorzkie pożegnanie. Seria, która zdawała się już martwa w dniu premiery fatalnych X-Men: Apocalypse, została ostatecznie dobita dziwnym tworem reżyserowanym przez dotychczasowego scenarzystę serii. Powstał film zupełnie niepotrzebny, pozbawiony chociażby jednej udanej sceny, absurdalnie remakujący X-Men: Ostatni bastion i kończący tę serię w zupełnie niesmaczny sposób.
X-Men: Mroczna Phoenix to najgorszy film, jaki widziałem w całym 2019 roku.
Data premiery Nowych mutantów, którzy mieli pojawić się na ekranach w sierpniu tego roku, została ponownie przesunięta – tym razem na kwiecień 2020 roku. Jest to już czwarta data premiery filmu.
Cała reszta
Pod koniec zeszłego roku, kiedy pisałem o filmach superbohaterskich, które mogą skraść serca widzów w 2019 roku, dość optymistycznie założyłem, że mogą być to tytuły spoza wielkiej trójki (Marvel, DC, X-Men). Niestety, nie mogłem się bardziej mylić.
Rok rozpoczęliśmy od Glass M. Night Shyamalana, czyli połączenia losów bohaterów Niezniszczalnego i Split, w którym rolach głównych powrócili znani z tych filmów Bruce Willis, Samuel L. Jackson oraz James McAvoy. Niestety, okazało się, że Shyamalan kompletnie nie miał pomysłu na film, a całość nie potrafiła dostarczyć chociażby pojedynczej satysfakcjonującej sceny czy rozwiązania fabularnego. Film spotkał się z dość jednoznaczną krytyką widzów i krytyków. Przy dwukrotnie większym budżecie zarobił mniej niż Split.
W kwietniu na ekranach zadebiutowała kolejna filmowa inkarnacja Hellboya. Film, który według obietnic miał w końcu oddać sprawiedliwość komiksowi Mike’a Mignoli, okazał się kolejnym niewypałem 2019 roku. Jak dowiedzieliśmy się z przecieków, twórcy i producenci zupełnie nie potrafili dogadać się w kwestii wizji, a atmosfera na planie była napięta do tego stopnia, że David Harbour – główna gwiazda produkcji – miał wielokrotnie trzaskać drzwiami i opuszczać plan zdjęciowy. Fakt, że zarobki filmu nie pokryły nawet budżetu, sprawi prawdopodobnie, że przez dłuższy czas nikt nie pomyśli o kolejnym romansie Hellboya z kinem.
Pod koniec maja odbyła się z kolei premiera sygnowanego przez Jamesa Gunna Brightburn: Syna ciemności. Był to nieoparty o komiks horror, którego pomysłem wyjściowym była chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie, co by było, gdyby Superman był zły. Film przeszedł przez kina bez większego echa.
Czy według was był to udany rok dla kina superbohaterskiego?

