Publicystyka filmowa
ŻYJĄ, CHOĆ NIE ISTNIEJĄ. Najciekawsze postaci stworzone w motion-capture
ŻYJĄ, CHOĆ NIE ISTNIEJĄ to fascynująca podróż po postaciach stworzonych w motion-capture, które na zawsze wpisały się w historię kina.
Motion-capture. Mo-cap. Ze zwrotem tym spotkaliście się pewnie nieraz, jeśli jest jednak ktoś, kto nie zagłębiał się w definicję, spieszę z krótkim wyjaśnieniem. Motion-capture to technika przechwytywania ruchów aktorów, stosowana w filmach i grach komputerowych (choć teraz skupimy się oczywiście tylko na tych pierwszych). Rzecz polega na odzianiu aktora w odpowiedni strój i zamontowaniu na nim punktów, inaczej markerów, których ruchy przekazane są potem na ekran komputera. Ułatwia to animatorom dalszą pracę w tworzeniu postaci, a rezultat wysiłku ich i aktora staje się niekiedy tym elementem filmu, o którym najdłużej się pamięta. I na takich właśnie przypadkach teraz się skupimy. Poniżej subiektywne zestawienie najciekawszych postaci stworzonych w technice motion-capture.
ANDY SERKIS – GOLLUM
Władca Pierścieni (2001–2003), Hobbit: Niezwykła podróż (2012)
Zaczniemy banalnie, bo od aktora i roli będącej niemalże symbolem całej idei motion-capture. Andy Serkis to nazwisko szczególnie kojarzące się z postaciami stworzonymi na ekranie komputera, ale nadal mającymi w sobie niezwykle dużo życia. Golluma widzimy już w pierwszej części Władcy Pierścieni, jednak jeszcze nie w pełnej krasie, a przyczajonego i w cieniu. W pełni ujawnia się dopiero w Dwóch Wieżach i również dopiero tutaj zaobserwować możemy cały kunszt Serkisa, który dwoi się i troi, odgrywając nieco pajęcze ruchy swojej postaci, modulując głos i wydając charakterystyczny dźwięk, przez który Gollum otrzymał swój przydomek. Warto w ramach ciekawostki przytoczyć, że aktor bazował na odgłosie wydawanym przez jego kota, krztuszącego się sierścią.
Choć cały występ jest wspaniałym osiągnięciem, to szczególne wrażenie robi scena, w której schizofrenia Golluma zaprezentowana jest jako rozmowa dwóch przeciwstawnych jaźni. Dzięki talentowi Serkisa i fantastycznej robocie ekspertów od efektów specjalnych można niemal uwierzyć, że oglądamy konwersację dwóch osobnych istot. Niesamowita sprawa, zarówno przytoczona scena, jak i cała postać oraz rola Serkisa. Absolutna definicja aktorstwa w technice motion-capture.
BILL NIGHY – DAVY JONES
Filmy z serii Piraci z Karaibów (2006–2007)
Wbrew obiegowej opinii, jakoby druga i trzecia część Piratów z Karaibów były słabsze od pierwowzoru, uważam je za doskonałe kino przygodowe (zgadzam się za to z wszelką krytyką części czwartej). Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest właśnie postać Davy’ego Jonesa, antagonisty o tragicznym zabarwieniu, znakomicie prezentującego się wizualnie. Nawiązującego wyglądem do Cthulhu z powieści Lovecrafta stwora zagrał Bill Nighy. Aktor nosił na planie szary kostium i markery mające odczytać jego ruch; wokół oczu i ust miał natomiast makijaż pomocny w odtworzeniu mimiki, między innymi ruchu ust związanego ze szkockim akcentem. Pierwotnie miał zresztą zaciągać po holendersku, nawiązując do nazwy swojego statku (Latający Holender). Na to jednak nie przystał Nighy.
Efekt pracy aktora i specjalistów od efektów specjalnych broni się nawet po jedenastu już latach od premiery Skrzyni umarlaka. Po premierze za to zmylił swoim fotorealizmem część dziennikarzy, którzy myśleli, że Nighy został ucharakteryzowany.
ANDY SERKIS – KING KONG
King Kong (2005)
Kolejna po Gollumie współpraca Serkisa i Petera Jacksona. Tym razem aktorowi przypadła tytułowa rola wielkiej małpy. W ramach przygotowań do roli studiował zachowanie goryli, najpierw w londyńskim zoo, a następnie w Rwandzie, w ich naturalnym środowisku. Już w czasie produkcji codziennie przez dwie godziny nakładany miał cały „zestaw” do motion capture, a po zakończeniu produkcji jeszcze dwa miesiące pracował ze specami od efektów specjalnych i odgrywał ruchy King Konga.
Rezultat jest absolutnie znakomity. O ile inne efekty specjalne w skądinąd udanym remake’u słynnej historii mogą pozostawić wiele do życzenia (na czele z niesławną ucieczką przed dinozaurami), tak sama małpa, aktorsko i wizualnie, prezentuje się wspaniale. Serkisowi i ekipie perfekcyjnie udało się oddać mimikę i zachowanie goryla, dzięki czemu łatwo zapomnieć, że to nie żywa istota. To z kolei powoduje, że losami Konga i jego ukochanej Anne można się naprawdę mocno przejąć.
ZOE SALDANA – NEYTIRI
Avatar (2009)
Avatara widziałem tylko raz, po premierze (to już prawie osiem lat temu!). Z samego filmu pamiętam niewiele – okazją do powtórki będzie zapewne pierwszy z zapowiadanych sequeli, choć trudno powiedzieć, kiedy to nastąpi. W każdym razie na pewno wrażenie zrobiły na mnie dwie rzeczy – trójwymiar i Neytiri właśnie. Zaimponował mi projekt i techniczne wykonanie postaci, ale również, a może przede wszystkim, występ Zoe Saldany. Aby móc w pełni oddać mimikę, aktorka poza tradycyjnym kostiumem do motion-capture nosiła też kask z zamontowaną kamerą rejestrującą szczegółowo ruchy twarzy.
Zdało to egzamin, bo wszelkie emocje kosmitki fantastycznie prezentują się w filmie. Samo to, że z całej tej feerii efektów specjalnych, komputerowych lokacji i trójwymiaru po tylu latach wciąż pamięta się głównie jedną postać, mówi samo za siebie.
ANDY SERKIS – CAESAR
Reboot Planety Małp (2011–2017)
Drugi „małpi” występ Serkisa, ale bynajmniej nie jest to powielenie występu z King Konga. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że Caesar to jeszcze bardziej wymagająca postać niż Kong – tam rola Serkisa sprowadzała się do naśladowania goryli (nic nie ujmując, to nadal kawał tytanicznej pracy), w restarcie Planety małp musiał zaś zaprezentować dużo szersze aktorskie spektrum, bo musiał nie tylko nauczyć się zachowań szympansów, ale też odegrać sporo dramatycznych scen, szczególnie w drugiej części nowej serii. Ukłony należą się również specom od efektów specjalnych, bo zarówno Caesar, jak i inne małpy, choć stworzone całkowicie na komputerze, wyglądają bez mała jak prawdziwe (a orangutan jest wręcz fotorealistyczny). Sukces został osiągnięty między innymi dzięki kamerze, która rejestrowała „punkty” na kostiumach aktorów nawet w świetle naturalnym, dzięki czemu sporo scen mogło zostać nakręconych nie w studiu, ale w plenerze.
MARK RUFFALO – HULK
Filmy z uniwersum Marvela (2012–2017)
Ruffalo to trzeci aktor wcielający się na wielkim ekranie w rolę zielonego monstrum, lecz jako pierwszy z tego grona zagrał nie tylko Bruce’a Bannera, ale samego Hulka. Na planie nosił strój motion-capture, a w momencie interakcji z innymi aktorami również kostiumy mające imitować orientacyjną wielkość wściekłego olbrzyma. To nie pierwszy raz, gdy ruchy Hulka zostały odegrane podczas sesji mo-cap. Podczas produkcji Hulka z 2003 roku odpowiedni kostium przywdział sam Ang Lee i na podstawie jego ruchów tworzono ówczesny model postaci.
Przy
BENEDICT CUMBERBATCH – SMAUG
Filmy z serii Hobbit (2012–2014)
Mogę sobie tylko wyobrazić, jak miękkie były kolana fanek Cumberbatcha, kiedy usłyszały jego głos podczas seansu drugiego Hobbita. Smaug nie tylko przemawia tubalnym i złowieszczym głosem Benedicta, ale również porusza się tak, jak robił to na planie aktor. Oglądając materiały z sesji motion-capture, nie sposób nie zwrócić uwagi nie tylko na niezwykłą plastyczność twarzy Cumberbatcha, ale i na jego zaangażowanie w odwzorowywanie smoczych ruchów – miota się, rzuca i pełza po całym planie jak w transie.
Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, iż sceny ze Smaugiem były przez fanów najbardziej oczekiwane w całej filmowej adaptacji. Postawienie na technikę motion-capture i obsadzenie Cumberbatcha w roli smoka okazało się strzałem w dziesiątkę i świetnym sposobem, by miłośników Tolkiena nie rozczarować.
Odnotujmy w tym miejscu, że aktor wcielił się też w inną wykreowaną na komputerze postać – Nekromantę. W tym przypadku mniej ekspresji, a więcej gry głosem. Kolana miękną coraz bardziej.
ALAN TUDYK – SONNY
Ja, robot (2004)
Na planie filmu z Willem Smithem Tudyk odnalazł świetną równowagę między zachowaniem cech robota i jednoczesnym nadaniem mu ludzkich cech i emocji. Wyraża się to chociażby w spojrzeniu, ale i reakcjach; niby mechanicznych, a jednak bardzo zbliżonych do tego, jak zachowałby się człowiek. Bez problemu można mu uwierzyć, gdy mówi, że ojciec próbował uczyć go ludzkich emocji. Czuć, że nie jest to dla niego chleb powszedni, aby wykrzesać z siebie coś poza mechanicznym sposobem bycia, i tym bardziej łapie to za serce. Tudyk niewątpliwie wykorzystał doświadczenia wyniesione z planu Ja, robot podczas produkcji Łotra 1, gdzie wcielił się w droida również przejawiającego zachowania bardzo ludzkie, a którego wielu widzów uznało za najlepszego bohatera całego filmu.
Ciężka praca wymienionych wyżej aktorów zasługuje na podziw i szacunek. Choć w zestawieniu dominuje Andy Serkis, to warto pochylić się nad wysiłkiem całej grupy, bo trzeba naprawdę dużych umiejętności, aby ruchem i mimiką wykreować komputerową postać tak doskonale zintegrowaną z otoczeniem. Bohatera, o którym się wręcz nie myśli, że jest nieistniejącą tak naprawdę istotą, funkcjonującą jedynie na ekranie. Wielu twierdzi, że taki występ zasługuje na nominacje oscarowe w tym samym stopniu, co tradycyjne granie ludzkich postaci. Kto wie, być może rzeczywiście ci, którzy na ekranie przybierają inną twarz niż własna, doczekają się w przyszłości tak znamienitych wyróżnień.
korekta: Kornelia Farynowska
