Publicystyka filmowa
Ranking wszystkich filmów ZACKA SNYDERA. Wybór czytelników
Poznaj RANKING WSZYSTKICH FILMÓW ZACKA SNYDERA, w którym czytelnicy wybierają swoje ulubione produkcje reżysera. Kto wygrał?
W zeszłym tygodniu zaprosiliśmy was do wzięcia udziału w głosowaniu na najlepszy według was film Zacka Snydera. Poniżej przedstawiamy wyniki – znajdziecie w nich wszystkie pełnometrażowe produkcje, pod którymi podpisał się Snyder (z wyłączeniem Ligi Sprawiedliwości z 2017 roku, która nie jest jego w pełni autorskim dziełem).
Na którym miejscu znalazł się wasz faworyt? Dajcie znać w komentarzu!
8. Batman v Superman: Świt sprawiedliwości
Z filmem Batman v Superman: Świt sprawiedliwości wiąże mnie specyficzna relacja. W kinie ten niezwykle oczekiwany przeze mnie obraz mocno mnie rozczarował.
Nie przeszkodziło mi to jednak wrócić na salę kinową jeszcze dwukrotnie. Wciąż byłem rozczarowany, ale nie mogłem wyrzucić filmu z głowy. Potem okazało się, że na rynek kina domowego wypuszczona zostanie wersja rozszerzona o jakieś trzydzieści minut. Doznałem objawienia i – mimo przynajmniej kilku oczywistych problemów – całkowicie pokochałem logiczne i zrozumiałe, monumentalne widowisko Zacka Snydera w tej właśnie wersji. Uwielbiam ten film za podniosły, poważny ton. Za wielowątkowość i mitologiczny wręcz rozmach. Za przepiękną, zapierającą dech w piersiach realizację i – podobnie jak w Człowieku ze stali – fenomenalną ścieżkę dźwiękową.
Za wprowadzenie do filmowego świata DC graną przez Gal Gadot Wonder Woman. W końcu, a może przede wszystkim, za obłędnie zagranego przez Bena Afflecka Batmana, który z jednej strony niezwykle bliski jest swojemu komiksowemu pierwowzorowi, a z drugiej dużo bardziej niejednoznaczny i tragiczny. I wreszcie – wbrew internetowym śmieszkom – za pełen nieludzkiego bólu i skrywanego przez dekady cierpienia okrzyk: „Dlaczego powiedziałeś jej imię?!”. [Filip Pęziński]
Wersja skrócona
7. Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole
Legendy sowiego królestwa od strony formalnej i fabularnego szkieletu przypominają trylogię Władcy Pierścieni Petera Jacksona. To podobieństwo ujawnia się w magicznym, poważnym klimacie, charakterystycznej pracy kamery, oczywiście w tym wypadku wirtualnej.
U Snydera również opiera się ona na płynnych, długich i majestatycznych pasach, często okrążających bohaterów. Dodatkowo wiele lokacji musi kojarzyć się z miejscami odwiedzanymi przez Drużynę Pierścienia. Nie postrzegam tego za działanie odtwórcze, ale raczej jako kreatywne przepisanie znanych wzorców do nowej historii i innego kontekstu. Sprawdzają się one doskonale. Na jeszcze innej płaszczyźnie Legendy sowiego królestwa mają w sobie coś z Gwiezdnych wojen. To podobieństwo odczuwam głównie ze względu na relacje między postaciami oraz zależności, jakie między nimi powstają. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]
6. Sucker Punch
Snyder mocno i ryzykownie eksperymentuje z formą. Pozwala filmowi rozgrywać się na aż trzech płaszczyznach – w nieco hiperrealistycznej, jednak wciąż racjonalnej rzeczywistości szpitala psychiatrycznego, podobnej, lecz nieco bardziej brutalnej burdelowego klubu i tej, do której przenosimy się, gdy Babydoll (Emily Browning) tańczy.
Erotyczne ruchy stają się bronią bohaterki, a historie rozgrywające się na ekranie, mimo że pozornie niemające nic wspólnego z głównym wątkiem fabuły, są z nią ściśle związane – symbolicznie obrazują, co trzeba znieść, czego się wyzbyć i kim się stać, żeby uzyskać wolność jako kobieta. Trzeba walczyć ze smokami i rycerzami jak z trudnym do wyplenienia konwenansem. Trzeba zabijać hordy zasilanych parą Niemców, protoplastów nazistów, żeby cokolwiek zmienić w panującej władzy. Trzeba wreszcie unicestwić hordy robotów, żeby zrozumieć, że bez radykalnego poświęcenia niczego się nie osiągnie, gdy stawką jest wolność.
Sucker Punch to neopunkowa wizja sfeminizowanej anarchii, gdyż, jak już wiemy z historii, ta zmaskulinizowana zawsze ponosiła sromotną klęskę. Widzowi może być jednak trudno przebić się przez formalizm produkcji do Snyderowskich zamysłów. Pod tym względem mam za złe reżyserowi, że nie postarał się bardziej, bo po co tworzyć manifesty, do których trzeba mieć listę rozkodowujących znaczenie haseł? [Odys Korczyński, fragment zestawienia]
5. Świt żywych trupów
Pełnometrażowym debiutem Zacka Snydera był Świt żywych trupów, remake klasycznego filmu o zombie z końcówki lat 70. Podobnie jak oryginał, film opowiada o grupie przypadkowych ocalałych, którzy chronią się przed pandemią zombie w opuszczonym centrum handlowym.
Remake twórczo rozwija pierwowzór George’a A. Romero, jedynie korespondując z nim w najważniejszych motywach i obranej scenerii. To film trzymający w napięciu, wypełniony akcją i ciekawym podejściem do tematu (wrażenie robią m.in. same żywe trupy, tu wyjątkowo dynamiczne, czy charakterystyczny motyw noworodka zombie). Całości dopełnia świetna realizacja i charyzmatyczna obsada. Moim zdaniem to jeden z nielicznych przykładów remake’u lepszego od oryginału. [Filip Pęziński, fragment zestawienia]
4. Człowiek ze stali
Pewnie nie zainteresowałbym się filmem Snydera na tyle, żeby wybrać się na niego do kina, gdyby nie wybitny zwiastun (wracam do niego do tej pory, małe dzieło sztuki). Skusiłem się jednak i był to znakomity wybór. Napiszę od razu, że Człowiek ze stali to niezmiennie jedna z moich ulubionych ekranizacji komiksu.
Jest tu bowiem coś, czego bardzo brakuje mi w wielu innych filmach tego typu – EMOCJE, wynikające zarówno z relacji pomiędzy bohaterami, jak i kapitalnej, monumentalnej akcji. Idealnie podsumowuje to scena, w której Superman „tłumaczy” Zodowi, że nie należy grozić jego matce. Poza tym: jak ten film wygląda, jak brzmi! Przy scenie pierwszego lotu Supermana, zilustrowanego oczywiście fantastyczną muzyką Zimmera, samemu ma się ochotę sięgnąć gwiazd. Tylko to tornado… [Łukasz Budnik]
3. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera
Liga Sprawiedliwości skupia się na pospiesznym rozwijaniu uniwersum i efektownej przygodzie. Mimo gargantuicznych prawie czterech godzin materiału mało tu miejsca na oddech. Całość mija błyskawicznie, co oczywiście trudno nazwać minusem, ale wciąż film nie straciłby na wycięciu kilku niepotrzebnych albo po prostu gorszych scen, a za to zyskał przy dodaniu kilku skupiających się na bohaterach.
Protagoniści co prawda dzielnie niosą ten film na barkach (kapitalny powrót Supermana!), ale większa w tym zasługa niezwykle udanie zebranego zespołu aktorów niż samego scenariusza. Podobnie główny antagonista; nie ma tu mowy o odpowiedniej motywacji w duchu tej Generała Zoda czy charyzmie, którą pochwalić się mógł Lex Luthor. Dodatkowo Steppenwolf jest jednym z wielu przykładów kiepskiego CGI, z którym również niestety zmaga się produkcja. Nie przeszkadza to jej jednak w dostarczeniu emocjonujących i efektownych sekwencji akcji, szczególnie w ostatnim akcie filmu. Dobry soundtrack Thomasa Holkenborga staje się świetny, kiedy kompozytor sięga po utwory z Człowieka ze stali i Batman v Superman (tylko gdzie wyparował motyw Batmana z tamtego filmu?). [Filip Pęziński, fragmenty recenzji]
2. 300
Już zwiastuny pokazywały, że film (bardzo wierny komiksowi Millera) nie przypomina widowiska realistycznego, bo po prawdzie realizmu za wiele tam nie ma (pomijając sceny gore), począwszy od samych barw czy światła poprzez różnorodne monstra, na luźnym podejściu do historii skończywszy. Z tym, że Snyder zastosował bardzo sprytny i ciekawy zabieg, który zresztą zapożyczony jest z komiksu – cała historia Leonidasa i jego „300” jest opowieścią gawędziarza, który przed walką opowiada młodym wojownikom o dokonaniach dzielnego króla i jego trzystu, i jak to gawędziarz, troszkę koloryzuje żeby podnieść morale.
Nie widzimy zatem przebiegu bitwy pod Termopilami lecz obraz tego co rodzi się w wyobraźni pod wpływem słów opowiadającego historię, stąd odrealnienie i wyolbrzymienie całego wydarzenia – co znakomicie podniosło atrakcyjność filmu. Drażnić może nagromadzenie Wielu Bardzo Podniosłych Słów Pisanych Dużą Literą, przewijające się banały o wolności i patriotyzmie, ale ja to wszystko zrzucam na karb narratora, który chce nakłaść do głowy młodzieńcom wizji przyszłej chwały. Za to ogromna liczba scen, które się po seansie pamięta i bardzo chce zobaczyć jeszcze raz, wynagradza wszystkie niedociągnięcia i przegięcia filmu. [Marek Klimczak, fragment recenzji]
1. Watchmen: Strażnicy
Snyder mierzy się ze Strażnikami Alana Moore’a, często nazywanymi najwybitniejszym komiksem w historii. To opowieść o grupie emerytowanych superbohaterów i ich losach w dystopijnej Ameryce trzeciej kadencji Richarda Nixona. Wielu fanów oryginału zmieszało z błotem dzieło Snydera, ale ja zdecydowanie nie jestem jednym z nich.
Przeciwnie – uważam Watchmen za największe osiągnięcie amerykańskiego reżysera. To z jednej strony niezwykle wierne fabularnie (mimo przynajmniej jednej znaczącej, ale zrozumiałej zmiany) przeniesienie na ekran wybitnej historii Moore’a, a z drugiej udana zabawa stylistyką filmów superbohaterskich. Audiowizualny popis i znakomita aktorska sztafeta. Damon Lindelof – autor bardzo cenionych serialowych Watchmen od HBO – powiedział kiedyś, że nie wyobraża sobie, żeby można było przenieść ten komiks w formie zamkniętego filmu lepiej, niż zrobił to Snyder. [Filip Pęziński]

![[REC] (2007). Surowy materiał | film.org.pl](https://film.org.pl/wp-content/uploads/2025/09/batman-v-superman.jpg)







