search
REKLAMA
Zestawienie

POJEDYNKI W PRZESTWORZACH. Najlepsze podniebne starcia

Mikołaj Lewalski

12 sierpnia 2018

REKLAMA

Mission: Impossible – Fallout

Mission: Impossible to seria, która słynie z fantastycznie przemyślanych i zainscenizowanych sekwencji akcji. Najnowsza część nie rozczarowuje na tym polu, a finałowy pościg helikopterów to najlepsze, co współczesne kino akcji ma do zaoferowania. Niesamowite popisy kaskaderskie, absurdalnie wysoka stawka i doskonała oprawa muzyczna – to zdecydowanie najwyższa półka kina akcji. Tom Cruise po raz kolejny udowadnia, że efektowne podniebne starcia to dla niego chleb powszedni. Gorąco zachęcam do wizyty w kinie i przekonania się co do tego filmu na własną rękę.

Quantum of Solace

Niektórzy może nie zgodzą się ze mną w kwestii tego wyboru, ale uważam, że sekwencje pościgowe w Quantum of Solace robią duże wrażenie. Jasne, montaż jest gwałtowny i frenetyczny, a końcowy efekt znajduje się na granicy czytelności, ale w moim odczuciu jej nie przekracza. Uważny widz dostrzeże w tym szaleństwie metodę i wcale nie będzie mieć problemu ze śledzeniem akcji, która za sprawą tych zabiegów jest niebywale dynamiczna i szargająca nerwy. Dzięki temu możemy nieco lepiej zrozumieć położenie bohaterów i dramatyzm sytuacji, w której się znaleźli. Podczas takiego pościgu dzieje się dziesięć rzeczy naraz, a ludzka uwaga zwyczajnie nie potrafi ogarnąć takiej masy bodźców. W Quantum of Solace jest to odczuwalne, a ładunek emocjonalny podbijają nierówny rozkład sił (ciężki, nieuzbrojony samolot kontra dwa myśliwce) oraz świetna ścieżka dźwiękowa Davida Arnolda.

Pearl Harbor

Pearl Harbor to tytuł, który zdobył mocno przeciętne recenzje i szereg nominacji do Złotych Malin, ale także cztery nominacje do Oscara (w kategoriach technicznych i za najlepszą piosenkę). Niestety nie uświadczycie tu wielu ujęć przedstawiających prawdziwe samoloty wykonujące podniebne akrobacje. Michael Bay zdecydował się polegać głównie na CGI, by wykreować możliwie najbardziej widowiskowy spektakl, stawiając autentyzm na drugim miejscu. I choć osiągnięty w ten sposób efekt zdążył się już trochę zestarzeć, to wciąż robi on niemałe wrażenie. Magia komputera daje większą kontrolę nad obrazem, dzięki czemu każdy kadr można skomponować w dowolny sposób, nieograniczony żadnymi fizycznymi przeszkodami – taki spektakl nigdy nie dorówna wiarygodności Dunkierki, ale to wciąż niezwykle imponujące filmowe osiągnięcie.

Indiana Jones i ostatnia krucjata

To zdecydowanie najlżejsza i najzabawniejsza sekwencja ze wszystkich tu opisanych. Sympatyczna, można wręcz powiedzieć! Wszystko to za sprawą rozczulającej relacji między tytułowym Jonesem a jego ojcem oraz przeuroczej naiwności tego drugiego. Niezaprawiony w boju profesor na hasło “Wróg na jedenastej!” (w oryginale po prostu “Eleven o’clock!”) z rozbrajającą szczerością wyciąga kieszonkowy zegarek i pyta, co będzie się działo o jedenastej. Kiedy zaś dobiera się do karabinu maszynowego, jedyne, co udaje mu się zestrzelić, to stery kierunku i wysokości własnego samolotu. To kończy podniebne wojaże Jonesów i zmusza ich do kontynuowania ucieczki samochodem. To prowadzi do komicznej próby prześcignięcia pozbawionego skrzydeł kadłuba samolotu w tunelu oraz kraksy po bombie zrzuconej przez drugi myśliwiec. Wtedy jednak Jones senior otrzymuje możliwość odkupienia swojej wcześniejszej wpadki i, podrywając w powietrze stado ptaków, doprowadza do zniszczenia ostatniego przeciwnika (ku kompletnemu zdumieniu własnego syna). Pomysłowe, zabawne i świetnie zagrane – szkoda tylko, że doklejone do bohaterów tło wygląda nadzwyczaj archaicznie.

Niepamięć

To już trzeci na tej liście film z Tomem Cruise’em w roli świetnego pilota – tym razem w dalekiej przyszłości. Pomimo że większość tej sekwencji jest dziełem komputerów, zapada ona w pamięć dzięki fantastycznej oprawie audio-wizualnej i pomysłowo zaprojektowanym pojazdom. Maszyna, którą steruje protagonista, wygląda zgrabnie, futurystycznie i najzwyczajniej w świecie czadowo. Jest szybka, niezwykle zwrotna i ma także wiele kapitalnych funkcji, włącznie z obróceniem kadłuba, co pozwala na strzelanie do przeciwników z tyłu. Trzy paskudnie drapieżne drony okazują się wprawdzie zbyt dużym wyzwaniem dla pilota i jego maszyny, ale cała walka kończy się remisem przeważającym na korzyść bohaterów. Należy im się – szalony lot przez zabójczą burzę i zamarznięte kaniony wymaga brawury zasługującej na nagrodę.

REKLAMA