Publicystyka filmowa
POJEDYNKI W PRZESTWORZACH. Najlepsze podniebne starcia
POJEDYNKI W PRZESTWORZACH to emocjonująca podróż przez spektakularne walki powietrzne, które trzymają w napięciu do ostatniej chwili.
Walki latających maszyn niezaprzeczalnie należą do najbardziej widowiskowych i trzymających w napięciu starć. Odległości między przeciwnikami zazwyczaj są bardzo duże, a celne trafienie wroga wymaga nie lada umiejętności i łutu szczęścia. Bez wybitnej podzielności uwagi i nieludzkiego refleksu ani rusz – pilot zawsze musi uwzględnić wiele czynników jednocześnie. Najpewniej to właśnie dlatego oglądamy te walki z takimi wypiekami na twarzy. Nierzadko są one wyczerpująco długie i trzymają w napięciu do ostatniej chwili, po której możemy odetchnąć z ulgą razem ze zwycięskim bohaterem.
W tym zestawieniu wyróżnię jedne z najbardziej pamiętnych i imponujących realizacyjnie starć w przestworzach. Miłośników kosmicznych potyczek muszę jednak od razu uprzedzić, że chodzi tu wyłącznie o walki odbywające się w atmosferze (choć niekoniecznie ziemskiej)!
Bitwa o Anglię
Bitwa o Anglię z 1969 roku nie bez powodu uznawana jest za klasykę kina wojennego. Rozmach tej produkcji może zawstydzić wiele współczesnych tytułów, a wybitna obsada z Michaelem Caine’em, Christopherem Plummerem i Robertem Shawem na czele musi budzić uznanie. Zdecydowanym atutem tego dzieła jest także jego zgodność z prawdą historyczną, jako że fabuła Bitwy o Anglię sporadycznie zbacza z toru i przez większość czasu pozostaje wierna faktom.
Sekwencje bitewne imponują do dziś przede wszystkim z racji wykorzystania setki (!) prawdziwych samolotów i dwustu kunsztownie wykonanych modeli. Dzięki temu nawet po pięćdziesięciu latach od premiery walki aeroplanów wyglądają znacznie bardziej przekonująco niż w wielu wypełnionych drogim CGI produkcjach z XXI wieku. Interesujący efekt osiągnięto również zabiegiem zagłuszenia wojennego harmidru muzyką orkiestrową, która nadała podniebnym potyczkom gracji i majestatu.
Dunkierka
Christopherowi Nolanowi pod wieloma względami bliżej jest do filmowców sprzed pół wieku niż do jego współczesnych kolegów po fachu. Tam, gdzie większość wyręczy się mniej lub bardziej przekonującymi efektami CGI, Nolan powie: do diabła z komputerami, zrobimy to naprawdę.
I tak zamiast komputerowo wygenerowanych samolotów i okrętów mamy prawdziwe maszyny i doskonałe modele w mniejszej skali. Dodajmy do tego kamery IMAX zamontowane na skrzydłach myśliwców, fenomenalne udźwiękowienie i kręcenie z naturalnym oświetleniem, a otrzymamy najbardziej wiarygodnie wyglądający film wojenny w historii kinematografii. Wbrew temu, co uważają niektórzy, w parze z techniczną doskonałością idzie także porywająca narracja, która narzuca wyścig z czasem dzielnym pilotom toczącym walki w przestworzach. Kończące się paliwo, ogromna odpowiedzialność za los innych żołnierzy i nieustanne zagrożenie własnego życia – jeśli ktoś może oddać taki stres i determinację, grając samymi oczami, to jest to (po raz kolejny) zamaskowany Tom Hardy.
Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy
Zostawmy na chwilę samoloty i nasze przyziemne sprawy na rzecz dawnych wydarzeń w odległej galaktyce. Potrzeba było aż siedmiu części Gwiezdnych wojen, żeby było nam dane doświadczyć pościgu statków kosmicznych w atmosferze planety, ale warto było.
Trudno wyobrazić sobie lepszy powrót legendarnego Sokoła Millennium niż jako początkowo zignorowana przez bohaterów kupa złomu, która okazuje się ich jedynym ratunkiem i początkiem wielkiej przygody. Wyćwiczona w podniebnych akrobacjach Rey stosunkowo szybko załapuje, jak sterować tym niezgrabnym frachtowcem, a proces przymusowej nauki przyspieszają agresywne ataki pilotów dwóch TIE fighterów. Scenerią pościgu jest pustynne cmentarzysko imperialnych niszczycieli i innych pozostałości po gigantycznej bitwie sprzed trzech dekad. Pomimo oczywistego wyniku starcia wciąż oglądamy je z zapartym tchem, a kasacja każdego z wrogich myśliwców wywołuje szeroki uśmiech. Ten szalony pościg zdecydowanie należy do czołówki w historii serii.
Top Gun
Oto kolejny dowód na to, że jeśli chcesz, żeby coś wyglądało prawdziwie, to zdobądź prawdziwą rzecz. Top Gun był jedną z najdroższych produkcji 1986 roku i powstawał we współpracy z marynarką wojenną Stanów Zjednoczonych, co widać. Wiele ujęć pochodzi z autentycznych manewrów, podczas których ekipa filmowa po prostu gromadziła tak dużo materiału, ile zdołała.
Na życzenie filmowców odbyło się raptem kilka dodatkowych przelotów, a kiedy kręcono sceny do finalnej sekwencji zmiana światła skłoniła reżysera do poproszenia dowódcy o zmianę kursu. Wojskowy oznajmił, że coś takiego kosztowałoby 25 tysięcy dolarów (wartych wtedy znacznie więcej niż dziś), a reżyser w odpowiedzi wypisał mu czek na tę kwotę, dzięki czemu zyskał dodatkowe pięć minut kręcenia. Jaki był efekt? To chyba wie każdy, kto kiedykolwiek oglądał film Tony’ego Scotta. Niemały wkład w sukces produkcji miał też Tom Cruise, który zasługuje na miano prawdziwego filmowego asa przestworzy (więcej na ten temat znajdziecie na następnej stronie).
Mission: Impossible – Fallout
Mission: Impossible to seria, która słynie z fantastycznie przemyślanych i zainscenizowanych sekwencji akcji. Najnowsza część nie rozczarowuje na tym polu, a finałowy pościg helikopterów to najlepsze, co współczesne kino akcji ma do zaoferowania.
Niesamowite popisy kaskaderskie, absurdalnie wysoka stawka i doskonała oprawa muzyczna – to zdecydowanie najwyższa półka kina akcji. Tom Cruise po raz kolejny udowadnia, że efektowne podniebne starcia to dla niego chleb powszedni. Gorąco zachęcam do wizyty w kinie i przekonania się co do tego filmu na własną rękę.
Quantum of Solace
Niektórzy może nie zgodzą się ze mną w kwestii tego wyboru, ale uważam, że sekwencje pościgowe w Quantum of Solace robią duże wrażenie. Jasne, montaż jest gwałtowny i frenetyczny, a końcowy efekt znajduje się na granicy czytelności, ale w moim odczuciu jej nie przekracza. Uważny widz dostrzeże w tym szaleństwie metodę i wcale nie będzie mieć problemu ze śledzeniem akcji, która za sprawą tych zabiegów jest niebywale dynamiczna i szargająca nerwy.
Dzięki temu możemy nieco lepiej zrozumieć położenie bohaterów i dramatyzm sytuacji, w której się znaleźli. Podczas takiego pościgu dzieje się dziesięć rzeczy naraz, a ludzka uwaga zwyczajnie nie potrafi ogarnąć takiej masy bodźców. W Quantum of Solace jest to odczuwalne, a ładunek emocjonalny podbijają nierówny rozkład sił (ciężki, nieuzbrojony samolot kontra dwa myśliwce) oraz świetna ścieżka dźwiękowa Davida Arnolda.
Pearl Harbor
Pearl Harbor to tytuł, który zdobył mocno przeciętne recenzje i szereg nominacji do Złotych Malin, ale także cztery nominacje do Oscara (w kategoriach technicznych i za najlepszą piosenkę). Niestety nie uświadczycie tu wielu ujęć przedstawiających prawdziwe samoloty wykonujące podniebne akrobacje. Michael Bay zdecydował się polegać głównie na CGI, by wykreować możliwie najbardziej widowiskowy spektakl, stawiając autentyzm na drugim miejscu.
I choć osiągnięty w ten sposób efekt zdążył się już trochę zestarzeć, to wciąż robi on niemałe wrażenie. Magia komputera daje większą kontrolę nad obrazem, dzięki czemu każdy kadr można skomponować w dowolny sposób, nieograniczony żadnymi fizycznymi przeszkodami – taki spektakl nigdy nie dorówna wiarygodności Dunkierki, ale to wciąż niezwykle imponujące filmowe osiągnięcie.
Indiana Jones i ostatnia krucjata
To zdecydowanie najlżejsza i najzabawniejsza sekwencja ze wszystkich tu opisanych. Sympatyczna, można wręcz powiedzieć! Wszystko to za sprawą rozczulającej relacji między tytułowym Jonesem a jego ojcem oraz przeuroczej naiwności tego drugiego. Niezaprawiony w boju profesor na hasło „Wróg na jedenastej!” (w oryginale po prostu „Eleven o’clock!”) z rozbrajającą szczerością wyciąga kieszonkowy zegarek i pyta, co będzie się działo o jedenastej.
Kiedy zaś dobiera się do karabinu maszynowego, jedyne, co udaje mu się zestrzelić, to stery kierunku i wysokości własnego samolotu. To kończy podniebne wojaże Jonesów i zmusza ich do kontynuowania ucieczki samochodem. To prowadzi do komicznej próby prześcignięcia pozbawionego skrzydeł kadłuba samolotu w tunelu oraz kraksy po bombie zrzuconej przez drugi myśliwiec. Wtedy jednak Jones senior otrzymuje możliwość odkupienia swojej wcześniejszej wpadki i, podrywając w powietrze stado ptaków, doprowadza do zniszczenia ostatniego przeciwnika (ku kompletnemu zdumieniu własnego syna). Pomysłowe, zabawne i świetnie zagrane – szkoda tylko, że doklejone do bohaterów tło wygląda nadzwyczaj archaicznie.
Niepamięć
To już trzeci na tej liście film z Tomem Cruise’em w roli świetnego pilota – tym razem w dalekiej przyszłości. Pomimo że większość tej sekwencji jest dziełem komputerów, zapada ona w pamięć dzięki fantastycznej oprawie audio-wizualnej i pomysłowo zaprojektowanym pojazdom. Maszyna, którą steruje protagonista, wygląda zgrabnie, futurystycznie i najzwyczajniej w świecie czadowo. Jest szybka, niezwykle zwrotna i ma także wiele kapitalnych funkcji, włącznie z obróceniem kadłuba, co pozwala na strzelanie do przeciwników z tyłu. Trzy paskudnie drapieżne drony okazują się wprawdzie zbyt dużym wyzwaniem dla pilota i jego maszyny, ale cała walka kończy się remisem przeważającym na korzyść bohaterów. Należy im się – szalony lot przez zabójczą burzę i zamarznięte kaniony wymaga brawury zasługującej na nagrodę.
