Publicystyka filmowa
ODKRYWAJĄC NIEZNANE. Filmy o eksploracji i wielkich pionierach
ODKRYWAJĄC NIEZNANE to filmowa podróż w głąb ludzkiego ducha odkrywczości, ukazująca pasję do eksploracji i niezwykłych przygód.
Gdzie byłaby ludzkość, gdyby nie duch pionierstwa i zamiłowanie do przygody? To typowa dla nas ciekawość i pragnienie przekraczania granic umożliwiają nam rozwój i poznawanie świata. Przejawiamy te cechy już od pierwszych lat życia, a z wiekiem rośnie skala odkryć, których dokonujemy. Eksplorowanie niezbadanego dostarcza nam nieopisanej ekscytacji i poczucia wzniesienia się ponad przeciętność – to dzięki temu brniemy naprzód pomimo rozlicznych trudności. Naturalnie często w grę wchodzą względy czysto praktyczne, ale myślę, że i bez nich znaleźlibyśmy motywację do odkrywania nowych lądów i badania świata poza powierzchnią naszej planety.
W poniższym zestawieniu skupię się na tych filmach, którym udało się uchwycić to wszystko, o czym napisałem. Nie będą to jednak filmy opowiadające wyłącznie o podróży – zależało mi, by celem bohaterów nie była sama droga, ale także przecieranie szlaków i odkrywanie nieznanego.
Tekst zawiera względnie niegroźne spoilery z filmów Zaginione miasto Z i Odlot oraz nieco groźniejsze spoilery z Europa Report.
Zaginione miasto Z
Obowiązkowa produkcja dla każdego, kto jest chociażby w małym stopniu zafascynowany perspektywą wielkiej wyprawy ku pełnym tajemnic, niezbadanym krainom. O ile sam protagonista (świetny Charlie Hunnam) zaczyna swoją podróż motywowany głównie desperackim pragnieniem oczyszczenia rodowego nazwiska, to szybko zatraca się w pełnej niesamowitości eksploracji Amazonii.
Kiedy dochodzą go pogłoski o ukrytym w dżungli legendarnym mieście pokrytym złotem, postanawia poświęcić swoje życie na odnalezienie tego miejsca. To nieoczywista postać i niejednoznaczna historia (oparta na faktach). Niektórzy z was prawdopodobnie z miejsca określą głównego bohatera jako skrajnego egoistę, który dla swych marzeń całkowicie zaniedbuje własną rodzinę. Inni jednak z pewnością odnajdą w jego postaci pokrewne im cechy charakteru i namiętności. Zaginione miasto Z to wielkie kino, pełne przepięknych plenerów i ducha przygody, którego nie widujemy obecnie zbyt często w innych produkcjach.
Interstellar
„Niegdyś patrzyliśmy w niebo i zastanawialiśmy się nad naszym miejscem wśród gwiazd. Teraz patrzymy tylko w dół i martwimy się naszym miejscem w piachu” – choć to słowa filmowego Coopera, mam wrażenie, że my moglibyśmy powiedzieć dokładnie to samo.
Po lądowaniu na Księżycu ludzka wyobraźnia oszalała pod wpływem rozmaitych wizji przyszłości wśród gwiazd. Gatunek science fiction zdawał się zapowiedzią jutra, a kolonie na Marsie miały być kwestią czasu. Jak wielkim rozczarowaniem dla marzycieli sprzed pięćdziesięciu lat musiała się okazać rzeczywistość, w której podbój kosmosu pozostał przede wszystkim piękną ideą i nośnym tematem w popkulturze. W Interstellar ten marazm przełamała dopiero skrajna desperacja i potencjalna zagłada rodzaju ludzkiego. Kiedy Ziemia wreszcie przestała uznawać naszą obecność na niej, wyprawa ku odległym gwiazdom stała się koniecznością.
I cóż to była za wyprawa! Podróż przez czarną dziurę, odkrywanie niebezpiecznych i niezbadanych światów, anomalie czasoprzestrzenne – obraz Nolana to niewątpliwie dzieło absolutne dla tych, którzy szukają wielkiego pionierstwa w filmie i nie odrzuca ich patos.
Podróż na Księżyc
Pomimo niezwykle krótkiego czasu trwania (poniżej piętnastu minut) to dzieło ważne i zasługujące na uwagę. Jest to bowiem pierwszy film science fiction (w tym roku kończy sto piętnaście lat!), a także niezwykle celna alegoria kolonializmu. Podróż na Księżyc opowiada o szóstce astronomów, którzy biorą udział w ekspedycji na naturalnego satelitę naszej planety. Bardzo wymowne jest już samo lądowanie – ich rakieta wbija się dokładnie w oko ciała niebieskiego.
Szukając schronienia przed burzą śnieżną, astronomowie trafiają do jaskiń, gdzie spotykają rdzennego mieszkańca Księżyca. Ich pierwszym gestem jest naturalnie zabicie go, co skutkuje walką z zastępami kolejnych kosmitów i wreszcie pokonaniem ich króla. Po ucieczce na Ziemię (z porwanym kosmitą) śmiałkowie są witani jak bohaterowie, a na ich cześć postawiony zostaje pomnik z napisem „praca wszystko zwycięża. Pomimo dość naiwnej stylistyki film ukazuje mroczną stronę odkrywania nowych ziem, przypominając, jaki los często spotyka ich rdzennych mieszkańców.
Stalker
Arcydzieło Andrieja Tarkowskiego nie ma nic wspólnego z wielką przygodą, zapełnianiem białych plam na mapie czy sięganiem gwiazd. Niezbadanym jest tutaj Zona/Strefa, która powstała na względnie małym obszarze po uderzeniu meteorytu (albo innym wydarzeniu, bohaterowie są dość sceptycznie nastawieni do wersji z meteorytem).
Odmienione środowisko stało się tajemniczym miejscem, które nabyło swego rodzaju świadomość – to ono decyduje, komu pozwoli przejść, a kogo uśmierci. Zwykli ludzie są w Zonie niczym dzieci we mgle i muszą polegać na intuicji stalkerów potrafiących zrozumieć zasady rządzące tym środowiskiem. A przynajmniej taką wersję wydarzeń podają stalkerzy, którzy za zapłatą pomagają swoim klientom dotrzeć do Komnaty, miejsca spełniającego najskrytsze marzenia. Gdzie tu eksploracja? – zapytacie. Pomijając najbardziej podstawowy poziom, którym jest przemierzanie tajemniczej krainy, sedno tkwi w metafizycznej podróży w głąb własnej psychiki. Bohaterowie Stalkera zmagają się z swoimi demonami i próbują zrozumieć tajemnicę istnienia oraz czego tak naprawdę pragną. Podobna wędrówka czeka także widza podczas tego niełatwego seansu.
Obcy: Przymierze (i Prometeusz)
Obie produkcje Ridleya Scotta fantastycznie ukazują, jak bardzo zdeterminowani jesteśmy, by poznawać odpowiedzi i przekraczać granice. Prometeusz skupia się na wyprawie, której celem jest poznanie naszych stwórców i zarazem zakończenie odwiecznej mentalnej podróży – próby zrozumienia sensu naszej egzystencji.
Dla innych bohaterów to także pogoń za nieśmiertelnością, odkrycie sposobu na przezwyciężenie śmierci. W porównaniu z tymi wielkimi ideami, motywacja stojąca za ekspedycją filmowego „Przymierza” jest dość prozaiczna – to poszukiwanie nowego domu. Bohaterami kieruje to samo, co było natchnieniem dla kolonizatorów Nowego Świata. Ich pragnienia i dociekliwość dominują nad rozsądkiem i chłodną logiką. Nie wiem, ile w tym intencji twórców, a ile niedopracowanego scenariusza, ale wyłania się z tego obraz człowieka, który niczym dziecko z zapałkami porzuca ostrożność w pogoni za zaspokojeniem swojej ciekawości.
W obu filmach ludzie zostają okrutnie ukarani, a ich krwawy i dramatyczny los przypomina, jak niebezpieczne bywa nieznane. Jedynym zwycięzcą pozostaje android, który odbywa podróż na zupełnie innej płaszczyźnie.
Star Trek (seria)
„Kosmos. Ostateczna granica. Oto podróże okrętu „Enterprise”. Kontynuuje on misję eksplorowania obcych, nowych światów, poszukiwania nowych form życia i nowych cywilizacji. Śmiałej wędrówki tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek” – w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć serii, której motto przewodnie brzmi w taki sposób. Bohaterowie kosmicznej sagi przemierzają bezkres wszechświata, by odkryć jego tajemnice i spróbować lepiej go zrozumieć.
W przeciwieństwie do kolonizatorów, których znamy z lekcji historii, zachowują jednak szacunek dla innych organizmów i cywilizacji. Ich celem jest wiedza, nie bezduszna eksploatacja. To idealistyczna wizja umiejętności wyciągania wniosków z błędów przeszłości i moralnego rozwoju naszego gatunku. Myślę, że możemy tu odnaleźć sporo inspiracji i nadziei, że to rzeczywiście jest możliwe.
Pradawny ląd
Po kilku wyprawach w mniej lub bardziej odległą przyszłość czas cofnąć się o kilkadziesiąt milionów lat. Pradawny ląd opowiada o grupce młodych dinozaurów, które kroczą przez niebezpieczny prehistoryczny świat pragnąc odnaleźć idylliczną krainę oraz swoich opiekunów. Naturalnie mali bohaterowie odbywają również wewnętrzną podróż; są zmuszeni odnaleźć w sobie siłę i odwagę cechującą dorosłych, a także nauczyć się znaczenia współpracy w surowej rzeczywistości.
Ich świat nie jest bowiem łagodnym miejscem, a śmierć czyha na każdym kroku. Czy to w postaci erupcji wulkanów i trzęsień ziemi, czy też ze szponów i kłów krwiożerczych drapieżników. Tylko wiara we własne siły i towarzyszy może zapewnić sukces. Jasne, to dość proste i uniwersalne przesłanie, podano tu je jednak w bardzo przejmujący sposób, a całość chwyta za serce i fascynuje.
1492: Wyprawa do raju
Ten film przepadł w box office jak kamień w wodę, a popularnością znacznie przewyższa go towarzysząca mu ścieżka dźwiękowa autorstwa Vangelis (Conquest of Paradise – zdecydowanie jeden z najbardziej inspirujących utworów muzyki filmowej). Szkoda, bo to dzieło pełne piękna i poczucia wielkości – wszak opowiada ono o najbardziej znanej wyprawie w dziejach ludzkości (obok lądowania na Księżycu).
Odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba to wydarzenie, którego znaczenia nie trzeba opisywać. Ridley Scott pozwala poczuć się częścią tego wielkiego momentu w naszej historii. Nie zapomina on jednak o mrocznej stronie tej historii – ukazuje zarówno desperację i niemoralność Kolumba, jak i istotę zła, które było następstwem tego niesamowitego odkrycia. Wyprawa do raju nie popada w banał i prezentuje nam dość szeroką perspektywę – naturalnie z należytym rozmachem i fenomenalną scenografią.
Odlot
Kolejna animacja na liście? Nic dziwnego, w końcu to dziecięcy i młodzieńczy umysł najsilniej łaknie przygody i wielkich odkryć. Carl od najmłodszych lat marzył o zostaniu wielkim podróżnikiem. Jego uwagę pochłaniały książki temu poświęcone, a za największego idola obrał sobie legendarnego odkrywcę. Dzięki temu poznał swoją przyszłą żonę – to właśnie wspólna pasja zbliżyła ich do siebie.
Choć życie, które dzielili, było pełne szczęścia, to typowe dla człowieka odkładanie marzeń na później pozbawiło ich szansy na wspólne zrealizowanie celu, który obrali sobie za młodu. Dopiero śmierć żony i groźba odebrania domu skłoniły sędziwego Carla do odbycia podróży swojego życia. Niezwykle szalonej podróży, należy dodać. Kuriozalne przygody i postaci, jakie bohater napotyka na swojej drodze, napełniają podziwem dla wyobraźni artystów Pixara i fantastycznie oddają siłę dziecięcej wyobraźni. Kryje się też tutaj kilka wartościowych lekcji, między innymi to, że dorosłość niekoniecznie musi się wiązać z porzuceniem marzeń. Nie są one jednak ważniejsze od naszych bliskich i czasem jedyną właściwą rzeczą jest… pozwolić tym marzeniom odlecieć.
Europa Report
Swoje zestawienie zamknę kolejnym filmem science fiction, mniej znanym, ale godnym uwagi. To zdecydowanie jedna z najbardziej autentycznych wizji eksploracji kosmosu, jaką widziałem w filmie. Bohaterowie pozostają bowiem w obrębie Układu Słonecznego, a ich celem jest Europa, skuty lodem księżyc Jowisza. Poczucie wiarygodności potęguje paradokumentalna forma filmu, który jest złożony z nagrań z kamer funkcjonujących w jego świecie.
Dzięki temu mamy szansę przeżywać ekscytację, niepewność i strach niemal na równi z bohaterami. Znów możemy się przekonać, jak niebezpieczny może być kosmos i jak niewiele o nim wiemy. Film nie straszy nas jednak krwiożerczymi kreaturami, a tajemnicą. Członkowie wyprawy tracą zmysły i nie rozumieją, co ich atakuje. Dziwne odgłosy i światła sugerują istnienie jakiegoś życia pod taflą lodu, ale nie wiemy o nim praktycznie nic. Najważniejszym motywem staje się tu eksploracja naszych lęków, a na koniec zostajemy z pytaniem, jaką cenę można ponieść za zaspokojenie ciekawości i zdobycie wiedzy.
korekta: Kornelia Farynowska
