search
REKLAMA
Zestawienie

NIETYPOWE FILMY NA WALENTYNKI do obejrzenia zamiast komedii romantycznej

Dawid Myśliwiec

14 lutego 2018

REKLAMA

Kości i rdza (2012), reż Jacques Audiard

Szereg nagród i nominacji (m.in. do Złotego Globu), jakie zdobył film Audiarda, to nie przypadek – Kości i rdza to brawurowa opowieść o miłości, która zrodziła się w niewłaściwym czasie i miejscu, ale która za żadne skarby świata nie chce odczepić się od bohaterów. Świat, w którym żyją Ali i Stéphanie, to miejsce brutalne i nieprzewidywalne. Los nieprzerwanie rzuca im kłody pod nogi, a gdy tragiczny wypadek całkowicie zmienia sytuację kobiety, ich uczucie zostaje wystawione na ogromną próbę. Kości i rdza nie jest filmem rewolucyjnym w formie czy treści, ale jego bohaterowie są na tyle nieoczywiści i skomplikowani, że obserwowanie ich związku jest wyjątkowo interesujące. Audiard wyraźnie inspirował się Przełamując fale Larsa von Triera, choć jego film nie jest aż tak przygnębiający w wymowie, jak dzieło Duńczyka.

I tak cię kocham (2017), reż. Michael Showalter

To być może najbardziej tradycyjna formalnie komedia romantyczna w tym zestawieniu, ale w I tak cię kocham jest wszystko, co powinno was przekonać, że ten gatunek nie umarł. Złapał jedynie zadyszkę, może trochę podupadł na zdrowiu, ale to nic, czego nie można by wyleczyć jednym skutecznym lekarstwem. Tym lekarstwem dla konwencji rom-komu jest właśnie film Michaela Showaltera – opowiedziany bez różowych okularów i “rzygania tęczą”, ale też bez zadęcia i patosu charakterystycznego dla dzieł mówiących o kulturowej równości. I tak cię kocham to ciepła, emocjonująca historia, której nie trzeba było wymyślać – zrobiło to samo życie. To opowieść o związku Pakistańczyka i Amerykanki, w której kluczową rolę odgrywają jej niespodziewane kłopoty zdrowotne, ale niemal równie istotne są różnice kulturowe pomiędzy bohaterami. To z nich wynika potencjał komediowy I tak cię kocham, ale właśnie te różnice uświadamiają nam także, że nikt tak naprawdę nigdy nie ucieka od swoich korzeni.

Jestem najlepsza. Ja, Tonya (2017), reż. Craig Gillespie

Przymierzając się do napisania tego tekstu, wiedziałem, że chcę umieścić tu jeden z filmów, w których para/małżeństwo/kochankowie toczą otwartą wojnę w komediowy sposób. Pan i pani Smith (2005) Douga Limana jednak nie jest arcydziełem kina, a Wojna państwa Rose (1989) Danny’ego DeVito to tytuł zbyt oczywisty, dlatego postawiłem na film, który za kilkanaście dni wejdzie na polskie ekrany. Jestem najlepsza. Ja, Tonya to świeża formalnie, brawurowa opowieść nie tylko o karierze błyskotliwej łyżwiarki Tonyi Harding, ale też kronika jej toksycznego związku z Jeffem Gilloolym. W Ja, Tonya (zachodzę w głowę, po co polski dystrybutor niepotrzebnie rozszerzył tytuł…) czwarta ściana jest regularnie burzona, a relacje pary bohaterów napędzane są ich szalonymi temperamentami i błędnymi decyzjami, których Tonya i Jeff popełniają zdecydowanie za dużo. Jest tu kilka scen, które czynią z Ja, Tonya jedną z najbardziej nietypowych kronik miłosnych w historii kina.

korekta: Kornelia Farynowska

Dawid Myśliwiec

Dawid Myśliwiec

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA