Publicystyka filmowa
NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA? NIEPRAWDA! Najlepsze sequele w historii kina
Sequele potrafią zaskakiwać! Odkryj, które z nich, jak NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA, przewyższają oryginały. Świetna zabawa gwarantowana!
Jak wiemy, w Hollywood królują obecnie przede wszystkim sequele. W przypadku zarobienia przez dany film dużych pieniędzy jego kontynuacja jest właściwie oczywista. Często nie ma nawet na nią konkretnego pomysłu, ale przecież nikt nie zabija kury znoszącej złote jaja. Jak to się kończy? Takie produkcje przeważnie przynoszą oczekiwane wpływy, ale z poziomem artystycznym jest już znacznie gorzej. Wielu twórców wychodzi z założenia, że fani pójdą do kina na cokolwiek, byle tylko móc po raz kolejny spotkać się ze swoimi ulubionymi bohaterami. Są jednak od tej reguły wyjątki. Kiedy sequel okazał się równie dobry jak oryginał, a może nawet lepszy?
Obcy – decydujące starcie
Wydawało się, że Obcy – ósmy pasażer Nostromo Ridleya Scotta to film, który nie potrzebuje kontynuacji. Przed premierą sequela wielu dziennikarzy narzekało, że powrót do tego świata jest zbędny i może skończyć się tylko i wyłącznie porażką. Ale James Cameron wiedział, co robi. Oryginał był tak naprawdę nietypowym filmem science fiction, bo dość kameralnym, nieuginającym się pod masą efektów specjalnych, i tak dalej.
Wystarczało poczucie tajemnicy oraz rosnące napięcie. Obcy – decydujące starcie to już widowisko pełną gębą, w którym jednak zachowano najlepsze cechy pierwszego filmu. Wcielająca się w główną rolę Sigourney Weaver jest zaś jeszcze lepsza niż poprzednio – za swój występ otrzymała pierwszą nominację do Oscara.
Przed zachodem słońca
Terminator 2: Dzień sądu zgodnie uznawany jest za jeden z najlepszych sequeli w historii kina. James Cameron, podobnie jak to zrobił w przypadku filmu Obcy – decydujące starcie, wziął się produkcję, która teoretycznie nie mogła być już lepsza. A jemu się udało! To coś więcej niż tylko utrzymanie bardzo wysokiego poziomu. Słynny reżyser wykorzystał to, co w pierwszym Terminatorze było najlepsze, a jednocześnie dodał kilka rzeczy ekstra. To właściwie definicja sequela idealnego – wszystkiego jest więcej, jest szybciej, mocniej, no i… lepiej.
Wspaniałe sceny akcji i efekty specjalne łączą się tu z rozbudowaną psychologią postaci. Cztery Oscary oraz grubo ponad pół miliarda dolarów z biletów dopełniły dzieła. Początek lat 90. w kinie kojarzy się właśnie z tym tytułem.
Ojciec chrzestny II
To oczywiście dość kontrowersyjny wybór, bo Ojciec chrzestny Francisa Forda Coppoli przez wielu kinomanów uważany jest za najlepszy film w historii. Ale w kontynuacji udało się chyba jeszcze przebić to, co pokazano w oryginale. Oprócz losów Michaela Corleone film przedstawia też wydarzenia z młodości jego ojca. Przenikając się wzajemnie, historie te tworzą pewną metaforę samej Ameryki. Mimo że bez Marlona Brando, Ojciec chrzestny II zachwyca grą aktorską. Robert De Niro, który wtedy był jeszcze u progu wielkiej kariery, godnie zastąpił mistrza. Za swą rolę otrzymał pierwszego Oscara. Sam film zgarnął zresztą aż sześć statuetek, w tym tę najważniejszą, dla najlepszej produkcji roku.
korekta: Kornelia Farynowska
