search
REKLAMA
Zestawienie

Najciekawsze FILMY z 2018 ROKU, które NIE WESZŁY DO POLSKICH KIN

REDAKCJA

4 lutego 2019

REKLAMA

5. Luz, reż. Tilman Singer

Ten skrajnie niskobudżetowy, wyreżyserowany przez pochodzącego z Niemiec i debiutującego w pełnym metrażu Tilmana Singera mariaż horroru z thrillerem jest najlepszym przykładem na to, że da się napisać i nakręcić wciągające i udane kino niepokoju za śmieszne pieniądze. Luz opowiada o młodej taksówkarce, która trafia na posterunek policji po dziwnym wypadku i uruchamia serię niezrozumiałych wydarzeń.

Nie fabuła jest jednak w Luz najważniejsza, ale niezwykły klimat, łączący inspiracje kinem Andrzeja Żuławskiego i zapomnianym arcydziełem Geralda Kargla – Angst. Akcja filmu rozgrywa się w zaledwie kilku pomieszczeniach, a całość trwa niewiele ponad godzinę, ale skorzystanie z chropowatej taśmy szesnastomilimetrowej i klasycznych metod tworzenia efektów specjalnych powoduje – w połączeniu z niepokojącą elektroniczną muzyką – że Luz ogląda się jak film, który przeleżał w obskurnym magazynie ostatnie 35 lat i dopiero wczoraj ujrzał światło dzienne. Jest w tej niedzisiejszości jakaś magia, która nie pozwala oderwać się od ekranu.

Luz miał swoją polską premierę na Nowych Horyzontach, później był także pokazywany na Octopus Film Festival i Splat!FilmFest, ale nie zapowiada się, żeby trafił do naszych kin. [Grzegorz Fortuna]

4. Zatrzyj ślady, reż. Debra Granik

Leave No Trace

Pojęcie “survival movie” zyskuje w filmie Debry Granik zupełnie nowe znaczenie – zupełnie dosłowne. Jednak w tym kameralnym rodzinnym dramacie chodzi o przetrwanie wynikające nie z zagrożenia, lecz z nieumiejętności współżycia w społeczeństwie. Ta nieumiejętność jest z kolei wynikiem… Ale nie, nie będę dalej brnął w streszczanie Zatrzyj ślady, bo właśnie w odkrywaniu wszystkich emocjonalnych odcieni tej historii tkwi największa siła filmu Granik. By w pełni “poczuć” opowieść o Willu (świetny jak zawsze Ben Foster) i jego córce Tom (rewelacyjna Thomasin McKenzie, której nie boję się nazwać jednym z odkryć sezonu), trzeba się na nią otworzyć – nie dla każdego bowiem będzie w pełni zrozumiała. Seans z Zatrzyj ślady to bez wątpienia trening empatii i wrażliwości, a także spore wyzwanie dla tych widzów, którzy wzbraniają się przed wylewaniem łez. [Dawid Myśliwiec]

3. Anna i apokalipsa, reż. John McPhail

Jasne, żywe trupy opatrzyły się w popkulturze tak bardzo, że parodiowanie konwencji zombie movie wydaje się spóźnione co najmniej o dekadę, ale Anna i apokalipsa to tytuł świeży (pun intended) nawet w świecie, który na wylot zna Wysyp żywych trupów i Zombieland. Oto bowiem film o nieumarłych połączony zostaje z licealnym musicalem.

Anna i apokalipsa zaskakuje jednak nie dziwacznym pomysłem wyjściowym, ale sposobem jego poprowadzenia. Części musicalowa i zombiakowa zostają bowiem potraktowane z taką samą powagą i przywiązaniem do gatunkowych kodów. Z jednej strony mamy więc licealne dramaty tytułowej Anny (świetna Ella Hunt) i piosenki, które brzmieniem i tekstami przypominają te z High School Musical (a do tego mają w pełni profesjonalne układy choreograficzne), z drugiej – żywe trupy, które zjadają bohaterów żywcem, a potem są efektownie rozczłonkowywane. Szkoda, że nikt o tym filmie nie słyszał, bo jestem pewien, że gdyby zobaczył go Peter Jackson z czasów pre-Tolkienowych, to zarechotałby się na śmierć. [Grzegorz Fortuna]

2. Eighth Grade, reż. Bo Burnham

Eighth Grade

Choć Elsie Fisher nie jest debiutantką, Eighth Grade należy uznać za jej pierwszy poważny aktorski test, za który należy przyznać jej najwyższe noty. Debiutantem-reżyserem jest natomiast Bo Burnham, znany w USA stand-uper, którego możecie kojarzyć z filmów I tak Cię kocham czy Ostra noc, i jemu także należą się brawa za tę inteligentnie zrobioną i świeżą komedię o dojrzewaniu. Napędzane błyskotliwą kreacją Fisher, Eighth Grade w mądry i wrażliwy sposób podchodzi do kwestii nastoletniej tożsamości, której utworzenie bez przerwy zagrożone jest kompleksami, buzującymi hormonami i pierwszymi rozczarowaniami interpersonalnymi. Choć trudno uznać film Burnhama za wyjątkowo analityczny, młody reżyser notuje wiele celnych obserwacji z życia amerykańskich nastolatków, będących w przededniu ukończenia gimnazjum i wejścia w przeddorosłość, czyli licealny świat. Rezolutna Kayla to mój nowy ulubiony przykład zblazowanej amerykańskiej nastolatki, która udaje mniej dojrzałą, niż jest, by odnaleźć się wśród rówieśników. [Dawid Myśliwiec]

1. Niech ciała się opalają, reż. Hélène Cattet i Bruno Forzani

Reżyserski duet Hélène Cattet i Brunona Forzaniego od blisko dekady reaktywuje zapomniane gatunki włoskiego kina popularnego, by nadać im nowe życie – najpierw w sensualnym Amer (2009), później w niezbyt udanym, ale prowokującym Dziwnym kolorze łez twojego ciała (2013). Jeśli w tamtych tytułach twórcy oddawali hołd gialli, czyli brutalnym włoskim thrillerom i horrorom, to teraz nawiązują do spaghetti westernu i poliziottesco.

Kto zna poprzednie filmy Cattet i Forzaniego, doskonale wie, że duet ma totalnego zajoba na punkcie zbliżeń kamery i efektownie podkręconych dźwięków. Choć fabuła opowiada w tym przypadku o grupie złodziei, którzy udają się na odosobnioną wyspę, by odczekać swoje po udanym napadzie, formuła pozostaje mniej więcej ta sama – motorem napędowym Niech ciała się opalają są zbliżenia, dźwięki i fetyszystyczny montaż. A ponieważ do wymienionych elementów szybko dołącza niespodziewany humor, całość ogląda się jak karuzelę atrakcji, która powstała po to, by z włoskiego kina gatunkowego wydobyć surrealizm i perwersję. Efekt jest pikantny, smaczny i bardzo pożywny. [Grzegorz Fortuna]

REKLAMA