Connect with us

Publicystyka filmowa

Najciekawsze FILMY z 2018 ROKU, które NIE WESZŁY DO POLSKICH KIN

Odkryj fascynujące FILMY z 2018 ROKU, które ominęły polskie kina. Zestawienie nietuzinkowych tytułów czeka na Ciebie!

Published

on

Najciekawsze FILMY z 2018 ROKU, które NIE WESZŁY DO POLSKICH KIN

Już od kilku lat przygotowujemy zestawienie najciekawszych filmów, które w danym roku nie weszły do polskich kin. Sprawdźcie, jakie filmy z 2018 roku, których nie można było obejrzeć u nas na wielkim ekranie, polecają Grzegorz Fortuna i Dawid Myśliwiec. Część tytułów jest już u nas dostępna na platformach streamingowych, ale na niektóre trzeba polować poza naszym krajem. Wszystkie jednak warto nadrobić.

Advertisement

10. Zwierzęta Ameryki, reż. Bart Layton

Zwierzęta Ameryki

Heist movie, w którym wcale nie chodzi o udany skok – oto jak w skrócie można podsumować Zwierzęta Ameryki, dopiero drugi film Barta Laytona. Historia kryminalna miesza się tu z dramatem o młodzieńcach niegotowych do wejścia w dorosłość, a konwencja złodziejskiego kina sensacyjnego przeplata się z nagraniami wypowiedzi prawdziwych osób.

Choć niby nie dzieje się tu wiele, atmosfera gęstnieje z każdą minutą, a mimo dość poważnego tonu całości nie brakuje elementów humorystycznych. Niezbyt doświadczony jeszcze Layton imponuje reżyserią, w której skutecznie radzi sobie zarówno z dawkowaniem suspensu, jak i balansowaniem pomiędzy fabułą a dokumentem. Na dokładkę świetne aktorstwo nieopatrzonych jeszcze aktorów, z Evanem Petersem na czele. [Dawid Myśliwiec]

Advertisement

9. Ballada o Busterze Scruggsie, reż. Ethan Coen, Joel Coen

Umieszczam Balladę… w tym rankingu niejako wbrew sobie, bo jako całość mi się nie podobała – uważam, że jest okropna od strony wizualnej, a poszczególne nowelki są potwornie nierówne, choć ciekawie wykorzystują wypracowywane przez dekady schematy scenariuszowe westernów. Są jednak trzy „ale”. Po pierwsze, najdłuższa (i najlepsza) nowelka z Zoe Kazan o związku z rozsądku, który przeradza się w prawdziwą miłość, to małe arcydzieło subtelnej gry aktorskiej i skupionego, umiejętnego scenopisarstwa. Chętnie zobaczyłbym pięć sezonów jakiegoś preriowego serialu z tymi bohaterami.

Po drugie, nowelka z Liamem Neesonem ma w sobie niesamowitą dawkę podskórnej grozy i makabrycznej poezji, a po seansie nie pozwala o sobie zapomnieć. Po trzecie wreszcie – chciałbym ten film zobaczyć w kinie, a nie na laptopie. Wiem, że to Netflix, ale skoro udało się z Romą, to dlaczego nie było takiej możliwości w tym przypadku? [Grzegorz Fortuna]

Advertisement

8. Mandy, reż. Panos Cosmatos

Kadr z filmu "Mandy"

Tego tytułu nie mogło tutaj zabraknąć. Nie chodzi już nawet o aktorski szał Nicolasa Cage’a, któremu odbija przecież w co drugim filmie, ale o transow0-narkotyczną atmosferę, o hipnotyzującą do granic ścieżkę dźwiękową Jóhanna Jóhannssona – jedną z ostatnich, jakie skomponował przed śmiercią – a także wybuchową mieszankę wpływów okultystycznego horroru i konwencji gore.

W tym odurzającym sosie odnajdą się zarówno koneserzy dzieł Andrzeja Żuławskiego, jak i zdeklarowani fani Gaspara Noé. Panos Cosmatos powrócił do kina po ośmiu latach od premiery kultowego w pewnych kręgach Za czarną tęczą – i powrócił udanie. [Dawid Myśliwiec]

Advertisement

7. Mid90s, reż. Jonah Hill

Jakoś tak się składa, że do niniejszego zestawienia trafiły aż dwa filmy z gatunku coming-of-age, które zostały wyreżyserowane przez twórców znanych z odmiennych gałęzi branży filmowo-rozrywkowej i pochodzą ze stajni A24 – wyrastającej ostatnio na głównego producenta i dystrybutora ambitnego kina w Stanach. Debiut aktora Jonaha Hilla doskonale uzupełnia się z Eighth Grade, a przy tym wspaniale oddaje klimat lat dziewięćdziesiątych i w fascynujący sposób opowiada o lękach dorastania. Gdyby John Hughes dożył premiery Mid90s, na pewno byłby dumny. [Grzegorz Fortuna]

6. Ash Is the Purest White, reż. Jia Zhangke

Ash Is the Purest White

Najnowsze dzieło jednego z mistrzów współczesnego chińskiego kina to gatunkowy amalgamat z najwyższej półki. Reżyser sprawnie żongluje konwencjami kina gangsterskiego (pierwsza połowa filmu), melodramatu i realizmu społecznego (druga połowa filmu), budując złożoną opowieść o przemianach w dzisiejszym Państwie Środka. Z początku to nagromadzenie gatunkowych elementów może wydawać się trudne do przyswojenia, ale dzięki imponującemu metrażowi (ponad 140 minut) Zhankge poświęca odpowiednio dużo miejsca wszystkim odcieniom swojej historii.

Advertisement

To właśnie jemu powinna była przypaść nagroda za reżyserię podczas ubiegłorocznego festiwalu w Cannes – za stworzenie opowieści niezwykle złożonej i wyważonej, pozwalającej lepiej zrozumieć niejednolite społeczeństwo Chin. Aż dziw, że mimo nie tak znikomej przecież obecności kinematografii azjatyckiej w naszym kraju nie doczekaliśmy się jeszcze polskiej premiery Ash Is The Purest White. [Dawid Myśliwiec]

5. Luz, reż. Tilman Singer

Ten skrajnie niskobudżetowy, wyreżyserowany przez pochodzącego z Niemiec i debiutującego w pełnym metrażu Tilmana Singera mariaż horroru z thrillerem jest najlepszym przykładem na to, że da się napisać i nakręcić wciągające i udane kino niepokoju za śmieszne pieniądze. Luz opowiada o młodej taksówkarce, która trafia na posterunek policji po dziwnym wypadku i uruchamia serię niezrozumiałych wydarzeń.

Advertisement

Nie fabuła jest jednak w Luz najważniejsza, ale niezwykły klimat, łączący inspiracje kinem Andrzeja Żuławskiego i zapomnianym arcydziełem Geralda Kargla – Angst. Akcja filmu rozgrywa się w zaledwie kilku pomieszczeniach, a całość trwa niewiele ponad godzinę, ale skorzystanie z chropowatej taśmy szesnastomilimetrowej i klasycznych metod tworzenia efektów specjalnych powoduje – w połączeniu z niepokojącą elektroniczną muzyką – że Luz ogląda się jak film, który przeleżał w obskurnym magazynie ostatnie 35 lat i dopiero wczoraj ujrzał światło dzienne. Jest w tej niedzisiejszości jakaś magia, która nie pozwala oderwać się od ekranu.

Luz miał swoją polską premierę na Nowych Horyzontach, później był także pokazywany na Octopus Film Festival i Splat!FilmFest, ale nie zapowiada się, żeby trafił do naszych kin. [Grzegorz Fortuna]

Advertisement

4. Zatrzyj ślady, reż. Debra Granik

Leave No Trace

Pojęcie „survival movie” zyskuje w filmie Debry Granik zupełnie nowe znaczenie – zupełnie dosłowne. Jednak w tym kameralnym rodzinnym dramacie chodzi o przetrwanie wynikające nie z zagrożenia, lecz z nieumiejętności współżycia w społeczeństwie.

Ta nieumiejętność jest z kolei wynikiem… Ale nie, nie będę dalej brnął w streszczanie Zatrzyj ślady, bo właśnie w odkrywaniu wszystkich emocjonalnych odcieni tej historii tkwi największa siła filmu Granik. By w pełni „poczuć” opowieść o Willu (świetny jak zawsze Ben Foster) i jego córce Tom (rewelacyjna Thomasin McKenzie, której nie boję się nazwać jednym z odkryć sezonu), trzeba się na nią otworzyć – nie dla każdego bowiem będzie w pełni zrozumiała. SeansZatrzyj ślady to bez wątpienia trening empatii i wrażliwości, a także spore wyzwanie dla tych widzów, którzy wzbraniają się przed wylewaniem łez.  [Dawid Myśliwiec]

Advertisement

3. Anna i apokalipsa, reż. John McPhail

Jasne, żywe trupy opatrzyły się w popkulturze tak bardzo, że parodiowanie konwencji zombie movie wydaje się spóźnione co najmniej o dekadę, ale Anna i apokalipsa to tytuł świeży (pun intended) nawet w świecie, który na wylot zna Wysyp żywych trupów i Zombieland. Oto bowiem film o nieumarłych połączony zostaje z licealnym musicalem.

Anna i apokalipsa zaskakuje jednak nie dziwacznym pomysłem wyjściowym, ale sposobem jego poprowadzenia. Części musicalowa i zombiakowa zostają bowiem potraktowane z taką samą powagą i przywiązaniem do gatunkowych kodów. Z jednej strony mamy więc licealne dramaty tytułowej Anny (świetna Ella Hunt) i piosenki, które brzmieniem i tekstami przypominają te z High School Musical (a do tego mają w pełni profesjonalne układy choreograficzne), z drugiej – żywe trupy, które zjadają bohaterów żywcem, a potem są efektownie rozczłonkowywane. Szkoda, że nikt o tym filmie nie słyszał, bo jestem pewien, że gdyby zobaczył go Peter Jackson z czasów pre-Tolkienowych, to zarechotałby się na śmierć. [Grzegorz Fortuna]

Advertisement

2. Eighth Grade, reż. Bo Burnham

Eighth Grade

Choć Elsie Fisher nie jest debiutantką, Eighth Grade należy uznać za jej pierwszy poważny aktorski test, za który należy przyznać jej najwyższe noty. Debiutantem-reżyserem jest natomiast Bo Burnham, znany w USA stand-uper, którego możecie kojarzyć z filmów I tak Cię kocham czy Ostra noc, i jemu także należą się brawa za tę inteligentnie zrobioną i świeżą komedię o dojrzewaniu. Napędzane błyskotliwą kreacją Fisher, Eighth Grade w mądry i wrażliwy sposób podchodzi do kwestii nastoletniej tożsamości, której utworzenie bez przerwy zagrożone jest kompleksami, buzującymi hormonami i pierwszymi rozczarowaniami interpersonalnymi.

Choć trudno uznać film Burnhama za wyjątkowo analityczny, młody reżyser notuje wiele celnych obserwacji z życia amerykańskich nastolatków, będących w przededniu ukończenia gimnazjum i wejścia w przeddorosłość, czyli licealny świat. Rezolutna Kayla to mój nowy ulubiony przykład zblazowanej amerykańskiej nastolatki, która udaje mniej dojrzałą, niż jest, by odnaleźć się wśród rówieśników. [Dawid Myśliwiec]

Advertisement

1. Niech ciała się opalają, reż. Hélène Cattet i Bruno Forzani

Reżyserski duet Hélène Cattet i Brunona Forzaniego od blisko dekady reaktywuje zapomniane gatunki włoskiego kina popularnego, by nadać im nowe życie – najpierw w sensualnym Amer (2009), później w niezbyt udanym, ale prowokującym Dziwnym kolorze łez twojego ciała (2013). Jeśli w tamtych tytułach twórcy oddawali hołd gialli, czyli brutalnym włoskim thrillerom i horrorom, to teraz nawiązują do spaghetti westernu i poliziottesco.

Kto zna poprzednie filmy Cattet i Forzaniego, doskonale wie, że duet ma totalnego zajoba na punkcie zbliżeń kamery i efektownie podkręconych dźwięków. Choć fabuła opowiada w tym przypadku o grupie złodziei, którzy udają się na odosobnioną wyspę, by odczekać swoje po udanym napadzie, formuła pozostaje mniej więcej ta sama – motorem napędowym Niech ciała się opalajązbliżenia, dźwięki i fetyszystyczny montaż. A ponieważ do wymienionych elementów szybko dołącza niespodziewany humor, całość ogląda się jak karuzelę atrakcji, która powstała po to, by z włoskiego kina gatunkowego wydobyć surrealizm i perwersję. Efekt jest pikantny, smaczny i bardzo pożywny. [Grzegorz Fortuna]

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *