Publicystyka filmowa
NAJCIEKAWSZE EKRANIZACJE KOMIKSÓW DLA DOROSŁYCH. To nie jest Kaczor Donald
Odkryj, jak NAJCIEKAWSZE EKRANIZACJE KOMIKSÓW DLA DOROSŁYCH zaskakują swoją głębią i dojrzałością, odbiegając od dziecięcych historii.
Komiksy od zawsze niesprawiedliwie kojarzone były wyłącznie z prostą rozrywką, czytadłem dla dzieci. Trudno przekonać nieprzekonanych, że jest to forma sztuki, która jak każda inna ze względu na tematykę i talent twórców trafiać może do różnych odbiorców i reprezentować różny poziom. W dobie, kiedy największe zyski z ekranizacji komiksów czerpie Disney, łatwo też zapomnieć, że komiksy skierowane do dorosłych również doczekały się licznych ekranizacji. Przedstawiamy te najciekawsze.
Jarosław Kowal
Alan Moore
Brytyjski scenarzysta ma wyjątkowy talent do tworzenia komiksów, które są gotowymi materiałami na filmy i niemalże każda z ekranizacji opartych na jego historiach to kawał solidnego kina. Niemalże każda, bo akurat Liga niezwykłych dżentelmenów – która zakończyła karierę Seana Connery’ego – okazała się całkowitą porażką. Stephen Norrington ma wielką słabość do komisów, wyreżyserował pierwszego Blade’a, a później starał się o realizację Ghost Ridera i remake’u Kruka, ale żadne studio nie dało mu kredytu zaufania po tej fatalnej wpadce.
Znacznie lepiej wypadły filmowe transformacje Z piekła rodem, V jak Vendetta i Watchmen, które podobnie jak kiedyś komiksy, pokazały zupełnie inny kierunek „superbohaterstwa”. Co ciekawe, Alan Moore uczestniczył także w sytuacji do pewnego stopnia odwrotnej. Kiedy oryginalna historia Potwora z Bagien dobiegła końca, wszystko wskazywało na to, że postać przepadnie w odmętach historii.
Uratował ją Wes Craven i jego niskobudżetowa ekranizacja, która skłoniła włodarzy DC Comics do reanimowania dawnego herosa. Oferta współpracy wkrótce pojawiła się na biurku Moore’a i to właśnie jego Saga o Potworze z Bagien jest dzisiaj najbardziej znana.
Na początku tego roku zmarł Garon Tsuchiya, znany także jako Marley Carib – autor scenariusza do mangi Old Boy. Nigdy nie był prominentną postacią w światku japońskiego komiksu, o czym najlepiej świadczy to, jak wiele osób wciąż nie wie o istnieniu papierowej wersji tej bezpardonowej historii zemsty za zemstę. Na ekrany trafiła aż trzy razy, ale ani wersja Spike’a Lee, ani tym bardziej hinduskie Zinda nie mogą się równać z arcydziełem Chan-wook Parka.
Koreański reżyser stworzył świetny, ponury thriller przepełniony dziwacznymi rozwiązaniami i zwrotami akcji w stylu przypominającym Quentina Tarantino. Jego wizja poraża nawet teraz, piętnaście lat po premierze, a słynna scena walki w ciasnym korytarzu to już klasyk, na którym wzorowali się między innymi twórcy serialowego Daredevila.
Kolejny koreański reżyser, ale tym razem międzynarodowa obsada z Chrisem Evansem – udowadniającym, że jest nie tylko Kapitanem Ameryką – na czele. Filmowa wersja francuskiego Le Transperceneige spotkała się ze skrajnie różnymi ocenami. Dla jednych postapokaliptyczny świat, w którym resztka ludzkości zamieszkuje potężny pociąg, był zbyt nierealistyczny, by uwierzyć w scenariusz; inni dali się oczarować od pierwszych sekund i zamiast realizmu woleli magię kina.
Ja – rzecz jasna – należę do drugiej z tych grup i uważam Snowpiercera za jeden z najlepszych filmów science fiction tej dekady. Ta klaustrofobiczna historia jest doskonałą metaforą współczesnego świata, w którym klasa średnia przestaje istnieć, a zamiast niej mamy bogatych żerujących na ubogich.
Ghost World
Komiksy to nie tylko superbohaterowie i nie tylko akcja, wybuchy, mutacje czy polityczne rozgrywki, czego Ghost World jest doskonałym przykładem, bo wbrew tytułowi nie ma tu żadnych duchów czy mocy nadnaturalnych. Są natomiast dwie nastolatki (siedemnastoletnia Scarlett Johansson i dziewiętnastoletnia Thora Birch), ich konfrontacja ze światem, do którego nie czują się przynależne, widmo dorosłości oraz dziwnie grzeczny i ułożony Steve Buscemi. Ghost World to wciąż jedna z najlepszych filmowych historii o dorastaniu, być może właśnie dlatego, że jest tak bardzo przyziemna.
To oczywiście nie wszystko. Jest jeszcze znakomita Historia przemocy w wersji Davida Cronenberga; absurdalna Tank Girl; Kruk, który wkrótce ponownie wstanie z grobu; 300; Barbarella; Na skraju jutra; Dredd; Czerwona Sonja; szalone Riki-Oh: The Story of Ricky czy ubiegłoroczne Atomic Blonde. Więź filmu z komiksem jest trwała, różnorodna i znacznie starsza niż ekranizacje przygód postaci Marvela czy DC Comics i oby trwała jak najdłużej.
Filip Pęziński
Sin City – Miasto Grzechu
W 2005 roku Robertowi Rodriguezowi w końcu udało się przenieść na ekran kultowy, autorski komiks Franka Millera. „Udało się” nie jest tutaj przypadkowe, bo teksański reżyser, aby przekonać do swojej wizji twórcę oryginału, za własne pieniądze zekranizował krótką nowelkę, którą nie tylko przekonał Millera, ale która też otworzyła gotowy film.
Sin City – Miasto Grzechu to film niezwykle wiernie, niemal kadr po kadrze, ekranizujący pierwowzór. Dostajemy zatem pełny przemocy, nagości, czarnego humoru, zwariowanych rozwiązań, niepowtarzalnych postaci i pięknych kobiet kryminał skąpany w stylistyce noir. Charakterystyczne, czarno-białe rysunki Millera również znalazły swoje odzwierciedlenie w iście rewolucyjnej stronie wizualnej. Przepyszna rozrywka i najlepszy film Rodrigueza. Szkoda tylko, że sequel nadaje się tylko do śmietnika.
Watchmen – Strażnicy
Zack Snyder w zbiorowej świadomości zaistniał jako twórca 300, powstałej właśnie na fali Sin City, kolejnej (tym razem względnie) wiernej ekranizacji komiksu Franka Millera. Warner Bros. widocznie było zadowolone z pracy Snydera, bo dało mu zielone światło na kolejną ekranizację komiksu. Tym razem jednak dzieła o wiele większej wadze – Strażnicy Alana Moore’a często nazywani są najlepszym komiksem w historii gatunku. Dość powiedzieć, że dzieło Brytyjczyka znalazło się na liście 100 najlepszych powieści od 1923 roku wg tygodnika „Time”.
To nie tylko znakomite rozliczenie z formułą superbohaterską, ale dzieło pytające o wartość życia, rozliczające się z amerykańską historią i przedstawiające przerażający portret zachodniej cywilizacji.
Powstał film dosyć wierny historii emerytowanych superbohaterów zawartej w dwunastu zeszytach oryginału, ale niestety bardzo, co oczywiste, okrojony, ze zmienionym na gorsze zakończeniem i mocno odchodzącej od komiksu stylistyce na rzecz efektownego (efekciarskiego?) widowiska. Koniec końców film jednak pozostaje wciąż tworem bardzo dobrym. Mocnym i aspirującym do arcydzieła dzięki oryginałowi, w treści, znakomicie zagranym i z przynajmniej kilkoma wizualnymi perłami.
Kick-Ass i Kingsman
Scenarzysta komiksowy Mark Miller i filmowy reżyser Matthew Vaughn wypracowali na początku tej dekady ciekawą formułę współpracy – ten pierwszy tworzy komiksy, drugi natychmiastowo je ekranizuje. W ten sposób powstały dwa stylistycznie do siebie podobne komiksy stanowiące kolejno pastisze komiksu superbohaterskiego i historii szpiegowskich – Kick-Ass i Kingsman. Tajne Służby. Oba pełne humoru, obrazoburczych rozwiązań, przekleństw, krwi i seksu.
Te lekkie, zabawne, ale też niezapadające specjalnie w pamięć komiksy Matthew Vaughn zamienia w istne perły kina postmodernistycznego. Jeszcze lepszy humor, zwariowane rozwiązania wizualne, szybki montaż, rewelacyjna obsada i sprawny melanż komedii z elementami nieco bardziej poważnymi. Oba filmy doczekały się sequeli, które są albo niedoceniane (Kick-Ass 2) lub zdecydowanie przeceniane (Kingsman: Złoty Krąg).
Przypadek nieco przewrotny, bo – chociaż nie każdy o tym wie czy pamięta – początkowe przygody Deadpoola mocno różniły się od ich obecnej formy. Owszem, Wade Wilson zawsze był przegiętym, odrzucającym realizm i łamiącym czwartą ścianę komediantem, ale w jego początkach na próżno szukać treści stricte skierowanych do dorosłego widza – jak przesadna przemoc, nagość czy podwórkowy język. Postać jednak przez lata ewoluowała i koniec końców film z 2016 roku okazał się stylistycznie wierny komiksowi.
Dostaliśmy zatem zwariowaną, łamiącą wszelkie reguły komedię, w której żart goni żart, a żaden nie stara się nawet aspirować do wyszukanego. To także świetne kino akcji i brawurowy popis pasji wcielającego się w rolę tytułową Ryana Reynoldsa. W czasach, kiedy formuła kina superbohaterskiego bywa nużąca, Deadpool w piękny sposób przełamuje ją żartem o masturbacji. Sequel już w kinach. Miejmy nadzieję, że twórcy nie zwalniają tempa.
