Connect with us

Publicystyka filmowa

Magia i nostalgia. Tazo, figurki i inne GADŻETY FILMOWE SPRZED LAT

GADŻETY FILMOWE SPRZED LAT przywołują magię i nostalgię, budząc wspomnienia z dzieciństwa i czarując prostotą dawnych lat.

Published

on

Magia i nostalgia. Tazo, figurki i inne GADŻETY FILMOWE SPRZED LAT

Przeglądając sklepy internetowe z gadżetami, ma się wrażenie, że zasób przedmiotów kolekcjonerskich nie ma w tym momencie końca. Figurki, plakaty, breloczki, kubki, lampki, biżuteria, dekoracje, wyposażenie kuchenne, wreszcie kosztujące majątek rzeźby bohaterów w skali 1:1 – to wszystko jest jedynie namiastką dóbr, na jakie mogą natknąć się hobbyści. I choć nie można tym wszystkim gadżetom odmówić jakości i rozmachu, to brakuje im magii, którą charakteryzowały się przedmioty zbierane lata temu.

Advertisement

To oczywiście w dużej mierze zasługa sentymentu. Patrząc z perspektywy czasu, gadżety sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat nie mogą się poszczycić takim poziomem zaawansowania czy nawet różnorodności jak dzisiejsze, ale w tym właśnie rzecz. Doświadczanie filmów w 4K to fantastyczna sprawa, ale i tak najcieplejszym wspomnieniem części z was jest zapewne oglądanie bajek na projektorze Ania. W niniejszym tekście chciałbym się zatem pochylić nad związanymi z kinem pamiątkami z przeszłości, które być może zaszczepiły miłość do wielkiego ekranu u osób w wieku zbliżonym do mojego (tj. przed trzydziestką) i których piękno tkwi w tym, ile wywołują wspomnień z lat młodości. Siłą rzeczy wybór przytoczonych poniżej gadżetów oparty jest na własnych wspomnieniach.

Figurki i zabawki

Oczywiście dzisiaj figurki to również bardzo popularny towar kolekcjonerski, nierzadko jednak nadający się głównie do postawienia ich za szybą i podziwiania, bo robienie z nimi czegokolwiek innego mogłoby skutkować uszkodzeniem, a w efekcie: utratą znacznej ilości pieniędzy. Inaczej sprawa miała się z figurkami sprzedawanymi na przełomie lat 80. i 90. – te nie dość, że były znacznie tańsze, to jeszcze idealnie nadawały się do zabawy. Niewielkie, gumowe i kolorowe stanowiły fantastyczną atrakcję dla dziecka, które chciało się wcielić w ulubione postaci.

Advertisement

Do dyspozycji było ich mnóstwo – Kaczor Donald i reszta jego przyjaciół, Smerfy, Tom i Jerry, Gumisie, Kubuś Puchatek, Muppety, Wojownicze Żółwie Ninja, superbohaterowie… Nietrudno było tworzyć scenariusze, w których wymienione wyżej postaci spotykały się ze sobą w ramach jednej fabuły (proszę, już będąc dziećmi, tworzyliśmy crossovery i uniwersa!).

Rynek zabawek rozpieszczał ówczesnych najmłodszych również w momencie premier kolejnych filmów sygnowanych nazwiskiem Walta Disneya. Każdy głośny film animowany z okresu tzw. renesansu studia (przypadającego na lata 1989–1999) oznaczał jedno: półki sklepowe wypełniały się towarami związanymi z daną produkcją. W domach pojawiały się kolejne figurki, przynosząc niezwykłą uciechę, bo przecież główny bohater filmu, który dopiero co został obejrzany w kinie, nagle pojawiał się w naszej dłoni. Pożądane były wizyty w McDonald’s, który w swojej ofercie Happy Meal miał w tamtych czasach znakomity wybór zabawek opartych na postaciach z filmu (choć nie tylko takich – prawdziwym hitem była chociażby Myszka Miki zbudowana z kilku autonomicznych elementów).

Advertisement

Oczywiście zabawki oparte na produkcjach Disneya nie były jedynymi, które dostarczały niezwykłej radości – dotyczyło to również tych bazujących na filmach fabularnych. Przykładowo premiery Batman Forever oraz Batmana i Robina sprowadziły ze sobą serię figurek opartych na powyższych filmach (oraz na serialach animowanych) i choć jakość samych produkcji dziś pozostawia wiele do życzenia – zdecydowanie bardziej niż w tamtym czasie – to zabawa ruchomymi figurkami potrafiła wciągnąć bez reszty.

Przypuszczam zresztą, że podobne odczucia mają ci, którzy w latach osiemdziesiątych bawili się na przykład koślawymi figurkami He-Mana i reszty jego ekipy. Szkieletor został zapewne pokonany dziesiątki razy.

Advertisement

Kapsle, albumy, karteczki

Zbieranie zabawek nie było jedynym hobby, które potrafiło wciągnąć bez reszty. Równie angażujące okazało się otwieranie kolejnych paczek chipsów z nadzieją, że w którejś z nich znajdziemy… kapsel. Były one atrakcyjne tak jako przedmiot kolekcjonerski, jak i przyrząd do wspólnej gry z rówieśnikami (podobnie rzecz miała się z kartami; najsłynniejsze były prawdopodobnie te z serii Dragon Ball). Podobnie jak w przypadku figurek, na kapsle trafiały wizerunki postaci z filmów Disneya (pamiętamy doskonale, że w innej serii zamiast postaci z filmów były na nich flagi różnych państw, choć to akurat ma mały związek z filmem).

Swoje żetony mogli uzbierać też między innymi fani Kosmicznego meczu, animowanego Batmana, Parku Jurajskiego czy Pokemonów, a nawet horrorów! Wtedy tego nie wiedziałem, ale jeden z posiadanych przeze mnie kapsli przedstawiał kadr z filmu Nekromantik (1987), opowiadającego o… nekrofilii.

Advertisement

Na osobną wzmiankę zasługuje Album Mocy, wydany przy okazji wprowadzenia do kina Edycji Specjalnej Gwiezdnych wojen. Dzisiaj jest to jedna z tych kultowych pamiątek tamtych lat, oczywiście szczególnie w momencie, gdy jest wypełniony wszystkimi tzw. tazosami. Ileż satysfakcji przynosiło dodawanie do albumu kolejnych kapsli! W moim przypadku ta przygoda ze zbieractwem okazała się kluczowa, bo to właśnie dzięki niej na dobre zanurzyłem się w świecie Gwiezdnych wojen (nigdy nie miałem bowiem do czynienia z figurkami tworzonymi w Gdańsku w czasach PRL, dziś wartymi ponoć znaczne sumy pieniędzy).

Inną formą zbieractwa były akcesoria do dekoracji pokoju, tj. naklejki i plakaty (ewentualnie zestawy LEGO do postawienia na półce, choć te na licencji pojawiły się trochę później). Olbrzymią gratką okazały się też segregatory wypełnione karteczkami przedstawiającymi – znowu! – postaci Disneya, będące towarem wymiennym na szkolnych korytarzach i pieczołowicie układanym na swoim miejscu.

Advertisement

Media

Kolekcjonowanie przedmiotów związanych z filmami wchodziło też oczywiście w strefę multimedialną. Księgarnie oferowały obrazkowe książki będące adaptacjami wchodzących do kin produkcji, lecz także komiksy, dzięki którym na nowo można było przeżywać wydarzenia z danego filmu, zanim jeszcze ten pojawił się na VHS. No właśnie, jakkolwiek przyjemność sprawia kolekcjonowanie atrakcyjnych wydań Blu-Ray, trudno to porównać z ekscytacją, jaką dawało wzięcie w ręce kasety z filmem, który tak bardzo chciało się obejrzeć jeszcze raz, choć we fragmencie (brak dostępu do YouTube’a i do Internetu w ogóle solidnie uczył cierpliwości).

Same kasety fantastycznie wyglądały na półce, co zresztą nie zmieniło się do tej pory – wystarczy zerknąć na pokaźne kolekcje rodzimych kolekcjonerów tego nośnika. Po raz wtóry przywołam filmy Disneya – osoby z mojego pokolenia będą zapewne pamiętać świetną inicjatywę w postaci książek z dodaną kasetą magnetofonową, którą można było odsłuchiwać, śledząc na bieżąco tekst (filmy, które doczekały się takiej adaptacji, to między innymi Toy Story i Goofy na wakacjach).

Advertisement

Można powrócić do przeglądania dziesiątek stron z gadżetami, ale nie sądzę, żeby któraś mogła dać namiastkę tego specyficznego uczucia, jakie towarzyszyło nam kiedyś podczas kolekcjonowania poszczególnych przedmiotów, z których każdy był małym skarbem. Miło jest wracać pamięcią do chwil, w których figurki nie były jedynie dekoracją, ale stawały się w naszych rękach niemalże żywymi istotami, gdy się nimi bawiliśmy. Być może siedząc na krzesełku z Reksiem.

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *