Connect with us

Publicystyka filmowa

LOGIKA NA BOK! 10 prawd objawionych przez OBCEGO: PRZYMIERZE

OBCEGO: PRZYMIERZE to film, który zamiast odpowiedzi serwuje nam absurd i tandetę. Idealny przykład, jak zabić logikę w kinie!

Published

on

LOGIKA NA BOK! 10 prawd objawionych przez OBCEGO: PRZYMIERZE

Znów dałem się nabrać. Kolejny raz połączone siły Ridleya Scotta oraz speców od promocji wygrały i przekonały mnie, że idąc na Obcego: Przymierze, poznam odpowiedzi na kilka pytań, a film sprzeda je w sposób nieurągający inteligencji nawet tak średnio bystrego widza jak ja. O, słodka naiwności! Ten film zadrwił ze wszystkich. Za nic ma nie tylko uwielbienie, jakim darzą serię jej oddani fani.

Advertisement

Zastępuje tajemnicę tandetą i za nic ma sobie logikę. Nie tylko życiową, ale nawet tę obowiązującą w poprzednich obrazach z ksenomorfami w rolach głównych. Cóż poradzić? Teraz mogę jedynie zemścić się tym małym zestawieniem prawd objawionych przez Obcego: Przymierze.

Cześć, mam na imię…

W przeciwieństwie do 50 prawd z Prometeusza, Szybkich i wściekłych 7, Terminatora 3 czy Niezniszczalnych 2 poniższe zestawienie powstało na gorąco, więc z pewnością jest niepełne i mocno stronnicze. Zostało napisane raczej z myślą o tych, którzy film już oglądali, więc nie obejdzie się bez zdradzenia ważnych elementów fabuły. Chociaż w sumie… pozostali i tak niewiele przez to stracą.

  1. Do diabła z kwarantanną!

Przymierze to statek w drodze na Origae-6, którą ma skolonizować. Na pokładzie ma nie tylko piętnaścioro członków załogi, ale też inny, cenny „ładunek”. Reguły obowiązujące przy tego rodzaju wyprawach wydają się dość proste. Jeśli ktoś choruje, to nie wolno – bez przejścia kwarantanny przez niego i osób, które miały z nim bezpośredni kontakt – wpuścić go na pokład. Wiedzieli to szeregowi pracownicy podróżujący Nostromo, a Ripley starała się tę prostą zasadę wyegzekwować. W Przymierzu kolejni chorzy, zainfekowani i potencjalnie zainfekowani hasają sobie nie tylko po lądowniku, ale też po statku z dwoma tysiącami zahibernowanych ludzi na pokładzie.

  1. Do kolonizacji planety wystarczą dobre chęci

Po co nam sprzęt? Przecież ogromną, nieznaną planetę można skolonizować za pomocą jednego lądownika, kilku ciężarówek i paru koparek. Więc albo każdy z kolonizatorów miał ze sobą miniwarsztat (przecież każdy chciał na Origae-6 budować chałupę z drewna!), albo wszyscy dostaną łopaty i będą kopać. Tak się buduje w XXII wieku.

  1. Zastępca kapitana nie musi mieć charyzmy i własnego zdania

Nie dowiedzieliśmy się, jaki był kapitan Przymierza, Branson, który zginął na samym początku. Wiemy tylko, że lubił ryzykowne wspinaczki i miał twarz Jamesa Franco. Czy jednak miał posłuch wśród załogi? Jeśli równie wielki jak Oram, jego zastępca, to współczuję, bo z takim kapitanem i tak daleko by nie zalecieli.

  1. Statek jest nieistotny, gdy martwisz się o żonę

„Wisi” Przymierze kilkaset kilometrów nad powierzchnią planety, na której źle się dzieje: szaleje burza, która właściwie nie pozwala na nawiązanie łączności. Ale Tennessee – jeden z oficerów, nalega, żeby zejść niżej, bo… „moja żona nigdy się nie bała, a słyszałem jej strach”. To co, proszę państwa, schodzimy na osiemdziesiąt kilometrów? Nieważne, że statek może się rozpaść. Co tam misja, o żonę się martwię!

  1. Ksenomorf tylko udaje zwinnego

Dzięki finałowej potyczce potwora z Daniels dowiadujemy się, że gdzie broń nie pomoże, tam świetnie poradzą sobie szczęki zamontowane na ramieniu baaaaardzo wolno poruszającego się dźwigu. Ultraszybki i zwinny ksenomorf przecież da się w nie złapać niczym mała myszka.

David gra nie tylko na fortepianie

  1. Nawet w kosmosie obowiązuje poprawność polityczna

Silna kobieta – jest; czarnoskóra załoga – jest; wyznawca judaizmu – jest; para homoseksualistów – jest. No to możemy startować! Wśród załogantów Przymierza dominują małżeństwa. Pomijam fakt, że dla misji to dość nierozsądne, bo naraża ekipę na stronniczość i decyzje podejmowane pod wpływem emocji (patrz punkt nr 4).

O ile wyznanie i kolor skóry nie mają znaczenia w kontekście zaludniania planety, o tyle orientacja seksualna już tak. No chyba że panowie będą wychowywali dzieci z zarodków przechowywanych w szufladach. Wtedy to nawet podwójnie poprawny politycznie przekaz. Mam gdzieś, kto z kim sypia. Ale wiem, że kompletując załogę Przymierza, wysłałbym w kosmos kolejne małżeństwo heteryków. W kontekście kolonizacji planety są po prostu bardziej użyteczni.

Advertisement

  1. Mali Obcy lubią machać łapkami

O ile ksenomorf, którego oglądamy jako w pełni rozwiniętego potwora, wygląda nieźle (były już lepsze i gorsze wizje), o tyle wersja mini woła o pomstę do nieba. Gdy mały gad wyskakuje z klatki piersiowej jednego z bohaterów, wygląda niczym pokraka, która macha mu na dzień dobry. Wydawało mi się, że zaraz założy kapelusz i zacznie tańczyć niczym w Kosmicznych jajach Mela Brooksa.

  1. Pierwsze było jajko

Odwieczna zagadka rozwiązana! Wyjaśnił ją android David. To on wyhodował jaja obcego. Niepotrzebna nam jakakolwiek królowa, z którą w jednej z najlepszych scen całej serii może walczyć Ripley. Film Camerona kłamał.

  1. Mądrzy ludzie żyją w brudzie

„Śmierdzisz – znaczy żyjesz”, „częste mycie skraca życie”. W Przymierzu te powiedzenia okazują się proroctwem. Idziesz umyć twarz i przemyć ranę – przychodzi ksenomorf, odgryza ci głowę i zostawia ją w kałuży. Chcesz wziąć prysznic z żoną/mężem przy dźwiękach ulubionych piosenek, a przy okazji uskutecznić małe bara-bara? Nie radzę, bo bestia zaserwuje ci pocałunek śmierci i wyrwie kręgosłup. Prysznic, seks, muzyka – to jest to, co ksenomorfki lubią najbardziej.

  1. Muzyka jest zła – zwłaszcza Wagner

Gdyby w niewyraźnym sygnale Tennessee nie rozpoznał Take Me Home, Country Roads Johna Denvera, załoga Przymierza pewnie nie zdecydowałaby się lądować na LV-223. Gdyby nie kolejne utwory Wagnera, może w Davidzie nie ujawniłyby się mordercze instynkty i nie wybiłby całej rasy, ani nie wpadł na pomysł stworzenia idealnego gatunku. Przypomina wam to coś? Aż się boję tego skojarzenia. Tak, Hitler też uwielbiał Wagnera. Tylu jest kompozytorów na świecie (okej, Coppola również wybrał Walkirię do Czasu apokalipsy), ale dlaczego znów to on ma zły wpływ na losy ludzkości? A, zapomniałbym! Za stworzenie Obcego odpowiada android… grający od czasu do czas na fujarce.

Na koniec wyjaśnienie, dlaczego zamiast napisać recenzję wolałem poświęcić tyle uwagi niewiele znaczącym detalom. Po pierwsze – recenzji (pozytywnych i negatywnych) od piątku pojawiło się sporo. Po drugie – nie potrafię tego filmu traktować serio. Po tym, co obejrzałem w Obcym: Przymierzu, dochodzę do wniosku, że chyba tylko zatwardziali fani powinni czekać na kolejne odsłony sagi. Ridley Scott znów udowodnił, że w tym temacie potrafi serwować widzom już tylko wielkie… wielkie nic opakowane w złotko lśniące niczym żagiel Przymierza.

Advertisement

 

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *