Connect with us

Publicystyka filmowa

KRÓTKIE SERIALE, które zdążycie obejrzeć w trakcie sylwestrowej nocy

W noworocznej nocy odkryjcie magię seriali! „KRÓTKIE SERIALE” dostarczą Wam rozrywki, zapominając o smutkach 2020 roku.

Published

on

KRÓTKIE SERIALE, które zdążycie obejrzeć w trakcie sylwestrowej nocy

Skoro za oknami nadal szaleje pandemia koronawirusa, a każdy kontakt z ludźmi wiąże się z niebezpieczeństwem zakażenia, to warto spędzić sylwestrową noc w domu. Nie musi to się od razu wiązać ze smutnym wieczorem, wszak można obejrzeć w tym czasie interesujące seriale, dzięki którym złe wspomnienia 2020 roku odejdą w zapomnienie, a w sercu pojawi się nadzieja na lepsze jutro. Po jakie tytuły warto sięgnąć, żeby zdążyć je obejrzeć w trakcie tego jednego wieczoru, a jednocześnie czerpać z tego przyjemność?

Advertisement

Dobre rady Johna Wilsona

Dobre rady Johna Wilsona

Sześcioodcinkowy serial dokumentalny (?) od HBO to jedna z rewelacji końcówki tego roku. Nikt najpierw nie słyszał o tym tytule, dopiero z czasem kolejni zapaleńcy przekazywali sobie pocztą pantoflową informacje o wspaniałej perełce, dzięki której można odzyskać wiarę w rewolucyjną siłę telewizyjnego medium. Pomysł Johna Wilsona jest banalny: mężczyzna-narrator chodzi po Nowym Jorku i przy pomocy kamery rejestruje wszystko, co napotka na swojej drodze. Nie dokonuje selekcji na rzeczy ważniejsze lub błahe. Ot, gdy tylko w jego głowie pojawi się wątpliwość, próbuje znaleźć dla niej rozwiązanie, krocząc w stronę tematów, których pojawienia się nikt wcześniej nie mógł przewidzieć.

I tak „zwykły” odcinek o tym, jak przeprowadzać small talk z nieznajomymi ludźmi, przeradza się w znacznie głębszą opowieść o trudach zawiązywania nowych relacji, a dociekanie, dlaczego w Wielkim Jabłku na każdym kroku pojawiają się rusztowania, przeradza się w opowieść o zakorzenionej głęboko w ludziach potrzebie bezpieczeństwa. Dobre rady Johna Wilsona to pełna ciepłego humoru i niewymuszonych, acz błyskotliwych skojarzeń, historia wielkiego miasta oraz jego mieszkańców, którzy muszą odnaleźć się w czasami dziwacznej rzeczywistości. Co istotne, w pewnym momencie w głowie widza musi pojawić się pytanie: czy serial jest dokumentem czy tylko jego parodią? Nie warto od razu googlować podawanych przez narratora informacji, tylko dać się porwać w wir absurdalnych wydarzeń, bo może okazać się, że „codzienna szarzyzna” jest tylko filtrem, a świat jest bogatszy i bardziej kolorowy, niż nam się wydaje.

Advertisement

Undone

Undone

Osiem krótkich odcinków serialu animowanego od Raphaela Bob-Waksberga (twórcy BoJacka Horsemana) to szalona podróż w głąb ludzkiej pamięci, traum, ale także nadziei na to, że da się odmienić przeszłość i odzyskać serce ukochanej osoby. Produkcja Amazona ma dosłownie wszystko, czego trzeba, by stać się jednym z waszych ulubionych seriali: już sam koncept (dziewczyna kontaktująca się ze zmarłym ojcem) bywa niezwykle wzruszający, rotoskopowa animacja zastosowana przy okazji Undone przez cały czas robi wrażenie, a na dodatek cały czas podejmowane są uniwersalne zagadnienia dotyczące relacji międzyludzkich, kwestii życia i śmierci, a także tego, jak godzić się z trudnymi, wiecznie powracającymi emocjami.

 Undone jest niezwykle mądrą produkcją, z którą można dobrze spędzić sylwestrową noc – z jednej strony pomaga w przepracowaniu indywidualnych problemów, by na sam koniec podarować nadzieję na to, że ratunek tkwi w sercu drugiego człowieka.

Advertisement

Servant

Nie zawsze trzeba oglądać cieplutkie produkcje w takie wyjątkowe wieczory. Niektórzy lubią wprowadzić się w posępny nastrój, w czym na pewno może pomóc dłuższa sesja z serialem Servant od Apple TV+. Historia prezentuje się następująco: w dobrze sytuowanej rodzinie pojawia się od dawna upragnione dziecko. Rodzice chcą jednak szybko wrócić do zawodowych obowiązków, dlatego zatrudniają małomówną, ledwie pełnoletnią nianię, która ma się zająć ich małym cudem. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że dziecko nie żyje, lecz jest plastikową lalką, czego rodzice zdają się nie zauważać.

A może to niania ma kłopoty z postrzeganiem rzeczywistości, bo przecież czasami zza zamkniętych drzwi pokoju wydobywa się dziecięce kwilenie? Servant to psychodeliczna opowieść o trudach macierzyństwa oraz o demonach, które nosi każdy z ludzi. Warto docenić nastrój obrany przez twórców, a także minimalizm środków: wystarczyło czterech aktorów, przestrzeń jednego domu i dziwaczna ścieżka dźwiękowa, by wytworzyć klimat klaustrofobii, wzbudzić w widzach ciekawość oraz lęk wobec świata przedstawionego, a także zrealizować po prostu wciągającą fabułę z pogranicza jawy i snu. Do końca pierwszego sezonu będziecie się zastanawiać, co jest prawdą w tym serialu, a co jedynie złudzeniem, ewentualnie efektem podszeptów sił nieczystych.

Advertisement

Mały topór

Mały topór

Pięcioodcinkową antologię od Steve’a McQueena (tak, to jest serial) można potraktować jako wehikuł czasu, przy pomocy którego na ekranie pojawia się londyńska rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to prawa człowieka nadal dotyczyły tylko białej części społeczeństwa. Reżyser eksploruje różnego rodzaju przestrzenie, na których objawiał się systemowo zakorzeniony rasizm wobec czarnej, pochodzącej z Karaibów grupy ludności. Niezależnie od tego, czy mowa o prowadzeniu restauracji, chęci pracy w policji czy systemie edukacji, McQueen przypomina, że Wielka Brytania nie była tolerancyjnym krajem, lecz miejscem pełnym niczym nieuzasadnionych uprzedzeń.

Choć twórcę interesują kwestie polityczne, nie zapomina, na szczęście, także o podstawowych ludzkich emocjach. Z tego względu Mały topór nie jest li tylko manifestem, lecz także intymną opowieścią o celach, marzeniach oraz lękach osób, które wprost nie mogły o nich mówić. Warto zwrócić szczególną uwagę na odcinek Lovers Rock, czyli zapis imprezy w rytm bujającej muzyki. McQueen osiąga wtedy maestrię, gdy odrzuca chęć zuniwersalizowania opowieści na rzecz przyglądania się erotycznej grze, ukradkowym spojrzeniom, podrygującym ciałom. Mały topór uwrażliwia na bolączki czarnej społeczności, a jednocześnie wprawia w dobry nastrój, bo w pewnych aspektach dobro w końcu zwyciężyło.

Advertisement

The English Game

Angielska gra

Skoro z powodu aury oraz pandemii trudno uprawiać sport drużynowy na świeżym powietrzu, warto chociaż zdobyć jego namiastkę poprzez obejrzenie serialu The English Game, którego pięć odcinków w tym roku zawitało na platformie Netflixa. Opowieść o początkach klubowej piłki nożnej w Wielkiej Brytanii być może zawiera kilka uproszczeń, ale ogląda się to wszystko znakomicie. Nie dość, że podróż do starej epoki pomoże w zdystansowaniu się od obecnych czasów, to na dodatek pojawi się możliwość obcowania z prawymi, altruistycznymi bohaterami, którzy dla dobra ogółu zrobią wszystko, co konieczne, w celu osiągnięcia upragnionego celu.

Choć The English Game bywa ckliwe i nazbyt idealistyczne, historia początków profesjonalnego sportu, kiedy to wreszcie zaczęły liczyć się umiejętności, a nie tylko pochodzenie i przynależność do określonej grupy społecznej, napawa optymizmem, że znalazła się chociaż jedna dziedzina życia społecznego, w której mogą zagościć pozytywne wartości. Mimo że historia szybko zweryfikowała tezę serialu o rozdzielności sportu od polityki, to nadal warto oddać się tej iluzji, zwłaszcza w szczególną noc sylwestrową.

Advertisement

Rok za rokiem

Rok za rokiem

A może jednak warto pomędrkować i zastanowić się, w którą stronę zmierza światowa polityka? Wtedy nie ma lepszego materiału do analizy od brytyjskiego serialu Rok za rokiem, który został umieszczony na platformie HBO GO. Miniserial jest znakomitym podsumowaniem zamieszania, w jakim znalazły się – zwłaszcza zachodnie – społeczeństwa u progu nadciągających różnego rodzaju rewolucji. Technicyzacja życia, dramat uchodźców, pauperyzacja wielu dotąd szanowanych zawodów, zmiany w zwyczajnym sposobie funkcjonowania, potęga banków i innych instytucji finansowych, napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami – to zaledwie kilka tematów podjętych przez twórców produkcji BBC.

Kolejne odcinki odliczane są przez huk odpalanych fajerwerków wieńczących nadejście kolejnego roku, toteż seans Roku za rokiem znakomicie zsynchronizuje się z sytuacją za oknami. Oprócz tego, jednocześnie rozbawi i zasmuci, bo wydaje się, że jako ludzkość nie zmierzamy w stronę lepszych czasów.

Advertisement

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *