Connect with us

Publicystyka filmowa

Kategoria: najlepszy film NIENOMINOWANY, czyli najwięksi PRZEGRANI nominacji do Oscara

NIENOMINOWANE to filmowy przewodnik po największych przegranych oscarowego wyścigu, które zaskoczyły krytyków i widzów.

Published

on

Kategoria: najlepszy film NIENOMINOWANY, czyli najwięksi PRZEGRANI nominacji do Oscara

Nominacje do tegorocznych Oscarów zostały rozdane. Wiemy już, które filmy z ubiegłego roku walczyć będą o statuetki Akademii – wciąż wiodące prym w branżowym prestiżu – i których twórców już teraz można uznać za największych wygranych sezonu. Tak samo, a nawet z jeszcze większą pewnością (bo tu samo rozdanie nagród już nic nie zmieni) można wskazać na największych przegranych. Poniżej znajdziecie listę najciekawszych tytułów, które liczyły się w oscarowym wyścigu, ale ostatecznie poniosły w nim dotkliwą porażkę, nie zgarniając ani jednej nominacji. Warto zaznaczyć, że skupiam się tu na filmach jako całości, pominięcia w kategoriach aktorskich zostawiając na osobne opracowanie.

Advertisement

Kłamstewko

Po entuzjastycznym przyjęciu przez krytyków i niedawnym sukcesie Awkwafiny (wcielającej się w główną rolę) na rozdaniu Złotych Globów wydawało się, że Kłamstewko Lulu Wang będzie kolejnym oscarowym pretendentem rosnącej w siłę wytwórni A24. Niezwykle zgrabne połączenie poruszającej rodzinnej historii z lekkim komediodramatem o życiu pomiędzy dwiema odmiennymi kulturami było jednym z najciekawszych filmów ubiegłego roku, po raz kolejny wskazującym, jak mocne i atrakcyjne jest współczesne kino alternatywne.

W amerykańsko-chińskiej polifonii językowej Wang z wielką zręcznością połączyła humor z emocjonalnym ciężarem, stwarzając pole do popisu dla aktorów, którzy wypadli w swoich rolach niezwykle ludzko i autentycznie. Całkowite pominięcie Kłamstewka w nominacjach budzi tym większy żal, że świetny, wyreżyserowany przez kobietę film skoncentrowany na innej niż biała grupie etnicznej bez żadnego naciągania mógłby zmienić układ nominacji w najważniejszych kategoriach (poza aktorskimi uzasadnione byłyby nominacje dla najlepszego filmu, scenariusza i reżyserii), który wzbudził już kontrowersje ze względu na brak zróżnicowania. Tak czy inaczej, brak nominacji dla filmu Wang traktować można jako jedno z większych rozczarowań oscarowych nominacji, bo to po prostu jeden z najlepszych filmów roku.

Advertisement

Wysoka dziewczyna

Kategoria „Najlepszy film nieanglojęzyczny” (od tego roku – „Film międzynarodowy”) zawsze była okrutna ze względu na system nominacji (po jednym filmie zgłaszanym przez dany kraj) i konieczność zmieszczenia praktycznie całej różnorodności światowego kina w liczącej ledwie kilka tytułów reprezentacji. Ta sytuacja niejako z definicji sprawia, że z niczym pozostają filmy znakomite, również te zaliczane do grona najlepszych w mijającym sezonie.

W tym roku sytuacja taka stała się udziałem Wysokiej dziewczyny Kantemira Bałagowa, której rywalizacja o Oscary w 2020 roku zakończyła się na tak zwanej shortliście (przedfinałowej selekcji). Pięknie skomponowany rosyjski film to niezwykle mocny obraz wojny i jej konsekwencji widziany z perspektywy cierpienia kobiet, wyróżniający się wyjątkową wrażliwością i subtelnością pomimo dotykania najtrudniejszych i najbrutalniejszych tematów. Brak nominacji dla Wysokiej dziewczyny jest nieco rozczarowujący z dwóch powodów – po pierwsze to bardzo dobry film, który daje piękne świadectwo współczesnej kinematografii rosyjskiej, po drugie zaś oscarowa sława zapewniłaby humanistycznemu, antywojennemu przesłaniu obrazu większy rozgłos, a dziś, jak się zdaje, bardzo potrzebne jest przypomnienie o traumie światowych konfliktów XX wieku.

Advertisement

To my

Największym zaskoczeniem tegorocznych nominacji jest dla mnie całkowity brak w gronie wyróżnionych na tym etapie filmów To my Jordana Peele’a. Po bardzo dobrym przyjęciu (w tym nagrodzeniu Oscarem za scenariusz) jego debiutanckiego Uciekaj! wydawało się, że tegoroczny horror/thriller zbudowany wokół kolejnej ciekawej metafory społecznej zapewni sobie nominacje w co najmniej kilku kategoriach.

Pomijając nawet wybitną rolę Lupity Nyong’o (choć naprawdę, Akademio, takimi decyzjami sami prosicie się o zarzuty o gorsze traktowanie nie-białych…), film Peele’a zasługiwałby na docenienie nie tylko w dziedzinach scenariusza i reżyserii, ale też technicznych: montażu, charakteryzacji czy dźwięku. To my to majstersztyk, znakomicie operujący na poziomie gatunkowych narracji, a przy tym skłaniający do ciągłej refleksji, kwestionowania ekranowej (i pozaekranowej też) rzeczywistości oraz zostawiający z solidnym materiałem do przemyśleń. Brak nawet jednej „nominacji pocieszenia” rodzi pytanie – czy Akademia drugi raz nie dała się już oczarować gatunkowej zręczności twórcy Uciekaj! i zbyła To my jako powtórkę z rozrywki, czy też może niektórzy jej członkowie poczuli się zbyt niekomfortowo z proponowaną przez Peele’a alegorią podziałów społecznych? Bo trzeba przyznać, że tym razem reżyser zaproponował ostrzejszą krytykę współczesnego USA (oryginalny tytuł to zresztą US) niż w debiucie. Tego zapewne nie dowiemy się nigdy.

Advertisement

Król

the king

W tym roku po raz kolejny powody do zadowolenia przy okazji oscarowych nominacji ma Netflix, który może się poszczycić aż dwoma filmami w ścisłej czołówce faworytów do ostatecznego triumfu w kluczowych kategoriach. W blasku chwały Irlandczyka i Historii małżeńskiej może nieco umknąć uwadze fakt, że inny mocny tytuł z tej stajni po ogłoszeniu rywalizujących o statuetki tytułów pozostał z niczym. Mowa o Królu Davida Michôda z Timothéem Chalametem w roli tytułowej. Oparty w zarysie na szekspirowskiej tetralogii henrykowskiej film jest angażującym i zrealizowanym z formalnym wyczuciem studium władzy, drogi do niej i wchodzenia w polityczną rolę. Timothée Chalamet kreuje tu bardzo dojrzałą rolę, w pełni wykorzystując frapujący scenariusz Michôda i Joela Edgertona (wcielającego się też w rolę Falstaffa); całości dopełniają zaś wysmakowana scenografia, kostiumy i klimatyczne zdjęcia.

To właśnie w kategoriach technicznych twórcy Króla mogą czuć się najbardziej pominięci, bo o ile jako całość ich dzieło faktycznie ustępuje nieco najlepszym filmom tego roku, a w nominacjach aktorskich (zwłaszcza męskich) było w tym roku wyjątkowo ciasno, to już na polu oprawy i realizacji wizualnej film zaliczyć można bez wahania do zeszłorocznej czołówki.

Advertisement

Portret kobiety w ogniu

Wspomniałem powyżej, że kategoria filmów nieanglojęzycznych/międzynarodowych jest chyba najbardziej bezlitosną spośród wszystkich sekcji oscarowych. Jeszcze bardziej niż w przypadku Wysokiej dziewczyny widoczne jest to być może w odniesieniu do Portretu kobiety w ogniu Céline Sciammy, który nie został nawet wystawiony do rywalizacji o statuetki jako kandydat Francji.

I trudno tu mówić o niesprawiedliwości na poziomie narodowym – kraj nad Sekwaną reprezentują nominowani do nagrody Nędznicy, film również świetny i zasługujący na docenienie – choć może to jednak Portret byłby bardziej „oscarowym” kandydatem, z szansą na zrobienie nieco większego zamieszania w nominowanym gronie. Biorąc pod uwagę, jak znakomite opinie zbierał na całym świecie Portret… i jaką jakość prezentuje – na polu reżyserskim, scenariuszowym, aktorskim i wizualnym – naprawdę szkoda, że jego walory artystyczne nie przełożyły się na symbol międzynarodowego uznania, jakim pozostają nominacje oscarowe.

Advertisement

Film Sciammy mógłby zresztą rywalizować nie tylko w kategorii międzynarodowej, ale (skoro w tym roku i tak doszło do sporego przełamania amerykańskiej hegemonii w najważniejszych sekcjach) i najlepszej reżyserii, zdjęć oraz ról żeńskich. Portret kobiety w ogniu to nie tylko jeden z najlepszych tytułów 2019 roku, ale i najprawdopodobniej film, który szybko stanie się klasyką kina – na pewno jednak nie stanie się laureatem Oscara 2020.

Midsommar. W biały dzień

Patrząc na nominacje z ostatnich lat, można wyczuć, że powoli zmieniają się trendy hollywoodzkiego mainstreamu i do głosu przy rozdaniach najważniejszych nagród dochodzą filmy do niedawna kojarzone z rynkiem odległym od prestiżowych nagród Akademii – przede wszystkim horrory i filmy alternatywne. W tym roku sukcesem tego nurtu jest nominacja za najlepsze zdjęcia dla Lighthouse – wizjonerskiej i radykalnie niemainstreamowej groteski Roberta Eggersa.

Advertisement

Pominięty został jednak inny film wywodzący się z nowej fali horroru, który w 2019 roku narobił sporo zamieszania, a mianowicie Midsommar. W biały dzień. Film Ariego Astera nie wszystkim musiał przypaść do gustu (choć z drugiej strony był zdecydowanie bardziej przystępny od Lighthouse), jednak nawet jego przeciwnicy przyznają, że to dzieło fenomenalne na poziomie realizacji. Nominacje za najlepsze zdjęcia, montaż i muzykę powinny trafić do Midsommar bez zawahania ze strony Akademii, a na docenienie zasługiwała też chociażby obejmująca współczesną pogańską wioskę scenografia.

Ari Aster nie należy chyba do ulubieńców głosujących – rok wcześniej jego debiutanckie Dziedzictwo. Hereditary zostało (skandalicznie) pominięte przy okazji roli głównej Toni Collette. W tym roku grono tych, którzy mogą czuć się w związku z przeoczeniem dzieła Astera rozczarowani, jest jeszcze większe.

Advertisement

Waves

Waves

Kłamstewko nie było jedynym filmem, z którym nadzieje oscarowe mogło wiązać studio A24. 2020 nie był jednak najwyraźniej dobrym rokiem dla dramatów rodzinnych w ogóle – tak jak komediodramat Lulu Wang, pominięta została emocjonalna bomba Treya Edwarda Shultsa – Waves. Opowieść o rozdartym przez tragedię rodzeństwie nie była być może wizjonerskim strzałem na poziomie Moonlight (do którego film Shultsa bywa często porównywany), jednak to z pewnością bardzo dobry film, rozpisany na jaskrawych, ale trafiających do serca emocjach i wybijający się zmysłową warstwą wizualną, otulającą trzy świetne role – Kelvina Harrisona Jr.

, Taylor Russell i Alexy Demie. Waves, choć porusza się w znajomych rejonach, wnosi do podgatunku dramatycznych opowieści o rodzinie pewną świeżość, a w pozbawionym lęku, bezpretensjonalnym wchodzeniu w rozedrgany świat młodzieńczych problemów jest trudny do podważenia urok. Szkoda, że coraz bardziej wygląda na to, że będzie to film raczej niezauważony w szerszych dyskusjach. Nawet jedna nominacja w „pobocznych” kategoriach (zdjęcia, naprawdę!) oddałaby sprawiedliwość filmowi Shultsa, choćby jako docenienie tego, że stara się robić coś kreatywnego z rozpoznawanymi od lat motywami.

Advertisement

Atlantyk

Netflix

Na koniec jeszcze krótkie postscriptum do mojego poprzedniego tekstu, poświęconego najbardziej niedocenionym filmom dekady. Okazuje się, że umieszczenie w tamtym zestawieniu senegalskiego Atlantyku Mati Diop było prorocze – pomimo obecności na shortliście kategorii „Najlepszy film zagraniczny” nie otrzymał nominacji do statuetki, co uznać można za porażkę tego zjawiskowego filmu, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że filmem, który wypchnął dzieło Diop z zestawu, było przypuszczalnie Boże Ciało – pomimo niezaprzeczalnej jakości dzieło mniej porywające niż Atlantyk i dalsze niźli senegalski konkurent od elektryzującego poziomu Parasite (czyli głównego pretendenta w tej kategorii).

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *