Publicystyka filmowa
JAK NIE BYĆ PIĘKNĄ. 10 ekranowych metamorfoz urodziwych aktorek
Poznaj świat aktorskich metamorfoz w filmie JAK NIE BYĆ PIĘKNĄ! Odkryj, jak urodziwe aktorki łamią stereotypy piękna na ekranie.
Aktorstwo to misja – tego podważać nie należy, a istotą zawodu jest „wchodzenie” w poszczególne role. Aktorzy wykonują niecodzienne dla nich profesje, stają się filmowymi ojcami/matkami, przywdziewają kostiumy… Żadna z tych czynności nie przyczynia się do tak wielkiego rozgłosu, jak metamorfoza fizyczna. Przede wszystkim u kobiet.
W społecznej świadomości panuje przekonanie, że aktorki muszą wyglądać pięknie. Zwłaszcza tradycja Hollywood pokazuje, że w tym zawodzie nie liczy się wyłącznie warsztat techniczny. Równie istotna jest nieprzeciętna uroda, mocny makijaż, śmiałość w dobrze kreacji… Kino ma różne oblicza. Można je nazwać sztuką, ale nie przestanie być showbiznesem. Zerwanie z łatką piękności i postąpienie na przekór obrazom, do jakich przyzwyczaiła widzów popkulturowość przemysłu filmowego, wywołuje wśród masowego odbiorcy niemałe poruszenie. Takich przypadków w postmodernistycznej epoce kina mieliśmy wiele, ale nie brakowało ich również w zamierzchłych czasach sztuki filmowej. Przyjrzyjmy się wybranym metamorfozom.
Według Weroniki Rosati na ekranie nigdy nie pojawiła się piękniejsza kobieta od Elizabeth Taylor. Ze zdaniem polskiej aktorki można polemizować, ale na pewno trudno przejść obojętnie wobec metamorfozy, jaką przeszła laureatka dwóch Oscarów, przygotowując się do roli Marthy w filmie Kto się boi Virginii Woolf? (1966). Ówczesna żona Richarda Burtona przytyła 15 kilogramów. Dotąd mierząca zaledwie 157 centymetrów wzrostu drobna, smukła Taylor urzekała swoją delikatnością w Olbrzymie (1956) czy Kotce na gorącym, blaszanym dachu (1958).
Na planie filmu Mike’a Nicholsa stała się jednak bezwzględną, charyzmatyczną kobietą o zaokrąglonej sylwetce, z kręconymi, często niechlujnie ułożonymi i w wielu miejscach posiwiałymi włosami, a także papierosem oraz szklanką wypełnioną bourbonem jako podstawowymi atrybutami. Takiego oblicza Elizabeth Taylor świat wcześniej nie zasmakował.
Z amerykańskich „golden sixties”, czyli czasu rozwoju konsumpcjonizmu oraz kultury masowej, przenosimy się do lat 90., gdy Demi Moore zagrała kapitan Jordan O’Neil w filmie G.I. Jane (1997). Zaledwie rok wcześniej aktorka była gwiazdą Striptizu, ale bardzo szybko wizerunek zmysłowej tancerki zastąpiła odważną, silną kobietą, działającą w elitarnych oddziałach Navy SEALs. Pomimo że film spotkał się z chłodnymi opiniami, to poświęcenie Moore zapadło w pamięć.
Była małżonka Bruce’a Willisa zdecydowała się na ekstremalny zabieg, jakim było ogolenie głowy, oraz poddała się szkoleniu wojskowemu, w którym zadbano o warunki, z jakimi na co dzień zmagają się prawdziwi żołnierze słynnej amerykańskiej marynarki. Przypuszczalnie w swojej karierze Moore już nigdy nie wykonała tak kontrowersyjnego ruchu.
Zanim Nicole Kidman otrzymała Oscara za rolę w Godzinach (2002), mogła się poszczycić co najwyżej nominacją do tej nagrody. Co prawda australijska gwiazda święciła triumfy w rozdaniach Złotych Globów, niemniej jednak to dopiero statuetka Akademii ugruntowała jej pozycję wśród najlepszych aktorek Hollywood. Od początku jej kariery w parze z nietuzinkowym talentem szła uroda. Walory estetyczne Kidman widoczne były w zbierających pozytywne recenzje rolach w filmach Billy Bathgate (1991), Za wszelką cenę (1995), Moulin Rouge! (2001) czy Inni (2001).
Dopiero jednak przeobrażenie się w angielską pisarkę Virginię Woolf pozwoliło Kidman cieszyć się ze zdobytego Oscara. Każdego dnia na planie filmowym ucharakteryzowanie Australijki zajmowało trzy godziny. Kluczem do przemiany i sprawienia, iż Nicole Kidman stała się osobą nieprzypominającą ulubienicę fotoreporterów, był duży, protetyczny nos. Ponadto aktorka codziennie wkładała monotonne sukienki oraz brązową, w zupełności pokrywającą jej piękne, rudoblond włosy perukę. W tym przypadku nie sposób nie docenić podobieństwa do czołowej literatki XX wieku.
Kilkanaście miesięcy po premierze Godzin na ekrany kin wszedł Monster (2003), w którym granica poświęcenia dla roli została przesunięta jeszcze dalej. Dla grona sympatyków Charlize Theron upodobnienie się do zbrodniarki Aileen Wuornos, którego dokonała, musiało być niecodziennym doświadczeniem. Aktorka przytyła do roli blisko 15 kilogramów, ale korpus nie był jedyną częścią ciała, z którą eksperymentowano. Na twarzy Theron rozprowadzono maski pogrubiające, a białe, kształtne zęby pokryto parą protetycznych – pożółkłych, większego rozmiaru, miejscami skruszonych.
Na kolejną metamorfozę laureatki Oscara należało czekać ponad dekadę, gdy doszczętnie pozbyła się swoich włosów, goląc głowę do filmu Mad Max: Na drodze gniewu (2015).
O przemianach Natalie Portman można powiedzieć niejednokrotnie. Jej kreacja w V jak Vendetta (2005) wymagała drastycznego zrzucenia wagi, jak również zrezygnowania z bujnych włosów i, niczym u wspomnianej wyżej Theron, ogolenia głowy, co w filmie sugestywnie ujęło oko kamery Adriana Biddle’a. Poddanie się silnej kuracji odchudzającej dla filmu Jamesa McTeigue’a nie było dla Portman jedynym doświadczeniem w jej karierze.
Odtwórczyni roli Niny Sayers z Czarnego łabędzia (2011) zgubiła 15 kilogramów, a przez większość dzieła Darrena Aronofsky’ego jawi się jako blada, zagubiona dziewczyna o słabej kondycji psychicznej. O ile rola w utworze na podstawie kultowego komiksu nie zaprocentowała prestiżową nagrodą, o tyle wcielenie się w ambitną baletnicę nie umknęło uwadze członkom Akademii, którzy wręczyli Portman Oscara.
Przygotowując się do udziału w filmie Les Misérables. Nędznicy (2012), Anne Hathaway przeszła na głodówkę. Wielodniowe odstąpienie od pokarmu poskutkowało zrzuceniem przez nią 12 kilogramów. Dodatkowo aktorka obcięła długie włosy, co spotęgowało zamieszanie wokół jej roli. Również w gronie samych twórców musicalu.
Na pewnym etapie realizacji projektu reżyser Tom Hooper dał znać o swoim niezadowoleniu, jakoby odtwórczyni Fantyny przekroczyła w swoim postępowaniu granice. Zanim jeszcze film brytyjskiego artysty trafił na ekrany, szeroko komentowano odważną decyzję Hathaway i w wielu przypadkach przewidywano jej triumf podczas gali rozdania nagród Akademii. Styczniowy Złoty Glob, który otrzymała na początku roku 2013, stanowił tylko zapowiedź jej wielkiego sukcesu, jakiego dostąpiła kilka tygodni później.
Bycie gwiazdą Disneya wiąże się z posmakowaniem sławy i błysku reflektorów już na etapie szkolnym. Wejście w okres dorosłości wymaga jednak odejścia z tej branży, a zerwanie z łatką ikony dziecięcych produkcji nie jest proste. Vanessę Hudgens można podziwiać w takich filmach jak Sucker Punch (2011) czy Spring Breakers (2012), lecz za prawdziwe (przynajmniej chwilowe) odstępstwo od świata rozrywki należało uznać występ w Gimme Shelter (2013).
Była partnerka Zaca Efrona poddała się metamorfozie, by zagrać ciężarną, bezdomną nastolatkę. Przybrała na wadze (w czym rzekomo pomógł pobyt w Cannes, gdzie aktorka zasmakowała wielu potraw) i znacząco skróciła długie, falujące, czarne włosy. Najwięksi fani Hudgens uważali, że będzie to dla aktorki prawdziwy przełom i płynnie przejdzie z kina młodzieżowego do poważnego. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że o samej roli, jak również filmie, więcej mówiono przed aniżeli po premierze dzieła Rona Kraussa.
Jennifer Aniston, przez większą część swojej kariery utożsamiana przede wszystkim z produkcjami o charakterze komediowym, z miejsca dla wielu osób stała się kandydatką do Oscara, gdy w filmie Cake (2014) przyjazną buzię zastąpiła wizerunkiem kobiety pogrążonej w głębokiej depresji. Opuchnięta twarz, na której maluje się zmęczenie codziennością, liczne zmarszczki, blizny, brak makijażu, a do tego dresowe spodnie – tak powierzchownie można opisać bohaterkę dramatu Daniela Branza. Sam film nie zapisał się w kartach historii sztuki filmowej i przypuszczalnie nie jest dobrze wspominany przez jego widzów, lecz dla Aniston rola Claire Simmons to relatywnie udana próba urozmaicenia swojej kariery.
Relatywnie, ponieważ aktorki słusznie nie rozchwytywano przez wręczających nagrody, niemniej jeżeli nie chce dłużej budzić skojarzeń wyłącznie z Przyjaciółmi (1994) bądź Bradem Pittem, to na pewno obiera słuszną drogę.
Wielu hiszpańskich reżyserów wykazuje zamiłowanie do kiczu i stara się nim operować tak, aby był przystępny dla widza. Zabiegi Julia Médema zastosowane w Mamie (2015) trudno rozpatrywać jako decyzje słuszne, lecz pochodzącemu z San Sebastián twórcy nie sposób odmówić dobrania aktorki, która będzie gotowa do poświęceń. Penélope Cruz jako filmowa Magda zmaga się z rakiem piersi, co widz gruntownie obserwuje na ekranie. Przygotowując się do roli, muza Pedro Almodóvara odbyła wiele rozmów z lekarzami ginekologii, jak również byłymi pacjentkami, które niegdyś poddały się chemioterapii i wygrały z nowotworem.
Tego, jak wyglądają osoby po zażywaniu leków niszczących komórki, tłumaczyć nie trzeba. Cruz w swojej walce na ekranie wygląda wiarygodnie i bez wątpienia wcielenie się w postać Magdy stoi w opozycji do ogólnej ckliwości oraz wspomnianej już kiczowatości dzieła Médema. Dla aktorki nie było to pierwsze zetknięcie z problemem nowotworu i od razu na myśl nasuwa się jej występ w Elegii (2008). Nie ma jednak wątpliwości, że to dopiero w Mamie laureatka Oscara dokonała doprawdy spektakularnego poświęcenia.

BEN STANSALL/AFP/Getty Images
Naszą rankingową, uporządkowaną chronologicznie dziesiątkę zamyka rola, na temat jakości której będzie można porozmawiać dopiero w przyszłym roku. W ciągu ostatnich kilku miesięcy narodziło się wiele dyskusji poświęconych projektowi I, Tonya, w którym główną rolę zagra Margot Robbie. Wśród nich nie brakuje spekulacji odnośnie otwierających się przed młodą aktorką drzwi do prawdziwej sławy, jaką będzie zdobycie statuetki Oscara. Pierwsze zdjęcia z planu demonstrują Robbie z długimi, kręconymi włosami, często zalecanymi do twarzy okrągłej (na której u aktorki wyróżniają się zwłaszcza pyzate policzki), jak również zaokrągloną sylwetką.
Teoretyzuje się, że pod nieatrakcyjnymi swetrami rodem z lat 90. oraz wytartymi dżinsami Robbie nosi specjalny materiał, mający na celu powiększenie objętości ciała. Taki wizerunek Australijki odbiega od jej dotychczasowych występów na ekranie. W niczym nie przypomina filmowej towarzyszki Leonardo DiCaprio czy również szalonej, ale kradnącej swoją ekscentrycznością seans w oczach milionów osób Harley Quinn. Na efekty tej przemiany należy jednak poczekać.
O metamorfozach można rozmawiać także w przypadku mężczyzn, lecz to przemiany kobiet w wielu przypadkach nie pozostają bez echa i wzbudzają rozgłos. Wystarczająco duży, aby tę rzadko spotykaną decyzję aktorki zacząć postrzegać jako niespotykane poświęcenie.
korekta: Kornelia Farynowska
