Publicystyka filmowa
Ikoniczne STATKI KOSMICZNE z filmów science fiction. Zdumiewające maszyny przyszłości!
Odkryj fascynujący świat STATKÓW KOSMICZNYCH, które oczarowały widzów science fiction. Zobacz, jak marzenia o podróżach w kosmosie stają się rzeczywistością!
Kosmos – ostateczna granica. Do przeżycia w tak niebezpiecznym środowisku i do przemierzania tak kolosalnych odległości potrzebny jest dobry środek transportu. Odpowiednio zaawansowany technicznie, zapewniający podróżującym właściwe udogodnienia, a niekiedy także dysponujący konkretną siłą ognia. Statki kosmiczne to ważna część nurtu science fiction; nierzadko wywołują u widza prawdziwy zachwyt i zdumienie, a także odrobinę tęsknoty za czymś, co zapewne nigdy nie będzie nam dane – przemierzanie niezbadanego. Niektóre filmowe statki kosmiczne weszły już do popkulturowego kanonu lub zasługują na wyróżnienie z innych powodów. To właśnie im poświęciłem poniższe zestawienie.
Sokół Millenium – Gwiezdne wojny
Zdezelowana kupa złomu, technologiczny antyk i koszmar każdego mechanika. Każde z tych określeń pasuje do wysłużonego Sokoła, ale żadne nie oddaje w pełni jego natury. Pomimo swojej kapryśności jest to jeden z najszybszych statków w galaktyce Gwiezdnych wojen, a jego niepozorność często działała na korzyść bohaterów próbujących przechytrzyć swoich wrogów.
Ci przedostatni zawdzięczają swoje życia Sokołowi, którego szybkość i wytrzymałość uratowały im życie dziesiątki razy. To statek, który połączył losy bohaterów oryginalnej trylogii, odegrał kluczową rolę w zniszczeniu obu Gwiazd Śmierci i bazy Starkiller, a na koniec stanął na czele galaktycznej floty zjednoczonej w imię walki z ostatnią próbą przywrócenia imperialnego reżimu. Prequelowe perypetie Hana Solo ciekawie rozbudowują historię Sokoła, którego komputer okazuje się być „świadomością” zniszczonego droida Lando (to tłumaczy, dlaczego C-3PO w Imperium kontratakuje komunikuje się ze statkiem jak z rozumną istotą).
Dodatkowo miło było zobaczyć, jak Han zdobywa swój ukochany statek, ogrywając Lando w karty w ramach rewanżu za oszukańcze zwycięstwo tego drugiego z wcześniejszej części filmu. Han, w przeciwieństwie do zakochanego w sobie kolegi, wygrywa jednak uczciwie, dzięki własnym umiejętnościom. I choć Sokół miewał różnych pilotów, duet Han i Chewie za sterami jest i będzie jedynym właściwym przeznaczeniem statku, który zrobił trasę na Kessel w 12 parseków.
Statki obcych – Nowy początek
Tajemnicze i na swój sposób przerażające statki kosmiczne obcych pewnego dnia pojawiają się w wielu częściach globu i… tyle. Żadnego komunikatu od obcej cywilizacji, żadnego ataku ani wysypu sił inwazyjnych. Nikt nie opuszcza żadnego ze statków, by spotkać się z ludźmi albo chociaż zapytać o drogę na Tatooine. Rozmiar i wizualna „obcość” tych statków budzą jednak niepewność i wynikającą z niej grozę.
Rozmieszczenie tych maszyn na całym świecie może wzbudzać podejrzenia i wydawać się zagraniem strategicznym, ale trudno określić, co miałoby z niego wyniknąć. Te wrażenia potęgują praca kamery Bradforda Younga i reżyseria Denisa Villeneuve’a, który umiejętnie podkreśla enigmatyczny i zarazem przerażający charakter tego widoku. Co jest w środku i co to oznacza dla ludzkości?
USS Enterprise – Star Trek
Podobnie jak Sokół Millenium, USS Enterprise również wielokrotnie znajdował się w samym sercu dramatycznych wydarzeń na galaktyczną skalę i uratował życia nie tylko swojej załogi, ale w dalszej perspektywie także miliardów (bilionów?) innych istot. Jeśli Sokół wydaje się wam nieco klaustrofobiczny, to kolosalny Enterprise może być dla was lepszą alternatywą.
Ten mieszczący kilkaset osób okręt to potężna i niezwykle wszechstronna maszyna wojenna, znacznie zgrabniejsza i bardziej uniwersalna niż ogromny krążownik. Napęd nadświetlny, bogaty arsenał, stanowiska teleportacyjne, ogromny hangar, laboratoria – to ruchoma kosmiczna baza zamknięta w stylowym pancerzu. Kto by nie chciał dowodzić takim cackiem?
Statek matka obcych – Dystrykt 9
Tak jak w Nowym początku, ten statek kosmiczny po prostu przylatuje na ziemię i zamiera kilkaset metrów nad poziomem gruntu bez żadnej zapowiedzi ani dalszych działań jego załogi, zmuszając ludzkość do snucia domysłów. Widz nie towarzyszy jednak śmiałkom eksplorującym tajemniczy statek i odkrywającym miliony umierających obcych.
Wszystko to widzimy w formie fragmentów nagrań i reportaży poprzedzających akcję filmu o ćwierć wieku. Właściwa fabuła rozgrywa się w świecie, w którym ludzie zdążyli się przyzwyczaić do kolosalnego statku kosmicznego wiszącego złowieszczo nad ich miastem (nie chciałbym mieszkać bezpośrednio pod nim). Co ciekawe, ze statku początkowo sypały się całe tony żelastwa, a wśród tych wszystkich śmieci znalazło się również sporo urządzeń obcych, w tym broni. Być może był to jakiś plan B? Na miejscu obcych należało się liczyć z tym, że powrót na statek może nie wchodzić w grę, więc sensowne byłoby zaaranżowanie zrzutu z wyposażeniem, zamaskowanego deszczem rozsypującego się złomu (w taki sposób na ziemię trafił moduł dowodzenia).
Pomijając tło fabularne, zawsze podobał mi się projekt statku – klasyczny okrągły kształt, ale o bardzo nieregularnej, agresywnie spiczastej powierzchni. Zdecydowanie widać tu wizualne podobieństwo do jego pasażerów, natomiast dźwięk włączanych silników w moim odczuciu w pełni zasługuje na miano ikonicznego.
USCSS Nostromo – Obcy: Ósmy pasażer Nostromo
Nostromo. Razem z holowaną przez niego rafinerią to prawdziwy tytan deklasujący rozmiarem większość opisanych tu statków. Z pewnością także najbrzydszy i najbardziej niezgrabny z całej grupy. Zbudowany przez korporację Weyland-Yutani, nigdy nie miał bić rekordów szybkości, zadziwiać swoim zaawansowaniem ani imponować arsenałem.
Jego zadanie było proste: transport milionów ton rudy z punktu A do punktu B. Niestety, po drodze pojawił się punkt C, za sprawą którego na świat przyszedł nowy pasażer Nostromo. Ten (paradoksalnie, biorąc pod uwagę jego gabaryty) klaustrofobiczny statek nie sprawiał wrażenia przyjemnego miejsca nawet przed pojawieniem się tajemniczej istoty, kiedy to stał się morderczą pułapką dla swojej załogi. Duszny i przytłaczający, pełen ciemnych kątów i nie mający nic wspólnego z lśniącym i nowoczesnym Enterprise – wyobraźcie sobie najpodlejsze rewiry przemysłowej części waszego miasta, po czym wciśnijcie je na o połowę za małą przestrzeń, a na koniec dodajcie do tego krwiożerczego i niepowstrzymanego Ksenomorfa. Dziękuję, ja wysiadam.
Icarus II – W stronę słońca
Icarus II przypomina trochę Discovery One z 2001: Odysei kosmicznej, z tym że jest wyposażony także w gigantyczny panel (żagiel?) solarny, który mieni się przepięknym złotym kolorem i chroni przed zabójczą temperaturą, umożliwiając sprawną podróż w stronę Słońca.
Wnętrze statku łączy retrofuturyzm Nostromo z bardziej współczesnymi wyobrażeniami na temat technologii jutra, co z pewnością spodoba się fanom Obcego. Jedną z ciekawszych sekcji okrętu jest zielony ogród, będący źródłem tlenu i z pewnością także bardzo przyjemnym miejscem do złapania oddechu podczas tak długiego okresu zamknięcia w blaszanej puszce. Na uwagę zasługuje też przeszklony pokój widokowy pozwalający na podziwianie obezwładniającego (choć zarazem zdradliwego) piękna gwiazdy, której wszyscy zawdzięczamy życie.
Endurance – Interstellar
Kolejna straceńcza misja i kolejny statek, od którego zależy przetrwanie ludzkiej rasy. Endurance (nazwa zapewne ma odzwierciedlać ludzką determinację i wytrwałość w walce o przetrwanie) to inżynieryjny geniusz mający podstawy w faktycznej nauce. Jego kształt i nieustanne obracanie się modułów rzeczywiście mogłoby wytworzyć sztuczną grawitację, której działanie widzimy na ekranie, a jedyny naciągany element dotyczy napędu statku – jego moc budzi wątpliwości, aczkolwiek scenariusz filmu wymagał pewnego przymknięcia oka na rzeczywistość w tym aspekcie.
Ciekawostka: unikający stosowania CGI Christopher Nolan podczas kręcenia scen rozgrywających się w przestrzeni kosmicznej wykorzystywał modele statku. Między innymi dzięki temu udało mu się osiągnąć niezrównany wizualny realizm filmu.
Discovery One – 2001: Odyseja kosmiczna
Pozostałe wymienione przeze mnie statki zawdzięczają swoje istnienie w dużej mierze właśnie Discovery One i Odysei kosmicznej. Film Kubricka nie tylko zrewolucjonizował gatunek science fiction, ale również ustanowił nowe standardy efektów specjalnych i zainspirował rzesze twórców do opowiadania własnych historii z akcją osadzoną w czeluściach kosmosu. Wnętrze statku zasługuje na miano wizualnego majstersztyku, napęd nuklearny brzmi nadzwyczaj poważnie, a operujący całością HAL 9000 to jeden z najbardziej ikonicznych przykładów sztucznej inteligencji w kinie. Jest też coś przerażającego w fakcie, że główny bohater jest zmuszony walczyć z częścią swojego statku – jedynej rzeczy, która oddziela go od bezkresu lodowatej kosmicznej próżni.
Heart of Gold – Autostopem przez galaktykę
Najbardziej niedorzeczna pozycja na tej liście i nic dziwnego, w końcu pochodzi ona z komedii absurdów, jaką jest Autostopem przez galaktykę. Dziwaczny kształt to tylko początek, Heart of Gold wyróżnia się przede wszystkim unikalnym napędem, który pozwala mu na błyskawiczne przemierzanie kosmosu, ale za cenę przypadkowych anomalii i alteracji rzeczywistości.
Dziwaczne halucynacje, przemiana pocisków nuklearnych w wieloryby, tymczasowa utrata trzech kończyn, przeobrażenie się człowieka w pingwina, zastąpienie pustyni oazą – lista efektów ubocznych używania napędu jest długa i kuriozalna. Wisienką na torcie jest będący na wyposażeniu statku robot Marvin, którego melancholijno-depresyjne stany wypadają przekomicznie dzięki doskonałemu występowi Alana Rickmana.
TIE Advanced x1 – Gwiezdne wojny
Zaczęliśmy od Gwiezdnych wojen i na nich skończymy. Pisząc to zestawienie, postanowiłem nie uwzględniać masowo produkowanych statków i zamiast tego skupić się na tych bardziej unikalnych – dlatego nie pojawił się tu myśliwiec TIE, X-Wing ani myśliwiec Jedi. TIE Advanced jest jednak prototypem posiadanym na własność przez Dartha Vadera i powiedziałbym, że to dodaje mu unikalności.
Prezentuje się on odmiennie (ciekawiej) od zwyczajnych TIE, jest też od nich znacznie lepiej uzbrojony, a do tego ma tarcze i hipernapęd. Co ważniejsze, służy on jako narzędzie zagłady wątłych sił Rebelii w finale Nowej nadziei i za jego sprawą Vader niemalże zabija Luke’a, niszcząc przy tym ostatnią szansę na przetrwanie buntowników. Nic dziwnego więc, że przy kolejnych seansach widok tego myśliwca budzi u widza szczególną grozę. Niemałą rolę ogrywa tu także absolutnie kultowy odgłos wydawany przez wszystkie TIE (a także myśliwce Jedi z końca wojny, zwłaszcza że dźwięk TIE Advanced jest nieco wyższy i bardziej napastliwy niż w przypadku standardowych modeli).
Czuję też, że wypada wspomnieć o brawurowo pilotowanym przez Kylo Rena myśliwcu TIE Silencer. Krótka, ale fantastycznie zrealizowana scena (dźwięk z wnętrza kabiny podczas obracania się statku to czyste złoto) z jego użyciem w Ostatnim Jedi pokazuje, że bycie wnukiem najlepszego pilota w galaktyce oraz synem niewiele mniej kompetentnego Hana Solo zobowiązuje. Głupio byłoby też pominąć X-Winga Luke’a; może i to masówka, ale jeśli chodzi o uczestnictwo w kluczowych dla sagi momentach, ten myśliwiec może konkurować z Sokołem Millenium.
To dzięki pociskom tego X-Winga udało się zniszczyć Gwiazdę Śmierci, a pamiętna próba, której początkowo nie podołał Luke, wiązała się właśnie z wyciągnięciem tego statku z bagna. Warto też pamiętać, że przez większość czasu operowanie maszyny wspomagał R2-D2 – trudno o lepszego kompana podróży.
