Ranking

Najlepsze filmy DENISA VILLENEUVE’A. Ranking czytelników

Autor: REDAKCJA
opublikowano

W zeszłym tygodniu braliście udział w głosowaniu na najlepsze filmy Denisa Villeneuve’a. Spośród dziewięciu pełnometrażowych filmów Kanadyjczyka wyłoniliście piątkę najlepszych – zapraszamy do zapoznania się z wynikami i razem z wami czekamy na przyszłoroczną Diunę

Zanim przejdziemy do finałowej piątki, oto filmy, które znalazły się poza nią:

9. 32. sierpnia na Ziemi (1998)

8. Maelström (2000)

7. Politechnika (2009)

6. Wróg (2014)

Poniżej TOP 5:


5. Pogorzelisko (2010)

Dla mnie to chyba najlepszy film reżysera. Na pewno najmocniejszy. Nieprzyjemny, pozostawiający niezatarte wrażenie seans. Villeneuve to twórca wrażliwy, zaangażowany, zabierający widza w miejsca, których istnienie wolałby wyprzeć ze swojej świadomości: jak skorumpowany Meksyk w Sicario czy zbeszczeszczony przez wojnę Bliski Wschód właśnie w Pogorzelisku. To właśnie w tym doskonałym dramacie o (post)wojennych traumach Kanadyjczyk dał się poznać jako wytrawny realista – jeszcze przed tym, jak okrzyknięto go nową nadzieją science fiction i następcą wielkich wizjonerów kina. A w drobiazgowej konstrukcji Pogorzeliska ujawnia się zamiłowanie reżysera do łamigłówek (Wróg, Labirynt). Podróż do Libanu tropem nietypowego testamentu matki wygrywa nie tylko mądrością przesłania, zaskakującym co chwilę scenariuszem czy szokującym rozwiązaniem zagadki – wygrywa przede wszystkim emocjami, które Villeneuve umiejętnie wzbudza w widzu, a które zostają w nim na długo po skończeniu filmu. Ból ofiar udzieli się nawet najmniej czułemu człowiekowi. Pogorzelisko jest filmem głęboko humanistycznym i humanitarnym, ważnym i potrzebnym, pięknym i potwornym. [Katarzyna Kebernik]

4. Nowy początek (2016)

Nowy początek wyraźnie żegluje pod wiatr współczesnego popularnego kina SF w stylu Dnia Niepodległości: Odrodzenia czy kolejnych Transformerów, gdzie obcy chcą zamordować ludzkość, a na końcu i tak niezłomny amerykański duch wysadza wszystko w powietrze. Dostajemy tutaj może jeden wybuch i strzały gdzieś w tle – to kino, które wlecze się momentami aż za bardzo, ale każda minuta intryguje i przykuwa do ekranu, każdy kolejny klocek doprowadza do zbudowania robiącej wrażenie całości. Film na pewno nie jest bez wad, a niektórych odbiorców odrzuci ślimacze tempo – jednak z zacięciem wykładowcy-pasjonata wprawia w ruch szare komórki, co obok zadziwienia nieznanym (również tutaj wydatnie obecnym), jest przecież największą siłą całego gatunku SF. To dosyć banalna fabuła podana w niebanalny sposób, skupiona na świeżym aspekcie „kontaktowej” opowieści, do tego niezwykle estetyczna. Villeneuve zdecydowanie ma potencjał (podobny do np. Jeffa Nicholsa lub Duncana Jonesa), żeby za kilka dekad wspominać go jak Kubricka, Scotta albo Spielberga. [Radosław Pisula, fragment recenzji]

Ostatnio dodane