Publicystyka filmowa
HORRORY na małym ekranie. SERIALE GROZY na podstawie SŁYNNYCH FILMÓW
SERIALE GROZY, które powstały na podstawie SŁYNNYCH FILMÓW, oferują mrożące krew w żyłach historie i nieprzewidywalne zwroty akcji.
W ostatniej dekadzie mieliśmy okazję zobaczyć całe zatrzęsienie filmów przeniesionych z ekranów kinowych na telewizyjne. Po co wymyślać coś oryginalnego, skoro można zapożyczyć kontekst z jakiegoś znanego filmu, rozciągnąć go na kilkanaście godzin i zwabić rozpoznawalnym tytułem? Czasem mam wrażenie, że dla producentów jesteśmy jak zwierzęta hodowlane potrzebujące regularnych dostaw paszy w postaci telewizyjnych seriali. Oczywiście, w tym medium (zwłaszcza współcześnie) nie brakuje wybitnych dzieł, które oddziałują na odbiorcę i zmuszają go do myślenia. Seriale na podstawie filmów również mogą do takich się zaliczać, znacznie częściej są jednak niewymagającą i nieprzesadnie angażującą rozrywką do niedzielnego kotleta.
Jako że mamy dziś Halloween, postanowiłem sporządzić listę kinowych horrorów, które znalazły drogę do telewizji. Niektóre mogliście oglądać, inne pewnie was zaskoczą – jeśli jesteście fanami którychś z nich, zachęcam do podzielenia się wrażeniami w komentarzach. A nuż zachęcicie kogoś do wieczornego seansu?
Piątek trzynastego
Podejrzewam, że niejeden widz zasiadający do tego serialu poczuł się oszukany. Produkcja ta pierwotnie powstawała pod tytułem The 13th Hour, który zmieniono wyłącznie po to, by przyciągnąć większą uwagę publiki. Fabuła nie miała najmniejszego związku z kinowymi slasherami, a Jason Voorhees nie został nawet wspomniany. Twórca wprawdzie zarzekał się, że pechowa symbolika piątku trzynastego łączy się z jego historią, ale trudno brać to na poważnie.
Serial opowiadał o polowaniu na przeklęte antyki pochodzące ze sklepu, którego właściciel zawarł pakt z diabłem. Rzeczone bibeloty trafiły do różnych klientów, co wiązało się z oczywistymi konsekwencjami. Produkcja została zaś anulowana bardzo gwałtownie, jeszcze przed końcem trzeciego sezonu. Ciekawostka: jeden z odcinków pierwszej serii wyreżyserował skądinąd znany David Cronenberg.
Krzyk
Tego można było się spodziewać. Satyra łącząca elementy slashera i kryminału z nastolatkami w rolach głównych musiała doczekać się serialu telewizyjnego. Być może wyszłoby z tego coś bardziej pamiętnego, gdyby nie fakt, że za produkcję zabrało się MTV – stacja, której raczej nie kojarzymy z tytułami zgarniającymi nagrody Emmy. Pomimo dyskusyjnej jakości dzieła zdobyło ono sporą popularność wśród młodzieży i być może powstawałoby do dziś, gdyby nie prawne komplikacje i przepychanki między The Weinstein Company, MTV i Netfliksem.
To przez nie premiera trzeciego sezonu została mocno opóźniona, co z kolei doprowadziło do wygaśnięcia zainteresowania produkcją – w efekcie podjęto decyzję o odcięciu się od historii dwóch pierwszych serii. Świeży start nie spodobał się ani fanom, ani krytykom, więc na chwilę obecną serial Krzyk jest martwy jak ofiary zamaskowanego mordercy.
Bates Motel
To być może największy sukces artystyczny wśród opisywanych tu produkcji. Nawiązujący do Psychozy serial służy za prequel i zarazem remake kultowej historii dzieła Alfreda Hitchcocka (i powieści Roberta Blocha, na której bazował reżyser).
Z weteranem telewizyjnym Carltonem Cuse’em (Zagubieni) na pokładzie, Verą Farmigą w obsadzie i fascynującym podłożem fabularnym nic dziwnego, że Bates Motel odniósł tak wielki sukces. Uznanie zarówno wśród krytyków, jak i widzów oraz kilka istotnych nagród tylko to potwierdzają.
Ash kontra martwe zło
Kolejne udane dzieło, którego zapowiedź musiała zaskoczyć niejedną osobę. To żaden remake ani „historia osadzona w filmowym uniwersum” – Ash kontra martwe zło jest kontynuacją kultowej trylogii Sama Raimiego i ciągiem dalszym losów postaci granej przez niepowtarzalnego Bruce’a Campbella. Niestety, pomimo świetnych recenzji i wiernego grona fanów szersza publika nie zainteresowała się tą produkcją. W zeszłym roku potwierdzono, że trzeci sezon był ostatnim, a dalsze losy marki pozostają niejasne. Z drugiej strony, trzy serie to wciąż niemała gratka dla wielbicieli Martwego zła, prawda?
Mgła
Mgła. Pierwotnie nowela Stephena Kinga, następnie niezły film Franka Darabonta, a niedawno serial telewizyjny. Pomimo że akcja dwóch pierwszych była ograniczona do marketu, historia Kinga miała potencjał na rozbudowanie. Losy bohaterów znajdujących się w innych częściach miasta, próby odnalezienia się, stawianie czoła własnym słabościom – w rękach uzdolnionych twórców mogłoby powstać coś naprawdę intrygującego.
Niestety, efekt końcowy okazał się w najlepszym razie przeciętny. Niezłe efekty specjalne i atmosfera grozy to za mało; krytycy nie pozostawili suchej nitki na miernej historii, nieciekawych bohaterach i rozwodnieniu motywów poruszanych w literackim pierwowzorze. Widzowie najwidoczniej podzielali ten pogląd, a słaba oglądalność doprowadziła do anulowania serialu po pierwszym sezonie.
Egzorcysta
Sukcesy finansowe kolejnych Egzorcystów, Obecności i niezliczonych klonów tych produkcji wskazują na to, że sporo osób wciąż chce oglądać motyw opętania w filmach grozy. Dlaczego więc nie zrobić z tego serialu? Pierwszy sezon miał premierę trzy lata temu i spotkał się z nie najgorszym odbiorem.
Produkcji brakowało jednak czegoś, co przyciągnęłoby więcej widzów i odwróciło uwagę od filmowych produktów o podobnej treści. Telewizyjny Egzorcysta nie był niczym nadzwyczajnym nawet w swoim gatunku, nie miał też żadnych głośnych nazwisk – był po prostu poprawny. Czasem to jednak za mało; po drugim sezonie Fox wypędził tego demona ze swojego domostwa.
Wstrząsy
Im dłużej patrzę na powyższy plakat, tym lepiej rozumiem, dlaczego ten serial został anulowany w połowie pierwszego sezonu. Pomysł na produkcję telewizyjną w świecie Wstrząsów powstał jeszcze w latach 90., a udało się go zrealizować ponad 15 lat temu. Pilot serialu cieszył się bardzo wysoką oglądalnością, jednak z odcinka na odcinek spadała ona drastycznie.
W okolicach trzynastego epizodu uznano, że dalsza produkcja będzie stratna, a na kark Wstrząsów spadł topór telewizyjnego kata. W ostatnich latach planowany był reboot serialu (z Kevinem Baconem na pokładzie), a w tych działaniach maczał palce Amazon i Blumhouse. Ostatecznie jednak pomysł został porzucony; trudno powiedzieć, czy ktokolwiek zdecyduje się na ponowne podjęcie tego tematu.
Koszmar z ulicy Wiązów
Wnioskując po recenzjach i ocenach widzów – dobry pomysł, przeciętne wykonanie. Twórcy serialu, wykorzystującego popularność Freddy’ego, podjęli interesującą decyzję o stworzeniu antologii niepowiązanych ze sobą opowieści z tytułowym antagonistą jako elementem wspólnym. Z uwagi na charakter slashera, w którym zadebiutował ten maniakalny morderca, uznano, że nie ma sensu budować jednej grupy postaci, skoro i tak większość z nich miałaby zginąć (Gra o tron i The Walking Dead w ciekawy sposób obrazują zupełnie odmienne podejście). Zamiast tego każdy odcinek przedstawiał inną upiorną historię, niekoniecznie bezpośrednio związaną z Freddym. Krueger odgrywał natomiast rolę prowadzącego, który reagował na przedstawiane wydarzenia, a na koniec odcinka wygłaszał monolog. Trzeba przyznać twórcom, że to bardzo interesujące podejście do tematu i nie sposób nazwać tego zwyczajnym odcinaniem kuponów.
Od zmierzchu do świtu
To dość kuriozalny pomysł na serial, ale Robert Rodriguez zdaje się posiadać wyłącznie takie. Jako twórca tej produkcji ewidentnie chciał on coś przekazać i rozbudować świat swojego filmu z 1996 roku. Nie zmienia to jednak faktu, że serial ten podzielił los wielu swoich poprzedników (i zapewne także następców). Okazał się on wyłącznie przyzwoity, co nie wystarczyło, by zdobyć należytą popularność. Jak dotąd powstały trzy sezony i nic nie wskazuje na to, żeby miało pojawić się ich więcej.

