search
REKLAMA
Seriale TV

DOPASOWANI. Miłość kryje się w genach?

Odys Korczyński

14 marca 2021

REKLAMA
Genetyka jest bardzo młodą dziedziną nauki. Jako serial o wysokim prawdopodobieństwie naukowym widziałbym Dopasowanych jednak za 50, a nawet 100 lat, gdy będziemy mieli większe doświadczenie w modyfikowaniu DNA. Jak na razie więcej w produkcji jest fiction niż science, przez co niekiedy jej scenariusz zbytnio operuje ogólnikami, np. definiowaniem miłości albo jako niezbadanej do końca aktywności duchowej wymykającej się szkiełku i oku, albo jako znanej w popularnonaukowych ujęciach chemicznej i czasowej reakcji mózgu na bodziec zewnętrzny, mający na celu replikację genomu – zrobienie dzieci. Jeśli więc ktoś ma ochotę na sporą dawkę naukowych truizmów, nieco melodramatu, intrygę kryminalną, szczyptę sci-fi, a wszystko to okraszone całkiem mądrymi wnioskami humanistycznymi, niech czym prędzej włączy Netflixa.

Niczego ważnego nie zdradzę, jeśli napiszę, że głównym tematem serialu jest miłosne dopasowanie genetyczne. W niedalekiej przyszłości dwójka naukowców, badając mutacje genetyczne u mrówek, wpada na pomysł, a raczej odkrywa, możliwość dopasowywania genetycznego ludzi tak, żeby tworzyli idealne związki. De facto więc znakomita większość z nas gdzieś na świecie posiada człowieka, który będzie doskonałym partnerem i nigdy nas nie opuści. Brzmi jak bajka śniona przez naiwne księżniczki całe życie zamknięte w wieży i nic niewiedzące o świecie. W praktyce takie odkrycie oznaczało w serialowym świecie przedstawionym, że mnóstwo już zawartych związków, także tych określanych jako udane, zostało poddanych niesprawiedliwej próbie. Dano ludziom do ręki narzędzie parowania, tzw. test, za pomocą którego mogli dowiedzieć się, kto jest dla nich idealnym partnerem lub partnerką. W większości przypadków oznaczało to uzyskanie informacji o kimś zupełnie innym niż ten, który aktualnie rezydował w domowych pieleszach i wydawało się, że jest idealny.

O rewolucję społeczną więc było nietrudno. Faktycznie taka się wydarzyła. Nawet udane związki przeżyły coś w rodzaju zwątpienia, niepewności, wręcz kryzysu. Człowiek z natury jest ciekawski, a gdy dowie się, że może zweryfikować, czy stan, w którym się znajduje, jest prawdziwy czy fałszywy, w końcu z niej skorzysta. Najpierw będzie sądził, że jakakolwiek będzie odpowiedź, w praktyce nic nie zmieni w swoim życiu, ale sposób działania naszego umysłu i psychiki bazuje na faktach, a nie domysłach. Poczucie, że żyje się w rzeczywistości wymyślonej, podczas gdy jest gdzieś tam rzeczywistość obrazująca szczęście, nie da nigdy spokoju i w końcu rozwali teraźniejsze życie.

To główna, humanistyczna i jednocześnie najlepiej zaprojektowana perspektywa interpretacyjna serialu Dopasowani. Ludzie potrzebują czuć się docenieni nie w sposób cząstkowy, ale całościowy, radykalny. Wykorzystają każdą okazję, żeby chociaż liznąć tego ekstatycznego wrażenia. To całkiem normalne i nie jest to żadną wadą. Serial dzięki tej egzystencjalnej perspektywie niesamowicie zyskuje i niemal nie zwraca się uwagi na wszystkie te fantastycznonaukowe naiwności – oraz inne wady, a jest ich sporo.

Przede wszystkim niespójny obraz antagonistki, która jest jakby dwiema osobami. Rebeccę (Hannah Ware) poznajemy na samym początku jako posępną, złą istotę nastawioną na zarabianie astronomicznych sum pieniędzy na badaniach genetycznego parowania. Przez cały film zaś towarzyszą nam retrospekcje, jak Rebecca wraz Jamesem (Dimitri Leonidas) doszli do swojego odkrycia i dlaczego wybuchł konflikt między nimi a Benem (Amir El-Masry). Na tym tle właśnie widać całą nieautentyczność postaci Rebekki, ale nie jako szefowej firmy, a w sumie i mafii, lecz naukowca. Konwersja osobowościowa głównej antagonistki jest absolutnie nieprzekonująca, a wątki retrospekcyjne zaburzają jedynie przebieg kryminalnej fabuły. Na dodatek finał intrygi może doprowadzić do wrażenia, że twórcy nie mieli pojęcia do przedostatniego odcinka, jak całą historię zakończyć.

W produkcji mieszają się wątki kilku par. Policjantka prowadząca dochodzenie odnajduje swoją drugą połówkę w kobiecie, która akurat tuż przed ich spotkaniem ulega wypadkowi i zapada w śpiączkę. Żona pewnego dziennikarza robi mu po kryjomu test na drugą połówkę, a potem desperacko próbuje nie dopuścić do jakichkolwiek kontaktów z potencjalną wybranką. Życie jednak biegnie swoim torem. Generalnie mimo że serial zawiera przeróżne równościowe zabiegi, to ogólnie można odnieść wrażenie, że dopasowywanie genetyczne wpływa głównie na kobiety. Większość z nich spazmuje na myśl, że mogą nie być „drugimi połówkami” swoich partnerów, jakby na znalezieniu „głównie” faceta kończył się świat. Nie jest to podejście feministyczne, a można odnieść wrażenie, że produkcja uderza w liberalne tony. Obsada jest multietniczna, a relacje między bohaterami na równi traktują wartość seksu hetero- i homoseksualnego. W głębi Dopasowani pozostają jednak wciąż bardzo konserwatywnym filmem. Ograniczają kobiecy świat do lęku przed utratą partnera, bo jak ogólnie wiadomo – samotne kobiety nie radzą sobie w społecznościach.

Kolejnym zarzutem w stosunku do Dopasowanych jest nierówność akcji. Retrospekcja wymieszana jest z kryminalną intrygą, a ta z kolei z wątkami typowo obyczajowymi, osadzonymi z kolei na fantastycznonaukowym pomyśle. Napięcie nieraz rośnie tak bardzo, że nie można doczekać się rozwiązania sytuacji, aż tu nagle widzimy np. Hannah (wspominana żona dziennikarza), kiedy budzi się sama łóżku i szuka swojego obrażonego męża po odbytej wieczorem kłótni.

Zastanawia i dziwi czasami również zachowanie głównej antagonistki. Niby jest zdolna do wszystkiego, lecz nie do końca. Podobnie jej goryl. Cały czas ma skrupuły. Na dłuższą metę naprawdę ten ich brak zaangażowania w zło jest męczący. Bynajmniej nie chodzi tu o zaletę bycia niejednowymiarowym ani wadę bycia jednowymiarowym. Gdzieś po szóstym odcinku postać Rebekki staje się nudna. Jej wyrazy twarzy są jednolite jak marmurowy posąg, a intryga zbyt oczywista, bez żadnych twistów. Inaczej jest za to z prowadzącymi sprawę policjantami, ale nie będę spojlerował. Zasygnalizuję tylko, że nie bardzo rozumiem postawę jednego z nich. Traktuję ją jako błąd w scenariuszu. Pozostaje tajemniczy człowiek stojący przed siedzibą firmy specjalizującej się w dopasowywaniu genetycznym, także mający znaczenie, czego w sumie łatwo się domyślić od samego początku.

Wizualnie jest przeciętnie, nieco za ciemno, mało kontrastowo, bez polotu, jeśli chodzi o zdjęcia, monotonnie dźwiękowo, generalnie poprawnie, ale jest to poprawność ostatniej klasy szkoły, generowana z wielkim lękiem o niepewną przyszłość, więc bez żadnych eksperymentów. Dlatego wnioski humanistyczne wziąłem sobie do serca, zapamiętałem, lecz na drugi sezon nie będę czekał.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA