W stronę zachodzącego słońca

EL CONDOR. 50 lat od premiery

Nie tylko dobry western, ale i klasyka kina akcji, gdzie na każdym kroku bohaterowie napotykają niebezpieczne przeszkody i pokonują je w efektownym stylu.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

„Najlepsi ludzie są bękartami” – tak mówi jeden z bohaterów, gdy widzi, że nawet matka traktuje swojego syna z wyraźną niechęcią tylko dlatego, że syn jest nieślubnym dzieckiem. W zależności od kraju i od etapu dziejowego bękarci traktowani byli różnie, ale w Meksyku lat 60. XIX wieku, gdzie toczy się akcja filmu El Condor, byli zazwyczaj pogardzani. Pierwsze, co w tym filmie zaskakuje, to właśnie to, że zostaje podkreślone, iż bohater grany przez Lee Van Cleefa jest bękartem, natomiast ani razu nie ma mowy o tym, że postać odgrywana przez Jima Browna ma czarną skórę. Nie mówię, że ten kontrast ma duże znaczenie w filmie, bo wcale tak nie jest i przy pierwszym oglądaniu nie zwróciłem na to uwagi. Dopiero ponowny seans mi to uświadomił.

Lee Van Cleef i Jim Brown w filmie "El Condor" (1970)

Nie ma tu zbędnych wątków ani dialogów. Gdy w prologu pojawia się mistrz trzeciego planu, Elisha Cook Jr., mówi tylko o tym, co jest istotne. O złocie ukrytym w meksykańskiej fortecy El Condor, pilnowanym przez generała Chaveza (Patrick O’Neal). Miliony dolarów w złocie stają się głównym celem dla zbiegłego z obozu pracy skazańca Luke’a (Jim Brown). Od razu po ucieczce trafia on na oszusta imieniem Jaroo (Lee Van Cleef), z którym może zaatakować fortecę, ponieważ Jaroo ma przyjaciół wśród Apaczów. Siły generała Chaveza i tak są liczniejsze, dysponują też lepszą bronią, więc poszukiwacze złota będą musieli użyć podstępu…

Reżyserii podjął się John Guillermin, doświadczony rzemieślnik mający w dorobku m.in. sprawne warsztatowo filmy wojenne Błękitny Max (1966) i Most na Renie (1969), który wkrótce miał potwierdzić swoją mistrzowską klasę, kręcąc „wielkie trio” – Płonący wieżowiec (1974), King Kong (1976) i Śmierć na Nilu (1978). El Condor nie przyniósł mu zaszczytów, ale nie można mu odmówić dobrej reżyserskiej ręki. Fabuła poprowadzona jest z dużą błyskotliwością i swadą, ze zgrywą i szpanerstwem, co w niektórych filmach mogłoby być wadą, ale nie w historii mającej w sobie ducha powieści awanturniczych. Pomysłodawcą był Steven Carabatsos, którego mogą kojarzyć fani oryginalnego Star Treka (1966), gdzie pełnił funkcje redaktora scenariuszy (story editor) i konsultanta scenariuszowego (script consultant). Natomiast większą część scenariusza napisał Larry Cohen, dzisiaj już twórca kultowy dzięki horrorowej serii A jednak żyje (1974–87). Stworzył też jeden z najlepszych filmów blaxploitation pt. Black Caesar (1973).

Marianna Hill w filmie "El Condor" (1970)

Kontrast między bohaterami widać w kolorze skóry, ale ta różnica wcale ich nie definiuje i nie ma wpływu na intrygę.

W moim odczuciu omawiany western ma bardzo dobrze skonstruowane postacie. Widz na pewno zauważy, że kontrast między bohaterami widać w kolorze skóry, ale ta różnica wcale ich nie definiuje i nie ma wpływu na intrygę. Jest tu na przykład taki motyw: po próbie kradzieży bohaterowie lądują w bagnie oblepieni pierzem. Scena, poza celami humorystycznymi, ma pokazać, że wygląd nie ma znaczenia – gdy obaj współpracują, stają się sobie równi i zasługują na równe traktowanie (podobny zabieg zastosowano w Łowcach skalpów Sydneya Pollacka z 1968 roku). Mimo to Luke i Jaroo wyraźnie różnią się charakterem. Nie chodzi o to, że jeden jest bardziej szlachetny, a drugi mniej – obaj nie są kryształowi i zależy im na złocie, a nie ludziach.

Jednakże Lee Van Cleef – głównie dlatego, że jest lepszym aktorem niż były futbolista Jim Brown – odgrywa postać bardziej szaloną, lekkomyślną, mającą problem z opanowaniem nerwów. Wydaje mi się nawet, że to jedna z najbardziej ekspresyjnych ról tego niedocenianego aktora. Jim Brown ze swoją dumą i chłodem też tworzy ciekawą kreację, wykazuje się także nieokiełznaną brawurą. Już scena ucieczki z więzienia z prologu filmu pokazuje go jako człowieka sprawnego fizycznie, nieugiętego w dążeniu do celu. Charakteryzuje bohatera lepiej niż jakiekolwiek słowa i uzasadnia, dlaczego to właśnie on jest protagonistą, a nie jakiś laureat Oscara.

Ostatnio dodane