Connect with us

Publicystyka filmowa

ANIME o SAMURAJACH i NINJA, które MUSISZ zobaczyć

Odkryj fascynujący świat ANIME o SAMURAJACH i NINJA, gdzie honor spotyka emocjonujące pojedynki oraz niezapomniane przygody!

Published

on

Samurajowie i ninja. Dla jednych to synonimy oznaczające kozaka z kataną u pasa z czasów feudalnej Japonii. Dla drugich samurajowie to ostoja staroświeckich wartości i honorowi wyznawcy kodeksu bushido, ninja z kolei to bezwzględni skrytobójcy. Niezależnie jednak od poziomu wiedzy na temat jednych i drugich, słusznych czy mylnych wyobrażeń, każdy wie, czego się spodziewać, kiedy o którymkolwiek z nich ma traktować animowana japońska produkcja. Emocjonujące pojedynki, cięcia przebiegające z prędkością błyskawicy, cięte one-linery twardzieli, którzy jedną ręką zrywają z siebie płaszcz wraz z resztą odzienia.

Advertisement

A na deser orientalne piękności. Tak, w anime tego gatunku bardzo szybko możemy odróżnić chłopców od mężczyzn. Japońska animacja przez dziesięciolecia swojego istnienia mierzyła się z mitami samurajów i ninja niezliczoną ilość razy. Efekty bywały różne, wychodziły z tego skończone arcydzieła, będące wizytówką japońskich twórców, ale także żałosne słabizny. Przez ostatnie dwie dekady powstała pokaźna liczba anime „ciachanych”, a większość z nich plasuje się w ścisłej czołówce gatunku. Z tegoż powodu postanowiłem nieco usystematyzować naszą wiedzę na temat tych pozycji, po które zdecydowanie warto sięgnąć.

Poniższe zestawienie, samo w sobie nie oznaczone cyferkami, NIE JEST w żadnym wypadku jakimś „topem”, który uważam za jedyny i słuszny. Powiem więcej, w zamyśle nie jest to w ogóle klasyfikacja pozycji od najsłabszej do najlepszej. Jest to po prostu lista anime traktujących o samurajach/ninja, z którymi osoby zainteresowane tematem powinny się niezwłocznie zapoznać. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby anime znajdujące się graficznie na pozycji ostatniej (pierwszej, patrząc od początku) było w pewnych elementach lepsze, niż to umiejscowione na szczycie. Przy wyborze i zestawianiu kolejnych animacji przyświecał mi jedynie cel, aby osoby zainteresowane obejrzały je, mając już pewną wiedzę nabytą przy okazji seansu poprzednich.

Advertisement

Tak, aby kolejne i wcześniejsze pozycje z czasem oceniać inaczej, nie w oderwaniu od innych tytułów – niejako odkrywać je na nowo. Zresztą konwencja oraz tematyka kolejnych pozycji często się znacząco różnią, dlatego tym mocniej chciałbym utwierdzić Czytelników w przekonaniu, że poniższe zestawienie nie jest tylko pretekstem do zaprezentowania publicznie moich osobistych preferencji w tym temacie. Poniżej, przy każdej omawianej pozycji, mały rys na temat fabuły oraz moja mikrorecenzja.

Sword of the Stranger (2007, reż. Masahiro Andou)

Film kinowy opowiadający o przyjaźni małego chłopca i samotnego samuraja. Protagoniści poznają się w mało sprzyjających do tego okolicznościach i, zostawiając za sobą pół tuzina trupów, wyruszą razem w podróż, która odmieniając każdego z nich, wrzuci ich w sam środek diabolicznej intrygi.

Advertisement

Bardzo dobra pozycja na rozpoczęcie swojej przygody z anime o tej tematyce. Absorbujący scenariusz, bardzo ciekawe relacje na linii chłopiec – mężczyzna, dobrze zarysowany drugi plan, kilka bardzo efektownych pojedynków, bitwa, śliczna grafika, kapitalna animacja, a wszystko to okraszone bardzo dobrą muzyką. Gdyby nie duża ilość krwi, tytuł świetnie sprawdzałby się jako kino familijne, gdyż golizny i seksu tutaj nie uświadczymy.

Blade of the Immortal (2008, reż. Kouichi Mashimo)

13-odcinkowy serial, który sprawnie łączy temat wojowników z kataną z krwawą zemstą. Opowieść o zemście młodej dziewczyny i samuraju-mordercy, który choć nieśmiertelny, w śmierci poszukuje ukojenia. Pozycja dla tych, którzy szczególnie cenią sobie mroczny i brutalny klimat okraszony dużą liczbą efektownych pojedynków. Technicznie bez zarzutu.

Advertisement

Samurai 7 (2004, reż. Toshifumi Takizawa)

Animowana adaptacja klasycznego dzieła Akiry Kurosawy Siedmiu samurajów. Mieszkańcy wioski Kanna, wyzyskiwani przez rzezimieszków z cybernetycznymi ciałami, postanawiają wysłać delegację, prosząc o pomoc samotnych samurajów. Nagroda: tyle ryżu, ile tylko zdołają zjeść. W ruch idą katany i nie tylko…

Serial zrealizowany z ogromnym budżetem, co świetnie widać na ekranie. Poziom grafiki i animacji wciąż zachwyca (no, może poza kilkoma sekwencjami w CGI), a design większości bohaterów to szalone fantazje japońskich projektantów. Samurajom przychodzi walczyć z… mechami, gdyż szkielet dzieła Kurosawy przeniesiono w realia retro s-f. Mimo pewnego przekombinowania, pozycja jak najbardziej zjadliwa.

Advertisement

Winter Cicada (2007, reż. Yoshihisa Matsumoto)

Animowana odpowiedź na Tajemnicę Brokeback Mountain. Na horyzoncie majaczą wydarzenia, które rozpoczęły epokę Meiji, uprzednio obalając szogunat Tokugawów. Na pierwszym planie zaś dzieje trudnej miłości dwójki samurajów ze zwaśnionych obozów.

Pełna realizmu i seksu opowieść, która choć fikcyjna, mogła zdarzyć się naprawdę. Anime skłania do refleksji nad relatywnością takich pojęć jak miłość czy pokój, nie popadając przy tym w banał. A wszystko to w ślicznej oprawie i ze spokojną, liryczną muzyką.

Advertisement

Bakumatsu Kikansetsu Irohanihoheto (2006, reż. Yoshimitsu Ohashi)

Pozycja nie posiada angielskiego tytułu, ale jakoś to przeżyjemy. Historia tutaj przedstawiona rozgrywa się u schyłku epoki Edo, a fabuła koncentruje się na poszukiwaniach pewnej czaszki obdarzonej tajemniczą właściwością.

Przez dwadzieścia sześć odcinków jesteśmy świadkami wciągającej przygodowej historii, podczas której bohaterowie nie raz i nie dwa razy zmuszeni będą wyjąć katanę z pochwy. Gatunkowo jest to klasyczny shounen (anime skierowane przede wszystkim do chłopców), który charakteryzuje się szybką, wartką akcją i elementami fantasy. Na uwagę zasługuje także rewelacyjna oprawa audiowizualna. Uczta dla oczu i uszu.

Advertisement

Rurouni Kenshin: Tsuioku Hen (1999, reż. Kazuhiro Furuhashi)

Ta czteroodcinkowa seria OVA jest prequelem do wydarzeń znanych z serialu i opowiada o młodzieńczych latach Kenshina Himury i o tym, jak stał się bezlitosnym zabójcą. Do czerpania przyjemności z seansu w ogóle nie jest potrzebna znajomość serialu.

Anime utrzymane w realistycznej konwencji. W łącznie dwóch godzinach zmieszczono zaskakująco wiele. Przeszłość i transformacja protagonisty, ciekawa intryga, poruszający wątek miłosny i brutalne, krwiste pojedynki. Oprawa jak na rok 1999 bardzo dobra. Zobaczyć zdecydowanie trzeba.

Advertisement

Gintama (2006, reż. Shinji Takamatsu)

XIX-wieczna Japonia. Do Edo (Tokio) nie dopływa flota zachodnich przybyszów, lecz… kosmici, którzy nie mają pokojowych zamiarów. Swoisty relikt przeszłości, samuraj Sakata Gintoki, wraz z grupą przyjaciół prowadzi grupę Yorozuyę – oddział, który podejmie się każdego zadania…

Komediowe, a miejscami parodystyczne podejście do tematu samurajów i kodeksu bushido, wyszło zaskakująco dobrze. Ponad sto odcinków czystej przygody i śmiechu, a to wszystko w schludnej, „miękkiej” oprawie. Jeśli ktoś dysponuje dużą ilością czasu, a w anime ceni sobie przede wszystkim humor, może w Gintamę śmiało uderzać.

Advertisement

Samurai Champloo (2004, reż. Shinichiro Watanabe)

Piętnastoletnia dziewczyna imieniem Fuu zatrudnia dwóch wojowników: milczącego ronina Jina i rzezimieszka Muugena, aby pomogli jej odszukać samuraja pachnącego słonecznikiem. W swojej podróży przyjdzie im się skonfrontować z brutalną rzeczywistością feudalnej Japonii oraz, co gorsza, zmierzyć z własną przeszłością…

Chyba najlepsze kino drogi w wydaniu anime. Oprócz pochwał pod adresem absorbującej do ostatniego, 26 odcinka, fabuły, plejady kapitalnych bohaterów (także epizodycznych, vide: Miyamoto Musashi), stylowej oprawy graficznej czy dynamicznej animacji, dodać należy odważny, postmodernistyczny styl całej opowieści (narracja, muzyka, zmiana konwencji). Polecam każdemu, nawet twardzielom pierdzącym przy sikaniu.

Advertisement

Naruto (Shippuuden, 2002, reż. Hayato Date)

Od zera do bohatera. Chłopiec imieniem Naruto, lekceważony w rodzinnej wiosce, pobiera nauki w Akademii Ninja, by w przyszłości stać się wielkim wojownikiem. Seria Shippuuden opowiada o losach Naruto i jego przyjaciół po zakończeniu oryginalnej serii.

Naruto to klasyczny shounen, z bagażem swoich zalet i wad. Wykonanie, jak na takiego tasiemca, jest jak najbardziej okej, akcja biegnie wartko i sprawnie, choć z czasem twórcy zaczynają przesadzać z tzw. fillerami (wypełniaczami). Wyznawców tego anime od oglądania nie odwiodę, sceptycznie nastawionych zaś nie przekonam. W sumie jest to rzecz poprawna.

Ayakashi: Samurai Horror Tales (2006, reż. Hidehiko Kadota i inni)

Rzecz oparta na klasycznej sztuce Tsuruy Nanboku IV pt. „Tokaido Yotsuya Kaidan”. Tamiya Iemon, zakochany do szaleństwa w pięknej Oiwie, zostaje z czasem odsunięty przez wybrankę na bocznicę, a oczkiem w głowie staję się dla niej dziecko. Tamiya zaczyna szukać pocieszenia w ramionach innych kobiet, czym ściągnie z czasem klątwę na cały ród Iemon…

Advertisement

Powyższy opis stanowi zaledwie lekki zarys rozbudowanej, skomplikowanej i wciągającej historii. Sama opowieść przesiąknięta jest zapachem feudalnej Japonii oraz ezoterycznym klimatem. Grafika nawiązuje stylem do japońskich drzeworytów, co czyni pozycję studia Toei Animation niepowtarzalną. Dla fanów opowieści z dreszczykiem, historii Japonii i osób, które chcą po prostu obejrzeć dobre anime.

Sengoku Basara (2009, reż. Itsuro Kawasaki, Kazuya Nomura)

Łącznie dwadzieścia pięć odcinków japońskiego szaleństwa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Historia klanów walczących o dominację w okresie Sengoku, a nade wszystko historia dwóch wojowników, którzy walcząc przeciw sobie… to sprawdźcie już sami. Dodam, że nad wszystkimi i tak wisi to samo widmo w postaci potężnego antagonisty, którego będzie trzeba posłać do piachu.

Advertisement

Jest to komedia akcji zrealizowana z dużym dystansem i poczuciem humoru. Angielskie one-linery, pojedynki zmiatające przy okazji kilkutysięczne armie, stumetrowe skoki na koniach czy czarny charakter, którego pojawieniu się towarzyszą burza i grzmoty. Słowem – doskonała rozrywka. A jak to wygląda! I jak się tego słucha!

Bleach (2004, reż. Noriyuki Abe)

Piętnastoletni uczeń szkoły średniej, Ichigo Kurosaki, w wyniku ataku demona na jego rodzinę poznaje boga śmierci – Rukię Kuchiki. Ichigo zmuszony jest przejąć zdolności shinigami i odtąd osobiście dbać o równowagę między światem żywych i umarłych.

Advertisement

Trzeci i ostatni tasiemiec na liście. Właściwie to mógłbym powtórzyć w tym miejscu słowa, które odniosłem do Naruto. Jednak w mojej opinii Bleach wypada lepiej, głównie za sprawą nieco większej dojrzałości oraz małej ilości odcinkowych wypełniaczy. Plus za design niektórych oponentów, których zaprojektować mógł chyba tylko pijany Japończyk…

Hakkenden: Legend of the Dog Warriors (1990, reż. T. Anno, Y. Okamoto)

Nieco wyższa „szkoła jazdy”. Anime oparte na klasycznym japońskim dziele, w którym to zaatakowany pan feudalny w przypływie rezygnacji obiecuje nadwornemu psu rękę swojej córki w ramach nagrody za głowę wodza wroga. Co niezwykłe, pies powraca do zamku z takim właśnie trofeum, a mężczyzna musi dotrzymać danego słowa…

Advertisement

Żadnych gorszących scen związanych z powyższym tutaj nie uświadczymy, gdyż jest to tylko pretekst do rozpoczęcia historii właściwej. Historii klanu walczącego wbrew wszelkim przeciwnościom o honor i przetrwanie. Anime zamyka się w trzynastu odcinkach, z czego część rysowana jest w odmiennym stylu, nawiązującym do historii Kraju Kwitnącej Wiśni. Pozycja ta jest gratką dla fanów orientalnych klimatów, a przy tym pełną przemocy rozrywką.

House of Five Leaves (2010, Tomomi Mochizuki)

Dwunastoodcinkowa opowieść o samuraju w drużynie złodziei. Honorowy Masanosuke Akitsu, chcąc nie chcąc, zagłębia się w świat i działalność tytułowej grupy Pięciu Liści.

Advertisement

Anime skrajnie różne od poprzednich pozycji z listy. Znacznie bliżej mu do „okruchów życia”, niż do typowej samurajskiej przygody. Serial zrealizowany w realistycznej konwencji, stawiający na bohaterów i ich relacje. Pozycja dla bardziej wyrobionych i tych, którzy cenią sobie dobrą fabułę i złożonych bohaterów. Muzyka w anime jest poprawna, ale już grafika oraz animacja to najwyższy poziom, z jakim możemy się spotkać w telewizyjnym serialu.

Katanagatari (2010, reż. Keitarou Motonaga)

Epicka przygoda, w której młodej strateg szogunatu, Togame, oraz jej ochroniarzowi – mistrzowi walki bez użycia katany, Shichika Yasuri, przyjdzie przemierzać feudalną Japonię w poszukiwaniu dwunastu legendarnych ostrzy wykutych przez Kiki Shikizakiego.

Advertisement

Pozycja, która już na wstępie odsiewa widzów i nie-widzów za sprawą dość nietypowej oprawy graficznej. Warto jednak dać Katanagatari szansę, gdyż oryginalnie opowiedziana historia, ciekawi bohaterowie, plastyczna oprawa i przepiękna ścieżka dźwiękowa mogą wciągnąć na kilkanaście ładnych godzin. Możliwe, że niektórzy z Was, widząc pierwszą scenę z płonącym zamkiem, zakochają się w Mieczopowieści od pierwszego wejrzenia.

Ninja Scroll (1993, reż. Yoshiaki Kawajiri)

Druga „kinówka” na liście. Śledzimy poczynania samotnego wojownika Jubeia, który zupełnie przypadkiem wplątuje się w olbrzymie kłopoty, odszukuje starego wroga i spotyka kobietę swojego życia…

Advertisement

Krwawa legenda anime. Mimo osiemnastu lat na karku film wciąż zachwyca. Niezła fabuła, kapitalne projekty postaci (wizualne), mnóstwo intensywnych, szybkich pojedynków. Wszystko to okraszone tą charakterystyczną kreską z pierwszej połowy lat 90.. Klasyk, który nawet dziś robi duże wrażenie.

Basilisk (2005, reż. Fumitomo Kizaki)

My, klan Kouga Manjidani… Oraz wy, klan Iga Tsubagakure. Obie strony, posiadające przerażające sekretne umiejętności ninja, gardziły sobą pod pretekstem wieloletniej nienawiści. Cóż za głupota…„. Słowa jednego z bohaterów tego 24-odcinkowego serialu ze studia Gonzo w idealny sposób zarysowują fabułę i tematykę Basilisk. Nienawiść dwóch klanów, wojna między nimi i wielka miłość w tle.

Advertisement

Fenomenalna pozycja. Wcale niegłupie i brutalne studium nienawiści oraz uprzedzeń wyrosłych na rodowej tradycji, ukazanie konfliktu z dwóch perspektyw, tragiczna miłość, plejada zapadających w pamięć postaci, mnóstwo szalonych pojedynków (styl zbliżony do Ninja Scroll), charyzmatyczny antagonista i oprawa z najwyższej półki (polecam soundtrack). Klasyczny must-see nie tylko dla fanów tematu, ale i anime w ogóle.

Shiguruiu (2007, reż. Hirotsugu Hamazaki)

Fascynująca historia dwóch samurajów z jednej szkoły (dojo), którzy z czasem będą zmuszeni stanąć naprzeciw siebie. A co najciekawsze, nie jest to opowieść o ich relacjach, ale o każdym z nich z osobna. Opowieść pełna przemocy i seksu…

Advertisement

Anime, które już stało się legendą. Zarzuca się mu przerost formy nad treścią. Ja się z takim poglądem nie zgadzam. Historia jest wspaniała i ekstremalnie brutalna (zjadanie kobiecych sutków included!), bohaterowie bardzo oryginalni (Kogan!), a grafika i animacja mogą przyprawić o opad szczęki. Zwracam raz jeszcze uwagę na naturalistyczną przemoc w realistycznej konwencji, w jakiej zrobione jest to anime. Czysty geniusz i perła japońskiej animacji.

Tak z grubsza wygląda zarys czołowych animacji traktujących o japońskich wojownikach/skrytobójcach. Oczywiście istnieje wiele innych pozycji, których tutaj nie uwzględniłem, a którym według wielu z Was miejsce w czołówce (lub na dnie) wydaje się oczywiste. Ale jak zaznaczyłem wcześniej, chciałem przedstawić nieco szerzej produkcje, które mimo podobnej tematyki, bardzo różnią się od siebie w kwestii konwencji czy oprawy. W tym miejscu pragnąłbym także przestrzec przed paroma zakalcami. Afro Samurai posiada wprawdzie ładną oprawę, niestety twórcy całkowicie pokpili kwestię scenariusza.

Advertisement

Nieco lepiej prezentuje się kontynuacja tego pięcioodcinkowego mini-serialu pt. Afro Samurai: Resurrection, ale także tutaj nie należy spodziewać się merytorycznych wodotrysków. Z kolei pełnometrażowy Wrath of the Ninja (1989) przypomina pod każdym względem Ninja Scroll, tyle że klasy C. Skoro już o Ninja Scroll mowa, to z czasem dokręcono trzynastoodcinkową kontynuację przygód Jubeia o podtytule Dragon Stone Chapter – jeśli miałbym napisać oddzielną recenzję tego „dzieła”, z miejsca spuściłbym to anime do szamba.

Mam nadzieję, że niniejszym tekstem choć trochę udało mi się zachęcić, a także ostrzec osoby, które chciałyby obejrzeć anime o mistrzach katany i innych śmiercionośnych zabawek rodem z feudalnej Japonii. Pozycje, które wymieniłem w powyższym zestawieniu różnią się od siebie na tyle, że myślę, iż każdy, nie tylko fan japońskiej animacji czy tematu, znajdzie coś dla siebie. Mimo tematyki, są to w lwiej części produkcje niebanalne, posiadające drugie, a nawet i trzecie dno. Więcej słowem zdziałać już nie mogę – zapraszam do oglądania.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (29.06.2011).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *