search
REKLAMA
Anime

ANIME o SAMURAJACH i NINJA, które MUSISZ zobaczyć

Michał Włodarczyk

4 czerwca 2019

REKLAMA

Samurajowie i ninja. Dla jednych to synonimy oznaczające kozaka z kataną u pasa z czasów feudalnej Japonii. Dla drugich samurajowie to ostoja staroświeckich wartości i honorowi wyznawcy kodeksu bushido, ninja z kolei to bezwzględni skrytobójcy. Niezależnie jednak od poziomu wiedzy na temat jednych i drugich, słusznych czy mylnych wyobrażeń, każdy wie, czego się spodziewać, kiedy o którymkolwiek z nich ma traktować animowana japońska produkcja. Emocjonujące pojedynki, cięcia przebiegające z prędkością błyskawicy, cięte one-linery twardzieli, którzy jedną ręką zrywają z siebie płaszcz wraz z resztą odzienia. A na deser orientalne piękności. Tak, w anime tego gatunku bardzo szybko możemy odróżnić chłopców od mężczyzn. Japońska animacja przez dziesięciolecia swojego istnienia mierzyła się z mitami samurajów i ninja niezliczoną ilość razy. Efekty bywały różne, wychodziły z tego skończone arcydzieła, będące wizytówką japońskich twórców, ale także żałosne słabizny. Przez ostatnie dwie dekady powstała pokaźna liczba anime “ciachanych”, a większość z nich plasuje się w ścisłej czołówce gatunku. Z tegoż powodu postanowiłem nieco usystematyzować naszą wiedzę na temat tych pozycji, po które zdecydowanie warto sięgnąć.

Poniższe zestawienie, samo w sobie nie oznaczone cyferkami, NIE JEST w żadnym wypadku jakimś “topem”, który uważam za jedyny i słuszny. Powiem więcej, w zamyśle nie jest to w ogóle klasyfikacja pozycji od najsłabszej do najlepszej. Jest to po prostu lista anime traktujących o samurajach/ninja, z którymi osoby zainteresowane tematem powinny się niezwłocznie zapoznać. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby anime znajdujące się graficznie na pozycji ostatniej (pierwszej, patrząc od początku) było w pewnych elementach lepsze, niż to umiejscowione na szczycie. Przy wyborze i zestawianiu kolejnych animacji przyświecał mi jedynie cel, aby osoby zainteresowane obejrzały je, mając już pewną wiedzę nabytą przy okazji seansu poprzednich. Tak, aby kolejne i wcześniejsze pozycje z czasem oceniać inaczej, nie w oderwaniu od innych tytułów – niejako odkrywać je na nowo. Zresztą konwencja oraz tematyka kolejnych pozycji często się znacząco różnią, dlatego tym mocniej chciałbym utwierdzić Czytelników w przekonaniu, że poniższe zestawienie nie jest tylko pretekstem do zaprezentowania publicznie moich osobistych preferencji w tym temacie. Poniżej, przy każdej omawianej pozycji, mały rys na temat fabuły oraz moja mikrorecenzja.

Sword of the Stranger (2007, reż. Masahiro Andou)

Film kinowy opowiadający o przyjaźni małego chłopca i samotnego samuraja. Protagoniści poznają się w mało sprzyjających do tego okolicznościach i, zostawiając za sobą pół tuzina trupów, wyruszą razem w podróż, która odmieniając każdego z nich, wrzuci ich w sam środek diabolicznej intrygi.

Bardzo dobra pozycja na rozpoczęcie swojej przygody z anime o tej tematyce. Absorbujący scenariusz, bardzo ciekawe relacje na linii chłopiec – mężczyzna, dobrze zarysowany drugi plan, kilka bardzo efektownych pojedynków, bitwa, śliczna grafika, kapitalna animacja, a wszystko to okraszone bardzo dobrą muzyką. Gdyby nie duża ilość krwi, tytuł świetnie sprawdzałby się jako kino familijne, gdyż golizny i seksu tutaj nie uświadczymy.

Blade of the Immortal (2008, reż. Kouichi Mashimo)

13-odcinkowy serial, który sprawnie łączy temat wojowników z kataną z krwawą zemstą. Opowieść o zemście młodej dziewczyny i samuraju-mordercy, który choć nieśmiertelny, w śmierci poszukuje ukojenia. Pozycja dla tych, którzy szczególnie cenią sobie mroczny i brutalny klimat okraszony dużą liczbą efektownych pojedynków. Technicznie bez zarzutu.

Samurai 7 (2004, reż. Toshifumi Takizawa)

Animowana adaptacja klasycznego dzieła Akiry Kurosawy Siedmiu samurajów. Mieszkańcy wioski Kanna, wyzyskiwani przez rzezimieszków z cybernetycznymi ciałami, postanawiają wysłać delegację, prosząc o pomoc samotnych samurajów. Nagroda: tyle ryżu, ile tylko zdołają zjeść. W ruch idą katany i nie tylko…

Serial zrealizowany z ogromnym budżetem, co świetnie widać na ekranie. Poziom grafiki i animacji wciąż zachwyca (no, może poza kilkoma sekwencjami w CGI), a design większości bohaterów to szalone fantazje japońskich projektantów. Samurajom przychodzi walczyć z… mechami, gdyż szkielet dzieła Kurosawy przeniesiono w realia retro s-f. Mimo pewnego przekombinowania, pozycja jak najbardziej zjadliwa.

Avatar

Michał Włodarczyk

REKLAMA