Publicystyka filmowa
Aktorzy, którzy POWINNI zagrać w STAR WARS
Odkryj, którzy aktorzy mogliby wnieść świeżość do świata STAR WARS. Zaskakujące propozycje i lekkie podejście do tematu gwarantują uśmiech!
Począwszy od 2015 roku, Disney uraczył nas aż pięcioma filmami ze świata Gwiezdnych wojen, przez które przewinęło się mnóstwo mniej lub bardziej znanych aktorów. Chociaż obecnie LucasFilm łapie oddech po tym filmowym maratonie, to na kolejne lata zapowiedziano już następne tytuły związane z odległą galaktyką. Kto mógłby w nich wystąpić? Zapraszam do zapoznania się z moimi autorskimi pomysłami.
(Całość ma charakter stricte zabawowy i nie jest podparta jakimikolwiek przeciekami czy potwierdzonymi informacjami).
Zendaya
Zendaya to bez wątpienia nie tylko jedna z najbardziej utalentowanych, ale też charyzmatycznych aktorek swojego pokolenia. Nie mam cienia wątpliwości, że doskonale poradziłaby sobie jako główna protagonistka dużego blockbustera, ale do tej pory powierzane są jej tylko role obiektów miłosnych zainteresowań głównych bohaterów wielkich widowisk (rok temu wystąpiła w Spider-Manie: Daleko od domu, na ten rok zapowiedziana jest premiera Diuny). Dlaczego tym przełomowym tytułem nie miałaby być produkcja osadzona w świecie Gwiezdnych wojen? W końcu Zendaya od lat związana jest z Disneyem.
Millie Bobby Brown
Łączenie nastoletniej gwiazdy Stranger Things ze światem Gwiezdnych wojen to niespecjalnie oryginalny pomysł. Fani chętnie dzielą się w internecie fotomontażami prezentującymi Millie Bobby Brown jako nastoletnią inkarnację księżniczki Lei. Sama aktorka chyba też widzi się w podobnej stylistyce, bo jako halloweenowy kostium wybrała na jedno z minionych świąt właśnie strój i fryzurę postaci granej przez Carrie Fisher w Gwiezdnych wojnach z 1977 roku. Uroda Brown świetnie pasowałaby też do młodszej wersji matki Lei – królowej Amidali, granej oczywiście od czasów Mrocznego Widma przez Natalie Portman.
Anya Taylor-Joy
Jestem absolutnym fanem talentu oraz wdzięku Anyi Taylor-Joy i z chęcią zobaczyłbym, jak poradziłaby sobie w dużym widowisku (po Nowych mutantach, gdzie występuje, nie obiecuję sobie zbyt dużo…), jakim bez wątpienia byłby film osadzony w świecie George’a Lucasa. Ponadto uważam, że jej niezwykle oryginalna uroda świetnie pasuje do tego kosmicznego świata, co zresztą było przyczyną, dla której w swoim innym tekście (do przeczytania TUTAJ) połączyłem jej nazwisko z nową wersją księżniczki Lei.
Thomasin McKenzie
W związku z angażem Taiki Waititiego do roli reżysera nowej odsłony Gwiezdnych wojen zacząłem się zastanawiać, czy Nowozelandczyk w swoich wyborach castingowych postawi na nazwiska, z którymi już wcześniej współpracował, co wydaje mi się całkowicie prawdopodobne. Nie chciałbym jednak, żeby aktorzy Marvela mieszali się z tym światem, dlatego nie znajdziecie tu propozycji obsadowej dla Jeffa Goldbluma, Tessy Thompson czy Chrisa Hemswortha. Chętnie zobaczyłbym za to w odległej galaktyce nastoletnią gwiazdę Jojo Rabbit. Najlepiej jako jakąś młodą Jedi, która przeżyła rozkaz 66.
Alex Wolff
Przyznać się muszę, że jestem ogromnym fanem wyścigów podracerów, które George Lucas zaprezentował nam w pierwszej części swojej sagi. Do końca naiwnie wierzyłem, że zobaczymy je jeszcze w tzw. trylogii sequeli, co się oczywiście nie wydarzyło. Uważam jednak, że w pomyśle tym jest tak duży potencjał, że chętnie zobaczyłbym nawet cały film im poświęcony. Widzę to jako produkcję o underdogu w stylu Rocky’ego, który dzięki wyścigom wybija się z galaktycznych nizin społecznych. W roli głównej? Czemu nie Alex Wolff jako… nastoletni Poe Dameron?
Robin Wright
Robin Wright to aktorka wielu twarzy, ale mi nierozerwalnie kojarzy się z władczą Claire Underwood z Netfliksowego House of Cards. Właśnie w takim duchu rolę powierzyłbym jej w świecie Gwiezdnych wojen, np. twardej przedstawicielki galaktycznego Imperium, które, jak wiemy, zdominowane było przez mężczyzn, co wymagałoby od postaci Wright jeszcze większej bezwzględności. Umówmy się, Gwiezdne wojny mają dużą lekcję do odrobienia w temacie kobiecych antagonistek – na wielkim ekranie widzieliśmy tylko bezbarwną Kapitan Phasmę.
Jeremy Irons
Jeremy Irons to żywa charyzma na dwóch nogach. Uniwersalny aktor, który świetnie sprawdza się w każdej powierzonej roli. Dlatego w świecie Gwiezdnych wojen mógłby zagrać dowolną postać – złowrogiego Lorda Sithów, bezwzględnego bossa mafii, pozbawionego litości admirała Imperium, ale też poczciwego Mistrza Jedi czy niejednoznacznego króla przemytników. Ba, w ostateczności zadowoliłbym się jego wspaniałym głosem, którym obdarzyć mógłby kolejnego już w marce androida.
Brie Larson
Brie Larson nie kryje swojej miłości do kosmicznej sagi George’a Lucasa. Warto przytoczyć tu anegdotę, według której Samuel L. Jackson przyniósł jej 4 maja (nieoficjalne święto Gwiezdnych wojen) na plan swój miecz świetlny z czasów pracy nad trylogią prequeli. Larson miała się wtedy popłakać. Sama zresztą zaprezentowała na Instagramie swoje zdjęcie w charakterystycznym stroju. No cóż, aktorka chce być Jedi! Zresztą bezskutecznie starała się już o rolę w jednym z filmów Disneya.
Jej los może się jednak odmienić – w końcu nad jednym z projektów związanych z odległą galaktyką pracuje Kevin Feige, producent Marvel Studios, który od kliku lat współpracuje z aktorką. I tak, wiem, że kilka akapitów wcześniej deklarowałem, że nie chcę w Gwiezdnych wojnach aktorów Marvela, ale dla tego pięknego płaczu toksycznych fanów chętnie zrobiłbym wyjątek.
Ken Watanabe
Ken Watanabe zasłynął w Hollywood rolami rozważnych i spokojnych (chociaż niekoniecznie pozytywnych, patrz: Batman – Początek) mędrców. Wizerunek ten z powodzeniem mógłby budować dalej w odległej galaktyce. Przykładowo jako przedstawiciel zakonu wrażliwych na Moc tzw. Guardians of the Whills, do którego należał też bohater grany przez Donnieego Yena w produkcji Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie.
Lucas Hedges
Star Wars Jedi: Fallen Order – gra wideo z końcówki zeszłego roku – to niezwykle ciekawe i wartościowe rozwinięcie świata Gwiezdnych wojen z protagonistą dużo ciekawszym od np. postaci Felicity Jones czy Daisy Ridley, a zatem gdyby LucasFilm pokusił się kiedyś o przeniesie na wielki ekran przygód tego młodego padawana, to idealnym kandydatem do roli byłby Lucas Hedges. Nawet jeśli w grze grał przecież również ceniony Cameron Monaghan.
