Publicystyka filmowa
50 prawd objawionych przez EUROPA REPORT
EUROPA REPORT to film, który wprawia w zakłopotanie, serwując banały w formie nużącej, a czasem wręcz pretensjonalnej.
„Europa Report” to naszpikowany niedorzecznościami pretensjonalny gniot, którego przesłanie zamyka się w łopatologicznie wyłożonej w finale konkluzji: „We now know that our universe is far stranger, far more alive than we had ever imagined”. Dla jednych jest to stwierdzenie oczywiste, dla innych nie. W każdym razie dla jednych i drugich nie jest ono (zapewne) w swoim brzmieniu odkrywcze, ot, po raz kolejny została wyartykułowana oczywista oczywistość, od dawien dawna powielana na wiele różnych sposobów i zapewne będąca taką (powielaną) aż po wieki wieków, a już na pewno do momentu jej ewentualnego urzeczywistnienia.
Dodam, że pisząc o oczywistości mam na myśli samą treść przekazu, nie jej/jego odbiór, będący kwestią zgoła indywidualną. Samo wyartykułowanie w/w kwestii może nastąpić w dowolnej formie, mniej lub bardziej spektakularnej.
PRZECZYTAJ RECENZJĘ „EUROPA REPORT”
Na nasze (widzów) nieszczęście twórcy i zarazem autorzy konkluzji wybrali formę dzieła filmowego, będącą – w ich przypadku – prawdopodobnie jedną z najgorszych możliwości ekspozycji oczywistej oczywistości, o ile nie najgorszą, a już na pewno najnudniejszą (oglądanie „Europa Report” jest równie pasjonujące jak obserwowanie cieknącej z zepsutego kranu wody). Zapewne lepszą opcją byłoby zmarnowane na produkcję środki przeznaczyć np. na wyklejenie wszystkich stolic świata billboardami i plakatami z przytoczonym powyżej hasłem. Zapewne byłoby to nie tylko bardziej efektowne, ale i efektywne.
W tym miejscu oświadczam, że nie jestem kosmologiem ani żadnym ekspertem w dziedzinie załogowych i bezzałogowych lotów w kosmos, tylko zwykłym widzem, czyli kosmologicznym laikiem, który po prostu obejrzał film, do którego ma garść zastrzeżeń, a konkretnie 50 zastrzeżeń…
1. Na początek płynąca z filmu krzepiąca prawda natury ogólnej: (prawie) każdy może zostać kosmonautą! Ja, Ty, Wy, Pan, Pani, Państwo – wszyscy możemy polecieć w kosmos! Szczególne predyspozycje potencjalnych kandydatów na potencjalnych astronautów? Staranna selekcja, w wyniku której na placu boju mogą pozostać tylko najlepsi z najlepszych? A może trwający całe lata morderczy trening psycho-fizyczny, mający gruntownie przygotować absolutnych liderów do przyszłych kosmicznych zadań? Forget about it (jak zwykł mawiać Benjamin „Lefty” Ruggiero vel Al Pacino w pamiętnym “Donnie Brasco”). Nie twierdzę, że w kosmos wysyłają ludzi z łapanki, ale oglądając film odniosłem wrażenie, że na kosmiczną przygodę załapać się może (prawie) każdy.
2. Kolejna (płynąca z filmu) prawda natury uniwersalnej: na wszystkie (technologiczne) dolegliwości najlepszy jest stary poczciwy restart systemu. Bez wzglądu na to, czy masz do czynienia z laptopem czy statkiem kosmicznym – restartuj! Zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Powiedz to liderom z Europy 1.
3. Jeśli piastujesz ważną i odpowiedzialną funkcję, jaką może być np. Dyrektor Ds. Planowania Misji (kosmicznych) i wracasz wspomnieniami do dramatycznych wydarzeń (pośrednio będących również twoim udziałem), jakie rozegrały się na statku Europa 1, spokojnie możesz sobie pozwolić na chwile wzruszenia i manifestację drzemiących w tobie pokładów (kobiecej) wrażliwości. A że jest to mało profesjonalne i stanowi ujmę na powadze ważnej i odpowiedzialnej funkcji? Forget about it! Najważniejsze, że dzięki temu prostemu zabiegowi zaskarbisz sobie łaskę ewentualnego audytorium, prezentując mu kosmos z prawdziwie ludzką twarzą. Czepiam się? No jasne że tak! A to dopiero początek…
4. Jeśli straciliście nie tylko członka załogi, ale i połączenie z kontrolą lotu – macie przesrane. Dlatego nie róbcie nic, bo to nie ma sensu. Siedźcie ze smętnie zwieszonymi głowami, oczekując na to, że inni przejmą inicjatywę i zrobią wszystko za was. Przecież chwile słabości może mieć każdy, prawda? Nawet najlepszy z najlepszych.
5. Nic tak nie zmąci radości z misji i nie spieprzy dziecięcego poczucia uczestnictwa w czymś na kształt rodzinnej wycieczki, jak strata członka załogi. James, ty łobuzie, dlaczego umarłeś i popsułeś kosmiczną sielankę?
6. Żeby nie było żadnych wątpliwości: kosmiczna misja bezzałogowa jest niepewna, bo tak. W przestrzeń koniecznie trzeba wysłać mężczyzn i kobiety (nigdy samych mężczyzn i nigdy same kobiety), bo razem mają siłę, która pozwoli im zmierzyć się z kosmosem. Bo tak. No i jeszcze trzeba mieć marzenie, na przykład o łowieniu czegoś pod grubą warstwą kosmicznego lodu. A biliony dolarów na wyprawę jakoś same się znajdą.
7. Jak wznosić toasty, to tylko pojemnikami z destylowanym moczem debeściaka.
8. Jeśli jesteś najlepszym z najlepszych i trafiłeś do zespołu najlepszych z najlepszych i to w dodatku z najlepszych programów kosmicznych świata, z uśmiechem na twarzy możesz pozwolić sobie na niefrasobliwe wyznanie, że trochę boisz się latania. To jest właśnie największy przywilej najlepszego z najlepszych: komfort szczerego przyznawania się do własnych słabości.
9. Planując (przez około 3 lata) załogową misję kosmiczną nie należy uwzględniać w niej czynnika ludzkiego, czyli załogi. Dopiero kiedy nagle i niespodziewanie zapadnie decyzja o umieszczeniu w statku ludzi – wymagania wzrosną. Bo przecież ludzie potrzebują żywności i schronienia, środowiska, w którym mogą przetrwać, co jest zapewne smutną prawdą, z jaką musieli zmierzyć się konstruktorzy statku innego niż dotychczasowe.
10. Żeby pilotować statek kosmiczny, nie wystarczy być tylko pilotem, trzeba też być archiwistą. Analogicznie: żeby archiwizować, nie wystarczy być tylko archiwistą, trzeba też być pilotem, najlepiej statku kosmicznego. Bo pilot i archiwista w jednym to ktoś więcej niż tylko pilot i na pewno ktoś więcej niż tylko archiwista. Podobnie jak np. policjant i bibliotekarz w jednym to ktoś więcej niż tylko policjant i ktoś więcej niż tylko bibliotekarz. Szampon i odżywka w jednym – to formuła niezawodna i uniwersalna, sprawdzająca się nawet w wymiarze kosmicznym, o czym na szczęście wiedzieli twórcy „Europa Report”.
11. Źródło energii elektrycznej na pokładzie statku kosmicznego zawsze powinna stanowić najmniej efektywna w stosunku do okoliczności opcja. Dlatego w misji Europa 1 nie bawiono się w żadne eksperymenty typu generatory jądrowe, tylko postawiono na stare dobre baterie słoneczne. Nie ważne, że do Europy dociera znikoma ilość światła słonecznego, ważne, że panele słoneczne pięknie prezentują się na tle bezkresnej czerni kosmosu.
12. Zasady są po to, żeby je łamać, a procedury są po to, żeby je olewać. Na szczęście w misji Europa 1 nie ma żadnych procedur, chociażby na wypadek rozminięcia się z wyznaczonym na etapie planowania misji miejscem lądowania. Dzięki czemu nie trzeba ani łamać, ani olewać, ale można za to np. improwizować.
13. Dzięki Bogu jest jednak alternatywa dla braku procedur i nie zawsze bezpiecznej (bo trudnej do przewidzenia w skutkach) improwizacji, a mianowicie panująca na Europie 1 demokracja, od dawien dawna sprawdzająca się (lub nie sprawdzająca się) we wszelkich małych i dużych strukturach (niekoniecznie tylko i wyłącznie) demokratycznych. Istotne jest przy tym to, że kapitan nie przeszkadza w głosowaniach zbędnym wydawaniem rozkazów. No, ale w końcu to nie wojna, tylko pokojowa misja kosmiczna. Po co więc się spinać i zrażać do siebie ludzi narzucaniem im swojej woli?
14. Kapitanem powinien być ten, który cieszy się najmniejszym poważaniem wśród członków załogi i w kluczowych kwestiach ma najmniej do powiedzenia – przynajmniej tak to wygląda na pokładzie Europy 1. Stawiam jaja przeciwko meteorytom, że wielu niezbyt uważnych widzów nawet nie domyśla się, kto dowodzi na pokładzie pojazdu. Daniel Luxembourg? Andrei Blok? Nie? No to kto, do cholery!? Bo chyba nie ten przyczajony tygrys i ukryty smok w jednym, czyli William Xu?
15. A oto prawda absolutna: Andrei nigdy nie sypia. Andrei nigdy też nie odpoczywa. Dzięki czemu Andrei myśli, że jest czujny i skupiony. Andrei myśli też, że widzi ruchome światła za oknem lądownika. My za to widzimy, że Andrei nie wygląda zdrowo, nawet, jeśli myśli, że jest zdrowy. Cóż: Russians. Anti-Semite, slippery Cossack sluts.
16. Ważne jest, żeby Andrei wyzdrowiał. A żeby uzdrowić Andreia, należy głęboko i w skupieniu patrzeć mu w oczy. A nuż się uda? Cholera, nie udało się! Czy ktoś ma jeszcze jakieś pomysły?
17. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! To z kolei prawda stara jak świat, a przynajmniej tak stara jak powieść Aleksandra Dumasa „Trzej Muszkieterowie”. Na pewno jest to prawda znana załodze Europy 1, w związku z czym na powierzchni Europy lądują wszyscy jak jeden mąż, w żadnym wypadku nie pozwalając sobie na luksus pozostawienia wentyla bezpieczeństwa, w postaci chociażby jednego człowieka (niekoniecznie Andreia), krążącego gdzieś tam na orbicie i w module dowodzenia trzymającego oko i ucho na pulsie spraw. Cóż, jak iść na dno, to kupą, mości panowie (i panie), kupą! Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
18. Stara kosmiczna prawda mówi, że nic tak nie oczyszcza atmosfery, jak czysta adrenalina. A prawdę tą krzepiącą warto wyartykułować ze smutkiem na twarzy i z przygaszonym wzrokiem, w którym trudno dopatrzyć się jakiejkolwiek ikry, o śladowych chociażby ilościach adrenaliny nie wspominając.
19. Mirosław Hermaszewski pytany swego czasu o obecność Boga w kosmosie, przyznał, że kiedy zaczął przyglądać się przez okienko głębi kosmosu, rzeczywiście coś czuł, nie wiedział dokładnie co, ale naprawdę czuł czyjąś obecność. Jeśli uznamy, że rozminięcie się z miejscem lądowania w „Europa Report” nie było wynikiem li tylko niespodziewanej erupcji cieplnej – spokojnie możemy przypisać go boskiej interwencji, mającej uchronić członków misji przed niechybną zgubą już w momencie zetknięcia się z powierzchnią jowiszowego księżyca. W przeciwnym wypadku fakt, że w miejscu lądowania lód ma grubość 2800 metrów i bez problemu utrzymuje ciężar statku, a 100 metrów dalej, czyli mniej więcej w miejscu planowanego lądowania, załamuje się pod ciężarem wątłej kobiety (co jest mało prawdopodobne, jeśli weźmiemy pod uwagę warunki panujące na powierzchni Europy, czyli temperaturę bliską zera absolutnego), należy dodać do listy czysto filmowych absurdów. No, chyba że to jednak Palec Boży?
20. Spontaniczne oklaski są zawsze na miejscu – nie ważne, czy po wylądowaniu samolotu na jakimś (ziemskim) europejskim lotnisku, czy po posadzeniu lądownika na powierzchni kosmicznej Europy. Brawo!
21. Jeśli masz wysłać w kosmos lądownik z dwoma sondami zdolnymi zanurzyć się pod lodem, w celu spenetrowania dziewiczego (bez dwuznacznych skojarzeń) terenu, na pewno lepszą opcją będzie wysłanie go tylko z jedną sondą. Strzeżonego Pan Bóg strzeże, jak mówią. A niektórzy wierzą, że nie zabezpieczonego Bóg zabezpiecza, co jest prawdą wartą zadedykowania ekspertom ds. planowania misji Europa 1.
22. Niezawodna kostka Rubika jest w modzie zawsze i wszędzie! I bez wątpienia dostarcza większych emocji niż jakieś tam bzdety, typu pierwsza w dziejach ludzkości próba wwiercenia się w kosmiczny lód. O czym wie przecież każdy, a już na pewno znudzona całą sytuacją pani pilot i archiwistka w jednym, czyli Rosa Dasque.
23. Europa (jak każdy księżyc Jowisza) jest bezlitośnie bombardowana meteorytami, a mimo to jej oblodzona powierzchnia jest gładka (nie licząc bruzd i szczelin, przecinających całą powierzchnię). Dzieje się tak dlatego, że w momencie uderzenia meteoryt roztapia lód i zagłębia się w niego. Po czym wgłębienie znowu wypełnia się lodem, zacierając w ten sposób ślad po uderzeniu. Co oznacza, że: a) podróż zawieszonej na linie i podążającej za rozgrzaną głowicą wiercącą sondy w głąb Europy może być podróżą tylko w jedną stronę, bez możliwości korygowania kursu i wyciągnięcia jej z powrotem na powierzchnię (lód po chwilowej zmianie stanu skupienia powinien ponownie zasklepić się za opadającą głowicą, zawężając powstający na gorąco otwór do średnicy liny); b) w różnych miejscach pod powierzchnią Europy tkwią niewzruszenie meteoryty (lub mogą tkwić inne nieprzewidziane przeszkody), na których może zatrzymać się opuszczana pionowo na linie głowica rozgrzewająco-wiercąca, niwecząc tym samym cały plan podwodnej eksploracji niemal w zarodku.
I tu kłania się ponownie punkt 21 (brak zapasowej sondy do ewentualnej ponownej próby eksploracji) oraz duży minus za brak badań georadarem, które powinny poprzedzić proces wiercenia, sam w sobie niezbyt doskonały, głównie przez brak możliwości precyzyjnego sterowania głowicą, a tym samym brak pełnej kontroli nad procesem wiercenia. A wynikająca z tego smutna prawda jest następująca: eksperci ds. planowania misji Europa 1 dali dupy na całej linii, dlatego zasłużyli na dożywotni zakaz planowania misji, nie tylko kosmicznych, ale także tych najmniejszych, jak np. lokalne wycieczki przedszkolnych zuchów do najbliższej piaskownicy, w celu spenetrowania grabkami i łopatką piaszczystej i wciąż dziewiczej dla nich powierzchni.
24. Wyraz permanentnego przerażenia na twarzy to nieodłączny atrybut każdego kosmonauty.
25. Zapasowy komputer główny czy zapasowy system komunikacyjny to rozwiązania wydające się być rozsądnym zestawem pierwszej pomocy, mogącym znakomicie sprawdzić się w przypadkach awarii powyższych w pojeździe kosmicznym. No tak, ale przecież już w założeniu cała ta misja na Europę to tylko jedna wielka rodzinna wycieczka, czyli nic poważnego i istotnego dla całej ludzkiej populacji – po co więc zapobiegać, skoro zamiast tego można próbować (nieskutecznie) leczyć, najlepiej oczywiście przy pomocy sławetnego restartu systemu?
26. Misja ma na celu odkrycie nowej formy życia. Oczywiście z góry warto założyć, że (ewentualnie) odkryta nowa forma życia będzie przyjazna nam, ludziom. Dlatego w żadnym wypadku nie należy się zbroić i w oczekiwaniu na najlepsze, być przygotowanym na najgorsze.
27. Oczywiście nowoodkryta forma życia w założeniu będzie dla nas, ludzi, przyjazna pod każdym względem i do tego stopnia, że nie warto nawet zawracać sobie głowy czymś takim jak np. możliwością odkażania skafandrów na wypadek kontaktu z obcym środowiskiem czy obcymi organizmami, nie wspominając już o swojskiej hydrazynie. Po co się głowić nad skutecznym rozwiązaniem – lepiej poświęcić życie człowieka tylko dlatego, że nie przewidziano ewentualności zabrudzenia się jego skafandra odrobiną w/w paliwa.
28. Słońce dociera wszędzie, nawet pod powierzchnię blisko trzykilometrowego (lub ponad dwukilometrowego) lodu, skuwającego jowiszową Europę.
29. Burze słoneczne już teraz są możliwe do prognozowania, w dodatku z dużą dozą prawdopodobieństwa. W (filmowej) przyszłości, zapewne na wskutek postępującego regresu technologicznego, burza słoneczna stanowi nieznany czynnik, nieprzewidywalny i pojawiający się znikąd, po to, by złośliwie uszkodzić systemy pojazdu, w tym komunikacyjny.
30. Hełmy kosmonautów podświetlone są od środka, zapewne po to, by oślepiały na tyle, żeby rzeczeni kosmonauci nic nie widzieli, co jest nawet dobrym pomysłem, jeśli weźmiemy po uwagę fakt, że kosmos jest przecież na tyle przerażającym i bezkresnym miejscem, że najlepiej jest go po prostu nie oglądać. Jest też inne uzasadnienie dla lampek w hełmie: dzięki nim możemy dokładnie zobaczyć przerażone oblicza kosmonautów. Tak, kosmos to jednak niegościnne i straszne miejsce.
31. Jeśli już musisz na początek kogoś uśmiercić, uśmierć postać jak najbardziej oczywistą, czyli takiego czy innego Jamesa, co zasygnalizuj wcześniej całą gamą ogranych scenariuszowych chwytów, mających na celu maksymalne uczłowieczenie tej akurat a nie innej postaci, np. poprzez silne wyeksponowanie – tylko w jej przypadku – kontekstu rodzinnego, wzbudzającego zazwyczaj więcej emocji od serwowanego nam na ekranie (często bez krzty polotu) bezdusznego bełkotu technicznego i pseudonaukowego. Widz przecież prędzej zapłacze nad ojcem swojego syna, niż nad starym kosmicznym (bezdzietnym) wyjadaczem. To jest oczywiste, szkoda tylko, że to już było, było, było…
32. Andrei to szalony sukinsyn, dlatego wpada na szalony pomysł, by swojego mniej szalonego kolegę wyciągnąć w próżni ze skafandra, w dodatku bezczelnie sugerując mu, że przeżyje w tym środowisku być może nawet dwie minuty – co już nawet nie jest szalone, tylko śmieszne (jeśli nie przerażające). A na padającą w tej sytuacji kwestię „Is that even possible?” wypada odpowiedzieć: tak samo możliwe jak to, że misja złożona z tak niekompetentnej załogi mogłaby w rzeczywistości dokądkolwiek polecieć, dokądkolwiek, bo już na pewno nie w kosmos.
33. Każdy odpływający w kosmos bohater powinien uświetnić ten moment ckliwą gadką, chociażby najbardziej lakoniczną, dzięki czemu udramatyczni mało przecież samo w sobie dramatyczne odpłynięcie w czerń kosmosu.
34. Andrei jak każdy szanujący się szalony sukinsyn drze się wniebogłosy zaraz po odzyskaniu przytomności, zapewne oznajmiając wszem i wobec, że oto radość misji została definitywnie zmącona.
35. O ile w kosmos trzeba wysłać koniecznie mężczyzn i kobiety, o tyle na ważny kosmiczny zwiad (koniecznie) trzeba wysłać samą kobietę. Dzięki temu można łatwo udowodnić znaną prawdę, że jeśli kobieta mówi nie, w rzeczywistości znaczy to tak. Jeśli kobieta mówi więc, że lód jest stabilny, możemy być na 100% pewni, że jest niestabilny.
36. Ważne jest też, żeby na kosmiczny rekonesans wysłać kobietę bez żadnej fizycznej asekuracji. Że co, że to niby jest skrajnie nierozsądne i nieodpowiedzialne? Bzdura! Najważniejsze, że nasza bohaterka ma silne psychiczne wsparcie elity z „Europy 1”, z niepokojem obserwującej jej poczynania z wnętrza statku. Zaraz, zaraz, czy ja aby na pewno wspomniałem coś o silnym psychicznym wsparciu, nie za bardzo korespondującym z niepewnymi licami najlepszych z najlepszych? Jeśli tak – forget about it!
37. Abstrahując od płci, po próbki wyślij człowieka, nie kosmicznego robota, robocika chociaż. Zawsze lepiej stracić człowieka, niż kosztowną maszynę. No, ale czy czyjeś życie jest ważne w obliczu wiedzy, jaka czeka na poznanie? Zwłaszcza, gdy nie jest to nasze życie?
38. Oczywiście decyzji o wyjściu kogokolwiek na kosmiczny spacer tradycyjnie już w misji „Europa 1” nie podejmie kapitan, tylko kolektyw, w dodatku w atmosferze iście karczemnej awantury.
39. W kosmosie nie jest łatwo. Nie jest. Co wie każdy człowiek, ale nie każdy przygotowany na każdą ewentualność astronauta, często nie zdający sobie sprawy z tego, że w kosmosie może być po prostu ciężko.
40. Każdy plan ma to do siebie, że może nie wypalić. Dlatego oprócz Planu A warto też mieć w zanadrzu Plan B. Wie to każdy, z wyjątkiem ekspertów planujących misję Europa 1, którzy przewidzieli jedyną słuszną opcję dla wszelkich badań powierzchniowych, czyli wykonanie ich bezpośrednio z lądownika, co oznacza, że pobranie próbek miało się odbyć z pokładu pojazdu. Ponieważ jednak Palec Boży wskazał inne miejsce do lądowania, odległe o 100 metrów od tego misternie zaplanowanego i bardziej odpowiedniego do badań – pozostała już tylko modlitwa i improwizacja, albo sama improwizacja. Planu awaryjnego (np. wykonanie badań powierzchniowych przez dedykowanego do takich zadań robota) nie przewidziano.
41. Bardzo ważne: jeśli już musisz szybko pobrać próbki, nie spiesz się z tym, pozwalaj sobie na chwile refleksji i kontemplacji, nawet mając świadomość tego, że tlenu masz akurat tyle, ile potrzeba na szybki rekonesans. Dzielnie wytrzymuj w tym stanie beztroski aż do momentu, gdy zawiśnie nad tobą groźba braku czasu na powrót do lądownika.
42. Jeśli pobierasz próbkę z miejsca rzekomo nieskażonego promieniowaniem Jowisza, możliwie długo trzymaj ją w ręku w otwartym pojemniku, wystawiając ją tym samym na silne promieniowanie Jowisza. Im dłużej to trwa, tym lepiej, bo jak już coś spieprzyć, to spieprzyć to porządnie, o czym wie każdy ekspert z misji Europa 1.
43. Nigdy nie wyciągaj wniosków ze złych doświadczeń (śmierć Jamesa). Lekkomyślnie podążaj w stronę światła, czyli w kierunku przeciwnym do właściwego, mając gdzieś potencjalne niebezpieczeństwo i fakt, że tlenu jest coraz mniej. Bo w końcu jesteś jak Andrei, który również widział światło w kosmosie: slippery Cossack slut oraz crazy son of a bitch w jednym.
44. Do kosmicznych spraw najłatwiej jest przyłożyć ziemską miarę, zapominając przy tym, że ziemia również jest częścią kosmosu, rządzącego się swoimi prawami i swoją logiką. Z jednego i drugiego wynika, że siła ciążenia na jowiszowej Europie jest inna niż na ziemskiej Europie, czego w filmie jakoś nie widać. Forget about it!
45. Kiedy Katya idzie na dno, po załamaniu się lodu pod jej stopami, pozostali członkowie załogi widzą to na ekranie lokalizatora, dającego podgląd topografii terenu podczas kosmicznego spaceru astronautki. W podglądzie graficznym z boku widzimy, że lód zwęża się stopniowo (na krótkim odcinku), aż do swojego całkowitego zaniknięcia, co jest tak absurdalne (brak pokrywy lodowej w okolicy Odmętu Conamara czy w ogóle w jakimkolwiek innym obszarze Europy), że należy przypisać powyższe tylko i wyłącznie niedoskonałej graficznej wizualizacji, bez doszukiwania się w niej żadnych głębszych podtekstów, stawiających pod znakiem zapytania zdrowie psychiczne nie tyle ekspertów do spraw planowania misji Europa 1, ile de facto samych twórców filmu.
46. Co za ironia: ewakuujący się z Europy lądownik spadł tuż po starcie w miejsce pierwotnie wyznaczonej strefy lądowania i (co najważniejsze) nie poszedł od razu na dno, pomimo tego, że lód w tej okolicy był rzekomo cienki i niestabilny, przez co wcześniej załamał się pod stopami spacerującej w pobliżu astronautki. Ponownie Palec Boży?
47. W sytuacjach krytycznych wszelkie działanie jest bezcelowe, co jest prawdą niemal tak smutną, jak ostatnia dekompresja, mająca w sobie wydźwięk ostatniego namaszczenia.
48. Jeszcze tylko PSTRYK i ostatni rzut oka na podświetlone w hełmach twarze astronautów, zastygłe w grymasie przerażenia. Nie ma nadziei, ale na szczęście zostanie po wszystkim nagranie Rosy, rejestrującej wszystko od początku do końca i zawsze i wszędzie, jak na prawdziwą archiwistkę przystało. Co jest ważne, bo żeby misja wróciła, nie muszą wrócić ludzie. Compared to the breadth of knowledge yet to be known, what does your life actually matter?
49. Chociaż lód utrzymuje ciężar statku (abstrahując od tego, że w tym konkretnym przypadku nie powinien go utrzymywać) i tak należy go zbadać bezdotykowo, czyli wzrokiem, żeby stwierdzić, że wygląda na wytrzymały. I dopiero wtedy przemieścić ciężar swojego ciała z wnętrza statku bezpośrednio na lód. Niestety w świecie „Europa Report” nawet zbyteczne środki ostrożności nie przynoszą żadnego rezultatu, nie dziwi więc, że Daniel po wyjściu ze statku po prostu zniknął bez śladu. Oczywiście załamał się pod nim lód – ten sam, który w tym samym miejscu cały czas utrzymywał ciężar lądownika.
50. No i wreszcie ostatni obraz: wstrząsający i przerażający! W końcu naszym oczom ukazuje się nowoodkryta forma życia, niezwykłe stworzenie, które jednak wygląda podejrzanie znajomo. Zaraz, zaraz… No tak, przecież to, co widzimy, to stara poczciwa Mątwa, jakby żywcem wyjęta z kultowego „Matrix”. Świadome nawiązanie czy po prostu brak inwencji twórców „Europa Report”? Nie ważne, forget about it! *
Kosmos jest pełen cudów i dziwów, dlatego łatwo ulec złudzeniu, że w kosmosie wszystko jest możliwe. Takiemu złudzeniu na pewno ulegli twórcy filmu, w cenie biletu wciskając nam kosmiczną bujdę, ubraną w formę zwiększającego pozory realizmu paradokumentu. Żeby nie przedłużać, nie będę już więcej znęcał się nad filmem; co miałem napisać, to napisałem, a do czego się miałem przyczepić – to się przyczepiłem. A tym, którzy z takiego czy innego powodu nie mieli jeszcze nieprzyjemności oglądania „Europa Report”, mam do powiedzenia tylko jedno: Forget about it! Bo nie trzeba oglądać filmu, żeby poznać wypływającą z niego i przytoczoną we wstępie oczywistą oczywistość, stanowiącą prawdę dla jednych najprawdziwszą, a dla innych nie: We now know that our universe is far stranger, far more alive than we had ever imagined.
