Connect with us

Publicystyka filmowa

5 powodów, dla których uważam JOHNA WICKA 3 za NAJGORSZĄ część serii

JOHN WICK 3 to rozczarowująca kontynuacja, która męczy widza, łamiąc magię serii pełnej emocji i wciągającej akcji.

Published

on

5 powodów, dla których uważam JOHNA WICKA 3 za NAJGORSZĄ część serii

Idąc na seans Johna Wicka 3, nie spodziewałem się, że wyjdę z kina zmęczony, mocno poirytowany, ale przede wszystkim rozczarowany. Lubię tę serię, począwszy od części pierwszej, której punkt wyjścia – zemsta za śmierć pieska – sugerował mocno pastiszowe podejście, ale pierwszorzędna realizacja i oryginalny obraz przestępczego świata sprawiły, że trudno było nie uznać debiutu Chada Stahelskiego (wtedy jeszcze wespół z Davidem Leitchem) za jeden z najciekawszych filmów akcji ostatnich lat. Jeszcze lepsza okazała się część druga, wizualnie olśniewający taniec przemocy, którego fabuła mocniej skupiła się na zasadach rządzących rzeczywistością płatnych zabójców, ze swymi prawami, nakazami i regulacjami.

Advertisement

Nie można też nie wspomnieć o grającym tytułową rolę Keanu Reevesie, kreującym postać, z jednej strony, bardzo ludzką, współczującą, z którą łatwo nam się utożsamić, ale z drugiej – im więcej się o Wicku dowiadujemy – nierealną, wręcz mityczną.

John Wick 2 zakończył się małym cliffhangerem, sprawiającym, że najlepszy zabójca na świecie, którego imię wywołuje we wszystkich drżenie, może mieć spore problemy z przeżyciem. Ranny, pozostawiony bez wsparcia ze strony hotelu Continental, za to z wysoką nagrodą wyznaczoną za jego głowę, Wick ucieka, a trzecia część rozpoczyna się dosłownie kilka chwil po finale poprzedniego filmu. I przez dobrą pierwszą godzinę John Wick 3 jest bardzo udaną kontynuacją, niesamowicie dynamiczną, brutalną i efektowną, znów mówiącą nam nowe rzeczy o świecie, w którym przyszło funkcjonować Johnowi oraz jeszcze mocniej ugruntowującą jego legendę.

Advertisement

Ale gdzieś w połowie filmu coś zaczyna się psuć i niestety z każdą kolejną sceną poczucie zmarnowanego potencjału i rozczarowania jest coraz wyraźniejsze. Poniżej przedstawię powody, dla których uważam, że John Wick 3 jest najgorszą odsłoną serii.

Oczywiście spoilery.

Advertisement

NIESPEŁNIONA OBIETNICA

Druga część Johna Wicka była udana z wielu powodów, a jednym z najważniejszych było wykorzystanie reguł rządzących przestępczym high society przeciw samemu Wickowi. Nic dziwnego, że w finale złamał jedną z najważniejszych zasad, czym ściągnął na siebie wyrok śmierci Wysokiej Rady. Można zatem było sobie wyobrazić, że kolejna kontynuacja będzie koncentrować się nie tylko na próbie ucieczki Johna przed konsekwencjami swych czynów (czyt. zastępem uzbrojonych po zęby zabójców), ale również na próbie pokonania systemu, który do całej tej sytuacji doprowadził. Zwłaszcza że słowa, jakie padły z ust głównego bohatera w ostatnich minutach poprzedniego filmu – „Zabiję ich wszystkich” – sporo obiecywały.

Tymczasem część trzecia zapomina o wściekłości Wicka, zastępując ją chęcią dyplomatycznego rozwiązania problemu. I choć ponownie zabija on niezliczone ilości łasych na wielomilionową nagrodę kilerów, jego główny cel nie ma nic wspólnego z obaleniem Wysokiej Rady czy też zmianą zasad gry. Jest tak, jakby Wick pomiędzy scenami akcji przemyślał sprawę i uznał, że nieco przesadził, strzelając w głowę Santino D’Antonio w poprzednim filmie. Co prowadzi do kolejnego punktu…

Advertisement

INNY JOHN WICK

Prawdę mówiąc, nie wiem, dokąd zmierza John Wick w nowym filmie. To znaczy, geograficznie wiem – najpierw ucieczka z Nowego Jorku, potem spotkanie z właścicielką hotelu w Casablance i znalezienie kogoś na pustyni. Tyle że od tego właśnie momentu przestaję rozpoznawać Johna Wicka w Johnie Wicku. Bo oto wtedy główny bohater zgadza się na coś, co stoi w kompletnej opozycji do tego, co wiem o nim z poprzednich filmów. Usprawiedliwia się pamięcią o żonie, ale nagle i to zaczyna brzmieć fałszem – jakby po raz pierwszy w serii śmierć pani Wick była nie ważnym elementem konstytuującym naszego bohatera, ale przejawem leniwego scenariopisarstwa.

Nie, żeby te filmy były scenariuszowymi arcydziełami, ale do tej pory nie miałem żadnego problemu z określeniem motywacji postaci granej przez Reevesa. W pierwszej części była to zemsta, w drugiej regulamin, który w finale Wick łamie, podczas gdy najnowszy rozdział każe głównemu bohaterowi pogodzić się z nieuchronnością przegranej. Gdyby chociaż w tym obrazku twórcy byli wytrwali. Pojawia się jednak postać, która przypomina Johnowi Wickowi, jaki jest naprawdę, i John znów zmienia się o 180 stopni. Jak na film, w którym co rusz słyszymy o konsekwencjach, jego twórcy są zaskakująco niekonsekwentni.

Advertisement

CORAZ BLIŻEJ PARODII

Pierwsza część zaczęła się względnie realistycznie, aby szybko przeistoczyć się w komiksowe, bardzo umowne kino sensacyjne. Część druga niemal kompletnie pożegnała się z prawdopodobieństwem na rzecz coraz efektowniejszej akcji. Kiedy w części trzeciej widzę, jak Wick posługuje się koniem jako bronią, jestem zachwycony inwencją i poczuciem humoru twórców, ale nade wszystko wciąż rozpoznaję konwencję narzuconą przez poprzednie filmy. To zmienia się, kiedy na scenę wkracza Mark Dacascos jako Zero, wynajęty przez Wysoką Radę zabójca (w cywilu kucharz, trochę przypominający postać Hattoriego Hanzō z Kill Bill), z początku bezwzględny wojownik, aż do momentu, w którym spotyka Wicka. I nagle z Zero wychodzi prawdziwy fanboy, któremu przede wszystkim zależy na aprobacie swojego idola.

Lubię Dacascosa jeszcze z czasów kina kopanego lat dziewięćdziesiątych, kiedy zabłysnął w takich filmach jak Tylko dla najlepszych oraz Wybrany, aby później pojawić się jeszcze w głośnym Braterstwie wilków i zniknąć z ekranów kinowych jak inni mistrzowie sztuk walki, którzy chcieli być aktorami. To nie jego wina, że postać Zero jest napisana w sposób stojący w opozycji do jego roli w fabule – choć jest to zabójca śmiertelnie skuteczny, przeciwnik, chyba po raz pierwszy w serii, na miarę możliwości Wicka, nie sposób traktować go poważnie. Dacascos świetnie się bawi w tej roli, do tego stopnia, że wierzę w jego uwielbienie do Wicka bardziej niż w to, że mógłby go zabić.

Advertisement

To samo tyczy się jego uczniów (w których wcielają się znani z dylogii Raid Yayan Ruhian i Cecep Arif Rahman), zbyt zapatrzonych w tytułowego bohatera, aby mogli choćby sugerować realne zagrożenie. Zważywszy, że to właśnie z nimi Wick walczy w finale, całe napięcie ulatuje, gdyż postaci te są zwyczajnie niepoważne; tym samym całość dryfuje w stronę już nawet nie pastiszu, ale parodii.

ZMĘCZONY AKCJĄ

Skoro zaś przy Raidzie jesteśmy – część pierwsza bardzo mi się podobała, ale dwójka już mocno mnie wymęczyła scenami walk, które nie miały końca. I z Johnem Wickiem 3 jest niestety podobnie. Można się zachwycać choreografią, popisami kaskaderskimi, pomysłowością Wicka w uśmiercaniu kolejnych przeciwników i energią tych sekwencji, ale jeśli coś jest za długie, po pewnym czasie po prostu nuży. Nie miałem tych zastrzeżeń przy dwóch poprzednich częściach, jednak tutaj, począwszy od sceny z psami, każda kolejna potyczka głównego bohatera była dla mnie spektakularną, choć męczącą prezentacją umiejętności Stahelskiego i jego zespołu.

Advertisement

Zastanawiając się nad powodem takiego odbioru, doszedłem do wniosku, że winny jest tu sam John Wick. Wracam teraz do punktu drugiego tej wyliczanki – skoro nie wiem, na czym zależy Wickowi, czy mogę emocjonować się nawet najefektowniejszymi scenami akcji z jego udziałem? Póki jego jedynym celem jest przeżycie i próba wydostania się z Nowego Jorku, nie potrzeba mi nic więcej, aby doskonale bawić się, gdy John walczy na noże czy ucieka na koniu. Problemy zaczynają się później, kiedy on sam nie wie, czego chce.

KOLEJNE OBIETNICE

W finale dochodzi do wolty głupiej jak but, której jednak nie chcę zdradzać. Napiszę tylko, że ponownie zachowanie bohaterów (w tym przypadku Winstona, znanego z poprzednich filmów właściciela hotelu Continental) nijak się ma do tego, co o nich wiemy, a i później nie wydają się oni zaskoczeni nieprzychylnym dla nich rozwojem wypadków. Oczywiście może być i tak, że scena na dachu hotelu była zaplanowana, ale w takim razie, czy naprawdę mamy uwierzyć, że wszyscy zainteresowani byli przekonani o niezniszczalności Wicka? Twórcy zapewne już pracują nad wyjaśnieniem tego w części czwartej, która niechybnie powstanie.

Advertisement

O czym będzie? Ostatnia scena sugeruje, że o tym samym, o czym miał być John Wick 3, tyle że tym razem to bohater grany przez Laurence’a Fishburne’a wydaje się żywić wielką urazę do Wysokiej Rady i jej polityki. Czy Wick posłuży mu jako tajna broń? A może główny bohater upomni się o swoją obrączkę zostawioną na pustyni? Jak teraz będą wyglądać relacje między Winstonem a Wickiem? Prawdę mówiąc, uważam te pytania za mało ciekawe.

Zakończenie części drugiej było przejrzyste i spójne z tym, o czym opowiadał wcześniej film – zasady, na których opiera się funkcjonowanie świata przestępców, są pułapką prowadzącą do sytuacji bez wyjścia. Dodatkowo twórcy umieścili głównego bohatera w niemożliwym położeniu, idealnym, aby wyczekiwać kontynuacji. Tymczasem finał Johna Wicka 3 dąży wyłącznie do tego, aby zaskoczyć widzów, bez względu na logikę. Ważne jest jedynie pozostawienie furtki do kolejnego filmu z serii. I po raz pierwszy od powstania cyklu niespecjalnie jestem zainteresowany dalszym ciągiem.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *