search
REKLAMA
Ranking

5 najlepszych FILMÓW ŚWIĄTECZNYCH. Wybór czytelników

REDAKCJA

25 grudnia 2019

REKLAMA

Kilka dni temu zaprosiliśmy was do udziału w głosowaniu na najlepsze filmy świąteczne. Poniżej prezentujemy pięć tych, które wybieraliście najczęściej. Co ciekawe, dwa pierwsze miejsca zdobyły identyczną liczbę głosów!

5. Kevin sam w Nowym Jorku

McCallisterowie wyruszają na święta do Miami na Florydzie. Jednak na lotnisku w wyniku nieporozumienia od rodziny odłącza się Kevin, który ląduje w Nowym Jorku. Melduje się w Hotelu Plaza, płacąc kartą kredytową ojca Petera. Na ulicy niespodziewanie spotyka swych starych „znajomych”, Harry’ego i Marva, którzy właśnie uciekli z więzienia i planują obrabować sklep z zabawkami Pana Duncana. Kevin nie byłby sobą, gdyby nie próbował im przeszkodzić. Scenariusz nie grzeszący oryginalnością w porównaniu do oryginału, ale zwiększenie sytuacji komediowych oraz ta sama obsada wynagradzają niemoc pisarską Johna Hughesa. Film jest odrobinę za długi, ale ponownie panowie Pesci i Stern deklasują wszystkich. [Tomasz Urbański]

4. To właśnie miłość

Bardzo możliwe, że mamy do czynienia z najlepszą komedią romantyczną XXI wieku, a fakt, że fabuła rozgrywa się w tygodniach poprzedzających Boże Narodzenie, tylko dodaje filmowi czaru. Znakomici aktorzy, świetnie poprowadzone wątki, z których nie każdy kończy się niby obowiązkowym happy endem, idealnie dobrana ścieżka dźwiękowa i nietypowa formuła, kopiowana później przez wielu innych twórców – to wszystko złożyło się na coś magicznego. Ja do To właśnie miłość mam ogromny sentyment i pomimo powracania do niego właściwie co roku, wciąż potrafi mnie wzruszyć – co ciekawe, dokładnie w tych samych momentach. [Karol Barzowski, fragment artykułu]

3. W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju

W okresie bożonarodzeniowym każda stacja telewizyjna stara się z lepszym lub gorszym skutkiem nagiąć repertuar filmowy do tradycji świątecznej. Witaj, święty Mikołaju, obok Kevina samego w domu (notabene również zrodzonego w wyobraźni Johna Hughesa), to chyba idealny prezent dla telewidzów. To ciepła i serdeczna opowieść gwiazdkowa, dla rozruszania przepony wyposażona w potężny ładunek komediowy, którym nie sposób się znudzić. To także prześmiewcza i bardzo inteligentna satyra na naiwne wyobrażenie świąt idealnych, których nie sposób zrealizować z dalszą rodziną na karku. Do cna wyświechtany zwrot „wesołych świąt” zamienia się w bezlitosną, lecz na swój sposób pogodną kpinę ze wszystkich Griswoldów na świecie, którzy nie bacząc na ułomny czynnik ludzki, pragną przeżyć święta jak z kolorowego, prorodzinnego i często mamiącego fałszywą sielanką folderu. Albo jak z amerykańskiego filmu. Przecież mimo wszystko, Clark na końcu mówi „udało mi się”. Wesołych świąt! [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]

(ex aequo) 1. Kevin sam w domu

Razem z narciarskim wypadem z teledysku „Last Christmas” to chyba najbardziej idylliczny obraz Bożego Narodzenia, z jakim można się spotkać. Za to właśnie chyba tak bardzo Kevina… kochamy. Zapomina się wtedy o tym, że to tak naprawdę mało ambitna i zupełnie nierealna historyjka. Dość powiedzieć, że Marv i Harry po prostu nie przeżyliby spotkania z młodym McCallisterem. Ale… kogo to w gruncie rzeczy obchodzi. Ważne, że jest to film wielokrotnego użytku. Taki, w którym wystarczą pierwsze takty charakterystycznej muzyki Johna Williamsa, aby sentyment nami zawładnął, a na sercu zrobiło się cieplutko. Taki, który jakimś sposobem na nowo odtwarza magię świąt, regularnie co roku. O Kevina… nie trzeba się modlić jak o śnieg, nie trzeba go pilnować jak makowca w piekarniku. On będzie zawsze i zawsze zrobi to, co do niego należy. Do naszej Gwiazdki dalekiej od ideału wprowadzi trochę american dream. A przede wszystkim sprawi, że – w odróżnieniu od głównego bohatera – spędzimy miły czas z rodziną. To przecież… tradycja. [Karol Barzowski, fragment artykułu]

(ex aequo) 1. Szklana pułapka

Protagonistą jest zwyczajny człowiek, który staje się bohaterem przez przypadek, wręcz z konieczności. Przeciwników eliminuje pojedynczo, często z niemałym trudem. Krwawi, czuje ból, zmęczenie i zwątpienie. To bez dwóch zdań prawdziwy twardziel, ale zarazem wiarygodny człowiek z krwi i kości. Ma swoje dziwactwa, lubi mówić sam do siebie, znajduje humor w najgorszych sytuacjach. Jego podstawową bronią nie są mięśnie ani ciężki karabin maszynowy, a spryt i siła charakteru. Jego cynizm i pozornie lekceważący stosunek do całego świata skrywają dobre serce i troskę o innych.

Co ważne, przeciwności, z którymi się boryka, również są mocno przyziemne. Siła historii Szklanej pułapki tkwi w jej stosunkowo niewielkiej skali. Nikt tu nie próbuje przejąć kontroli nad światem ani wywołać trzeciej wojny światowej, a antagonista nie siedzi na fotelu z białym kotem na kolanach. Akcja nie skacze po rozmaitych państwach i strefach klimatycznych. Praktycznie cały film ma miejsce w jednym wieżowcu, przeciwników jest kilkunastu, a ich motywacją są wyłącznie pieniądze. Zarówno widzowie, jak i krytycy bardzo ciepło przyjęli ten powiew świeżości. [Mikołaj Lewalski, fragment artykułu]

REKLAMA