Connect with us

Publicystyka filmowa

5 filmów science fiction BEZ EFEKTÓW SPECJALNYCH

Odkryj FILMY SCIENCE FICTION BEZ EFEKTÓW SPECJALNYCH, które udowadniają, że historia jest najważniejsza w kinie. Fascynujące alternatywy czekają!

Published

on

5 filmów science fiction BEZ EFEKTÓW SPECJALNYCH

Tekst z archiwum Film.org.pl (16.08.2020)

Advertisement

Dziesięciu na dziesięciu miłośników kina powie, że najważniejsza w filmie jest historia. Dziesięciu na dziesięciu miłośników kina science fiction zastanowi się, czy byłoby w stanie uwielbiać Gwiezdne wojny, Strażników Galaktyki, Obcego, Matrixa, Łowcę androidów i Interstellar, gdyby pozbawić je wspaniałych efektów wizualnych, które pomogły ożywić na ekranie unikalną wizję ich twórców. Dla tych, którzy się wahają, mamy świetną alternatywę – oto filmy science fiction, które powstały bez udziału efektów specjalnych. 

*Słowem wyjaśnienia: w terminologii filmowej efekt specjalny to pojęcie bardzo obszerne. Wykorzystanie teleobiektywu do zaburzenia perspektywy widzenia – to specjalny efekt wizualny. Pirotechnika to efekt specjalny. Nałożenie elementów tła na green screen to także efekt specjalny. W latach sześćdziesiątych scena, w której bohater ogląda telewizję, była efektem specjalnym. Dzisiejsze filmy, nawet kameralne dramaty obyczajowe, w zdecydowanej większości powstają przy użyciu efektów specjalnych. Niniejsza lista nie jest zatem zestawieniem filmów kompletnie pozbawionych jakichkolwiek efektów osiągniętych za pomocą pirotechniki, trików kamerowych lub wzbogacanych komputerowo.

Advertisement

Przedstawione filmy to produkcje, które nie potrzebują efektów do opowiedzenia historii, a efekty specjalne są w nich jedynie stosowane do standardowych zabiegów estetycznych i produkcyjnych. 

Alphaville 

Jean-Luc Godard uważany jest za jednego z reformatorów kina. Związany z francuską nową falą twórca karierę poświęcił na szukanie nowych środków filmowego wyrazu, odrzucając tradycyjne rozwiązania. W połowie lat sześćdziesiątych, niezwykle intensywnej dla niego dekady, zrealizował produkcję science fiction w duchu swoich przekonań. Zamiast budować scenografię i wykorzystywać technikę do stworzenia świata przyszłości, Godard wraz z operatorem Raoulem Coutardem zaufali starej, dobrej kamerze.

Advertisement

Dzięki kadrowaniu, filmowaniu nietypowych przestrzeni, odpowiednim kątom patrzenia uzyskali niesamowicie sugestywną wizję futurystycznego miasta. Posiłkowali się także awangardowymi kostiumami i wykorzystaniem modernistycznej architektury paryskiej. Obyło się bez jakiejkolwiek ingerencji specjalistów od efektów. Film nawiązuje do tradycji czarnego kryminału. Główny bohater to detektyw Lemmy Caution, a motywem przewodnim jest prowadzone przez niego śledztwo w sprawie zaginięcia. Trop prowadzi do tyranicznego zarządcy miasta. Scenariusz miesza tradycyjne elementy kina detektywistycznego i osadza je w świecie symboli, skojarzeń, odniesień, politycznych, historycznych i kulturowych.

W typowo godardowskim stylu film zbiera i rozbiera archetypowe i kulturowe konstrukty: mamy tu na przykład profesora nazwiskiem Nosferatu, głównego bohatera stylizowanego na Humphreya Bogarda, polemikę z językiem (grana przez Annę Karinę Natacha kiwa głową na „tak”, mówiąc „nie”, by w finale zdać sobie sprawę z przewagi indywidualnego myślenia nad grupowym duchem), a także rozważania na temat roli jednostki i społeczeństwa. Najbliższy duchowo Alphaville film to inne arcydzieło gatunku – Łowca androidów, który w podobny sposób lawiruje na granicy filmu noir i filozoficznej rozprawy.  

Advertisement

Wynalazek

Od pokazu na festiwalu Sundance w 2004 do dzisiejszego dnia Wynalazek wymieniany jest jako jeden z najciekawszych przykładów inteligentnego kina science fiction, które w mikroskopijnym budżecie i bez efektów specjalnych potrafiło opowiedzieć niesamowitą historię i pobudzić wyobraźnię widzów. Debiut Shane Carrutha to film z wszech miar wyjątkowy. Zrealizowano go za siedem tysięcy dolarów, z których większość przeznaczono na taśmę filmową. Reżyser, a także w jednej osobie główny aktor, producent, scenarzysta i montażysta, realizował film przez trzy lata, niejednokrotnie porzucając projekt i wracając do niego.

Większość ujęć powstała bez dubli, a skompletowany materiał pozwolił na zmontowanie 80-minutowego filmu, z którego Carruth wyciął dwie minuty, by zaprezentować publiczności 78-minutowy obraz. Carruth nie miał żadnego doświadczenia jako filmowiec i produkcja była dla niego nie tylko dodatkową pracą, ale także nauką filmowej techniki. Rezultat się opłacił, choć Carruth nie poszedł za ciosem i kolejny film nakręcił dopiero dziewięć lat później. Czy Wynalazek to przykład, że amatorskie, niskobudżetowe science fiction może zawojować świat? Zdecydowanie tak – wydaje się jednak, że to bardziej wyjątek potwierdzający regułę, która brzmi: do mainstreamu nie wejdzie nikt, kto nie zostanie do niego zaproszony przez kogoś „z wewnątrz”.  

Advertisement

Człowiek z Ziemi 

The Man From Earth Człowiek z Ziemi

Kilkoro aktorów zamkniętych w domku letniskowym. Czy to brzmi jak przepis na jeden z najlepiej ocenianych, niezależnych filmów science fiction? Autorem kameralnego, opartego na dialogach scenariusza jest Jerome Bixby, który w ciągu swojej kariery pracował między innymi przy pierwszej serii Star Treka i Strefie mroku. Bixby zmarł w roku 1998, do ostatnich dni pracując nad tekstem, jednak dopiero kilka lat później scenariusz trafił do produkcji, by finalnie stać się filmem w 2007 roku.

Człowiek z Ziemi to historia (to odpowiednie słowo!) odchodzącego na emeryturę profesora, Johna Oldmana, który wyjawia swoim przyjaciołom i współpracownikom, że żyje na świecie od 14 tysięcy lat. Jego stwierdzenie budzi, rzecz jasna, kontrowersje i szok. W scenografii odizolowanego od świata domku, tęgie umysły poddają relację Oldmana analizie. Wersja profesora okazuje się sugestywna… Film w reżyserii Richarda Schenkmana kosztował, bagatela, 200 tysięcy dolarów. Czy jest to przykład rasowego science fiction? Jak najbardziej. Opowieść głównego bohatera jest zalążkiem niezbadanego i nieudowodnionego fenomenu długowieczności, który pojawia się chociażby w religiach, na przykład pod postacią nieśmiertelnej duszy.

Advertisement

Choć nauka nie zna przypadku tak długowiecznej istoty, to jednak niektóre z organizmów, na przykład ameby, cechuje coś na kształt nieśmiertelności. Obecny stopień zaawansowania nauk medycznych pozwala także na przedłużanie żywotności wielu ludzkich organów, wbrew ich naturalnemu zużywaniu. Człowiek żyjący 14 tysięcy lat jest na razie fikcją – ale fikcją podbudowaną założeniami naukowymi. A przecież to właśnie jest istota gatunku. 

Stalker

stalker

Zaliczenie arcydzieła Tarkowskiego do science fiction to uproszczenie i nagięcie pewnych reguł. A jednak – Stalker posiada wszelkie znamiona charakterystyczne dla gatunku. Jedynym efektem specjalnym jest tutaj przesuwająca się po stole szklanka – efekt telekinetycznych umiejętności córki głównego bohatera.

Advertisement

Film przedstawia historię podróży trzech mężczyzn do tajemniczej i niebezpiecznej strefy, Zony. W Zonie ma znajdować się komnata, która przynosi odpowiedzi na prośby wędrowców. Podróż do tego miejsca jest nie tylko osią akcji filmu, ale także podstawą do filozoficznego wywodu dla samego Tarkowskiego, który pozostaje jednym z największych kinowych myślicieli. Stalker przynosi więcej pytań, niż odpowiedzi. Na przykład: kiedy dzieje się akcja filmu? Wszystko wskazuje na to, że jest to świat po katastrofie (wojnie atomowej?). Wszystko jest zdewastowane i pozbawione nadziei, co Tarkowski podkreśla surową estetyką ujęć.

Jego kamera doprawdy jest jak pędzel wprawnego malarza, ale siła obrazu Stalkera wynika z kompozycji, kolorystyki i ruchu. Film bywa zaliczany do nurtu kina postapokaliptycznego, co może, ale nie musi być zgodne ze stanem faktycznym, bo nastrój i przekaz filmu wskazuje na to, że owa apokalipsa ma dopiero nadejść… Warto dodać, że produkcja Stalkera była produkcyjnym piekłem.

Advertisement

Tarkowski musiał nakręcić gros materiału od nowa, kiedy okazało się, że pierwszy operator nieumiejętnie naświetlił taśmę filmową i zdjęcia były nie do użytku. Sceny w Zonie kręcono w Estonii, w obszarze fabryk chemicznych i reaktora jądrowego. Część ekipy zmarła po latach na raka, co wiązane jest ze skutkami napromieniowania podczas dni zdjęciowych. 

Dzień świstaka 

Kultowa komedia science fiction, którą można oglądać wiele razy… a wręcz: należy oglądać wiele razy! Wątek fantastyczny dotyczy w tym przypadku pętli czasowej, w którą wpada główny bohater. Codziennie przeżywa ten sam dzień – wszystko i wszyscy wokół robią dokładnie to samo, natomiast on jeden obdarzony jest wolną wolą. Kreowany przez Billa Murraya cyniczny i sfrustrowany prezenter telewizyjny doświadcza przeróżnych emocji, codziennie budząc się do dźwięków piosenki Cher i Sonny’ego Bono, spotykając tę samą właścicielkę hotelu, powtarzając te same frazesy do obiektywu kamery, kładąc się spać w tym samym łóżku.

Advertisement

Powtarzalność jego konsystencji jest doskonałą metaforą nudnego, rutynowego życia, jakie prowadzi wiele osób na całym świecie. Murray musi odnaleźć w codzienności wyjątkowość – na przykład w relacjach z innymi ludźmi. Fenomen pętli czasu nie zostaje w filmie w żaden sposób wyjaśniony, a produkcja tylko oscyluje na obrzeżach gatunku science fiction, nigdy nie kusząc się na rzeczową próbę analizy zjawiska. Podobny motyw – pętli, paradoksu i powtarzalności – podejmowały takie filmy jak chociażby Kod nieśmiertelności i Przeznaczenie.

W odróżnieniu od nich, Dzień świstaka nie używa żadnych efektów specjalnych do opowiedzenia historii. To ciepła, romantyczno-filozoficzna przypowieść, oparta na jednym z najdoskonalszych scenariuszy wszech czasów!

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *