Connect with us

Publicystyka filmowa

HORRORY dla osób, które NIE LUBIĄ gore i ROZLEWU KRWI

Odkryj HORRORY, które nie straszą krwią! Zestawienie filmów dla tych, którzy wolą napięcie bez gore. Idealne na wieczór pełen emocji!

Published

on

HORRORY dla osób, które NIE LUBIĄ gore i ROZLEWU KRWI

Choć z horrorami utożsamia się głównie chęć wywołania strachu czy niepokoju u odbiorcy, prawda jest taka, że to znacznie szerszy gatunek filmowy. Mamy horrory science fiction, gotyckie, monster movies, slashery, współczesne posthorrory i całe mnóstwo innych odnóg tego rodzaju kina, z czego każda charakteryzuje się nieco innymi cechami. W wielu jednak przewija się podobny motyw, mianowicie – ukazywanie nadmiernej przemocy, istnej eksplozji brutalności czy nawet gore. W tym zestawieniu podsunę propozycje tytułów, w których krwawe sceny nie odgrywają żadnej albo marginalną rolę, a wszelkie fragmenty mogące wywołać estetyczne obrzydzenie (inne niż spowodowane niechęcią do postaci) są ograniczone do ściśle określonych i niezwykle istotnych narracyjnie sekwencji.

Advertisement

Innymi słowy – horrory dla osób, które nie przepadają za gore lub dopiero planują wejść w gatunek i nie chciałyby startować z przysłowiowego wysokiego C. Jednocześnie ostrzegam: to, że nie są krwawe, nie znaczy, że nie mogą przestraszyć. Czasami działa to dokładnie odwrotnie…

Berberian Sound Studio

Giallo to popularna w ubiegłym wieku gałąź włoskiego kina grozy charakteryzująca się połączeniem elementów kryminalnych z horrorowymi, w tym – a być może przede wszystkim – intensywną przemocą. Właśnie do produkcji takiego rodzaju filmu zostaje zatrudniony Gilderoy (Toby Jones), ekspert w sprawach inżynierii dźwięku, który przy wykorzystaniu owoców, warzyw i przedmiotów codziennego użytku tworzy odgłosy absolutnie z codziennością się nie kojarzące.

Advertisement

Kontrast pomiędzy nieśmiałym, wrażliwym Brytyjczykiem a nieokrzesanymi i porywczymi Włochami akcentuje się tu na każdym kroku, dzięki czemu obcujemy z czymś w rodzaju dramatu psychologicznego. Tym bardziej że praca przy takim horrorze wpływa na psychikę głównego bohatera, w trakcie seansu coraz bardziej pogrążającego się w paranoi. Polecam szczególnie tym zainteresowanym stroną techniczną produkcji filmów: otrzymają oni zakulisowy wgląd w nagrywanie kluczowych sekwencji dźwiękowych.


Skrócona wersja artykułu:

Advertisement


Blair Witch Project

Choć niektórzy zdążyli już o tym zapomnieć, swego czasu Blair Witch Project zasłynął jedną z najbardziej kreatywnych kampanii marketingowych wszech czasów. Oto specjalistom od reklamy filmu udało się wmówić ludziom, że członkowie obsady naprawdę zaginęli w tajemniczych okolicznościach, a możliwe do obejrzenia w kinie nagranie nie jest fabułą, lecz dokumentem. Z tego powodu przedstawione w nim sceny, mimo że pozbawione dosłowności – jesteśmy prowadzeni dosłownie po omacku, a w wielu przypadkach zdajemy się na relacje pogrążających się w szaleństwie bohaterów – budziły tym większą grozę widowni i tym bardziej motywowały społeczeństwo do „znalezienia” aktorów.

Oczywiście w końcu pojawiło się oficjalne oświadczenie i tajemnica krążąca wokół produkcji została rozwiązana, jednak także z dzisiejszej perspektywy to znakomita, zrobiona po kosztach i przy pełnym wykorzystaniu dostępnych technik pozycja grozy, która straszy tym, czego nigdy nie zobaczymy.

Advertisement

Dziecko Rosemary

Dziecko Rosemary

Uznawany za jeden z najlepszych horrorów w historii film Romana Polańskiego to rewelacyjna wiwisekcja samotności i wynikających z niej projekcji zdanego na wyobraźnię umysłu. Grająca tytułową Rosemary Mia Farrow świetnie oddaje zarówno delikatną stronę charakteru bohaterki, jak i tę bardziej konfrontacyjną, która z czasem zaczyna coraz bardziej wychodzić naprzeciw spotykającym ją sytuacjom. To jednocześnie metafora strachu przed ciążą i związanymi z nią komplikacjami – przypomnijmy, że Rosemary jest przekonana, że urodzi dziecko szatana – potęgowanymi przez pozostawienie na pastwę losu przez wiecznie nieobecnego partnera.

Ciche miejsce

Tematyka postapokaliptyczna nie jest niczym nowym w filmie. Od początku kinematografii przez ekrany przewinęły się setki potworów, wirusów czy innych katastrof, który w efektowny i efektywny sposób dziesiątkowały ludzkość. W Cichym miejscu John Krasinski oparł jednak całą fabułę na prostym założeniu: przerażające stworzenia mają niewyobrażalnie wyczulony słuch, więc postacie mogą wydawać z siebie dźwięki tylko w ściśle określonych sytuacjach.

Advertisement

Efektem jest horror rodzinny, w którym obserwujemy grupkę bohaterów, rodziców z dziećmi, usiłujących prowadzić w miarę normalne życie w trakcie zagłady Ziemi. Tym, co czyni seans wyjątkowym, jest zaś niesamowita cisza – choć nie występująca cały czas, bo pojawią się tu zarówno głośniejsze momenty, jak i ścieżka muzyczna – to przejmująca całość na tyle często, że sprawia niemalże fizyczny dyskomfort. Chrupanie popcornu na filmie dawno nie było równie niezręczne.

Medium

Polski horror? I to jeszcze dobry? Żartuję? Absolutnie nie! Medium to powstały w 1985 roku film Jacka Koprowicza, dziś nieco zapomniany i z tego względu czuję potrzebę, by o nim przypomnieć. Opowiada historię komisarza Seliny (Władysław Kowalski), próbującego wraz z przydzielonym do sprawy partnerem rozwikłać tajemnicę pewnych paranormalnych zjawisk, które spotykają grupkę niezwiązanych ze sobą osób.

Advertisement

Całość łączy elementy kryminału z horrorem okultystycznym, zaś akcję umiejscawia w punkcie historii tuż po przejęciu władzy przez Hitlera, dzięki czemu możemy ją odczytywać w kontekście ideologicznym. Skrupulatnie zaplanowana intryga – mimo że po domknięciu wątków zaskakująco prosta – trzyma nasze nerwy na wodzy do samego końca seansu, jednocześnie umożliwiając samodzielne rozwiązanie zagadki. Niesamowity klimat, inteligentny scenariusz i świetne kreacje aktorskie składają się na jeden z najlepszych polskich filmów gatunkowych. Jeżeli nie widzieliście – pozycja obowiązkowa.

Relikt

Zatrzymajmy się tu na chwilę, by dookreślić „obrzydliwość” filmu. Znajdziemy tu bowiem elementy body horroru – nigdy nie stające się eksploatacją, zawsze wykorzystywane w ramach metafory – i osobom wrażliwym na deformacje fizyczne radzę zapoznać się ze zwiastunem, aby na jego podstawie ocenić, czy seans nie będzie zbyt „mocny”.

Advertisement

Myślę, że obecne w nim fragmenty w miarę trafnie oddają, co zobaczymy na ekranie w trakcie oglądania. Przechodząc jednak do opisu fabuły – Relikt koncentruje się na trójce bohaterek, muszących zmierzyć się z faktem, że najstarsza z nich, grana przez Robyn Nevin Edna, coraz bardziej pogrąża się w chorobie. To posthorror skupiający się na psychologicznym aspekcie ich relacji i dylemacie, czy lepiej oddać staruszkę do domu opieki, czy powinno się nad nią czuwać do końca jej dni. Jeżeli więc mieliście w historii rodziny podobną sytuację lub sami zmagaliście się z tego typu problemem, to tym bardziej polecam seans, gdyż może mieć wydźwięk terapeutyczny.

Niewidzialny człowiek (1933)

Celowo zaznaczam datę, ponieważ w poprzednim roku miała miejsce premiera remake’u tego filmu, który to jednak kładzie większy nacisk na ukazywanie przemocy. Tymczasem w oryginale – choć zawiera on sceny zabójstw – po pierwsze ze względu na czarno-biały obraz odbieramy je inaczej, a po drugie nie są prezentowane dosłownie, dzięki czemu osoby wrażliwe na krew nie mają się czego, nomen omen, bać. Niewidzialny człowiek do dzisiaj może sprawiać ogromną satysfakcję z seansu przede wszystkim dlatego, że to po prostu znakomita czarna komedia. Mimo że niewidzialność bohatera na nikim już wrażenia nie robi, to możemy zaskoczyć się tym, jak bardzo demoniczną i odpychającą postacią jest.

Advertisement

Zwłaszcza w porównaniu z innymi klasycznymi potworami Universalu, takimi jak Wilkołak czy Potwór z Czarnej Laguny, których historie zazwyczaj były tragiczne i niejednoznaczne. Tymczasem dr Jack Griffin to kawał skurczybyka i choć wielokrotnie zdarzy mu się nas rozśmieszyć swoją bezczelnością, to cały czas będziemy mieli z tyłu głowy przeświadczenie, że jest perfidnym terrorystą.

Palacz zwłok

Ten kultowy przedstawiciel czechosłowackiej Nowej Fali to wciąż rewelacyjna filmowa robota, której anachroniczność stanowi jedynie dodatkową zaletę. Zastosowane tutaj techniki intensyfikują bowiem subiektywizowany punkt widzenia protagonisty, z minuty na minutę coraz bardziej odklejającego się od rzeczywistości. Obserwujemy historię Karla Kopfrkingla (genialny Rudolf Hrušínský), pracownika krematorium przekonanego, że poprzez palenie zwłok przenosi dusze na drugą stronę.

Advertisement

Istotny jest tu wątek historyczny, gdyż bohater jednocześnie fascynuje się ideami nazistowskimi. Zaskakujące kadry, deformacje obrazu, ciągłe monologi Karla, brzmiące jak prowadzony w czasie rzeczywistym pamiętnik psychopaty – wszystko to składa się na niezwykle sugestywne i przerażające studium szaleńca, który pod wpływem sprzyjających okoliczności może realizować swoje mordercze zapędy. Kontrast między ubóstwianą przez niego sztuką wysoką i pedantyzmem a innymi, mniej chlubnymi częściami życia jedynie wzmacnia wrażenie obcowania z kimś do szpiku kości przesiąkniętym złem.

Znacie powyższe filmy? Macie inne tytuły do zaproponowania? Dajcie znać w komentarzach!

Advertisement

Kocha kino azjatyckie, szczególnie koreańskie, ale filmami zainteresował się dzięki amerykańskim blockbusterom i ma dla nich specjalne miejsce w swoim sercu. Wierzy, że kicz to najtrudniejsze reżyserskie narzędzie, więc ceni sobie pracę każdego, kto potrafi się nim posługiwać.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *