Connect with us

Zestawienie

Nie tylko COŚ. 7 filmów Johna Carpentera, które warto przypomnieć przy okazji premiery Cathedral

John Carpenter od dawna nie musi niczego nikomu udowadniać. Reżyser Halloween i Coś stworzył kilka filmów, które na stałe weszły do kanonu kina gatunkowego.

Published

on

Nie tylko COŚ. 7 filmów Johna Carpentera, które warto przypomnieć przy okazji premiery Cathedral

John Carpenter od dawna nie musi niczego nikomu udowadniać. Reżyser HalloweenCoś i Ucieczki z Nowego Jorku stworzył kilka filmów, które na stałe weszły do kanonu kina gatunkowego. Nic dziwnego, że kiedy pojawia się okazja, by wrócić do jego twórczości – tym razem za sprawą jego nowego projektu Cathedral – pierwszymi tytułami, które przychodzą do głowy, są właśnie największe klasyki. Tyle że Carpenter to znacznie więcej niż one. Dlatego dziś wracamy do siedmiu mniej oczywistych filmów, które świetnie pokazują jego wszechstronność.

Advertisement

Atak na posterunek 13 (Assault on Precinct 13, 1976)

Zanim John Carpenter został mistrzem horroru, nakręcił film, który do dziś pozostaje jednym z najlepszych przykładów minimalistycznego kina akcji. Atak na posterunek 13 kosztował niewiele, ale reżyser wykorzystał ograniczenia budżetowe jako zaletę. Zamiast wielkiego widowiska otrzymujemy prostą sytuację: grupa ludzi zostaje uwięziona w opuszczonym posterunku policji i musi przetrwać nocny atak bezwzględnego gangu.

John Carpenter

Inspiracją było Rio Bravo Howarda Hawksa, ale Carpenter nadał westernowej formule współczesny, brutalny charakter. Bohaterowie pochodzą z różnych środowisk, a w obliczu zagrożenia muszą zapomnieć o dzielących ich konfliktach. Co ciekawe, jednym z najważniejszych elementów filmu jest właśnie sposób, w jaki reżyser buduje napięcie bez nieustannego podkręcania akcji. To także świetny przykład tego, jak szybko John Carpenter wypracował swój charakterystyczny styl. Szerokie kadry, oszczędny montaż, świetna muzyka i poczucie osaczenia będą później powracać w jego kolejnych filmach.

Advertisement

W paszczy szaleństwa (In the Mouth of Madness, 1994)

To jeden z tych filmów Carpentera, które z biegiem czasu tylko zyskują. W chwili premiery W paszczy szaleństwa nie stało się wielkim przebojem, ale dziś coraz częściej traktowane jest jako jeden z najciekawszych horrorów reżysera. I trudno się dziwić, bo John Carpenter pozwolił sobie tutaj na wyjątkowo bezczelną zabawę granicą między fikcją a rzeczywistością.

John Carpenter

Sam Neill wciela się w Johna Trenta, prywatnego detektywa zajmującego się oszustwami ubezpieczeniowymi. Dostaje zadanie odnalezienia zaginionego pisarza horrorów, Suttera Cane’a. Problem w tym, że książki Cane’a zaczynają wpływać na rzeczywistość, a kolejne wydarzenia coraz bardziej przypominają koszmar wyjęty z kart jego powieści.

Advertisement

John Carpenter miesza tutaj Lovecrafta, Stephena Kinga, horror metafizyczny i kino detektywistyczne. Im dalej posuwa się historia, tym bardziej widz zaczyna tracić pewność, co właściwie jest prawdą. To jeden z najbardziej przewrotnych filmów w dorobku reżysera, a jednocześnie świetny przykład jego zamiłowania do opowieści o rzeczywistości, która w każdej chwili może się rozpaść.

John Carpenter

Gwiezdny przybysz (Starman, 1984)

Największa niespodzianka w filmografii Carpentera. Reżyser kojarzony z horrorami, paranoją i apokaliptycznymi wizjami stworzył nagle wzruszające science fiction o spotkaniu człowieka z przybyszem z kosmosu. Obcy przybywa na Ziemię i przyjmuje postać zmarłego męża młodej kobiety. Jeff Bridges, nominowany za tę rolę do Oscara, gra istotę próbującą zrozumieć ludzkie zachowania i jednocześnie znaleźć sposób na powrót do domu.

Advertisement

Starman jest zupełnie inny od większości filmów Carpentera, ale właśnie dlatego warto do niego wrócić. Nie ma tu charakterystycznego dla reżysera nihilizmu ani hord potworów. Jest za to melancholia, romantyczna historia i bardzo prosta opowieść o dwóch istotach, które z zupełnie różnych powodów czują się samotne. To także dowód na to, że John Carpenter nigdy nie był wyłącznie specjalistą od horroru. Potrafił zrobić film ciepły i emocjonalny, a przy tym zachować własny charakter. Starman pozostaje jednym z najbardziej nietypowych punktów jego filmografii.

John Carpenter

Książę ciemności (Prince of Darkness, 1987)

Jeśli ktoś chce zobaczyć Carpentera w jego najbardziej ponurej, bezkompromisowej odmianie, powinien sięgnąć właśnie po Księcia ciemności. To horror, science fiction i metafizyczny koszmar w jednym. Grupa naukowców zostaje wezwana do starego kościoła, gdzie odkrywa tajemniczy pojemnik zawierający zieloną substancję. Szybko okazuje się, że nie jest to zwykłe znalezisko archeologiczne. W tle pojawia się pytanie o naturę zła, istnienie Boga i możliwość końca świata.

Advertisement

Film jest częścią nieformalnej Trylogii Apokalipsy Carpentera, obok Coś i W paszczy szaleństwa. Nie oferuje jednak tak widowiskowych efektów jak pierwszy z tych filmów. Jego siła tkwi przede wszystkim w atmosferze. Puste korytarze, opuszczony kościół, dziwne sny i poczucie, że bohaterowie odkryli coś, czego człowiek nigdy nie powinien był poznać – John Carpenter buduje z tego wyjątkowo nieprzyjemny koszmar. Książę ciemności zdecydowanie zasługuje na ponowne odkrycie.

John Carpenter

Mgła (The Fog, 1980)

Po sukcesie Halloween Carpenter dostał możliwość zrobienia kolejnego horroru, tym razem bardziej klasycznego i świadomie odwołującego się do kina grozy z poprzednich dekad. Mgła opowiada historię małego nadmorskiego miasteczka, które nawiedza tajemnicza… mgła. Wraz z nią przybywają duchy ludzi, którzy przed laty zostali zdradzeni przez mieszkańców.

Advertisement

To jeden z najbardziej klimatycznych filmów w dorobku reżysera. John Carpenter nie spieszy się z ujawnieniem zagrożenia, pozwalając, by atmosfera narastała wraz z kolejnymi scenami. Latarnia morska, pusty port, nocne ulice i gęsta mgła tworzą niemal gotową ilustrację do klasycznej opowieści o duchach. Film nie jest tak bezlitosny jak Coś ani tak przełomowy jak Halloween, ale ma coś, czego często brakuje współczesnym horrorom: atmosferę. To Carpenter w bardziej klasycznym wydaniu, ale właśnie dzięki temu Mgła świetnie pokazuje inną stronę jego talentu.

John Carpenter

Ciemna gwiazda (Dark Star, 1974)

Pierwszy pełnometrażowy film Carpentera i zarazem jedna z najciekawszych pozycji w całej jego filmografii. Dark Star powstała jeszcze zanim reżyser stał się jednym z najważniejszych twórców kina gatunkowego. Co ciekawe, film narodził się jako projekt studencki, a później został rozbudowany do pełnego metrażu.

Advertisement

Na pokładzie statku kosmicznego przemierzającego odległe rejony galaktyki grupa astronautów wykonuje pozornie rutynową misję. Problem w tym, że z czasem zaczyna brakować im zarówno rozsądku, jak i kontaktu z rzeczywistością. John Carpenter miesza tutaj science fiction z absurdalnym humorem i parodiuje kosmiczne widowiska, na długo zanim stało się to popularną konwencją.

Ciemna gwiazda

Warto spojrzeć na Ciemną gwiazdę również jak na zapowiedź całej późniejszej twórczości reżysera. Izolacja, klaustrofobia, samotność i grupa ludzi próbujących poradzić sobie w sytuacji, której nie kontrolują – te motywy będą później wracać w jego najbardziej znanych filmach.

Advertisement

Christine (Christine, 1983)

John Carpenter dostał do ręki powieść Stephena Kinga i zamiast zrobić z niej typowy horror o nawiedzonym samochodzie, stworzył film o obsesji, samotności i toksycznej potrzebie posiadania.

Christine

Christine to stary Plymouth Fury, który ma własną wolę i bardzo specyficzne podejście do ludzi zagrażających jego właścicielowi. Arnie Cunningham, początkowo nieśmiały i zakompleksiony nastolatek, zaczyna pod wpływem samochodu przechodzić przemianę. Problem polega na tym, że wraz ze wzrostem jego pewności siebie rośnie również jego okrucieństwo.

Advertisement

Christine działa przede wszystkim dzięki świetnemu wyczuciu atmosfery i wizualnej stronie filmu. Samochód staje się niemal żywą postacią, a jego lśniąca karoseria kontrastuje z coraz mroczniejszym zachowaniem właściciela. To także jeden z najbardziej niedocenianych filmów reżysera – nawet jeśli nie jest tak przełomowy jak Halloween czy Coś, zdecydowanie zasługuje na ponowny seans.

cathedral
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *