Felietony

ŻÓŁTA CEGLANA DROGA #17: #OSCARSSOWHITE OBNAŻONE

Autor: Darek Kuźma
opublikowano

Świat oszalał właśnie na kilka chwil na punkcie pojedynku Batmana i Supermana z reżyserem Zackiem Snyderem, a ja chciałbym wrócić do pewnej sprawy, nieco już zakurzonej dla mającej krótką pamięć popkultury, acz ciągle szalenie ważnej. Oto bowiem pojawił się nowy, smutny dowód na istniejące w branży filmowej podwójne standardy i rasowe uprzedzenia, o które czarnoskórzy twórcy oskarżyli w styczniu Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Można wręcz ironicznie stwierdzić, że dowód obnażający to, co już dawno zostało obnażone.

Nie chciałem wypowiadać się wcześniej na temat wszystkich tych kontrowersji, które zostały zgrupowane pod internetowym hashtagiem #OscarsSoWhite. Z tego prostego powodu, że rozumiem argumenty i postulaty obu stron. Bo przecież trzeba być chyba ślepym, żeby nie zauważać dyskryminacji rasowej w Hollywood, nie tylko wobec twórców czarnoskórych, ale w gruncie rzeczy wszystkich, którzy nie są biali. Rdzenni Amerykanie, filmowcy pochodzący z różnych rejonów Azji, twórcy latynoamerykańscy: oni wszyscy mają ciekawe historie do opowiedzenia, nierzadko o wiele bardziej fascynujące od tych, które powstają – choćby tylko z tego względu, że prezentujące inne perspektywy, uwarunkowania kulturowe i sposoby postrzegania świata. Brak różnorodności filmowych punktów widzenia jest problemem. I to dużym. Z drugiej strony jestem całkowicie przeciwny temu, żeby narzucać gremiom przyznającym nagrody, by rozdawały swe nominacje wedle reguł poprawności politycznej, doceniając kogoś tylko dlatego, że ma kolor skóry, który jest gorzej reprezentowany w branży. Zmienić trzeba system, który został powołany do życia w oparciu o takie wypaczenia – należy sięgnąć przyczyn, a nie bawić się w niwelowanie skutków.

oscarssowhite

Ale do rzeczy. Oto mamy film Daughter of God, czyli Córkę Boga, nakręcony przez debiutującego w pełnometrażowym kinie fabularnym Gee Malika Lintona, Amerykanina jamajskiego pochodzenia. Jest to w zamierzeniu opowieść o pewnej dominikańskiej rodzinie, która próbuje żyć z dnia na dzień w nowojorskiej dzielnicy Washington Heights, mająca pokazać perspektywę w kinie raczej niespotykaną. Inną od tej, którą znamy z filmów o różnych obliczach „Wielkiego Jabłka”. Trochę w Córce Boga surrealizmu i realizmu magicznego (w rodzaju Labiryntu Fauna), najprawdopodobniej uzupełniających się z tradycjami i wierzeniami głównych bohaterów, wychowanych inaczej od Johna i Jane Smith z naprzeciwka. Mimo to całość jest raczej realistyczna, nakręcona w ponad 60% w rodowitym języku głównych bohaterów. Na anglojęzyczne 40% składają się ich codzienne interakcje z Amerykanami, a także drugoplanowy wątek gliniarza prowadzącego śledztwo w sprawie śmierci swego partnera i odkrywającego w ten sposób świat korupcji i policyjnej brutalności wobec zamieszkałych w Nowym Jorku mniejszości etnicznych.

Brzmi na tyle ciekawie i oryginalnie, że gdybym dostał taki film w swoje ręce, z przyjemnością bym go obejrzał.

Czas jednak na zwrot akcji. Córka Boga nie istnieje, mimo że film został nakręcony, zmontowany i zaprezentowany na kilku pokazach, zbierając w większości bardzo dobre opinie. W zamian powstał odtwórczy i mało spójny dreszczowiec Objawienie – a przynajmniej pod takim tytułem obraz zadebiutował w Polsce na DVD, bo w wersji anglojęzycznej nosi nazwę Exposed. Czyli, w wolnym tłumaczeniu, Zdemaskowanie lub Obnażenie. Obnażenie korupcji i podwójnych standardów policji, do którego doprowadza sam Keanu Reeves, wcielający się w rolę wspominanego gliniarza. Otóż aktor zaciekawił się scenariuszem Lintona i zgodził wziąć udział w projekcie. A Keanu Reeves to nie tylko jeden z najmilszych i najbardziej samoświadomych gości w Hollywood, ale także właściciel nazwiska będącego w stanie „sprzedać” film, nawet jeśli jego rola miałaby być drugoplanowa. Sęk w tym, że tuż przed rozpoczęciem zdjęć pojawiły się problemy finansowe, zwrócono się więc o pomoc do Lionsgate Films, znanej firmy produkcyjnej i dystrybucyjnej odpowiadającej za wiele niezależnych i komercyjnych hitów. Ta uruchomiła właśnie nowy oddział, Lionsgate Premiere, który miał zajmować się takimi filmami jak Córka Boga.

EXPOSEDFilm Lintona został więc uratowany, ale tylko po to, by niedługo później zginąć tragicznie pod montażową gilotyną. Gdy przyszło bowiem co do czego, okazało się, że ludzie z Lionsgate weszli w projekt, bo myśleli, że dostaną efektowny thriller z Keanu Reevesem, a nie jakiś etniczny dramat o ludziach, których nikt nie zechce w kinach oglądać. Bez wiedzy reżysera wycięli więc ponad dwadzieścia minut i przerobili surrealistyczną, oryginalną Córkę Boga na nużące, nieskładne Objawienie, żeby dopasować się – jak sądzili – do gustów masowej widowni. Mimo że relatywnie mało osób słyszało o tej sprawie, film zasłużenie zbiera baty w recenzjach i dystrybucji (w brytyjskich kinach zarobił rekordowo niskie… 88 funtów). Nawet zwiastun wygląda marnie: wybiela etniczną tożsamość filmu i skupia się na jego sugerowanej gatunkowości i oryginalnie drugoplanowych Reevesie, Mirze Sorvino i Christopherze McDonaldzie. Prawdziwa gwiazda Córki Boga, kubańska aktorka Ana de Armas, miga zaledwie kilka razy na ekranie, a dominikańskiej rodziny ani widu, ani słychu. Linton wycofał się z projektu i na drodze sądowej zmusił Lionsgate do usunięcia swojego nazwiska z napisów – reżyserem Objawienia został pseudonim, Declan Dale. Linton poradzi sobie w życiu, przed karierą filmową miał w Kalifornii intratny biznes fitness i już przygotowuje nowy projekt (częściowo w Europie), ale i tak pozostaje uczucie niesmaku.

To, co mogło być ciekawym głosem dochodzącym z niedostrzeganego przeważnie w popkulturze świata, równie prawdziwego jak ten na Manhattanie czy w Warszawie, stało się smutną pointą w dowcipie zwanym różnorodnością współczesnego kina.

Nie wiem, czy Córka Boga byłaby dobrym filmem, równie dobrze mogłaby okazać się artystycznym knotem zachwyconego swymi pomysłami niedoświadczonego reżysera. I nigdy się tego zapewne nie dowiem, choć uruchomiono niedawno internetową petycję, by Lionsgate wypuściło wersję reżyserską filmu. Nie będzie mi to jednak spędzało snu z powiek, takie rzeczy zdarzają się niestety w tej branży nie od dziś. Wiem natomiast, że Objawienie jest filmem zupełnie niepotrzebnym, kolejnym dźwiękiem w morzu białego szumu, w którym coraz częściej trudno odnaleźć jakość. Smutny jest w tym wszystkim sposób myślenia ludzi z Lionsgate, firmy potrafiącej wspierać różnorodne głosy filmowe, ale tym razem dającej przykład kulturowego i społecznego zacofania sporej części branży rozrywkowej, która z jakiegoś powodu stara się nie zwracać uwagi na to, że trochę się w ciągu ostatniej dekady na świecie zmieniło. Popularny argument biznesowy („nie dziwmy się, bronili swego interesu”) nie ma w tym przypadku sensu, bo przy odpowiedniej dozie kreatywności można by Córkę Boga „sprzedać” w kinach i dystrybucji VoD przedstawicielom mniejszości etnicznych w Stanach Zjednoczonych, którzy stanowią ciągle przede wszystkim atrakcyjną niszę dla mniejszych dystrybutorów i lokalnych kiniarzy.

To oczywiście czyste spekulacje, a cała sprawa jest zapewne znacznie bardziej skomplikowana, ale nie wierzę w to, że budżet Córki Boga był tak wysoki, że międzynarodowa korporacja, która może sobie spokojnie ukrywać ewentualne straty w gargantuicznych sukcesach takich pozycji jak Seria Niezgodna czy cykl Igrzyska śmierci, nie mogła zaryzykować z ambitniejszym produktem, skierowanym do nieco bardziej wymagającej publiczności. Zabrakło chęci, wiary, być może szerszej świadomości istniejących możliwości, niemniej jednak casus Objawienia jest boleśnie symptomatyczny dla tego, na czym polegały głosy sprzeciwu w przypadku #OscarsSoWhite – większości protestujących nie chodziło bowiem o to, by każdego roku wśród nominowanych byli czarnoskórzy aktorzy i reżyserzy, lecz żeby zmienił się sposób traktowania filmowców innych niż biali. Walczyli, ciągle walczą i jeszcze długo będą walczyć o to, by twórcy o innych kolorach skóry mieli po prostu takie same możliwości rozwoju. W idealnym świecie dobry film broniłby się własną jakością, nie potrzebując dodatkowych bodźców czy aktorskich marchewek, ale że jest jak jest, należy przynajmniej mówić głośno o tym, co warto przemyśleć i co trzeba zmienić.

Napisz prywatnie do autora.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane