Hannibal was nie pochłonie | FILM.ORG.PL

Hannibal was nie pochłonie








Grzegorz Fortuna
09.05.2013


Kiedy na ekrany telewizorów wchodzi serial opowiadający o postaci tak kultowej, jak Hannibal Lecter, można spodziewać się, że twórcy postarali się dopiąć wszystko na ostatni guzik – oczekiwania są bowiem ogromne, a rzeszę potencjalnych widzów można liczyć w dziesiątkach milionów. Telewizyjny „Hannibal” to jednak, niestety, całkowita porażka. I to już od pierwszej sceny pierwszego odcinka.

Jak ta pierwsza scena wygląda? Cóż, komicznie. Will Graham, wykładowca współpracujący z FBI, wchodzi do domu, który stał się miejscem zbrodni. Obserwując dwa leżące na podłodze ciała, przechodzi w tryb telepaty – widzi dokładnie, jak zamordowani zostali mieszkańcy, gdzie i w jakiej kolejności trafiły kule, jakie części ciała przebiły i co zrobił później zabójca. Informuje przy tym widzów dwukrotnie, że „to jego wizja”, bo uważa najwidoczniej, że biedni oglądający jeszcze tego nie wiedzą, choć twórcy serialu podkreślają ten fakt oczojebnymi przebitkami i koszmarnie użytym slow-motion. Jakby tego było mało, scena ta jest pustą pokazówką umiejętności bohatera – nie ma żadnego sensu fabularnego, nikt o niej później w odcinku nie wspomina. Ot, facet odpowiedzialny za efekty pobawił się trochę pokrętłem zwolnionego tempa, żeby było fajnie.

Pustą pokazówką umiejętności głównego bohatera staje się zresztą szybko cały odcinek. W serialach panuje ostatnio coraz częściej nadużywana tendencja, by z głównego bohatera robić aspołecznego, ambiwalentnego moralnie geniusza, posiadającego jakiś dar. Taką postacią był House, Dexter Morgan, Sherlock ze znakomitego serialu BBC, trochę Rumpelstiltskin z „Once Upon a Time”. Taką postacią ma też być Will Graham, ale wyraźnie jeszcze nie dorósł. Albo inaczej – scenarzyści nie dorośli, żeby takiego bohatera stworzyć. Odcinek pierwszy to w zasadzie jedna wielka demonstracja złego scenopisarstwa, przykład na to, jak nie powinno się przedstawiać bohaterów, kiedy chce się, żeby widzowie ich polubili.

Darem Willa jest umiejętność przewidywania kolejnych kroków psychopatów i natychmiastowej analizy ich zwichrowanych charakterów. Jego przekleństwem – empatia, którą wobec wspomnianych morderców odczuwa. I choć jestem w stanie zrozumieć, że tego typu empatia może być przekleństwem, to nie rozumiem, dlaczego poboczni bohaterowie wygłaszają na ten temat monologi w co drugiej scenie i co chwila przypominają o tym bohaterowi Laurence’a Fishburne’a, który Willa zatrudnił. Standardowy dialog w pierwszej połowie pierwszego odcinka wygląda mniej więcej tak:

Ktoś tam: Musisz uważać na Willa. On jest wrażliwy i się bardzo angażuje i w ogóle odczuwa empatię, więc pamiętaj, żeby nie wsiąkł w to za mocno, bo będzie źle.
Laurence Fishburne: No spoko.

A w drugiej połowie tegoż odcinka:

Ktoś tam: Mówiłem/łam ci, żebyś uważał na Willa. Teraz się zaangażował i dalej czuje empatię i w ogóle będzie z nim źle na pewno.
Laurence Fishburne: No sorry.

I tak w kółko! Podstawowym problemem jest tutaj to, że dialogi mają uświadomić widzom coś, czego twórcy nie potrafią pokazać na ekranie. Kiedy obserwowaliśmy działania Sherlocka, widać było jego umiejętności, specyficzny charakter i skłonności do ryzyka, widać było też, jakie szczegóły zauważa, kiedy wpada na pomysł rozwiązania sprawy. Kiedy obserwujemy działania Willa Grahama, niczego takiego nie widzimy – Hugh Dancy stoi sobie na środku miejsca zbrodni z taką miną, jakby właśnie zabrano mu cukierka, wystrzeliwuje z siebie wszystko, co przyjdzie mu do głowy, po czym idzie ubolewać nad swoim przekleństwem. Ubolewają też nad nim wszyscy poboczni bohaterowie, którzy – jak starałem się wyżej zaprezentować – rozmawiają o tym dosłownie co chwilę.

Kiedy – gdzieś po piętnastu minutach obserwowania zapłakanej facjaty Hugh Dancy’ego – na ekranie po raz pierwszy pojawia się tytułowy bohater, staje się jasne, gdzie twórcy serialu popełnili błąd. Zamiast skupić się Hannibalu, granym z odpowiednią klasą przez Madsa Mikkelsena, zamiast zrobić z niego magnes przyciągający widzów, postanowili odsunąć go na drugi plan, a całą siłę serialu zrzucić na barki Grahama. Tymczasem to Hannibal powinien być tu ambiwalentnym geniuszem, który byłby głównym filarem całości. Natomiast Will powinien być surogatem widza w świecie serialu – kimś lekko naiwnym, mniej wybitnym, trochę bardziej „normalnym”, coś jak dr. Watson w „Sherlocku”.

Jako że piloty seriali często są słabe (twórcy muszą bowiem w ciągu zaledwie czterdziestu minut scharakteryzować głównych bohaterów i doprowadzić do zawiązania akcji), postanowiłem dać „Hannibalowi” kilka kolejnych szans. Szybko okazało się jednak, że to, o czym pisałem wyżej, to nie problemy nieudolnie skleconego pilota, ale po prostu cechy telewizyjnej wersji przygód Hannibala Lectera. Kolejne odcinki przepełnione są długimi i nudnymi (a do tego momentami tragicznie napisanymi) dialogami i efekciarskimi wizualizacjami, które – zamiast prezentować widzom umiejętności głównego bohatera w ciekawy sposób – wypadają żenująco.

Na domiar złego, „Hannibal” nie ma jednolitej historii, dzięki której twórcy mogliby przykuć widza do ekranu i zachęcić go do oglądania kolejnych odcinków. Osią fabuły jest wątek Dzierzby – mordercy, który zabijał młode dziewczyny i nabijał je na poroża – i jego nastoletniej córki, uratowanej w ostatniej sekundzie przez Willa. Twórcy nie mieli jednak najwidoczniej pomysłu, jak rozpisać tę historię na dwanaście odcinków, postanowili więc wzbogacić serial o swoiste zapychacze – poboczne wątki psychopatów, których ściga główny bohater. W drugim odcinku pojawia się farmaceuta, hodujący grzyby na ciałach swoich ofiar; w piątym – morderca, który odcina ludziom płaty skóry z pleców i podwiesza je tak, by wyglądały jak anielskie skrzydła. Te ekscentryczne, szalone pomysły do niczego jednak nie prowadzą, nie mają też odpowiedniej ekranowej siły – każdy z tego typu wątków pojawia się tylko w jednym odcinku i zostaje rozwiązany tak szybko, że widz nie ma nawet szansy się nim zainteresować. W jednej scenie widzimy, jak analitycy FBI badają znalezione ciała, minutę później antyterroryści wpadają już do domu psychopaty. To, co mogłoby być w „Hannibalu” intrygujące lub przerażające, robi za zwykłą zapchajdziurę.

Nic dziwnego, że oglądalność serialu leci na łeb z odcinka na odcinek. Pierwsze dwa zebrały w Stanach około 4.5 miliona widzów, trzeci tylko 3.5 miliona, a piąty i szósty – około 2.5. Czwarty odcinek nie został w ogóle wyemitowany, ponieważ – jak twierdzą twórcy – po zamachu w Bostonie społeczny klimat nie jest odpowiedni do publikacji tego typu materiału. Biorąc pod uwagę, że epizod opowiada o dzieciach, które zabijają swoje rodziny (nie ma więc nic wspólnego z bombami, zamachami, terroryzmem, Czeczenią ani Czechosłowacją), trudno nie odnieść wrażenia, że jest to celowe wywoływanie kontrowersji na siłę, po to, żeby wywołać szum wokół serialu.

Nie mam pojęcia, jak się „Hanniball” dalej rozwinie i szczerze mówiąc nie mam ochoty tego sprawdzać. Pierwsza połowa sezonu to pokaz strasznego braku umiejętności, okraszony dodatkowo dość tandetnymi wizualizacjami i naprawdę słabym aktorstwem wcielającego się w główną rolę Hugh Dancy’ego. Twórcy wyraźnie starają się, żeby złożyć strzępy fabuły do kupy, ale osiągają efekt odwrotny od zamierzonego – zamiast wciągać, serial irytuje; zamiast wprowadzać w świat fascynującego Doktora – opowiada o kiepski zagranym bohaterze, który wygląda jak chodząca klisza, skupiająca w sobie cechy bohaterów wszystkich znanych seriali ostatnich lat.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Latest posts by Grzegorz Fortuna (see all)







  • QuietRage

    Bzdury piszesz, porażka… to była wersja Ratnera i Hannibal Rising, a to jest super!
    Szkoda tylko, że będzie drugi sezon, bo pewnie dopiero wtedy dojdą do Zębowej wróżki.

  • Obejrzałem dwa pierwsze odcinki – bezpłciowe, bez jaj, bez odrobiny oryginalności. Przeciętne do bólu. Mads mógłby unieść całe show na swoich barkach, ale niestety ustawiono go na drugim planie.

    Baaardzo słabe, bardzo rozczarowujące.

  • Zakrza

    Jak dla mnie pilot był niezły. Więcej nie widziałem. Ale te wizualizacje Willa to faktycznie porażka.

  • Rafał Donica

    Przeczytałem na razie pierwszy akapit i tknęło mnie, że umiejętności głównego bohatera są podane na tacy, ot tak, bez żadnego wyjaśnienia w scenariuszu. No i przypomniał mi się taki kiłowaty film klasy B (czy nawet C) z Garym Busseyem pod tytułem „Kuloodporny”, w którym nic się nie mówi dlaczego Gary Bussey jest kuloodporny, a jedynym momentem w którym o jego kuloodporności sie mówi było zdanie: „Eh, nie jestem już tak kuloodporny jak kiedyś” :)

  • kanibal lektor

    dokładnie. dla mnie jednak najgorsze jest to ze i postac samego Hannibala jest slabo napisana. prozno doszukiwac się w nim mrocznego geniuszu i przenikliwosci Hannibala z ksiazek czy filmów – serialowy Hannibal w zasadzie jest bo tak nazwano serial, rzuca slabymi metaforami a w dodatku czesto wydaje sie przegrywac slowne potyczki z Grahamem. slabo :)

  • Przemysław Zakrzewski

    „W serialach panuje ostatnio coraz częściej nadużywana tendencja, by z głównego bohatera robić aspołecznego, ambiwalentnego moralnie geniusza, posiadającego jakiś dar.”

    Zgadzam się w pełni. To samo jest z „Demonami da Vinci”. Dałem radę obejrzeć 20 minut pilota… Seriale robią się coraz bardziej tendencyjne, ale było to do przewidzenia. To wielkie zainteresowanie nimi za jakiś czas minie.

  • Bartek Michalski

    Po części zgadzam się z autorem tekstu. Również uważam, że pierwsze pięć odcinków nie były zbytnio interesujące i oglądałem je ot tak sobie jako fan twórczości Thomasa Harrisa. Ów odcinki nie miały wiele wspólnego z klimatem książek a postać Willa Grahama na pewno nie była w nich tak maminsynkowata jak to przedstawiono w serialu. Jednak moim zdaniem dopiero szósty odcinek serialu „Hannibal” przywołał klimat z książek Harrisa. Pokazał kim na prawdę, jak bardzo przebiegły i inteligentny jest Lecter. Mam nadzieję, że kolejne odcinki będą utrzymane na równie dobrym poziomie.

  • Kazik

    Ciężko się nie zgodzić. Ja darowałem sobie spokój już po pierwszym odcinku. Na plus zaliczyć można jedynie oprawę wizualną, zwłoki ofiar itd. Cała reszta zwyczajnie do d…Ogólnie przeraża mnie wręcz, ta ciągła tendencja do walenia wszelkim stereotypem jeżeli chodzi o serialowe postacie. Jeżeli czarny, to, kur…a, obowiązkowo, za każdym razem musi być z niego taki super cool ziom, yeah man! „Musiałem użerać się z twoim bladym dupskiem” Niedobrze się robi po prostu. I taki jeden gnój z drugim za cholerę nie pomyśli, żeby nadać temu wszystkiemu jakąś choćby odrobinę oryginalności, żeby było chociaż trochę inaczej, żeby ta postać była choć krztynę nietuzinkowa. Nie! Oni wiedzą swoje, mają w dupie poczucie satysfakcji, że pchnęło się coś do przodu, nadało się czemuś jakiś nowy sens, osiagnęło się jakiś tam artystyczny sukces. To wszystko nieważne, nikogo to nie obchodzi, kazdy ma to gdzieś. Jedynym, absolutnie jedynym kryterium jest oglądalność. Wychodzą zaś z założenia, że najchętniej oglądane jest to co najbardziej znane, czytaj, najbardziej banalne i powszechne, więc powstają takie „Hannibale” „”Folowingi” czy inne gówna – i wydaje się, że rzeczywiście jest to oglądane.”Gra o tron” czy „Spartacus” czy wcześniej „Kompania braci” to naprawdę malutkie wysepki na morzu szamba.

  • Kazik

    Jeszcze może House.

  • Jestem po czterech odcinkach i nie zgadzam się tylko z jednym. Moim zdaniem Dancy jest bardzo dobry. Jego gra może irytować, ale to nie jego wina, tylko nakreślenia postaci Grahama przez scenarzystów. Niestety ogólnie serial póki co (jeszcze go ostatecznie nie skreśliłem) to efekciarska wydmuszka. Pomysły na „sprawę odcinka” są nieźle popieprzone (widać solidne inspiracje filmami w stylu „Siedem”), ale nic z nich nie wynika. Sprawa się rozwiązuje, ale próżno szukać odpowiedzi co kierowało tymi mordercami. „Dar” Grahama to porażka na całej linii. A wątek główny na linii Hannibal – Graham na razie rozwija się bardzo słabo i nie ratuje go nawet niezła kreacja Mikkelsena. Cóż, póki co wygląda,że strzelba zawieszona na ścianie w pierwszym odcinku w ogóle nie wypali. A rozczarowanie jest tym większe, że oczekiwania były podkręcone do wręcz absurdalnych rozmiarów.

  • Malakambla

    „W serialach panuje ostatnio coraz częściej nadużywana tendencja, by z głównego bohatera robić aspołecznego, ambiwalentnego moralnie geniusza, posiadającego jakiś dar. Taką postacią był House, Dexter Morgan, Sherlock ze znakomitego serialu BBC, trochę Rumpelstiltskin z „Once Upon a Time””
    Moje pytanie brzmi: czy autor jest świadomy faktu, że nie da się z Sherlocka nie zrobić lekko aspołecznego geniusza oraz, że trudno nie zrobić kimś takim House, który nomen omen jest postacią opartą na Sherlocku? Oraz nie jestem pewna czy bym nazwała Rumpelstiltskina geniuszem…
    Nie jestem również pewna jakie seriale autor oglądał ale z mojego doświadczenia to motyw główny przewija się przez cały sezon, nigdy nie spotkałam się, żeby każdy odcinek skupiony był na motywie przewodnim sezonu.
    W skrócie. Jak dla mnie to kompletna bzdura nie artykuł

  • shanti

    Mnie pochłonął całkowicie, czekam na kolejny sezon. Nie znam innego Hannibala, nigdy nie lubiłam takich filmów. Zaczęłam oglądać dla Madsa, nie zawiodłam się.

  • niewierze

    Ciekaw jestem, czy wy oglądaliście wogule ten serial skoro komentujecie go na podstawie tego artykułu, który według mnie jest jak najlepiej o nim pisać głupi, po prostu głupi. Nie powinniście porównywać dwóch różnych seriali, które nie są,wogule ze sobą powiązane, ani podobne. W tym przypadku chodzi mi o Sherlocka i oczywiście Hannibala.

  • Szymon Baszak

    Ten tekst to jeden wielki żart mam nadzieję. Autor tej recenzji powinien jeszcze raz obejrzeć oba sezony, potem klęknąć i z pokorą przepraszać. Obecnie Hannibal to najlepszy, nadal emitowany serial w TV, nie licząc mini serii typu Detektyw. Najlepszy wizualnie, fabularnie i także w kwestii dialogów. Czekam na recenzję drugiego sezonu.

  • md

    Po pierwszym odcinku mam identyczne odczucia. Naiwny, nudny, całkowicie pozbawiony punktu kulminacyjnego, przeładowany efekciarskimi chwytami, momentami śmieszny i pretensjonalny. Miałam wrażenie, że oglądam parodię tego serialu. W11 bardziej trzyma w napięciu…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Trailer Gry Endera mnie uwiera

Następny tekst

Wałęsa - najnowszy zwiastun z kreską Rybczyńskiego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE