Zestawienie
10 filmów SCI-FI, które kiedyś dzieliły krytyków, a dziś są bezsprzecznymi ARCYDZIEŁAMI
W historii sci-fi znajdziemy produkcje, które przy premierze zachwycały jednych i irytowały drugich, a często przegrywały z oczekiwaniami widowni.
Nie każde filmowe arcydzieło zostało nim od razu. W historii sci-fi znajdziemy produkcje, które przy premierze zachwycały jednych i irytowały drugich, a często przegrywały z oczekiwaniami widowni. Czasem potrzebowały kolejnych dekad, nowych wersji montażowych i kolejnych pokoleń widzów, by ich znaczenie stało się oczywiste. Dziś wiele z nich znajduje się w ścisłym kanonie kina. Oto dziesięć najbardziej spektakularnych przykładów takiej rehabilitacji. Kolejność przypadkowa.
2001: Odyseja kosmiczna (2001: A Space Odyssey, 1968)
Dziś trudno wyobrazić sobie historię kina bez 2001, ale w momencie premiery film Stanleya Kubricka mocno podzielił krytyków. Jedni widzieli w nim przełom i najambitniejsze science fiction, jakie dotąd powstało, inni zarzucali mu przede wszystkim powolność, niejasność i brak tradycyjnie rozumianej narracji. Andrew Sarris uznał go za porażkę, a Pauline Kael za pretensjonalny przerost formy nad treścią.

Młodsza widownia przyjęła go jednak inaczej, a kolejne wznowienia tylko wzmacniały jego pozycję. Dziś 2001: Odyseja kosmiczna jest jednym z najczęściej wskazywanych arcydzieł kina i regularnie zajmuje najwyższe miejsca w rankingach wszech czasów.
Łowca androidów (Blade Runner, 1982)
Przy premierze Blade Runner nie był tym filmem, za jaki dziś go uważamy. Testowe projekcje wypadły słabo, dlatego studio ingerowało w montaż, dodając między innymi narrację z offu i bardziej jednoznaczne zakończenie. Krytycy byli podzieleni, a film nie zachwycił również publiczności. Problemem okazały się między innymi wolne tempo, niejednoznaczność i przewaga atmosfery nad akcją.

Rehabilitacja przyszła stopniowo wraz z rozwojem rynku kaset wideo, kolejnymi wersjami montażowymi i rosnącym zainteresowaniem akademickim. Director’s Cut, a później Final Cut, pozwoliły Scottowi odzyskać kontrolę nad wizją filmu. Dziś Blade Runner należy do fundamentów nowoczesnego kina sci-fi.
Coś (The Thing, 1982)
To jeden z najczystszych przykładów całkowitego odwrócenia recepcji. W 1982 roku krytycy nie byli zachwyceni filmem Johna Carpentera. Szczególnie często atakowano nadmiar gore i efekty specjalne, które uznawano za przesadzone, a także brak sympatycznych bohaterów i wyjątkowo ponurą atmosferę. Film dodatkowo trafił do kin w cieniu bardziej optymistycznego E.T. i nie odniósł oczekiwanego sukcesu.

Z czasem właśnie te cechy zaczęto uważać za jego największe atuty. Rozwój kina domowego pozwolił The Thing zdobyć nową publiczność, a kolejne dekady przyniosły coraz bardziej entuzjastyczne oceny. Dziś film jest powszechnie uznawany za jeden z najważniejszych horrorów science fiction.
Stalker (Stalker, 1979)
W przypadku Stalkera problemem od początku było przede wszystkim tempo. Film Andrieja Tarkowskiego spotkał się z chłodnym przyjęciem części odbiorców, a przedstawiciele radzieckiego Goskino krytykowali jego powolność i domagali się większej dynamiki. Tarkowski nie zamierzał jednak podporządkować filmu oczekiwaniom producentów.

Przez lata Stalker funkcjonował jako dzieło wymagające ogromnej cierpliwości, zanim jego rytm zaczął być postrzegany nie jako wada, lecz fundamentalny element formy. Dzisiaj należy do najczęściej analizowanych filmów Tarkowskiego i światowego sci-fi. Jego współczesna recepcja jest niemal jednomyślna.
Brazil (Brazil, 1985)
Brazil nie został nigdy całkowicie odrzucony, ale od początku mocno dzielił krytyków. Część zachwycała się wizualnym rozmachem i satyrą Terry’ego Gilliama, inni widzieli w nim film przeładowany pomysłami, chaotyczny i pozbawiony dyscypliny. Roger Ebert przyznał mu zaledwie dwie gwiazdki, krytykując między innymi trudność w śledzeniu historii i dominację scenografii nad bohaterami.

Z biegiem lat ten chaos zaczął jednak wyglądać bardziej jak świadomie skonstruowana cecha filmu niż jego wada. Brazil stał się jednym z najważniejszych filmów dystopijnych, a jego współczesna reputacja jest zdecydowanie mocniejsza niż w momencie premiery.
Mechaniczna pomarańcza (A Clockwork Orange, 1971)
Film Kubricka od początku wywoływał skrajne reakcje, ale przez lata jego reputację znacznie bardziej niż walory artystyczne definiowały kontrowersje. Przemoc seksualna, brutalność i oskarżenia o inspirację rzeczywistymi przestępstwami doprowadziły w Wielkiej Brytanii do wycofania filmu z dystrybucji na ponad dwie dekady. Jednocześnie krytycy spierali się o jego moralny wydźwięk i stosunek do przemocy.

Po powrocie filmu do brytyjskich kin w 2000 roku dyskusja coraz wyraźniej przesuwała się w stronę analizy jego formy, języka i wizji społeczeństwa. Dziś Mechaniczna pomarańcza jest stałym elementem kanonu Kubricka i jednym z najważniejszych filmów dystopijnych.
Wideodrom (Videodrome, 1983)
David Cronenberg wyprzedził swój czas tak bardzo, że część krytyków nie wiedziała, co właściwie zrobić z Wideodromem. Film otrzymał mieszane recenzje, a jego seksualność, przemoc i groteskowy body horror dla wielu odbiorców były zwyczajnie zbyt ekstremalne. Początkowo okazał się również finansową porażką. Z czasem sytuacja zmieniła się diametralnie.

Rozwój badań nad mediami i nowe sposoby komunikacji sprawiły, że pomysły Cronenberga zaczęto odczytywać jako niezwykle trafne przewidywanie przyszłości. Dziś Wideodrom jest uznawany za jeden z najważniejszych filmów reżysera, a jego wpływ na kino science fiction i horror jest szeroko analizowany.
Metropolis (Metropolis, 1927)
Już w momencie premiery Metropolis zachwycało skalą i stroną wizualną, ale jego recepcja była daleka od dzisiejszego statusu arcydzieła. Krytycy zarzucali filmowi banalną historię, przesadny patos i naiwne przesłanie społeczne. H.G. Wells posunął się jeszcze dalej, bardzo ostro krytykując film. Problem pogłębiły późniejsze cięcia – przez dziesięciolecia widzowie oglądali okaleczone wersje dzieła Fritza Langa.

Dopiero kolejne rekonstrukcje, a szczególnie odnalezienie w 2008 roku brakujących fragmentów, pozwoliły spojrzeć na film znacznie pełniej. Dziś Metropolis jest jednym z fundamentów kina science fiction i jednym z najbardziej wpływowych filmów w historii.
Solaris (Solyaris, 1972)
Solaris również potrzebował czasu, żeby jego powolność przestała być traktowana jako problem. Początkowe reakcje na film Tarkowskiego często koncentrowały się właśnie na długości, tempie i ogromnych wymaganiach, jakie stawia przed widzem. Z perspektywy późniejszej recepcji okazało się jednak, że to właśnie odrzucenie hollywoodzkiego tempa pozwoliło filmowi zachować wyjątkową atmosferę.

Dobrym przykładem jest Roger Ebert: początkowo zwracał uwagę na jego długość, ale po latach włączył Solaris do swojego cyklu Great Movies. Dziś film funkcjonuje jako jeden z fundamentów filozoficznego sci-fi, a jego reputacja zdecydowanie przewyższa pierwsze, bardziej sceptyczne reakcje.
Akira (Akira, 1988)
Akira nie została przy premierze odrzucona, ale również nie była dziełem odbieranym jednoznacznie. Krytycy zachwycali się skalą animacji, technicznym poziomem i wizualną energią, jednocześnie zwracając uwagę na komplikację narracji i fakt, że film próbuje zmieścić ogromny materiał źródłowy w ograniczonym czasie. Z perspektywy kolejnych dekad proporcje wyraźnie się zmieniły.

To, co kiedyś mogło wyglądać na narracyjny nadmiar, zaczęto postrzegać jako część wyjątkowego charakteru filmu. Akira stała się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla cyberpunku i współczesnego anime, a jej wpływ na zachodnie kino sci-fi jest dziś trudny do przecenienia.

