Recenzje

ŻONA. Za kulisami sukcesu

Błyskotliwy dramat obyczajowy i coś więcej niż kolejna historia o niedocenianej kobiecie.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Hipokryzja przedstawicieli elit kulturalnych i skrywane pod płaszczykiem równości czy poprawności politycznej grzechy to dziś jedna z bardziej aktualnych kwestii w życiu publicznym. Wchodząca na ekrany kin Żona podejmuje właśnie ten temat – prezentuje studium konserwatyzmu obyczajowego i genderowych dysproporcji w przestrzeni tzw. kultury wysokiej, opowiadając wyrazistą historię żony świeżo upieczonego noblisty. W zarysie szwedzko-amerykańska koprodukcja rysuje się ciekawie, lecz nie ekscytująco, zapowiadając charakterologiczny dramat zbudowany wokół tematów prestiżu i życiowego zaplecza wielkiej kariery. Podejmowane zagadnienie było mocnym punktem wyjścia, stwarzało jednak pewne zagrożenie w postaci popadnięcia w koleiny schematycznego rozwoju, przedkładającego sam problem nad jego ukazanie. Wyzwanie stojące przed twórcami znakomicie obsadzonego filmu było więc niemałe – stworzyć mądre i ciekawe dzieło poruszające niezwykle aktualną kwestię, nieustannie powracającą w publicznym dyskursie.

Ekranizacja powieści Meg Wolitzer przygotowana została przez scenarzystkę Jane Anderson oraz reżysera Björna Runge. Kameralny portret małżeństwa Joego i Joan Castlemanów, których poznajemy w momencie przyznania mężczyźnie literackiej Nagrody Nobla, a następnie obserwujemy w trakcie przygotowań do ceremonii wręczenia medalu w Sztokholmie. Tuż przed uroczystością, mającą być ukoronowaniem całej kariery, naświetlone zostają skomplikowane relacje łączące małżonków oraz zamierzchłe początki ich związku. U progu pisarskiego Everestu cienie przeszłości zaczynają gęstnieć i napierać na przez lata wspierającą męża Joan, skłaniając ją do przewartościowania dawnych wyborów i potencjalnie brzemiennej w skutki refleksji nad całym swoim życiem. Oszczędne stylistycznie dzieło to przede wszystkim studium postaci, skupione na emocjach osadzanych w szerszej perspektywie biografii bohaterki, splecionej nieodwracalnie ze sławnym małżonkiem. Jej postać i związek stanowią centrum filmu, wokół którego Björn Runge konstruuje kluczowe konteksty, zarysowując wyraziście nie tylko jej relację z mężem, ale również z dziećmi i literackim światem, w którym przez lata uczestniczyła jako osoba towarzysząca nagradzanemu geniuszowi.

Feministyczny wydźwięk filmu jest znacznie bardziej interesujący niż powtarzanie ogranych formuł o nierównym statusie kobiet i mężczyzn.

Choć dla twórców punktem wyjścia jest truistyczny motyw „za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta”, to wrażliwość tworzącej scenariusz Jane Anderson jest dużo większa. Feministyczny wydźwięk filmu jest znacznie bardziej interesujący niż powtarzanie ogranych formuł o nierównym statusie kobiet i mężczyzn. Żona rozpoczyna się co prawda serią konwencjonalnych zagrywek wskazujących na rozdzielenie publicznej i prywatnej sfery ich związku, lecz tylko po to, by później wywrócić historię do góry nogami, przełamując nawykowe rozkładanie akcentów w opowieści o poświęceniu kobiety. Pękająca maska wspierającej partnerki wywołuje w narracji nieustanne napięcie. Drobne sugestie, podteksty czy wyczuwalna gorycz pojawiająca się nagle między bohaterami rozsadzają prestiżową bańkę roztaczaną wokół Joego Castlemana. Równocześnie twórcy długo wstrzymują się z wyjaśnieniem narastających wątpliwości, sprawiając, że Żonę oglądamy w najwyższym skupieniu, uważnie śledząc najdrobniejsze niuanse, mogące mieć kluczowe znaczenie dla historii. Umiejętnie budowane i utrzymywanie napięcie nie przesłania jednak najważniejszej, psychologicznej warstwy filmu.

Ostatnio dodane