search
REKLAMA
Nowości kinowe

WIĘZIEŃ LABIRYNTU: LEK NA ŚMIERĆ. O fajnych postaciach zasługujących na lepszą historię

Mikołaj Lewalski

28 stycznia 2018

REKLAMA

Trylogia Więźnia labiryntu to ciekawe filmowe zjawisko. Z jednej strony składają się na nią trzy artystycznie spójne produkcje (jeden i ten sam reżyser na pokładzie to nieczęste zjawisko podczas ekranizacji serii dla młodzieży), z drugiej potrzeba sporo mentalnej gimnastyki, żeby pojąć sens praw, którymi rządzi się przedstawiony świat. Fabuła trylogii jest pełna dziur i niewiadomych, a to w połączeniu z powielaniem rozmaitych klisz frustruje podczas seansu. Momenty ex machina oraz antagoniści o celności szturmowców z Gwiezdnych wojen często podkopują umiejętnie nakręconą widowiskową akcję. W zamian otrzymujemy jednak intrygującą tematycznie i wizualnie wizję świata oraz ciekawych bohaterów, których można polubić. Angażujące relacje między solidnie zagranymi postaciami sprawiają, że to właśnie dla nich chce się oglądać te filmy i przymykać oko na ich wady.

Historia Leku na śmierć rozpoczyna się tam, gdzie zostawiły nas Próby ognia. Minho został porwany, Teresa zjednała się z wrogiem, a Thomas i ferajna ruszają z akcją ratunkową. Na całe szczęście oszczędzono nam drętwego wprowadzenia opatrzonego narracją z offu (klątwa współczesnego kina), a otwierająca film sekwencja pościgowa imponuje pracą aktorów i kaskaderów (Dylan O’Brien doznał bardzo poważnej kontuzji podczas kręcenia tej sceny, co przesunęło premierę o rok). Stawka jest wysoka, poziom napięcia i emocji również (nawet jeśli sługusy zła naprawdę fatalnie celują). Późniejszy obrót spraw pozwala liczyć na ciekawy wątek w stylu kina drogi, niestety bohaterowie dość szybko docierają do swojego celu. Tam czeka na nich niemałe zaskoczenie w formie pewnego nieoczekiwanego powrotu, dzięki któremu film staje się bogatszy o świetną postać (i chyba najlepszego młodego aktora w obsadzie). Pojawia się także wątek starcia klas społecznych (elita kryjącą się za murem w futurystycznej metropolii kontra odtrąceni desperaci żyjący w nędzy) i o dziwo nie jest on tak oczywisty, jak można by było się spodziewać. Po pewnym czasie można jednak dojść do wniosku, że tytuł produkcji jest mylący – poszukiwania tytułowego leku na śmierć przypadają przede wszystkim rozdartej wewnętrznie Teresie i w zasadzie zostają zepchnięte na drugi plan. Najwięcej czasu poświęcono próbie zinfiltrowania Ostatniego Miasta oraz ewoluującym relacjom między bohaterami.

Jedno i drugie wypada świetnie, a w scenach przekradania się przez sterylne miasto przyszłości nie brakuje napięcia ani subtelnego humoru. Niemało emocji zapewnia obserwowanie rozwoju przyjaźni Thomasa i Newta, a nauka współpracy między bohaterami i wspomnianym już nowym-starym kompanem jest moim ulubionym wątkiem z całej trylogii. Dobrze wykorzystano także potencjał trudnej relacji protagonisty z Teresą, której nie można jednoznacznie określić mianem zdrajczyni.

Te nieszczęsne dziury rzucają jednak rozległy cień na całość, która mogła być świetna. Nie wiem, na ile to kwestia materiału źródłowego, a na ile brak umiejętności bardziej wnikliwego odwzorowania go, ale wiele pomysłów fabularnych zwyczajnie się tutaj nie klei. Otrzymujemy zbyt mało informacji o świecie przedstawionym, żeby zrozumieć sens wielu ważnych decyzji bohaterów i dylematów, przed którymi stoją. Zabrakło tu także bardziej dogłębnego przyjrzenia się postawom poszczególnych postaci, które aż proszą się o jakikolwiek komentarz. Momentami nie byłem pewien, czy twórcy w ogóle zdawali sobie sprawę, że działania Thomasa i ferajny można postrzegać jako niewłaściwe albo przynajmniej wzbudzające wątpliwości. Przedkładanie życia jednostki nad dobro ogółu to niejednoznaczna moralnie kwestia i szkoda, że nie zostało to tutaj lepiej naświetlone. Niewykorzystany potencjał tej historii poważnie frustruje, zwłaszcza że cała reszta utrzymuje wysoki poziom i prosi się o lepszy scenariusz.

W efekcie otrzymujemy dobrze wyreżyserowane, ale średnio napisane rozrywkowe kino, którego największą wartością są postaci i trzymające w napięciu sceny akcji. Na uwagę zdecydowanie zasługuje świetna scenografia i wizja świata podzielonego na nieco cyberpunkowe miasto przyszłości oraz spalone rozbłyskami słonecznymi gruzy. To bardzo dobrze wyglądający film, oferujący porządną rozrywkę, ale i pozostawiający budzący irytację niedosyt.

korekta: Kornelia Farynowska

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA