search
REKLAMA
Recenzje

UKRYTA GRA. Hollywood made in Poland

Karol Barzowski

21 września 2019

REKLAMA

“I to jest debiut?!” – to była moja pierwsza myśl po seansie. Ukryta gra w reżyserii Łukasza Kośmickiego, do tej pory kręcącego jedynie reklamy i seriale (między innymi Diagnoza, Druga szansa albo Rodzinka.pl), przypomina dzieło wyrobionego twórcy. Choć pomysł na papierze wydawał się aż zbyt ambitny, polski reżyser dał radę – z tej bitwy wyszedł z tarczą.

Dlaczego to taki ambitny projekt? Ukryta gra jest klasycznym filmem gatunkowym – thrillerem szpiegowskim rozgrywającym się w czasach zimnej wojny. W tle konflikt nuklearny między ZSRR i USA, a na pierwszym planie mecz szachowy dwóch arcymistrzów odbywający się w ciągu kilku dni w Pałacu Kultury i Nauki. Produkcję zrealizowano niemal w całości po angielsku z udziałem doświadczonych aktorów. Główną rolę zagrał Bill Pullman (Dzień niepodległości, Ja cię kocham a ty śpisz), a obok niego zobaczyć można choćby znaną z Outlandera i Rodziny Borgiów Lotte Verbeek, nominowanego do Europejskiej Nagrody Filmowej za Lewiatana Aleksieja Serebriakowa czy naszego Roberta Więckiewicza. Dodam jeszcze, że za zdjęcia odpowiada Paweł Edelman, a za scenografię Allan Starski. Zebrać taką ekipę na planie swojego pierwszego filmu fabularnego – to jest coś!

Oczywiście znaną obsadą trzeba umieć pokierować. Na szczęście Kośmicki nie miał z tym żadnego problemu. Nikt tu nie szarżuje, nikt nie tworzy roli życia, ale wszyscy składają się na naprawdę równy zespół. Wydaje się, że Pullmana można było wykorzystać lepiej – jego bohater zbyt często pokazywany jest w pijackim zamroczeniu, co w końcu staje się trochę monotonne – ale i tak dawno nie widzieliśmy tego aktora w tak dużej, solidnej kreacji. Bardzo dobrym partnerem dla niego okazał się Robert Więckiewicz, który wprowadza do tej opowieści sporo humoru, a gdy trzeba, dobitnie przypomina o trudnej polskiej historii.

Historia rozgrywa się w latach sześćdziesiątych. Pullman wcielił się w wybitnego matematyka, profesora uniwersyteckiego i jednocześnie mistrza szachów, który od wielu lat przepija swój potencjał. Pewnego dnia zostaje porwany przez amerykańskie tajne służby, które informują go, że ma zastąpić swojego byłego rywala w wielkim meczu przeciwko sowieckiemu geniuszowi Gawryłowowi. Rozgrywany w Warszawie pojedynek ma być przykrywką dla przekazania kluczowych informacji w sprawie głowic nuklearnych na Kubie. Wydaje się, że lada dzień świat może stanąć w obliczu trzeciej wojny światowej.

Jak widać, to klasyczne kino szpiegowskie – coś z pogranicza thrillera i sensacji, film, który jednocześnie mówi sporo o historii, również z polskiej perspektywy. Pałac Kultury i Nauki świetnie sprawdził się jako miejsce rozgrywania takiej gry; i nie chodzi tu tylko o partię szachów. Ciemne korytarze, tajne przejścia, ogrom pięter i pokoi, pasują do tej opowieści jak ulał. Ukryta gra jest produkcją niezwykle stylową (Edelman i Starski to w końcu gwarancja wysokiej jakości), są tu ciekawe rozwiązania wizualne oraz nieźle stopniowane napięcie. Gdyby nie epilog, nawiązujący do współczesności i polityki Trumpa oraz Putina, powiedziałbym, że to bezpretensjonalny film, który nie próbuje być czymś więcej niż rzeczywiście jest – i to jego wielka zaleta. Rzadko zdarza się na festiwalu w Gdyni tytuł, który jest w stu procentach komercyjną rozrywką, a jednocześnie trzyma tak dobry poziom. To wyczekiwany powiew świeżości.

Widać, że Kośmicki dobrze panował nad realizacją – tutaj wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Ukryta gra to taki film, którego nie trzeba się wstydzić na świecie. Ba! Gdybym nie wiedział, że stoi za nim polski twórca, pomyślałbym, że to produkcja hollywoodzka, tyle że… z lat dziewięćdziesiątych. Ale to i tak wciąż komplement!

Nie przeczę, intryga czasem napotyka tu na nielogiczności, w pierwszej połowie filmu są momenty, w których trudno nadążyć za przedstawianymi informacjami (czyżby w montażu ucięto zbyt wiele?), a “klasyczność” tej historii momentami uwiera – odnosi się wrażenie, jakby całość została nakręcona według podręcznika “Jak robić hollywoodzkie kino szpiegowskie”. Są tu wszystkie niezbędne elementy, jak podwójni agenci, tortury cielesne, brawurowe ucieczki, zaskakujące twisty. Znalazło się miejsce nawet dla kogoś w rodzaju femme fatale i hipnotyzera! Ale jak na pierwszy film pełnometrażowy, w dodatku z niespotykanym w polskich realiach rozmachem, jest naprawdę dobrze! Z pewnością będę wyczekiwał kolejnych projektów Kośmickiego. Mam nadzieję, że za granicą również ktoś zwróci uwagę na Ukrytą grę. Ten film zasługuje na to.

REKLAMA