search
REKLAMA
Recenzje

SYNDROM HAMLETA. Zimny prysznic

„Syndrom Hamleta” działa jak zimny prysznic: nieprzyjemny, ale potrzebny.

Janek Brzozowski

11 października 2022

syndrom hamleta2
REKLAMA

Powiedzieć, że film otwarcia tegorocznych Opolskich Lam jest dziełem do bólu aktualnym, to nie powiedzieć nic. W niespełna dziewięćdziesięciominutowym Syndromie Hamleta rozmawia się na temat okrucieństw wojny w Ukrainie, wartości narodowych i feminizmu, a także trudnej sytuacji osób LGBT, wychowujących się w konserwatywnych rodzinach. Bohaterów filmu Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego dzieli niemalże wszystko, a łączą trzy rzeczy: obywatelstwo ukraińskie, związane z nim doświadczenie wojenne oraz przynależność do grupy teatralnej, eksperymentującej z treścią bodajże najpopularniejszej sztuki Szekspira.

„Bo Hamleta nie da się grać po prostu. Może dlatego tak kusi reżysera i aktora. W Hamlecie jak w zwierciadle odnajdowało własne rysy wiele pokoleń. I może właśnie na tym polega genialność Hamleta, że można się w nim przejrzeć jak w zwierciadle. Ale jest to takie zwierciadło, które równie często demaskuje tego, który się w nim ogląda” – pisał Jan Kott, najwybitniejszy polski szekspirolog, w szkicu pt. Hamlet, czyli Pułapka na reżysera. Reżyserka Roza i jej aktorzy wpadają w tę pułapkę, ale robią to, jak sądzę, świadomie.

Hamlet od samego początku służy tutaj bowiem jako lustro, czy też, jak pisał Kott, zwierciadło. Artyści wykorzystują sztukę Szekspira, a zwłaszcza jej najsłynniejsze zdanie: „Być albo nie być”, aby wydobyć na światło dzienne formacyjne, często traumatyczne wydarzenia ze swojego życia. Poprzez jednostkowe historie Slawika, Katii, Romana, Rodiona i Oksany konstruowany jest współczesny portret narodu. Narodu pokiereszowanego przez wciąż trwającą wojnę, a jednocześnie zmagającego się z wieloma innymi problemami, jak chociażby nietolerancja. Opowieści dotyczące mycia trupów oraz tortur podczas rosyjskiej niewoli mieszają się z historią funkcjonariuszy, gwałcących homoseksualistów przy użyciu pałek policyjnych. Syndrom Hamleta dobitnie przypomina, jak okropnym miejscem potrafi być świat – pełnym nieumotywowanej przemocy i zachowań niegodnych człowieka.

Terapia poprzez sztukę

Film Niewiery i Rosołowskiego niesie jednak również nadzieję. Podczas kolejnych, skrzętnie rejestrowanych przez dokumentalistów, prób bohaterowie otrzymują szansę na rozliczenie się z przeszłością. Sama praca nad spektaklem staje się formą terapii poprzez sztukę – tak jak w filmie Ziemia jest niebieska jak pomarańcza, gdzie bohaterka brała się za bary z doświadczeniem wojennym, realizując amatorskie filmy krótkometrażowe. Tworząc luźną wariację na temat klasyki Szekspira, mogą wyrazić samych siebie, jednocześnie empatyzując z doświadczeniami innych. Roza nieustannie dba przy tym o komfort psychiczny swoich podopiecznych (bo właściwie tak należy o nich mówić): pozwala wytyczyć klarowne granice, nie naciska i przerywa próby, gdy widzi, że ktoś nie czuje się dobrze z tym, co robi lub mówi. Sam spektakl schodzi na plan dalszy – Niewiera i Rosołowski pokazują nam zaledwie jedną scenę z premiery przedstawienia, trwającą niecałe kilka minut. Trudno o bardziej dosadny sygnał ze strony twórców, informujący widza o tym, że w tej historii nie liczy się finał, ale sam proces. Żmudny, miejscami bolesny, ale koniec końców owocny.

Co jakiś czas Niewiera i Rosołowski wychodzą z kamerą poza deski teatru – i to te fragmenty wydają się najbardziej godne zapamiętania. Pozwalają nam lepiej poznać bohaterów Syndromu Hamleta, bo to oni stanowią trzon filmu. Gorzka rozmowa Rodiona z matką na temat dzieciństwa; przeszywające wyznanie ojca Slawika, dotyczące wiadomości o tym, że jego syn znalazł się najpierw na froncie, a następnie w rosyjskiej niewoli; wywiad przeprowadzany przez Katię, na co dzień dokumentującą zbrodnie putinowskiego reżimu, z kobietą, która została porwana i torturowana przez najeźdźców – trudno wyrzucić te obrazy i słowa z pamięci. Sam, pod natłokiem codziennych obowiązków, zapominam czasem o tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Może to psychiczna reakcja obronna, może zwyczajny konformizm – wolę myśleć, że to pierwsze. Syndrom Hamleta działa w tym przypadku jak zimny prysznic: nieprzyjemny, ale potrzebny.

Żeby wystawić Hamleta trzeba mieć coś do powiedzenia o Szekspirze i o współczesności” – pisze dalej w swoim tekście Kott. Nie jestem przekonany, czy Roza i jej aktorzy mają do powiedzenia coś nowego o Szekspirze, z całą pewnością mają jednak wiele do powiedzenia na temat współczesności. Brudnej, zakrwawionej, a mimo to niepozbawionej nadziei na lepsze jutro. Warto ich wysłuchać.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Laureat 13. edycji konkursu "Krytyk Pisze". Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA