Recenzje
SPIRITED AWAY: W KRAINIE BOGÓW. Triumf fantazji w arcydziele animacji
Poruszająca, pełna niejednoznacznych bohaterów, przepiękna audiowizualnie, metaforyczna – Spirited Away: W krainie bogów to animacja doskonała w każdym szczególe.
Zacznijmy od Karola Irzykowskiego. Tak, tak – Irzykowskiego, mimo że za moment wyruszymy do dalekiej Japonii początku XXI wieku. Jeden z najważniejszych polskich pionierów w dziedzinie badań nad filmem już w latach 20. minionego stulecia dostrzegał w powoli rozwijającym się wówczas medium potencjał stania się sztuką. Zdaniem Irzykowskiego największą wartość artystyczną miał jednak przede wszystkim jeden konkretny rodzaj dzieł filmowych – animacje. Filmy animowane miały bowiem być dla artystów sposobem na nieskrępowaną kreację, nieograniczone przetwarzanie rzeczywistości i chociaż za apogeum kina jako sztuki badacz uznawał dzieła abstrakcyjne, to jednak warto zaryzykować stwierdzenie, że Spirited Away pod pewnymi względami mogłoby wzbudzić w nim zainteresowanie.
Być może nawet zachwyt – bo jeśli arcydzieło Hayao Miyazakiego nie jest doskonałym przykładem totalnej potęgi kreatywnej medium filmu, to chyba nic nim nie jest.
Przenieśmy się teraz do Japonii przełomu XX i XXI wieku, a konkretnie do górskiej chatki, w której niespełna sześćdziesięcioletni Hayao Miyazaki spędza czas z rodziną oraz kilkoma córkami swoich przyjaciół. Dziewczynki mają około dziesięciu lat i wkrótce zaczną wchodzić w najbardziej burzliwy okres w swoim życiu, a ceniony już wtedy japoński reżyser uświadamia sobie, że do tej pory nie nakręcił niczego, co mogłoby je zainteresować. Uważa, że jego dotychczasowe dzieła, na czele z Moim sąsiadem Totoro (1988), Podniebną pocztą Kiki (1989) i Księżniczką Mononoke (1997), nie są tym, co dziesięcioletnim dziewczynkom mogłoby przypaść do gustu. Miyazaki podejmuje więc decyzję, by stworzyć coś, co je zainteresuje, i w ramach inspiracji sięga po mangę czytaną przez swoje podopieczne. Nie jest zachwycony tym, co widzi – infantylne opowieści koncentrujące się na pierwszych miłościach i skrywanych westchnieniach do chłopców nie są tym, co Hayao chciałby zaserwować dorastającym dziewczętom.
Wolałby stworzyć dla nich wiarygodną bohaterkę, która mogłaby stać się dla nich wzorem do naśladowania – zaczyna więc drążyć w niemal nieskończonych pokładach swojej wyobraźni, inspirując się wspomnieniami, folklorem i literaturą. Tak rodzi się Chihiro.
Miyazaki rozpoczął więc pracę nad Sen to Chihiro no Kamikakushi, czyli Tajemniczym zniknięciem Sen i Chihiro, korzystając z finansowej pomocy amerykańskiego studia Walt Disney Pictures, dynamicznie rozwijającej się technologii animacji 3D, wiernych pracowników Ghibli oraz własnej kreatywności. Nie po to, by nakręcić po prostu kolejny film, lecz po to, by stworzyć dzieło, które spodoba się młodym widzom, które ich zainspiruje i odpowie na ich widzowskie (i nie tylko) potrzeby. Potrzebnych było kilka ulepszeń projektu głównej bohaterki, tak aby była sympatyczna, ale też wiarygodna, jak również skrócenie metrażu, początkowo przekraczającego trzy godziny.
Wreszcie Spirited Away: W krainie bogów trafiło na wielkie ekrany w Japonii 20 lipca 2001 roku, a w Stanach Zjednoczonych niemal półtora roku później. W ojczyźnie Miyazakiego z miejsca stało się gigantycznym sukcesem finansowym i artystycznym, na rynkach zagranicznych zaś popularność filmu eksplodowała przede wszystkim po 75. ceremonii rozdania Oscarów, podczas której zdobył on statuetkę dla najlepszej animacji roku. Dziś, po dokładnie 20 latach od oficjalnej premiery, Spirited Away jest powszechnie uznawane za najwybitniejsze osiągnięcie w całej karierze Miyazakiego oraz jeden z najlepszych filmów animowanych w historii kina światowego.
Kim jest tytułowa Chihiro/Sen? To dziesięcioletnia dziewczynka, która wraz z rodzicami opuszcza dotychczasowe miejsce zamieszkania i przenosi się do nowej miejscowości. Nie jest to dla niej ekscytująca wizja – po dawnych znajomościach pozostał jej wyłącznie bukiet kwiatów i pożegnalny bilecik, a perspektywa przenosin budzi sporo wątpliwości. Podczas podróży do nowego domu ojciec Chihiro przypadkowo skręca w leśną drogę, co prowadzi całą trójkę do tajemniczej bramy, po której przekroczeniu rodzina trafia do opustoszałego miasteczka. Wspaniałe zapachy wybornych potraw podejrzanie pozostawionych bez nadzoru w jednej z lokalnych knajpek wabią rodziców Chihiro, którzy przystępują do łakomego pochłaniania wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu, i, ku przerażeniu córki, zmieniają się w dwie ogromne świnie.
Okolica wypełnia się zaś wszelkiej maści kami, czyli japońskimi bóstwami, a dziewczynka trafia w końcu do ogromnej łaźni dla duchów, wpadając w wir wydarzeń, których stawką jest ocalenie rodziców i samej siebie.
W wielu tekstach o Spirited Away pojawia się skądinąd dość oczywiste porównanie do Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla, więc i my od niego zaczniemy, bo trudno nie dostrzec podobieństw. I Chihiro, i Alicja to małe dziewczynki trafiające do niesamowitego świata, w którym prawa logiki i fizyki funkcjonują na zupełnie innych zasadach. Podróż kończy się zaś dla obu bohaterek poważną wewnętrzną przemianą. Droga, którą przechodzi Chihiro, na wielu poziomach jest jednak inna niż ta Alicji. Na początku Spirited Away dziewczynka czuje się zagubiona, przygnębiona i niepewna w nowym otoczeniu, z dala od dotychczasowego, znanego jej życia.
Chihiro nie odstępuje matki na krok i niemal wisi jej na ramieniu, przechodząc przez tajemniczą bramę. Podobnie jest w przypadku jej relacji z Haku, chłopakiem poznanym już po drugiej stronie magicznego mostu wiodącego do boskiej łaźni. Młodzieniec ratuje dziewczynkę, ale ta wkrótce sama musi dotrzeć do wskazanego przez niego miejsca i zbliżając się do dość niebezpiecznych schodów, niemalże pełznie po stopniach, przerażona nie na żarty.
Z czasem jednak roztrzęsiona Chihiro zaczyna się zmieniać, z konieczności brać życie we własne ręce – samodzielnie. Po zdobyciu zatrudnienia w łaźni bohaterka początkowo wyraźnie odstaje od koleżanek po fachu zajmujących się dbaniem o porządek na terenie obiektu. Jest wolniejsza, bardziej ślamazarna i niezaradna, lecz im dłużej musi polegać wyłącznie na samej sobie, tym większej pewności nabiera, nie tylko pracując szybciej, ale też podejmując inicjatywę i biorąc odpowiedzialność za siebie oraz innych. To w końcu Chihiro zażegnuje poważny kryzys wywołany pojawieniem się śmierdzącego, szlamowego bóstwa, to ona koniec końców ratuje wszystkich przed pożarciem przez Boga Bez Twarzy i to ona zaczyna decydować o biegu (nierzadko przecież niebezpiecznych) wydarzeń.
Chihiro przestaje być bojaźliwą dziesięciolatką schowaną za spódnicą mamy – staje się samodzielną, odpowiedzialną dorastającą dziewczyną, której nie przerazi włożenie ręki do pełnego ostrych zębów pyska rannego smoka, nie wspominając już o przeprowadzce do nowego domu.
Spirited Away jest więc filmem coming-of-age, jak to zwykli określać Anglosasi, a za nimi reszta filmowego świata, z tym że bardzo specyficznym, wypełnionym po brzegi niesamowitościami, na które stać wyłącznie takiego wybitnego artystę jak Hayao Miyazaki. Jego film w każdej minucie po prostu tętni życiem i nieskrępowaną kreatywnością, czerpiącą garściami z japońskiego folkloru oraz kultury. Humanoidalne żaby w szlafrokach pracujące jako służba w łaźni to dopiero wierzchołek góry lodowej, którą po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. Malutkie, noszące węgiel do kotłowni stworki z sadzy, trzy skaczące, zzieleniałe głowy z wąsami, gigantyczny bobas, cała parada różnorodnych kami w rozmaitych kształtach, rozmiarach i kolorach, zmieniająca się w ptaka wiedźma Yubaba rządząca całą łaźnią – to tylko kilka z fantastycznych tworów przygotowanych przez Miyazakiego.
Chociaż niekiedy trudno jednoznacznie stwierdzić, jakim konkretnie elementem rodzimego folkloru inspiruje się reżyser, ze Spirited Away wprost wylewa się feeria znaczeń, symboli i nawiązań czytelnych wyłącznie dla Japończyków lub znawców tamtejszej kultury. Siła filmu leży jednak w tym, że nawet nie znając wszystkich tych odniesień, widz z dowolnego zakątka globu jest w stanie bez żadnego problemu zrozumieć całą historię, a wręcz zatonąć w tym zachwycającym, barwnym świecie, w którym odkrywanie kolejnych niezwykłości budzi ekscytację praktycznie w każdej scenie.
Podążanie za tym fabularno-audiowizualnym galimatiasem jest tym przyjemniejsze, że Miyazaki zadbał o to, by jego bohaterowie byli nie tylko intrygujący oraz inni od wszystkiego, co znamy, lecz także sympatyczni, a zarazem niejednoznaczni. Niemal każda postać z początku zdaje się pełna wad, drażniąca czy oschła, ale z czasem okazuje się, że wszystkie są po prostu autentyczne (co może brzmieć szczególnie paradoksalnie w kontekście takiego filmu). Autentyczne, bo ani dobre, ani złe, ani przesadnie silne, ani zbyt słabe. Po prostu nie zawsze podejmują właściwe decyzje. Nawet teoretyczni złoczyńcy nie są tak do końca źli, a chwilami zwyczajnie wzbudzają szczere współczucie i przywiązanie.
Towarzysząc Chihiro w jej podróży, obserwujemy więc całą paletę barwnych (dosłownie i w przenośni) indywiduów, a przy tym z całych sił kibicujemy tej pociesznej, trochę niezdarnej, ale szalenie zdeterminowanej dziesięciolatce w jej karkołomnych staraniach.
Miyazaki w trwającym dwie godziny Spirited Away nie pozwala się nudzić, nie daje ani chwili na odsapnięcie w towarzystwie czegokolwiek znanego, w pełni zrozumiałego, zwyczajnego. Tutaj każda scena, każda sekwencja odkrywa nowe elementy tego niezwykle złożonego, a jednocześnie fascynującego świata – zasady nim rządzące, postaci go zamieszkujące czy zależności między wydarzeniami. I tym, co charakterystyczne dla twórczości Japończyka, co tak zachwyca, gdy Spirited Away dobrze się przyjrzeć, jest kompletność tej rzeczywistości. Miyazaki pozwala spojrzeć tam, gdzie normalnie byśmy nie spojrzeli, i dostrzec autentyczne życie – nie chodzi tylko o fenomenalną szczegółowość scenografii.
Bo gdy na przykład Chihiro jedzie pociągiem – a więc w teorii jest w centrum zainteresowania widza – to towarzyszące jej maleńkie postaci zajmują się swoimi sprawami, ekscytując się krajobrazami za oknem. I gdy stopa Chihiro staje na drodze przenoszących węgiel stworków, można dostrzec ich irytację, gdy nie są w stanie ominąć dziewczynki. Ta przestrzeń kadru, której większość twórców filmowych nie chce zagospodarowywać, zawsze pokazuje miłość Miyazakiego do kreowanych przez siebie światów; do tego, by były one po prostu żywe.
I gdyby opowieść z morałem okraszona niesamowitym światem, niezapomnianymi bohaterami i potężną dawką artystycznej ekspresji nie była wystarczająca, Miyazaki obudowuje Spirited Away dodatkowymi znaczeniami, które odkrywa się przy każdym kolejnym seansie tego arcydzieła. Bo nie jest to wyłącznie opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu do nowej sytuacji życiowej oraz nauce odpowiedzialności za siebie i innych. Film ten jest również wyraźną krytyką – nie pierwszą zresztą w karierze Miyazakiego – konsumpcyjnego społeczeństwa ślepo zapatrzonego w kapitalizm, kochającego pieniądze i odcinającego się od duchowości czy tradycji.
Rodzice Chihiro zamieniają się w dwa tłuste knury po tym, jak bez opamiętania pożerają nieprzyzwoite ilości jedzenia nieprzeznaczonego dla nich – ojciec dziewczynki usprawiedliwia swoją zachłanność tym, że gdy właściciel restauracji wróci, on będzie miał w pogotowiu gotówkę i karty kredytowe. To chyba najbardziej wyrazista metafora oszalałego konsumpcjonizmu, ale nie jedyna.
Dowodów dostarcza także pojawienie się w łaźni Boga Bez Twarzy. Co prawda już wcześniej było widać, jak ważne dla zarządzającej przybytkiem Yubaby oraz jej podwładnych są zyski, nawet kosztem dobrostanu pracowników najniżej usytuowanych w kapitalistycznej hierarchii. Dopiero jednak przybycie tajemniczego bóstwa uwypukla ich żądzę pieniądza – gdy okazuje się, że Bóg Bez Twarzy dysponuje zdolnością tworzenia szczerego złota dosłownie znikąd, staje się on niekwestionowanym VIP-em. Personel łaźni urządza na jego cześć parady, żebrząc bez przyzwoitości choć o maleńki złoty kamyczek – cena za chciwość jest jednak wysoka. Bóg Bez Twarzy pożera bowiem kolejnych żądnych bogactwa sługusów, a jego gniew niszczy wszystko na swojej drodze, przy okazji pochłaniając właściwie cały zapas żywności łaźni.
Bóg Bez Twarzy jest też ciekawym przykładem tego, jak destrukcyjny wpływ może mieć złe otoczenie na jednostkę. Bo pomimo że w pewnej chwili pożera żywcem usługujących mu pracowników łaźni i stanowi ogromne zagrożenie, sam w sobie nie jest stworzeniem wrogim. Jest istotą bez twarzy, bez właściwości, podatną na to, co się dzieje wokół, oraz naśladującą innych. A gdy widzi, że do osiągnięcia korzyści niezbędne są pieniądze czy po prostu posiadanie pewnych rzeczy, robi to samo – w ekstremalnej skali. Znamienne są słowa Chihiro: „On jest zły tylko w łaźni”. Gdy Bóg Bez Twarzy zostaje zaś nakarmiony przez dziewczynkę oczyszczającym pierożkiem, a następnie trafia do domu Zeniby, dobrodusznej siostry bliźniaczki Yubaby, zaczyna zajmować się zadaniami pożytecznymi, uczącymi cierpliwości i pokory – robótkami ręcznymi.
Magiczny, ale chaotyczny świat, do którego trafia Chihiro, można również odczytywać jako inną metaforę, także powracającą w twórczości Miyazakiego i wcześniej, i później. Metaforę Japonii, która zapomniała o swoich korzeniach, zastępując je pogonią za nowoczesnością, zachłannością oraz zapatrzeniem w zachodnie trendy. Łaźnia, choć urządzona w tradycyjnym japońskim stylu i teoretycznie przeznaczona do opieki nad legendarnymi bóstwami, w istocie jest miejscem skoncentrowanym wyłącznie na zyskach. Komnaty i strój zarządzającej wszystkim Yubaby są z kolei utrzymane w wyraźnie odmiennej estetyce – znacznie bardziej zachodniej.
Właścicielka łaźni odbiera też Chihiro jej prawdziwe imię, a dziewczynka musi pilnować, by go nie zapomnieć – w przeciwnym razie stanie się pozbawionym korzeni i tożsamości elementem konsumpcyjnej machiny.
Nie jest to jednak pogoń za przeszłością przy jednoczesnym odrzuceniu teraźniejszości – w końcu Chihiro najlepiej czuje się we współczesnych sobie czasach oraz sposobie myślenia, a sam magiczny świat także nie jest pozbawiony wad. Miyazaki zdaje się mówić, że kluczem jest koegzystencja, tak ważna dla przodków jego samego, a zatracona przez młodsze pokolenia. Chihiro nawiązuje (a właściwie odnawia, zważywszy na jej wspólną przeszłość z Haku) więź z tradycją, akceptuje ją i doprowadza chaos do porządku, ale koniec końców wraca do współczesności, w której zapomniane kapliczki kami walają się na poboczu, a rodzice podróżują niemieckim audi. Chihiro jest już jednak odmieniona, czego symbolem pozostaje połyskująca gumka w jej włosach – pożegnalny podarunek od magicznych przyjaciół z innego świata.
Chihiro żyje też w świecie, w którym na znaczeniu coraz bardziej traci troska o środowisko naturalne. W dziełach Miyazakiego ekologia zawsze zajmuje szczególnie istotne miejsce i chociaż w Spirited Away nie jest ona tak ważna, jak w przypadku jego najbardziej „zielonych” filmów jak Nausicaä z Doliny Wiatru (1984) czy Księżniczka Mononoke, to ma ogromny wpływ na zaprowadzenie porządku w łaźni przez Chihiro. Miyazaki wprowadza problematykę ekologiczną przede wszystkim za pomocą dwóch postaci.
Pierwszą jest bóg, który przybywa do punktu odnowy w formie cuchnącego szlamowego potwora. Pojawienie się istoty brudzącej wszystko wokół stanowi wielki problem dla Yubaby i innych pracowników, ale to właśnie Chihiro orientuje się, że coś tu jest nie tak. Chwilę później dziewczynka wyciąga z oślizgłego ciała stwora… rower, a za nim całe mnóstwo gratów, w tym sprzęt AGD, złom czy akcesoria wędkarskie. Słowem wszystko to, co ludzie bezmyślnie wyrzucili do wody – bo Cuchnący Bóg okazuje się Bogiem Rzeki doprowadzonym do opłakanego stanu właśnie przez człowieka. I dopiero Chihiro, chcąca mu pomóc, a nie się na nim dorobić, jest w stanie go uwolnić.
Drugą postacią odwołującą się w Spirited Away do kwestii ekologicznych jest Haku, młodzieniec będący prawą ręką Yubaby, a w rzeczywistości jej więźniem. W dalszej części filmu Chihiro orientuje się, że z tajemniczym chłopakiem miała już wcześniej do czynienia – jako małe dziecko wpadła bowiem do rzeki, ale ta bezpiecznie wyrzuciła ją na brzeg. Tą rzeką był właśnie Haku, kolejne rzeczne bóstwo, które z powodu Yubaby zapomniało o swojej tożsamości, trafiając w jej niewolę. Gdy dodać do tego wypowiedź Chihiro, która stwierdza, że wspomniana rzeka w jej świecie została osuszona i zamieniona w osiedle mieszkaniowe, interpretacja relacji zniewolonego Haku i chciwej Yubaby praktycznie nasuwa się sama.
Czy to wszystko, co Spirited Away: W krainie bogów ma do zaoferowania? Absolutnie nie, bo każdy kolejny seans pozwala odkryć nowe sensy, odmienne dla poszczególnych widzów. Niektórzy dopatrują się tu na przykład metafory seksualnego wykorzystywania nieletnich, inni analizują symboliczne znaczenie japońskich nazw restauracji mijanych przez Chihiro i jej rodziców na początku filmu. To, co pewne, to fakt, że Spirited Away jest pokazem prawdziwego filmowego artyzmu, nieograniczonego ani wyobraźnią, ani producenckimi łańcuchami. To sztuka filmowa w najczystszej postaci, która zachwyca i znawców, i zwykłych odbiorców. Poruszająca, pełna niejednoznacznych, sympatycznych, niezapomnianych bohaterów, przepiękna audiowizualnie, wielowymiarowa symbolicznie i fabularnie – po prostu doskonała w każdym szczególe.
