search
REKLAMA
Berlinale 2022

SMALL, SLOW BUT STEADY. Boksowanie z życiem

Spotkanie, jakie oferuje nam w swoim filmie Miyaki, jest fascynującym, intrygującym wielością warstw, intymnym doświadczeniem.

Tomasz Raczkowski

23 lutego 2022

Screenshot 2022 02 21 at 12 49 59 Small Slow But Steady Ausschnitt omeu jpg obraz JPEG 1152×720 pikseli Skala 88
REKLAMA

Drobna dziewczyna zostaje profesjonalną bokserką. Zmagając się z przeciwnościami, w tym z własnymi słabościami, i starając funkcjonować jako głucha w świecie słyszących, podejmuje nieustanną walkę nie tylko na bokserskim ringu, ale może przede wszystkim poza nim. Jako zapowiedź filmu fabularnego brzmi to jak wstęp do pokrzepiającej historii o walce z przeciwnościami i wykorzystywaniu wewnętrznej siły pasji do osiągnięcia sukcesu. Jednak japoński Small, Slow but Steady nie jest takim filmem. Zamiast opowieści o wartym poświęceń dążeniu do celu przynosi melancholię i egzystencjalne rozterki.

Scenariusz powstał na podstawie wspomnień prawdziwej Keiko Ogasawary. Jej filmową inkarnację, główną bohaterkę filmu Shô Miyakiego, w momencie rozpoczęcia narracji poznajemy po uzyskaniu profesjonalnego statusu i dwóch pierwszych wygranych walkach. Na co dzień Keiko mieszka z bratem, pracuje jako osoba sprzątająca w hotelu, popołudniami trenując pod okiem zawodowych trenerów w małej szkółce. Dwudziestokilkulatka wciąż musi walczyć, ale najczęściej poza ringiem – niepozorna, wycofana dziewczyna zmaga się nieustannie z samotnością i alienacją, wynikającymi po części z utrudniającej komunikację głuchoty, a po części z nie do końca akceptowanego przez wszystkich wyboru kariery bokserskiej. Co gorsza na horyzoncie majaczy widmo zamknięcia jej siłowni, kierowanej przez podupadającego na zdrowiu mentora Katsumiego, być może jedyną osobę, w której Keiko może znaleźć oparcie. To wszystko – głuchota, wyobcowanie i brak stabilizacji – zaczyna przytłaczać dziewczynę. W konsekwencji u progu profesjonalnej kariery musi się w końcu zmierzyć z największym wyzwaniem, jakim są jej własne wątpliwości.

Miyaki w udany sposób konstruuje prozę rzeczywistości na rubieżach zawodowego sportu, gdzie profesjonalizm nie jest spełnieniem marzeń ani nawet sukcesem, ale raczej przeistoczeniem z najlepszej zawodniczki w gronie amatorów w znajdującą się najniżej w hierarchii zawodowców. Zgodnie z realistycznym kluczem więcej widzimy żmudnych przygotowań i analiz nagrań niż właściwego boksowania. Bo, jak sugeruje Miyake wraz ze współscenarzystą Masaakim Sakaiem, to nie o starcie w ringu tu chodzi. Small, Slow but Steady nie idzie zupełnie w kierunku dramatu sportowego ani nawet opowieści o pokonywaniu przeciwności i realizacji pasji. Zamiast tego reżyser stawia na pogłębiony, budowany na subtelnościach egzystencjalny portret. Bliżej niż do Rocky’ego japońskiemu filmowi jest do Najpiękniejszego dnia z życia Olli Mäkiego, gdzie bokserski pojedynek okazywał się nieważny w zestawieniu z osobistym szczęściem bohatera. W Small, Slow but Steady walka w ringu jest zaś dla bohaterki fragmentem całej praktyki poszukiwania w sportowej rutynie fizycznej i duchowej równowagi. W bohaterce kiełkuje jednak pytanie: „a co, jeśli to nie ma sensu?”. Co jeśli boks nie jest jednak jej ścieżką, a jedynie czymś, czego kurczowo trzyma się, pragnąc wyrwać z poczucia bezsilności? W budowanym wokół tych niewypowiedzianych pytań portrecie psychologicznym Keiko dyskretnie rezonują jej zażyłości z trenerami i właścicielem klubu, które ambiwalentnie okazują się zarówno wsparciem, jak i kolejnym źródłem presji.

Small Slow But Steady Frontpage scaled

Można nazwać Small, Slow but Steady filmem o poszukiwaniu własnego miejsca w życiu przez osobę odczuwającą własną odmienność, jednak takie postawienie sprawy może trochę zawężać spojrzenie, kierując myśli w kierunku prostego kina afirmacji. Miyake robi coś znacznie bardziej subtelnego, a przy tym ciekawszego. W swoim filmie bada przede wszystkim momenty zawahania bohaterki, chwile, w których najmocniej odczuwa swoją samotność. Towarzysząc Keiko kolejno we wszystkich przestrzeniach jej życia (w domu, pracy, na treningu, podczas mentorskich rozmów z Katsumim, w końcu na ringu), wydobywa z niego momenty zawahania i niepewności. Film składa się z przenikających, w większości niepozornych epizodów, w których reżyser dostrzega kolejne starcia niepozornej, wycofanej dziewczyny z może nie agresywnie, ale nieustannie napierającą rzeczywistością. Wcielająca się w rolę Keiko Yukino Kishii perfekcyjnie wydobywa z tych fragmentów życia bohaterki egzystencjalne batalie. Za pomocą przenikliwego spojrzenia, precyzyjnie wymierzonych gestów i ogrywania swojej niewielkiej postury aktorka sugestywnie odgrywa przyjmowanie przez bohaterkę kolejnych ciosów i nieme siłowanie się w życiowym klinczu.

Opowieść ujęta jest w klimatyczne kadry, cieszące analogowym ciepłem taśmy 16mm łączonym z kompozycyjną precyzją. W połączeniu z wrażliwą na prostotę i detale narracją oraz budowaną na naturalnej ekspresji ciała roli Kishii daje to unikalnie organiczny efekt. Oglądając Slow, Small but Steady wchodzimy w cichy rytm życia Keiko, doświadczając za pośrednictwem języka filmowego przeżywanych przez nią spektrum przecież uniwersalnych doświadczeń. Nie musimy wiedzieć nic o boksie, by zrozumieć wątpliwości, samotność i poczucie własnej kruchości wobec strumienia zdarzeń, jakie odczuwa bohaterka.

Slow, Small but Steady jest taki jak Keiko, w jednej ze scen charakteryzowana przez swojego trenera jako „mała, powolna, ale za to z wielkim sercem”. Spotkanie z Keiko, jakie oferuje nam w swoim filmie Miyaki, jest fascynującym, intrygującym wielością warstw, intymnym doświadczeniem obcowania z autentycznością emocji. Za pomocą języka filmowego Japończyk tworzy coś jednocześnie prawdziwego i pięknego.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA