Recenzje

SLUMDOG. MILIONER Z ULICY. 10 lat od premiery

Czy wart jest tych wszystkich prestiżowych nagród, które otrzymał? Odpowiedź jest na tyle prosta, że nie trzeba wspomagać się żadnym z trzech kół ratunkowych – oczywiście, że tak.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Dokładnie 10 lat temu Danny Boyle zaprezentował światu Slumdoga. Milionera z ulicy – ekranizację bestsellerowej powieści autorstwa Vikasa Swarupa. Obraz momentalnie podbił serca widzów i krytyków, przynosząc Brytyjczykowi oraz całej filmowej ekipie prawdziwe morze nagród – m.in. 8 Oscarów (w tym za najlepszy film oraz reżyserię), 4 Złote Globy oraz 7 nagród BAFTA. Stał się również trampoliną do międzynarodowej sławy dla młodziutkiego Deva Patela, który szybko zaczął dostawać oferty angażu w hollywoodzkich superprodukcjach (jego następnym pełnometrażowym projektem był Ostatni Władca Wiatru). Wszystko to jednak wydarzyło się nieomal dekadę temu. Dzisiaj pytanie za 20 milionów indyjskich rupii brzmi: czy Slumdog. Milioner z ulicy wytrzymał próbę czasu? Czy wart jest tych wszystkich prestiżowych nagród, które otrzymał? Odpowiedź jest na tyle prosta, że nie trzeba wspomagać się żadnym z trzech kół ratunkowych – oczywiście, że tak.

Z powieści Vikasa Swarupa pod tytułem „Q & A” Boyle oraz Simon Beaufoy (autor scenariusza do Slumdoga) zaczerpnęli jedynie ogólny szkielet fabularny. Oto w hinduskiej edycji Milionerów bierze udział młody chłopak pochodzący ze slumsów. Ku zaskoczeniu wszystkich błyskawicznie przechodzi kolejne etapy, tym samym wygrywając coraz większe sumy. W zasadzie więcej wspólnego ze swoim materiałem źródłowym Slumdog nie ma. Imiona oraz nazwiska głównych bohaterów są inne (za wyjątkiem Salima), pytania z Milionerów zostały przez twórców filmu zmienione, tak samo jak i wydarzenia z przeszłości decydujące o tym, że Ram/Jamal jest w stanie udzielić poprawnych odpowiedzi. Poza tym w książce Swarupa protagonista swoją niewiarygodną historię opowiada reprezentującej jego interesy prawniczce Smicie Shah, podczas gdy w dziele Boyle’a funkcję słuchacza pełni inspektor policji, w którego wciela się Irrfan Khan.

Największą zaletą Slumdoga jest to, że wprost nie można się od niego oderwać. Sama historia już na poziomie strukturalnym opowiedziana jest w dość ciekawy sposób, ponieważ wykorzystuje formułę podwójnej retrospekcji. Obserwujemy Jamala oglądającego wspólnie z inspektorem policji nagrania z Milionerów, po czym przenosimy się wraz z bohaterem na scenę popularnego show, aby ostatecznie, gdy zostanie zadane pytanie, móc cofnąć się w czasie jeszcze dalej i obejrzeć konkretne wydarzenia z życia protagonisty, dzięki którym znał on poprawne odpowiedzi. Pomimo aż trzech linii czasowych narracja w Slumdogu poprowadzona jest niezwykle przejrzyście, co sprawia, że nie sposób się w dziele Boyle’a pogubić. Duża w tym zasługa wymyślnego montażu, za pomocą którego udało się wyraźnie oddzielić równoległe wątki. Zaowocowało to pierwszym i na razie jedynym Oscarem w karierze Chrisa Dickensa.

Warto również zwrócić uwagę na obraz Indii, jaki prezentuje nam w Slumdogu Danny Boyle. Z brudnymi, przeludnionymi slumsami sąsiadują ekskluzywne dzielnice, które są domeną takich bohaterów jak prowadzący Milionerów Prem Kumar albo gangster Javed. Dostęp do tych miejsc ma jedynie niewielki odsetek wybrańców, który na dodatek z uporem stara się uniemożliwić mniej zamożnym od nich awans społeczny (np. gospodarz show specjalnie podaje Jamalowi złą odpowiedź, aby ten nie wygrał w programie ani grosza). Osierocone dzieci, takie jak protagonista Slumdoga, zmuszane są do życia z kradzieży, oszustwa lub żebractwa. Szczególnie mocno w filmie Boyle’a wybrzmiewa problem wykorzystywania nieletnich do celów zarobkowych. Wątek ten skoncentrowany jest wokół postaci Mamana – bezwzględnego materialisty, który w pewnym momencie wyciąga do Salima, Jamala oraz Latiki pomocną dłoń, tylko po to, aby kilka scen później przymuszać ich oraz mnóstwo innych dzieci do żebrów na ulicy. Jakby tego było mało, mężczyzna decyduje się wypalić swoim „podopiecznym” oczy, ponieważ jak w rozmowie z inspektorem stwierdza sam Jamal, „ślepi śpiewacy zarabiają podwójnie”.

Ogromny sukces Slumdoga zainspirował wielu innych twórców do ekranizacji powieści, których akcja osadzona jest na tle bogatej kultury indyjskiej. Wymienić można chociażby Johna Maddena i Hotel Marigold, Anga Lee oraz Życie Pi albo Gartha Davisa i jego debiut – Lion. Droga do domu. Trzeci z tych tytułów był nawet reklamowany pod szyldem „Slumdog. Milioner z ulicy był fikcją. Tę historię napisało życie”. Nikomu z nich nie udało się jednak w pełni powtórzyć artystycznego sukcesu dzieła Boyle’a (choć nie da się ukryć, że zdecydowanie najbliżej był Lee). Dla Brytyjczyka był to swego rodzaju moment przełomowy w karierze reżyserskiej. Slumdog nie tylko zapewnił mu najbardziej pożądaną złotą statuetkę świata, ale i wprowadził do hollywoodzkiej pierwszej ligi, w której Boyle ze zmiennym szczęściem gra do dzisiaj.

Ostatnio dodane