Recenzje

PROCES SIÓDEMKI Z CHICAGO. Cały świat patrzy

"Proces Siódemki z Chicago" to przede wszystkim gęsty dramat sądowy, w którym soczyste one-linery latają z prędkością wystrzeliwanych w Wietnamie naboi.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Proces Siódemki z Chicago to jeden z najlepiej obsadzonych filmów ostatnich lat. Na tym samym planie znaleźli się m.in. Eddie Redmayne, Sacha Baron Cohen, Michael Keaton, Joseph Gordon-Levitt i Mark Rylance. Zapanować nad nimi spróbował Aaron Sorkin – utytułowany, wielokrotnie nagradzany scenarzysta (Oscar za The Social Network, Złoty Glob za Steve’a Jobsa), ale początkujący reżyser, który debiutował trzy lata temu raczej przeciętną Grą o wszystko z nieprzeciętną Jessicą Chastain w roli głównej. Jak poradził sobie tym razem?

Swój drugi pełnometrażowy projekt Sorkin rozpoczyna efektowną sekwencją montażową, przedstawiając nam w ten sposób niemalże wszystkich najważniejszych bohaterów niesławnego procesu. Organizatorów antywojennego protestu z 1968 roku poznajemy w sposób bardzo naturalny, jak gdyby z marszu (nikt tu nie marnuje niczyjego czasu). Od razu rzuca się w oczy, jak odmienne były to charaktery – empatyczni, rozsądni Hayden (Redmayne) i Davis (Sharp), nieco chaotyczni, ale oddani sprawie Hoffman (Baron Cohen) i Rubin (Strong), wyraźnie starszy, rodzinny Dellinger (Carroll Lynch). Wszyscy jednak zasiadają 20 marca 1969 roku na tej samej długiej ławie oskarżonych, stając się pionkami w niesprawiedliwej, tragikomicznej grze pod publiczkę, zwanej przez niektórych uczciwym procesem.

Każdego z najważniejszych bohaterów twórca uzbraja w odpowiednią liczbę mocnych, zapadających w pamięć kwestii.

Sorkin doskonale wie, co jest najmocniejszą stroną jego projektu – aktorzy. Każdego z najważniejszych bohaterów twórca uzbraja w odpowiednią liczbę mocnych, zapadających w pamięć kwestii. Proces Siódemki z Chicago to przede wszystkim gęsty dramat sądowy, w którym soczyste one-linery latają z prędkością wystrzeliwanych w Wietnamie naboi. Cierpi na tym nieco naturalność sytuacji – wszyscy zdają się mieć odpowiedź na wszystko, zawsze chowając w rękawie dialogowego asa. Zyskuje natomiast widowiskowy aspekt filmu – widz maksymalnie angażuje się w seans, tracąc kompletnie poczucie czasu.

Na pierwszy plan wysunięta zostaje przez Sorkina konfrontacja dwóch postaw wobec antywojennych protestów. Grany przez Redmayne’a Tom Hayden reprezentuje bunt wewnątrzsystemowy, jego najważniejszym orężem jest retoryka i kartka wyborcza. Znakomicie sportretowanego przez Barona Cohena Abbiego Hoffmana interesuje natomiast rewolucja kulturowa, narzucona z zewnątrz przez ludzi wyznających te same poglądy nie tylko w sferze politycznej, ale również obyczajowej. Sorkin sprytnie zderza ze sobą te dwa podejścia, pokazując, jak pod koniec tytułowego procesu zacierają się pomiędzy nimi granice. To spokojny i kulturalny Hayden daje się ponieść emocjom, podczas gdy kontrowersyjny na co dzień Hoffman wykazuje się w kluczowym momencie opanowaniem i elokwencją.

Istotnym budulcem Procesu Siódemki z Chicago są również bardzo solidne kreacje drugoplanowe. Mark Rylance powoli przejmuje rolę, która tak długo w amerykańskiej kinematografii zarezerwowana była jedynie dla Toma Hanksa (szalenie symboliczne wydaje się w tym kontekście ich spotkanie w Spielbergowskim Moście szpiegów). Za sprawą takich filmów jak Dunkierka, Czekając na barbarzyńców i właśnie Proces Siódemki z Chicago aktor wyrasta na nowe wcielenie szlachetnego everymana, niepotrafiącego stać bezczynnie wobec ludzkiej krzywdy. Interesujący jest także jego sądowy adwersarz – wykreowany przez Gordona-Levitta prokurator Richard Schultz. Postać stojąca po przeciwnej, złej z historycznego punktu widzenia stronie barykady, ale niejednoznaczna, bardzo ludzka. Schultz przedstawiony zostaje jako perfekcjonista, człowiek starający się jak najlepiej wykonać powierzone mu zadanie pomimo targających nim wątpliwości natury etycznej. Zasługa w tym nie tylko precyzyjnej konstrukcji Sorkina, ale również Gordona-Levitta, który po kilku latach aktorskiego urlopu powoli wraca do formy, na co dowodem jest nie tylko rola w Procesie Siódemki z Chicago, ale również pierwszoplanowa, niezwykle wymagająca kreacja w wyprodukowanym przez Amazon 7500.

W wywiadach Aaron Sorkin wspomina, że nad scenariuszem dotyczącym zamieszek w Chicago zaczął pracować już kilkanaście lat temu – posadą reżysera zainteresowany był wówczas Steven Spielberg. Biorąc to pod uwagę, zaskakujące jest, jak bardzo aktualny, zrealizowany we właściwym miejscu i czasie okazuje się Proces Siódemki z Chicago. Uliczne zamieszki, nadużywanie władzy przez policję, rasizm, wybory – to tematy, które dominują nie tylko w filmie Sorkina, ale także we współczesnych amerykańskich mediach. I dzisiaj również, chyba jeszcze mocniej niż pod koniec lat 60., wybrzmiewa wykrzykiwane przez protestujących pod gmachem sądu hasło: „Cały świat patrzy!”.

Ostatnio dodane