search
REKLAMA
Recenzje

PROCES SIÓDEMKI Z CHICAGO. Cały świat patrzy

Janek Brzozowski

16 października 2020

REKLAMA

Proces Siódemki z Chicago to jeden z najlepiej obsadzonych filmów ostatnich lat. Na tym samym planie znaleźli się m.in. Eddie Redmayne, Sacha Baron Cohen, Michael Keaton, Joseph Gordon-Levitt i Mark Rylance. Zapanować nad nimi spróbował Aaron Sorkin – utytułowany, wielokrotnie nagradzany scenarzysta (Oscar za The Social Network, Złoty Glob za Steve’a Jobsa), ale początkujący reżyser, który debiutował trzy lata temu raczej przeciętną Grą o wszystko z nieprzeciętną Jessicą Chastain w roli głównej. Jak poradził sobie tym razem?

Swój drugi pełnometrażowy projekt Sorkin rozpoczyna efektowną sekwencją montażową, przedstawiając nam w ten sposób niemalże wszystkich najważniejszych bohaterów niesławnego procesu. Organizatorów antywojennego protestu z 1968 roku poznajemy w sposób bardzo naturalny, jak gdyby z marszu (nikt tu nie marnuje niczyjego czasu). Od razu rzuca się w oczy, jak odmienne były to charaktery – empatyczni, rozsądni Hayden (Redmayne) i Davis (Sharp), nieco chaotyczni, ale oddani sprawie Hoffman (Baron Cohen) i Rubin (Strong), wyraźnie starszy, rodzinny Dellinger (Carroll Lynch). Wszyscy jednak zasiadają 20 marca 1969 roku na tej samej długiej ławie oskarżonych, stając się pionkami w niesprawiedliwej, tragikomicznej grze pod publiczkę, zwanej przez niektórych uczciwym procesem.

Sorkin doskonale wie, co jest najmocniejszą stroną jego projektu – aktorzy. Każdego z najważniejszych bohaterów twórca uzbraja w odpowiednią liczbę mocnych, zapadających w pamięć kwestii. Proces Siódemki z Chicago to przede wszystkim gęsty dramat sądowy, w którym soczyste one-linery latają z prędkością wystrzeliwanych w Wietnamie naboi. Cierpi na tym nieco naturalność sytuacji – wszyscy zdają się mieć odpowiedź na wszystko, zawsze chowając w rękawie dialogowego asa. Zyskuje natomiast widowiskowy aspekt filmu – widz maksymalnie angażuje się w seans, tracąc kompletnie poczucie czasu.

Na pierwszy plan wysunięta zostaje przez Sorkina konfrontacja dwóch postaw wobec antywojennych protestów. Grany przez Redmayne’a Tom Hayden reprezentuje bunt wewnątrzsystemowy, jego najważniejszym orężem jest retoryka i kartka wyborcza. Znakomicie sportretowanego przez Barona Cohena Abbiego Hoffmana interesuje natomiast rewolucja kulturowa, narzucona z zewnątrz przez ludzi wyznających te same poglądy nie tylko w sferze politycznej, ale również obyczajowej. Sorkin sprytnie zderza ze sobą te dwa podejścia, pokazując, jak pod koniec tytułowego procesu zacierają się pomiędzy nimi granice. To spokojny i kulturalny Hayden daje się ponieść emocjom, podczas gdy kontrowersyjny na co dzień Hoffman wykazuje się w kluczowym momencie opanowaniem i elokwencją.

Istotnym budulcem Procesu Siódemki z Chicago są również bardzo solidne kreacje drugoplanowe. Mark Rylance powoli przejmuje rolę, która tak długo w amerykańskiej kinematografii zarezerwowana była jedynie dla Toma Hanksa (szalenie symboliczne wydaje się w tym kontekście ich spotkanie w Spielbergowskim Moście szpiegów). Za sprawą takich filmów jak Dunkierka, Czekając na barbarzyńców i właśnie Proces Siódemki z Chicago aktor wyrasta na nowe wcielenie szlachetnego everymana, niepotrafiącego stać bezczynnie wobec ludzkiej krzywdy. Interesujący jest także jego sądowy adwersarz – wykreowany przez Gordona-Levitta prokurator Richard Schultz. Postać stojąca po przeciwnej, złej z historycznego punktu widzenia stronie barykady, ale niejednoznaczna, bardzo ludzka. Schultz przedstawiony zostaje jako perfekcjonista, człowiek starający się jak najlepiej wykonać powierzone mu zadanie pomimo targających nim wątpliwości natury etycznej. Zasługa w tym nie tylko precyzyjnej konstrukcji Sorkina, ale również Gordona-Levitta, który po kilku latach aktorskiego urlopu powoli wraca do formy, na co dowodem jest nie tylko rola w Procesie Siódemki z Chicago, ale również pierwszoplanowa, niezwykle wymagająca kreacja w wyprodukowanym przez Amazon 7500.

W wywiadach Aaron Sorkin wspomina, że nad scenariuszem dotyczącym zamieszek w Chicago zaczął pracować już kilkanaście lat temu – posadą reżysera zainteresowany był wówczas Steven Spielberg. Biorąc to pod uwagę, zaskakujące jest, jak bardzo aktualny, zrealizowany we właściwym miejscu i czasie okazuje się Proces Siódemki z Chicago. Uliczne zamieszki, nadużywanie władzy przez policję, rasizm, wybory – to tematy, które dominują nie tylko w filmie Sorkina, ale także we współczesnych amerykańskich mediach. I dzisiaj również, chyba jeszcze mocniej niż pod koniec lat 60., wybrzmiewa wykrzykiwane przez protestujących pod gmachem sądu hasło: „Cały świat patrzy!”.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA