Recenzje
PLAN LEKCJI. Piotr Witkowski błyszczy w kserowanym filmie akcji
Wszystko w „Planie lekcji” jest wtórne i odtwórcze, zrobione po linii najmniejszego oporu, a w dodatku przez w większości średnio utalentowanych wykonawców. Dlaczego więc podczas seansu bawiłem się przednio?
Daniel Markowicz to bardzo specyficzny filmowiec. Na koncie ma raptem trzy pełnometrażowe fabuły, ale każdą z nich dość wyraźnie zaznaczył się na mapie polskiego kina gatunkowego – i to raczej w ten mniej pożądany sposób. Tytuły takie jak Diablo. Wyścig o wszystko czy Bartkowiak raczej nie stanowią najlepszej wizytówki dla reżysera, ale swoją widownię miały, a przede wszystkim pokazały zdrową szajbę Markowicza na punkcie kina gatunkowego. Jak w to wszystko wpisuje się Plan lekcji, najnowszy film tego reżysera dostępny na Netfliksie? Cóż, powiedzmy, że znawców „dorobku” Markowicza nie rozczaruje.
Przypomnijcie sobie wszystkie te filmy akcji, których seanse spędziliście na kibicowaniu umięśnionym bohaterom spuszczającym łomot zastępom bandytów. Wróćcie pamięcią do dziesiątek akcyjniaków, w których protagoniści ratują świat, sypiąc z rękawa żartami i zapadającymi w pamięć one-linerami. To właśnie na takich filmach wychował się reżyser Planu lekcji i widać to w dosłownie każdym kadrze tej produkcji. A dzieje się tu sporo, bo już w otwierającej sekwencji główny bohater, działający pod przykrywką policjant Damian Nowicki (Piotr Witkowski), w pojedynkę rozprawia się z gangiem oprychów gdzieś w opuszczonym magazynie.
Akcja nie idzie jednak do końca po myśli pana władzy, a po wyjątkowo bolesnej porażce Nowicki wypada z gry na wiele miesięcy. Gdy jego przyjaciel Szymon (Marcin Bosak), nauczyciel w owianym złą sławą liceum, prosi Damiana o pomoc, ten nie czuje się gotowy, by wesprzeć starego kumpla. Szymon wkrótce ginie, a wyrzuty sumienia każą naszemu bohaterowi raz jeszcze przeprowadzić śledztwo pod przykrywką – tym razem jako „pan od historii”.
Damian Nowicki mógłby zostać określony jako polskie wcielenie bohaterów kreowanych przed laty przez Jean-Claude’a Van Damme’a, który zarówno w Wykonać wyrok (1990) Derana Sarafiana, jak i (poniekąd) w Maksimum ryzyka (1996) Ringo Lama działał pod przykrywką. Najbliżej mu chyba jednak do Jonathana Shale’a, w którego w Belfrze (1996) Roberta Mandela kreował Tom Berenger.
Ale to nie koniec nawiązań, jakie znajdziemy w Nawiązań, dodajmy, dość leniwych – wszystko w
Dlaczego więc podczas seansu z filmem Daniela Markowicza bawiłem się przednio? Zapewne dlatego, że z każdej sceny bije tu miłość reżysera do kina gatunkowego. Markowicz może tu kopiować, kserować i powielać, ale ani przez moment nie można zwątpić, że robi to, co kocha, a przy okazji chce w ten sposób dostarczyć rozrywki polskim widzom. Jasne, sceny walki mogą niekiedy przyprawiać o ból brzucha ze śmiechu, ale momentami też ich choreografia imponuje; to jasne, że Jan Wieczorkowski jako dyrektor liceum albo Rafał Zawierucha w roli gapowatego chemika jadą po takiej aktorskiej bandzie, że trudno brać ich na poważnie.
Tyle że raczej nikt brania na poważnie od nas nie oczekuje – w odróżnieniu od niedawnego
Po premierze Planu lekcji od razu zaroiło się od skrajnie negatywnych ocen i opinii, a kapituła przyznająca Węże, czyli nagrody dla najgorszych polskich filmów, z miejsca okrzyknęła dzieło Markowicza nowym faworytem najbliższego rozdania. Ale czy na pewno Plan lekcji jest produkcją aż tak skrajnie złą? Mam wrażenie, że odbiór tego tytułu zależy w głównej mierze od początkowego nastawienia. Bo gdy przygotujemy się na swoistą podróż w czasie do epoki niemal nadludzkich bohaterów kina akcji rodem z taśm VHS, Plan lekcji może nam dostarczyć sporo frajdy. A mówiąc całkowicie serio, to gdybym stanął przed wyborem: polskie kino akcji od Patryka Vegi albo Daniela Markowicza, zdecydowanie wybrałbym tego drugiego.
