search
REKLAMA
Recenzje

OSZUST Z TINDERA. Szokujący dokument od Netflixa

Felicity Morris wraca z często mocno wstrząsającym i dającym do myślenia filmem Oszust z Tindera.

Karolina Michalska

4 lutego 2022

REKLAMA

Jakiś czas temu na Netflixie mogliśmy oglądać dosyć ciekawy serial dokumentalny Odwal się od kotów: Polowanie na internetowego mordercę. Jego twórczyni Felicity Morris wraca ponownie z równie dobrym, często mocno wstrząsającym i dającym do myślenia filmem Oszust z Tindera i choć sprawa ta nie jest aż tak brutalna jak poprzednia, zapewniam Was, że z wielu powodów będziecie podczas seansu zaskoczeni – zarówno zachowaniem ofiar, jak i ich oprawcy.

Aplikacja do randkowania Tinder jest znana chyba większości osób. Nie każdy z niej korzysta, ale chyba większość choć raz o niej słyszała. W czasach kiedy tak chętnie korzystamy z internetu i staliśmy się nieco leniwi w kwestii nawiązywania nowych znajomości w świecie rzeczywistym, aplikacje randkowe są dla nas wybawieniem. Swoje profile tworzą na nich tysiące osób i aby dobrać sobie partnera lub go odrzucić, wystarczy jeden ruch palcem w prawo czy lewo. W takim miejscu każdy szuka czegoś innego. Jedni wierzą w znalezienie prawdziwej miłości i poważnego związku, inni liczą na przygodę na jedną noc, jeszcze inni po prostu szukają przyjaźni. Niezależnie jednak od tego, co jest naszym celem, większość, nie oszukujmy się, zwraca uwagę na wygląd i nie traci czasu na długie rozmowy, tylko dąży do jak najszybszego spotkania. I oczywiście nie można wykluczyć, że istnieją pary, które poznały się w ten sposób i nic złego ich nie spotkało, miejmy jednak na uwadze, że w internecie każdy może podawać się za każdego i lepiej zachować chociaż minimalną ostrożność. Bohaterki tego dokumentu najwidoczniej o tym nie pomyślały.

Pierwszą kobietą przedstawioną w dokumencie jest Cecilie Fjellhoy, Norweżka mieszkająca w Londynie. Kobieta od dziecka marzy o miłości jak z bajki. Świat, w jakim żyje, zmusza ją niejako do tego, by swojego wymarzonego księcia szukać w sieci. I tak oto Cecilie trafia na Simona, który wzbudza jej zainteresowanie. Jak się okazuje, z wzajemnością. Mężczyzna nie traci czasu na internetowe pogaduszki i od razu zaprasza kobietę na kawę w restauracji w drogim hotelu, tłumacząc, że wieczorem wyjeżdża. Na spotkaniu okazuje się, że faktycznie zdjęcia zamieszczone na jego profilu należą do niego, więc pierwsze wrażenie jest takie, że jest tym, za kogo się podaje. Simon bardzo szybko i bez problemu zaczyna opowiadać o swoim życiu prywatnym. Mówi również o tym, że jest prezesem w zajmującej się diamentami firmie LLD Diamonds i pochodzi z bardzo zamożnej rodziny. Osobiście uważam, że trzeba mieć choć minimalny dystans do informacji, które na swój temat przekazują nam nowo poznane osoby, jednak Cecilie wierzyła w każde słowo swojego nowego znajomego.

I tak jak szybka randka z zupełnie obcym mężczyzną może jeszcze wydawać się czymś zwyczajnym, tak w momencie kiedy poznany kilka godzin wcześniej osobnik nagle proponuje podróż do innego kraju prywatnym odrzutowcem, przynajmniej we mnie wzbudza pewne podejrzenia. Ale oczarowana Simonem Cecilie najwidoczniej nie zważała na to, że taka eskapada może stanowić zagrożenie dla jej życia, i nie wahając się ani chwili, ochoczo zgodziła się na tę propozycje. Do moich przemyśleń na temat jej (oraz innych kobiet) zachowania pozwolę sobie wrócić nieco później,

Simon nie okazał się seryjnym mordercą i podróż prywatnym odrzutowcem przebiegła w miłej atmosferze, a na pocałunkach się nie skończyło. Ale Simon nie dość, że był bajecznie bogaty, to jeszcze opowiadał o swoim wyjątkowo ciekawym, czasem ciężkim życiu. Nie tylko więc zafascynował kobietę, ale wzbudził w niej również współczucie. I jeszcze większe zaufanie.

Drugą kobietą przedstawioną w filmie jest Szwedka Pernilla Sjoholm. W przeciwieństwie do swojej poprzedniczki ta po prostu szukała w sieci kogoś podobnego do siebie. I jak pewnie się domyślacie, również trafiła na profil Simona. Ujął ją tym, że tak samo jak ona dużo czasu poświęcał pracy i podróżom. Tym razem mężczyzna zaproponował swojej nowej znajomej, aby przyleciała do niego do Amsterdamu. I tak, tu znowu zapaliła mi się czerwona lampka. Kto leci do nowo poznanego człowieka? Kto? Pernilla! Tym razem jednak między parą nie zaiskrzyło, ale spotkanie przebiegało w tak miłej i radosnej atmosferze, że bez problemu zostali przyjaciółmi.

Powróćmy teraz do Cecilie. Miłość (w większości oparta na internetowych wiadomościach) kwitła. Wszystko zdawało się układać wręcz idealnie, aż do dnia, w którym Simon wysłał jej zdjęcie swojego pobitego ochroniarza. Sprawcami tego ataku byli, jak twierdził, jego „wrogowie”, o których nie mówił zbyt szczegółowo. Sytuacja, w jakiej się znalazł, zmusiła go rzekomo do tego, aby przestał używać swoich kart bankomatowych, gdyż polujący na niego ludzie w ten sposób go namierzają. Dlatego jedyną jego drogą ratunku i wybawienia była Cecilie, która mogła udostępnić mu swoje konto. Naiwność kobiety trwa w najlepsze i zgadza się na to bez problemu, nie mając pojęcia, że właśnie wplątała się w długą i nieprzewidywalną grę z zawodowym oszustem. Bo czy faktycznie pieniądze, które teraz może pobierać z konta Cecilie, mają zapewnić mu bezpieczeństwo? Szybko okazuje się, że nie. A to, na co wydaje je Simon oraz jego zuchwałość i brak skrupułów, z pewnością sprawi, że będziecie zdziwieni bardziej niż wam się wydaje. Co więcej, na numer z pobitym ochroniarzem i czyhającymi na życie Simona oprawcami nabiera się także Pernilla, która przecież jest tylko jego przyjaciółką. To, jak od tej pory zmienia się życie obu kobiet (jak i tych, które poznamy w dalszej części dokumentu) i jakie niewyobrażalnie wysokie kwoty wchodzą w grę, jest szokujące.

Sprawa staje się na tyle poważna i niebezpieczna, że zaangażowana do niej zostaje gazeta „VG”, która po zapoznaniu się z materiałami dowodowymi postanawia zastawić na Simona zasadzkę. Nie będę wam oczywiście zdradzać szczegółów, powiem tylko tyle, że oszustwo dokonane na Cecilie i Pernilli to tylko jedna z wielu spraw, w którą zamieszany jest nasz tytułowy oszust z Tindera. Ile twarzy ma Simon? Co ma na sumieniu? Do czego zdolny jest się posunąć? I jak sprawa ta wpłynęła na życie obu kobiet? Felicity Morris, reżyserka dokumentu, nie zostawi was bez odpowiedzi. Oto bowiem zaczyna się ekscytująca, ale i niebezpieczna gra z oszustem – a sam dokument kapitalnie się rozkręca.

Pozwolę sobie jeszcze powrócić na moment do kwestii zachowania obu kobiet. Z jednej strony trzeba przyznać, że faktycznie przytrafiła im się sytuacja, której nie zazdrościmy i nie życzymy chyba nikomu. Simon zdobył ich zaufanie, wzbudził uczucia i z dobrego serca postanowiły mu pomóc. Z drugiej zaś strony – być może będzie to nieco subiektywne, ale bądźmy szczerzy – nikt nie wmówi mi, że bogactwo, jakim otaczał się Simon (prywatne odrzutowce, liczne podróże, markowe ubrania, drogie potrawy i alkohole), firma mająca związek z diamentami czy zamożna rodzina nie miały wpływu na to, że poznające go kobiety lgnęły do niego jak ćma do świecy.

Tym samym uważam, że dokument Oszust z Tindera wart jest obejrzenia z wielu różnych powodów. Pokazuje, jak łatwo można dać się zmanipulować, więc może lepiej mieć dystans do poznanych w sieci ludzi i nie wierzyć im ślepo w każda historię. Może powinniśmy uczyć się na błędach kobiet oszukanych przez Simona? I być może warto też przy wyborze partnera nie kierować się jedynie wyglądem i grubością portfela, bo wymarzona bajka może bardzo szybko prysnąć niczym mydlana bańka.

Ostatnim powodem, dla którego warto sięgać po ten Netflixowy dokument, jest zakończenie, które – szczerze przyznam – niezwykle mnie zaszokowało.

A zatem jeśli jeszcze nie oglądaliście, to radzę zrobić to jak najszybciej!

Moja ocena: 7/10

Karolina Michalska

Karolina Michalska

Absolwentka Filologii Polskiej ze specjalizacją Filmoznawstwo i Teatrologia. Kocha zwierzęta i podróże - ale przede wszystkim nietuzinkowe kino z wszelkich (nawet tych najbardziej abstrakcyjnych) stron świata. Święta Filmowa Trójca: Pasolini, Bałabanow, Kubrick.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA