search
REKLAMA
Recenzje

NOCNE ISTOTY. Mrok i chaos

Tomasz Raczkowski

24 listopada 2018

REKLAMA

Horrory nieustannie przypominają nam, że strach jest nieodłączną częścią życia, a ciemne zakamarki, nawet jeśli znajdują się w naszym własnym domu, są potencjalnym siedliskiem zła i istot, które pod osłoną nocy mogą stać się dla nas zagrożeniem. Tego typu demony przywołane są w tytule filmu Nocne istoty. Argentyński horror może w pewniej mierze kojarzyć się z popularnymi i cenionymi od ładnych kilku lat hiszpańskimi filmami grozy. Oprócz języka z produkcjami z Półwyspu Iberyjskiego Nocne istoty zdaje się łączyć podszyta makabrą duszna atmosfera i zawieszenie gdzieś na granicy realizmu i fantastyczności. Jednak film ten nie zapisze się raczej w historii gatunku jako szeroko komentowana i wysokiej jakości propozycja, pozostanie średniakiem, któremu pomimo rzetelności wyraźnie brak polotu.

Film Demiána Rugny rozgrywa się na pewnym przedmieściu Buenos Aires, gdzie w swoistym trójkącie bermudzkim trzech domów dochodzi do dziwnych zdarzeń. W domu samotnego mężczyzny słychać dziwne hałasy, po czym znika on bez śladu, kobiecie w gotowaniu kolacji przeszkadzają niepokojące głosy, a dramat matki tragicznie zmarłego dziecka pogłębia niespodziewana wizyta. Z jakim podejściem do gatunku mamy do czynienia, sugeruje już otwierająca sekwencja, w której drobny detal sygnalizuje zaburzenie normalności życia bohaterów. Następnie bardzo szybko przechodzimy do eskalacji napięcia i przełamania suspensu bezpośrednią makabrą. Całość opiera się zresztą na gwałtownym pęknięciu barier pomiędzy światem mrocznych wykwitów fantazji a realnym życiem (owo pęknięcie pojawia się zresztą fizycznie w filmie). Ten klasyczny koncept jest pretekstem dla rzetelnej i podręcznikowej niemalże filmowej opowieści grozy – i byłaby to zaleta Nocnych istot, gdyby nie jeden drobny detal, a mianowicie fakt, iż na pretekście się kończy.

Na fabułę Nocnych istot składają się trzy powiązane ze sobą historie mieszkańców wspomnianych domów, których życie zostaje brutalnie zakłócone przez ingerencję paranormalnych sił. Sprawę zagadkowych zdarzeń stara się zbadać trójka specjalistów – były policjant, ekspertka od zjawisk nadprzyrodzonych i jej tajemniczy kolega. Towarzyszy im jeszcze Funes, policjant w średnim wieku, przypadkowo trafiający w centrum zdarzeń, których nie chce być świadkiem. Poszczególne wątki i sekwencje robią dobre wrażenie – są sprawnie skonstruowane, mają odpowiednią wewnętrzną dynamikę i trzymają w napięciu. Problem zaczyna się w momencie, gdy twórcy starają się je ze sobą spleść. O ile zaburzenie chronologii zdarzeń i nałożenie kilku pozornie odrębnych fragmentów wypada dobrze, to zawodzi rozwinięcie opowieści – a właściwie jej brak. W ciągu filmu nie dowiadujemy się ani nic o naturze i charakterze agresywnych zjaw, ani o ludzkich bohaterach tej historii. Chcąc w półtoragodzinnym filmie zawrzeć kilka motywów i podejść do tematu demonów, Rugna drepce wciąż w miejscu, nie oferując widzowi nic poza sprawną ekspozycją, która nie prowadzi jednak do fabularnego konkretu.

Nie pomaga też niespójna konstrukcja. W pierwszej części Nocne istoty przyjmują formułę szkatułkową, prezentującą oddzielnie poszczególne historie spięte klamrą śledztwa trójki specjalistów, by w dalszej części zwrócić się ku standardowemu, linearnemu dążeniu do finałowej konfrontacji ludzi ze złymi siłami. Tak wywrócona stylistycznie narracja nie sprawia wrażenia spójnej, konsekwentnej całości, a raczej naprędce posklejanej z ogólnych pomysłów improwizacji. W efekcie reżyser jakby zapomniał o strukturalnym znaczeniu bohaterów, beztrosko przenosząc ciężar filmu z jednej osoby na drugą, przy czym przejścia między nimi nie są specjalnie umocowane w akcji, a co gorsza, żadna z postaci nie otrzymuje rzetelnej charakterystyki, pozwalającej dostrzec w jej obecności na ekranie coś więcej niż przypadek, a nawet w jakikolwiek sposób się do niej przywiązać. Konsekwencją jest generalny chaos i pośpiech, które odbierają całemu filmowi wrażenie czegoś więcej niż zbioru niezłych składowych scen.

Reżyserowi oddać trzeba, że wie, jak straszyć widza i budować napięcie. Nocne istoty bronią się przede wszystkim (jeśli nie tylko) rzetelnie zrealizowanymi sekwencjami zderzania ludzi z napastnikami nie z tego świata. Rugna umie efektywnie posługiwać się horrorową gramatyką, sprawnie łącząc dyskretne budowanie napięcia, klasyczne jump scare’y, makabrę i aurę klaustrofobicznego lęku przed nienazwanym zagrożeniem. Choć momentami razi jakość efektów specjalnych i animacji wyłaniających się z mroku potworów, z technicznego punktu widzenia Nocne istoty trzymają solidny poziom. Problemem nie jest też nadużywanie gatunkowych klisz, które co dość zaskakujące, nie rzucają się specjalnie w oczy, raczej wtapiając się w dynamikę filmu. O słabości obrazu decyduje więc to, że z kinowej syntagmy nie rodzą się interesujące znaczenia, a nad filmem ciąży brak szerszej koncepcji, nadającej historii tożsamość i kierunek bardziej dopracowany niż „ludzie nękani są przez zjawy z ciemności”.

Zakończenie Nocnych istot sugeruje, że realne jest powstanie kolejnej części tej historii. Można by powiedzieć, że to dobrze, skoro zagadka przedstawianych zdarzeń nie została wyjaśniona, a akcja nie wydaje się dokończona. Tyle że po seansie można mieć wrażenie, że fabuła w ogóle nie została rozpoczęta, a to, co obejrzeliśmy, to rozbudowany teaser, dopiero zwiastujący właściwe danie. Nie ma też jednak nad czym rozpaczać czy specjalnie żałować niewykorzystanego potencjału – nie tyle coś zostało tu zmarnowane, ile w ogóle zabrakło porządnego pomysłu na film, który w wersji końcowej stał się zaledwie rzemieślniczą realizacją na bazie tylko częściowo skonceptualizowanych pretekstów.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Konsekwentnie poszukuje kina niemieszczącego się w sztywnych ramach, prowokującego i nieoczywistego.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA