search
REKLAMA
Czarno na białym

MOJA NOC U MAUD. Nieznośny ciężar wyboru

Jan Brzozowski

20 grudnia 2020

REKLAMA

Zrealizowana w 1969 roku Moja noc u Maud jest planowo trzecim, a chronologicznie czwartym epizodem Sześciu opowieści moralnych Érica Rohmera. Początkowo (tzn. w drugiej połowie lat 40.) Francuz zaplanował swój cykl w formie powieściowej – nie mógł jeszcze wtedy przewidzieć, że pod koniec lat 50. bezpowrotnie pochłonie go kino. Każdy z wchodzących w skład serii filmów zorganizowany jest według podobnego schematu: główny bohater (zawsze mężczyzna) zostaje postawiony przed wyborem moralnym dotyczącym jego sfery uczuciowej. Może pozostać przy kobiecie, z którą jest obecnie związany (bądź obrał ją sobie za swego rodzaju punkt stały), albo rzucić się w wir erotycznej przygody, nawiązując spontaniczny romans ze świeżo poznaną bohaterką.

W Mojej nocy u Maud przed takim wyborem postawiony zostaje anonimowy inżynier-katolik (Jean-Louis Trintignant). Mężczyzna mieszka w malutkim miasteczku Ceyrat, ale większość czasu spędza w nieco większym Clermont-Ferrand (miejscu narodzin słynnego, niezwykle ważnego w kontekście dzieła Rohmera filozofa Blaise’a Pascala), tam też pracuje i chodzi do kościoła. Podczas jednej z mszy jego uwagę przyciąga stojąca nieopodal blondynka Françoise (Marie-Christine Barrault). Po opuszczeniu świątyni bohater przez moment podąża za nią samochodem, ale wkrótce dziewczyna znika z jego pola widzenia. Kilka scen później blondynka znów przelotnie pojawia się na ekranie, wymijając stojącego w korku inżyniera rowerem. Wówczas po raz pierwszy protagonista odzywa się zza kadru jako narrator (cecha charakterystyczna każdej, za wyjątkiem Kolana Klary, z Sześciu opowieści moralnej): „Tego dnia, 21 grudnia wieczorem, podjąłem nagle precyzyjną i definitywną decyzję, że Françoise zostanie moją żoną”.

To lapidarne, stanowcze wyznanie ciąży nad filmem Rohmera niczym fatum nad nieszczęśnikiem z tragedii greckiej. Podejrzewamy, że protagonista pozostanie mu wierny, wcześniej musi jednak zostać poddany swego rodzaju próbie. Przypadkiem spotkany przyjaciel z lat szkolnych Vidal (Antoine Vitez), profesor-marksista i weteran uwodzenia w jednym, zapoznaje narratora z tytułową bohaterką, piękną Maud (Françoise Fabian). Inżynier staje się pionkiem w skomplikowanej grze swoich znajomych. Kwintesencją filmu Rohmera jest długa scena pierwszego spotkania tej trzyosobowej grupy. Przesiadując w mieszkaniu Maud bohaterowie dyskutują przy winie o Myślach i słynnym zakładzie Pascala, co konsekwentnie prowadzi ich do rozważań dotyczących etyki chrześcijańskiej. Inżynier jako praktykujący katolik podkreśla, że od czasu nawrócenia nie poszukuje pojedynczych przygód miłosnych – jego ostatecznym celem jest małżeństwo z osobą, która dzieliłaby z nim poglądy w sferze wiary. Maud i Vidal podstępnie wystawiają moralność głównego bohatera na próbę. On wymawia się późną godziną i wraca do domu, podczas gdy ona zaczyna powoli uwodzić coraz bardziej zakłopotanego inżyniera. Z czasem pomiędzy bohaterami nawiązuje się nić porozumienia, która sprawia, że ich relacja zaczyna wykraczać poza fizyczne pożądanie. W tym momencie mężczyzna zostaje postawiony przed wyborem natury moralnej – może spędzić noc z piękną, pociągającą Maud albo zachować wierność względem uroczej blondynki, którą w myślach mianował już swoją przyszłą żoną.

Najbardziej frapującym elementem dzieła Rohmera jest dla mnie portret głównego bohatera – skonfliktowanego wewnętrznie katolika, rozerwanego pomiędzy potrzebami duszy i ciała. Jego dylemat staje się naturalnym przedłużeniem problemu, który Pascal rozważał w wielokrotnie wspominanym na przestrzeni filmu zakładzie. W szerszej perspektywie wybór pomiędzy Françoise a Maud rozpatrywać należy nie jako wybór pomiędzy dwiema kobietami, lecz pomiędzy życiem wiecznym a doczesnym. Pascal stawia, rzecz jasna, na to pierwsze: „jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko; jeśli przegrasz, nie tracisz nic”1. Filozof rozważał jednak ten złożony problem na płaszczyźnie czysto teoretycznej, w zaciszu swego XVII-wiecznego gabinetu, dysponując nieograniczonym czasem i (prawie nieograniczonym) rozumem. Protagonista Mojej nocy u Maud zostaje natomiast postawiony w sytuacji granicznej – czasu na podjęcie decyzji w zasadzie nie ma, a rozum na niewiele się zdaje. Albo konsekwentnie będzie się trzymał swoich ideałów, albo wybierze kuszącą perspektywę spędzenia nocy z piękną kobietą. Rohmer sprowadza w ten sposób abstrakcyjny dylemat Pascala na ziemię – wciela go w życie, udowadniając, że wybór wcale nie jest tak prosty i oczywisty, jak mogłoby się po lekturze Myśli wydawać.

Istotą kina Rohmera są dialogi – bohaterom właściwie nie zamykają się usta, ich motywacje i uczucia docierają do nas najczęściej właśnie w formie audialnej. Rację miał Jerzy Płażewski, gdy w Historii filmu francuskiego pisał o tym, że twórca Kolekcjonerki „właśnie poprzez słowo wyjawia nam najgłębsze, często zazdrośnie skrywane cechy osobowości. Obfite używanie dialogu przez reżysera zadało kłam prymitywnej tezie, że tak zwane przegadanie filmu wyznaczane bywa mechanicznie przez czysto arytmetyczny stosunek dialogu do obrazu”2. Rozmowy bohaterów Mojej nocy u Maud to czysta przyjemność odbiorcza – pobudzająca intelektualnie zabawa, w której mniej lub bardziej aktywnie uczestniczymy. Możemy słuchać, przetwarzać, wyciągać wnioski, przeżywając jednocześnie wraz z inżynierem całą gamę emocji.

Dominacja dialogu nie oznacza jednak, że obraz zostaje zepchnięty na trzeci albo czwarty plan. O odpowiednią oprawę wizualną Mojej nocy u Maud zadbał wybitny operator Nestor Almendros – stały współpracownik François Truffauta, a zarazem autor zdjęć do takich produkcji jak Niebiańskie dni (Oscar), Sprawa Kramerów czy Wybór Zofii. Czarno-białe kadry są najczęściej statyczne i, za sprawą światłocienia, wyjątkowo nastrojowe, estetycznie satysfakcjonujące. Nie tłamszą dialogowych potyczek bohaterów, stanowiąc przy tym – jako eleganckie, skrzętnie zaprojektowane tło – wartość samą w sobie. Nie jest więc może Moja noc u Maud tak wizualnie wysmakowanym filmem jak Kolano Klary bądź Kolekcjonerka (za zdjęcia do obu tych dzieł również odpowiadał Almendros), ale z pewnością nie można jej odmówić, podobnie jak tytułowej postaci, swego rodzaju uroku.

Moja noc u Maud jest moim ulubionym epizodem Sześciu opowieści moralnych. Dlaczego? Być może ze względu na to, że blisko mi do światopoglądu, a co za tym idzie również dylematów głównego bohatera? A może dlatego, że najważniejsza problematyka filmu odnosi się w sposób bezpośredni do książki, którą cenię bardzo wysoko? Swój wkład ma też na pewno piękne, niejednoznaczne zakończenie – wakacyjny epilog na plaży, która staje się miejscem niecodziennego, przypadkowego spotkania. Wierzę w to, że skłania ono inżyniera do rozmyślań. Czy dokonał właściwego wyboru? Czy mógł być szczęśliwszym człowiekiem? Nigdy się tego nie dowie, gdyż, jak pisze w Nieznośnej lekkości bytu Milan Kundera: „Nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania”3. Protagonista Mojej nocy u Maud zaakceptował swój wybór – świadczy o tym zamykające film ujęcie rodzinnej sielanki. Podskórna niepewność potrafi jednak tkwić w człowieku przez całe życie. Akceptacja, nawet po latach względnie szczęśliwego małżeństwa, może okazać się tylko pozorna.

1B. Pascal, Myśli, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, Warszawa 1968, str. 196.

2J. Płażewski, Historia filmu francuskiego, Warszawa 1989, str. 497.

3M. Kundera, Nieznośna lekkość bytu, tłum. Agnieszka Holland, Warszawa 1996, str. 9.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Student trzeciego roku na poznańskim filmoznawstwie. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA