Connect with us

Recenzje

MARTWY FARCIARZ. Przekręt po irlandzku

Pieniądze to nie wszystko, ale…

Published

on

MARTWY FARCIARZ. Przekręt po irlandzku

Lata 90. to złoty okres dla brytyjskiej kinematografii, która wyszła z długoletniego kryzysu dzięki takim filmom jak Cztery wesela i pogrzeb Mike’a Newella, Trainspotting Danny’ego Boyle’a, Angielski pacjent Anthony’ego Mingheli, Goło i wesoło Petera Cattaneo i Zakochany Szekspir Johna Maddena. Jednym z największych przebojów roku 1998 był Martwy farciarz Kirka Jonesa – komedia, która ze względu na brak kinowej premiery w Polsce jest u nas słabo znana. Niezasłużenie, bo to kolejny „wielki mały film” rodem z Wysp Brytyjskich.

Fabuła tego wybornego debiutu brzmi jak anegdota. Tulaigh Mhór to licząca 52 mieszkańców wieś na irlandzkim wybrzeżu. Niewielka wspólnota jest powiązana rodzinnymi, koleżeńskimi i zawodowymi zależnościami, których źródła sięgają kilka pokoleń wstecz. Tutaj każdy zna każdego i chociaż nie wszyscy się lubią, to nauczyli się koegzystować, bo mają świadomość, że w tak malutkiej społeczności są na siebie skazani. Pewnego dnia Jackie i Michael, para emerytowanych przyjaciół, dowiadują się, że jeden z ich sąsiadów zdobył główną nagrodę w Loterii Narodowej – prawie 7 milionów funtów. Szczęśliwcem okazuje się Ned Devine, sędziwy odludek z chaty nad urwiskiem.

Advertisement

Problem w tym, że dowiedziawszy się o wygranej, podekscytowany Ned zmarł na atak serca. Jackie i Michael postanawiają przechytrzyć przybyłego do wioski kontrolera loteryjnego z Dublina, aby zachować fortunę dla całej wioski.

Dlaczego INTERSTELLAR to najlepszy film zeszłego roku? Ambitna podróż między fizyką a metafizyką

Pomimo nieprawdopodobnego założenia Martwy farciarz uderza prawdą o ludzkich charakterach i realiach życia na prowincji. Jak przystało na komedię obyczajową, film prezentuje konwencje panujące w maleńkiej zbiorowości oraz galerię barwnych postaci. Wśród mieszkańców wioski wyróżniają się: skąpy cwaniaczek Jackie, jego rozsądna żona Annie, dobroduszny Michael, samotna matka Maggie, zakochany w niej hodowca świń Finn oraz złośliwa zołza Lizzy. Wszyscy mają swoje wady, lecz są z gruntu dobrzy i poczciwi, choć niekoniecznie uczciwi, wszak decydują się na kant. Ale przecież pieniądze wygrał „swój chłop”, który na pewno podzieliłby się nimi z resztą wioski, toteż wygrana po prostu im się należy.

Advertisement

„Co będzie, jeśli wszyscy wyjadą w jakieś lepsze miejsce?” – zastanawia się miejscowy ksiądz. „A skąd! Wydadzą wszystko w pubie Fitzgeralda” – odpowiada chłopak przysłuchujący się duchownemu. I ma rację.

Dialogi są zresztą jedną z najmocniejszych stron filmu. „Finn, przecież wiesz, że cię kocham. Gdyby nie te świnie, wyszłabym za ciebie choćby dzisiaj” – mówi Maggie. „Ale ja lubię świnie i pomimo odoru jestem do nich przywiązany!” – odpowiada hodowca, który od stóp do głów jest przesiąknięty zapachem zwierząt. „Widziałeś kiedyś Jezusa?” – dopytuje młodego księdza mały Maurice. „Właściwie to nie” – przyznaje kapłan. „Ale pracujesz dla niego, prawda? Ile ci płaci?” – drąży chłopiec. „To raczej zapłata duchowa” – stwierdza ksiądz, na co rezolutny malec odpowiada: „Chyba nie mógłbym pracować dla kogoś, kogo nigdy nie widziałem i na dodatek za darmo!”.

Advertisement

Gdy formuje się plan oszukania kontrolera, ktoś pyta, jak go rozpoznać. „Ma katar” – informuje Jackie. „Katar?” – dziwią się mieszkańcy. „Tak, reaguje alergicznie na wieś” – precyzuje niezrażony Jackie. Tego rodzaju typowo brytyjskiego humoru jest tutaj bez liku.

Ten skromny, bezpretensjonalny obraz kontynuuje najlepsze tradycje komedii z Ealingu – serii praktycznie nieznanych w Polsce, a w Anglii niezwykle popularnych filmów produkowanych przez wytwórnię Ealing Studios w latach 40. i 50., m.in. Paszport do Pimlico Henry’ego Corneliusa, Szlachectwo zobowiązuje Roberta Hamera, Szajka z Lawendowego Wzgórza Charlesa Crichtona i Jak zabić starszą panią Alexandra Mackendricka (ten ostatni tytuł doczekał się niezbyt udanej przeróbki w reżyserii braci Coenów). Z kolei brawurowa scena, w której Lizzy jedzie na swoim wózku inwalidzkim do budki telefonicznej, nawiązuje do slapsticku w duchu Chaplina.

Advertisement

Martwy farciarz to również przykład tak zwanego feel good movie – ciepłej, podnoszącej na duchu produkcji, której dodatkowymi atutami są zachwycające zdjęcia plenerowe, znakomite aktorstwo oraz irlandzka muzyka ludowa rozbrzmiewająca na ścieżce dźwiękowej.

Advertisement

Autor książek „Bóg w sprayu. Filozofia według Philipa K. Dicka” (2012) i „SoundLab. Rozmowy” (2017) oraz opowiadań zamieszczanych w magazynach literackich „Czas Kultury” i „Akcent”. Publikował m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, „Trans/wizji” i „Gazety Magnetofonowej” oraz na portalach Czaskultury.pl i Dwutygodnik.com.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *