search
REKLAMA
Recenzje

LOMBARD. Dokument jak rzadko wyrazisty

Zamiast kolejnego artykułu w ogólnopolskiej prasie lepiej obejrzeć „Lombard”.

Tomasz Raczkowski

4 listopada 2022

lombard
REKLAMA

Jakiś czas temu popularność zdobyły realizowane w konwencji balansującej między dokumentem a reality show programy odsłaniające kulisy pracy (głównie amerykańskich) lombardów – mekki hazardzistów, deski ratunku przymierających głodem, piaskownicy zbieraczy. Ekipy filmowe również znajdowały w lombardach i ich pracownikach różne skarby – od wystawki historycznych ciekawostek, przez synekdochę cywilizacji tonącej w przedmiotach, po soczewkę, skupiającą panoramę i problemy społeczeństwa. Ten ostatni, najciekawszy trop podejmuje Łukasz Kowalski w swoim dokumencie opowiadającym o pracy bytomskiego lombardu przy noszącej adekwatne miano ulicy Wytrwałych.

Centralnymi postaciami Lombardu są Jola i Wiesiek, prowadzące biznes małżeństwo w średnim wieku. Codzienność pracy w punkcie skupu i sprzedaży przeróżnych rzeczy oglądamy z ich perspektywy, a jednym z kluczowych pryzmatów jest tu kryzys ich związku. Podejmowana z każdym dniem walka o przetrwanie interesu towarzyszy zmaganiu z życiem prywatnym, a tłem dla tego wszystkiego jest cokolwiek posępna panorama poindustrialnego Bytomia – wyludniającego się, ubożejącego miasta-blizny po transformacji gospodarczej.

Kowalski wykorzystuje ramę działalności tytułowego lombardu do pokazania realiów Polski, której wielu wolałoby nie widzieć. To Polska zapaści, szarzyzny i braku perspektyw, zamieszkana przez ludzi, których życiowe drogi wydają się składać wyłącznie z zakrętów i wybojów. Rozwijając swoją opowieść, reżyser stopniowo rozszerza perspektywę z właścicieli i pracowników lombardu również na jego klientów, pokazując sieci znajomości, powiązań i zależności, dzięki czemu udaje mu się spleść z wielu głosów, sytuacji i małych opowieści charakterystykę bytomskiej społeczności, stanowiącej tu reprezentację całej wyrzucanej usilnie na marginesy współczesności klasy.

Pomimo tej optyki twórcy Lombardu nie uprawiają pornografii biedy, zbyt często dokonywanej w przypadku opowiadania o proletariackiej rzeczywistości i ofiarach systemowych obrotów historii. Obserwując, Kowalski stara się zwracać uwagę zarówno na to, co poważne i przykre, jak i zabawne oraz niosące nadzieję. Efektem jest nadający filmowi świeżości balans między społecznym komentarzem a zgoła rozrywkową energią – gdyby doprecyzować gatunkową przynależność Lombardu, należałoby określić go mianem komediodramatu. Jak w życiu, życiowe rozterki i upadki sąsiadują tu ze śmiechem i radością, a równie mocno, co gorzkie konstatacje o współczesnej Polsce wybrzmiewa przekaz dotyczący zawsze tlącej się nadziei na przezwyciężenie trudności oraz lepsze jutro.

Tak sprofilowany realizm stanowi o sile Lombardu i bez wątpienia powinien zjednywać filmowi Kowalskiego kolejne grupy widzów. Nie trywializując problemów bohaterów, reżyser wydobył z ich historii całkiem spory ładunek nośnej „memiczności”, zawierzając film silnym osobowościom, które nie zamierzają dać się wtłoczyć w socjologiczne ramy. Jest to jednak również do pewnego stopnia obosieczna broń. O ile w Lombardzie czuć twórczy dialog ekipy filmowej z portretowanymi ludźmi, o tyle miejscami tworzona przez nich wespół z reżyserem (auto)kreacja ociera się o filmowe przerysowanie, podszyte protekcjonalnością, czyniące z zastawionego rupieciami lombardu gabinet osobliwości. Trudno podejrzewać tu kogokolwiek o złe intencje, można jednak zastanawiać się, czy Lombard nie zbliża się zbyt blisko do cechującej wspomniane na początku reality-dokumenty stylizacji, przedkładającej wyrazistość i „charakterność” bohaterów nad uziemienie ich portretów.

Jednak nawet jeśli dosłyszymy fałszywe nuty, pozostają one jedynie detalami przy ogromie filmowego i życiowego dobra, jakie serwuje nam Łukasz Kowalski. Lombard to dokument jak rzadko wyrazisty, ponadprzeciętnie empatyczny i unikalnie otwierający na myślenie i dyskutowanie o realiach ekonomicznych zwłaszcza tych miejsc w Polsce, które łapią się w kadr reprezentacyjnych fotografii i historii o sukcesie. Zamiast kolejnego artykułu w ogólnopolskiej prasie o trudnym życiu prowincji/ubożeniu Polek i Polaków/wyniszczeniu krajobrazu społecznego/zlewaniu się życia prywatnego i pracy lepiej obejrzeć Lombard – usłyszymy w nim więcej nieprzetworzonych głosów, poczujemy więcej autentyczności i zobaczymy więcej człowieka.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA